Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Wells Audio Innamorata

mhfm5 2014 001Wells Audio to amerykański producent z siedzibą w mieście Campbell w Kalifornii. Informacje na jego temat są bardzo skromne. Wiadomo jedynie, że właścicielem firmy jest pasjonat i dystrybutor sprzętu grającego, Jeff Wells.
Oferta składa się trzech końcówek mocy: Akashy, od której wszystko się zaczęło, testowanej Innamoraty i najnowszej, dwukrotnie droższej Innamoraty Signature. Do tego dochodzą dwa przewody zasilające. Tyle.




Przednią ściankę Innamoraty wykonano z kuloodpornego akrylu w kolorze czarnym. Poza walorami wizualnymi daje on nadzieję na uniknięcie uszkodzeń mechanicznych. Boki zajmują radiatory. Wychyłowy wskaźnik umieszczono centralnie. Po włączeniu urządzenia wskazówka na chwilę ożywa, by po ustabilizowaniu się znieruchomieć w pozycji odpowiadającej napięciu zasilania.




Chciałoby się, żeby tarcza wskaźnika była podświetlana. Widać nie tylko mnie taka myśl przyszła do głowy. W trakcie pisania tekstu dowiedziałem się, że w kolejnych egzemplarzach wprowadzono dyskretne białe podświetlenie. Na tylnej ściance znajdziemy tylko niezbędne wyposażenie: wysokiej jakości terminale głośnikowe oraz wejście i wyjście RCA.


mhfm5 2014 002


Moc nominalna to 120 W/8 Ω. Wydaje się, że jak na amerykański piec to niewiele, ale końcówka Wellsa okazuje się wystarczająco mocna do wysterowania nawet tak trudnych kolumn, jak Dynaudio C3.

Robert Trzeszczyński


mhifi 3 opinia2

Wzmacniacz stanął przed nie lada wyzwaniem, bowiem był konfrontowany z drogimi i uznanymi konstrukcjami. Akustyka pomieszczeń, w których przebiegały testy, również nie pomagała. Pomimo zastosowania dużej ilości ustrojów rozpraszających i tłumiących pozostał problem ze wzbudzającym się basem. Tutaj mogłyby pomóc jedynie specjalnie projektowane pułapki basowe, jednak ze względu na rozmiary nadają się tylko do pomieszczeń urządzanych pod kątem słuchania. Większość z nas nie ma takiego komfortu.
Różnice w porównaniu do wzmacniaczy odniesienia okazały się duże. Na płycie „Passage” grupy Empire Brass Quintet łatwo dało się zaobserwować odmienne charaktery Audioneta i Wellsa. AMP 1 dociążał brzmienie, zaś Innamorata przekazywała więcej informacji o strukturze dźwięku, atakach poszczególnych impulsów i ciszy pomiędzy kolejnymi kulminacjami. Koncertowe nagrania Milesa Davisa pokazały, jak realistycznie Innamorata buduje przestrzeń. Szczególnie rozciągnięcie w głąb sceny budziło uznanie. Ponadprzeciętna rozdzielczość pozwalała bez problemu wyławiać szczegóły z tła głównych popisów trębacza. Lokalizacja pozornych źródeł dźwięku była bardzo dobra. Instrumenty miały prawidłową wielkość i nie zachodziły na siebie. Gęste fragmenty symfoniczne nie zaburzały rytmu ani czytelności instrumentów. Koncert na lewą rękę Ravela udowodnił z kolei, że wzmacniacz świetnie radzi sobie z budowaniem skali dźwięku.
Porównanie Wellsa z Markiem Levinsonem potwierdziło powyższe obserwacje. ML 23,5 to końcówka o ciepłym charakterze, z mocnym dołem pasma. Operuje dużą masą, a jednocześnie dobrze kontroluje bas. Wells zagrał szczuplej i żywiej w całym zakresie, z większą dźwięcznością góry. Trudno wskazać zwycięzcę; to dwie odmienne prezentacje, które wybierzemy w zależności od gustu i repertuaru.

mhfm5 2014 003


Najbardziej zbliżone dźwiękowo do końcówki Wellsa były monobloki Jeffa Rowlanda. Ponownie okazało się, że Innamorata świetnie sobie radzi z basem i pod tym względem przewyższa konkurencję. Pozostałe różnice były niewielkie, chociaż nieco większym wyrafinowaniem popisał się Model 6. Należy jednak pamiętać, że w Europie monobloki były dwukrotnie droższe od Wellsa i to kilka lat temu, kiedy hi-end wyceniano znacznie rozsądniej.
Amerykańska końcówka to szybkość i dokładność, ale bez ostrości czy suchości w średnicy i wysokich tonach. Jej precyzja umożliwia śledzenie detali. Nie umykają one naszej uwadze, ale – z drugiej strony – również nadmiernie jej nie angażują. Taka prezentacja bardzo mi się podoba. Całość jest spójna i wiarygodna. Nie ma miejsca na upiększanie ani podbarwienia. Równowaga tonalna, wraz z szybkością oraz szlachetnością dźwięku, nie pozostawią nas obojętnymi.
Innamoratę można polecić słuchaczom, którym zależy na dobrej kontroli, połączonej z czytelną średnicą i detaliczną górą pasma. Wypożyczając sprzęt do recenzji, usłyszałem, że to połączenie najlepszych cech lamp i tranzystorów. Po pierwszych odsłuchach zdecydowanie bym takiej tezie zaprzeczył, bowiem znacznie więcej tu brzmienia dobrego tranzystora niż dogrzanej lampy. Jednak po dłuższym słuchaniu muszę się z nią zgodzić. Z tym, że nie mamy tutaj do czynienia ze stereotypowo ocieploną barwą, ale z gładkością i klarownością przekazu, zarezerwowanymi dla najbardziej udanych konstrukcji.

Robert Trzeszczyński

mhifi 3 opinia1




Wells Audio to prawie u nas nieznana firma z Kalifornii. Katalog także nie jest specjalnie obszerny. Do recenzji trafiła szczytowa końcówka mocy o włosko brzmiącej nazwie „Innamorata”. To nic innego jak zakochana („innamorato” znaczy po włosku „zakochany”). I rzeczywiście, w jej wyglądzie można się zakochać. Współczynnik akceptacji żony (WAF) jest w tym przypadku wysoki.
Zaraz po wyjęciu Innamoraty z kartonu i odczekaniu kilkunastu minut, potrzebnych na rozgrzewkę, dźwięk rozczarował. Zdawał się matowy i płaski. Pomyślałem, że końcówka nie zgrała się z systemem. Aby zweryfikować pierwsze wrażenie, podłączyłem inny przedwzmacniacz. Do dyspozycji, oprócz Audio Note’a M3, miałem pożyczonego ART-a Conductor. Dźwięk niby się poprawił, ale nie na tyle, aby rozłożył mnie na łopatki. Nie traciłem nadziei, ponieważ podobne doświadczenie przeżyłem z dwoma modelami Pliniusa. Pozwoliłem więc Innamoracie się zadomowić.
Następnego dnia ponowiłem próbę z przedwzmacniaczem AN M3. Po kilkudziesięciu minutach rozgrzewki rozpocząłem odsłuch. I tutaj zaskoczenie. Innamorata rozpostarła skrzydła. Dźwięk otworzył się, stał się plastyczny i dynamiczny. Pojawiła się obszerna przestrzeń. Scena była budowana raczej w głąb niż w stronę słuchacza.

mhfm5 2014 004


Zaskakiwały wyjątkowe szybkość i dynamika. Odnosiło się wrażenie, że muzyka jest bardziej wartka niż ta, którą dotąd znałem z płyt. Wzmacniacz operował naturalną barwą. Nic nie kłuło ani nie drażniło. Dźwięk był pełny i gęsty, a średnica nasycona. Wzorcowo przy tym rozdzielcza i precyzyjna.
Dokładność podkreśliło dyskretne wyeksponowanie wysokich tonów oraz zwarty, punktowy bas, który w porównaniu z użytymi do porównań wzmacniaczami lampowymi SET schodził bardzo nisko, nie tracąc kontroli. Trzeba przyznać, że ten zakres został przedstawiony znakomicie.
Zróżnicowanie barw kontrabasu zasługiwało na wielkie brawa. Album „Super Bass” tria Brown/Clayton/McBride zabrzmiał spektakularnie. Znów – nie dane mi było cieszyć się taką rozdzielczością niskich tonów z SET-ów. Obserwacje potwierdził odsłuch albumu „Companion” Patricii Barber. Dwa pierwsze utwory z tej płyty pokazują bogactwo brzmienia kontrabasu, a lekka ekspozycja góry pasma, wnoszona przez wzmacniacz, dyskretne podkreśla sybilanty. Pojawia się efekt napowietrzenia sceny. Wokale stają się bardziej namacalne, a jakość wysokich tonów pozostaje doskonała. Nie narzucają się ani nie drażnią. Gdyby ktoś gustował w łagodniejszej estetyce, może ilość góry zmniejszyć kablami głośnikowymi, nie tracąc przy tym innych wybitnych aspektów brzmienia. Początkowo używałem przewodów Acoustic Zen Hologram II. Następnie podłączyłem dość tanie Alphardy Da Vinci. To był dobry wybór. W zbyt ciemnych systemach powodują zatarcie konturów, utratę rozdzielczości i wycofanie wysokich tonów. W tym przypadku brzmienie uległo wygładzeniu, ale zachowało wszystkie atuty. Może jedynie gdzieś umknęły najdrobniejsze detale, ale nie musi to być traktowane jako wada. Oczywiście, takie połączenie to mezalians cenowy, ale jak widać, dało satysfakcjonujący efekt. Strach pomyśleć, co by się działo z przewodami którejś z renomowanych firm.
Wzmacniacz reaguje na zmianę okablowania głośnikowego natychmiast. Z łączówkami RCA już takich dużych różnic nie uzyskałem.

mhfm5 2014 005


Kolejne płyty, które przesłuchałem, zarówno analogowe, jak i CD, zawierały muzykę symfoniczną, koncerty fortepianowe i skrzypcowe oraz koncerty muzyki barokowej Haydna i Bacha. Lokalizacja źródeł pozornych, separacja, porządek na obszernej scenie, wreszcie – nieskrępowana dynamika składały się na realistyczny i zróżnicowany przekaz. Przechodzenie od piano do forte i tutti nie robiło na Wellsie wrażenia. I to pomimo jego niewygórowanej mocy. Barwa skrzypiec i fortepianu była realistyczna, choć nieco rozjaśniona. Dzięki temu jednak możliwe stało się śledzenie każdego ruchu muzyka. Być może uzyskanie takiego efektu było zamiarem konstruktora, a może to tylko moje przyzwyczajenie do wzmacniaczy lampowych? Zawsze jednak można poeksperymentować z kablami i uzyskać spektakularne efekty. Moja szczera rekomendacja – zarówno za brzmienie, jak i wygląd.
Hm... może go sobie sprawię?


Jerzy Mieszkowski

 

mhifi 3 t

 

 


Źródło: Magazyn HiFi 01/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF