Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Rogue Audio Pharoah

image003a
Dzielić czy łączyć, integrować czy dezintegrować? Oto jest pytanie początkujących producentów hi-fi. Ci, którzy działają dłużej niż dekadę, wiedzą, że trzeba mieć w ofercie różne propozycje.




Szef Rogue Audio – Mark O’Brien – zaczynał od przedwzmacniacza. Potem przyszła kolej na końcówki mocy, a wreszcie na konstrukcje zintegrowane. Do ostatniej grupy należy Pharoah – mocą bliski hybrydowej Meduzie, ale wyposażony w lampowy preamp i moduł phono MM/MC.
Mark O’Brien interesował się elektroniką od dziecka. Sam budował kolumny, montował wzmacniacze z kitów Haflera. Sam próbował projektować przedwzmacniacze. Skończył studia inżynierskie z fizyki i pracował przy konstruowaniu urządzeń laserowych. Zanim założył własną firmę, zaliczył studia MBA, co pomaga mu prowadzić interes. 

Firma wyrosła z hobby Marka. Uznał, że ma projekty tak dobre, że czas podzielić się nimi z innymi audiofilami. Zamierzał produkować tylko takie urządzenia, jakie sam by kupił. Od początku więc jasno określił swoją misję w dziedzinie hi-fi: najlepsze brzmienie, wysoka jakość i niezawodność, olśniewający wygląd, przystępna cena (ma też innego bzika, znacznie bardziej niebezpiecznego: jeździ w wyścigach motocyklowych).
Pierwszym produktem Rogue Audio był przedwzmacniacz Sixty-Six. Integrę Cronus Mark zaprojektował do swojego salonu. Była mała, mocna i trafiła w zapotrzebowanie rynku, stając się bestsellerem Rogue Audio.
Do niedawna domeną firmy były wzmacniacze lampowe. Jednak na wystawie CES 2012 w Las Vegas O’Brien zaskoczył swoich fanów nową konstrukcją, którą nazwał TubeD. Były to dwa hybrydowe wzmacniacze mocy: Hydra i Medusa. Różniły się tylko mocą i stały się punktem wyjścia do opracowania hybrydowych wzmacniaczy zintegrowanych o nazwach Sphinx i Pharoah. Ten drugi jest obecnie flagową integrą amerykańskiej firmy.
Nie jest to zwykłe połączenie przedwzmacniacza lampowego z tranzystorową końcówką pracującą w klasie D. O’Brien tłumaczy, że MOSFET-y są tylko na wyjściu, a cała końcówka mocy pracuje jak wzmacniacz lampowy. Co ciekawe, integra została wyposażona jedynie w dwie lampy – podwójne triody małej mocy ECC802S.

image006

Dobre elementy, a wokół dużo powietrza.


Kiedy spojrzałem na wielkie pudło, w którym przyjechał Pharoah, nie od razu wiedziałem, z jakiego kraju pochodzi. Przecież nie z Egiptu! Targnąłem zawartość, a kręgosłup krzyknął od razu: „Maks 20 kg”! Więcej nie dźwignę, ale to było jakieś 19, więc dałem radę. Ustawiłem wzmacniacz na granitowym stoliku i od razu mruknąłem z zadowoleniem: ładny! Gruba płyta czołowa ze szczotkowanego aluminium od razu windowała go na wysoką półkę w klasyfikacji hi-fi. Głęboko wyfrezowana nazwa firmy to najlepszy pomysł na logo, jaki widziałem. Żadne nadruki ani malowania. Prosto, subtelnie i ze smakiem.
W podobnym stylu zaprojektowano pozostałe wzmacniacze Rogue Audio. W aktualnej ofercie znajdziemy: trzy integry, pięć preampów, siedem końcówek mocy: stereo i monobloki oraz dwa przedwzmacniacze korekcyjne do gramofonu.

Budowa
Elegancki projekt frontu zwraca uwagę symetrią i wydzieleniem centralnego, czarnego pola na sterowanie. Mamy tu dużą gałkę potencjometru, mniejszą balansu i przełącznik funkcji. Pomiędzy nimi symetrycznie umieszczono dwa przyciski: włącznik pętli procesora i unity gain. Co oznacza ten drugi, trudno dociec. Nie jest to zwykłe wejście do końcówki mocy, a w pudle nie znalazłem instrukcji, która by to wyjaśniła.

 

image005

Na dole dwie płytki wzmacniaczy VcD400 Hypex Electronics z Holandii.


Na prawo od czarnego owalu znalazł się guzik uruchamiający wyjście słuchawkowe, a dalej – samo wyjście, tzw. duży jack. Główny włącznik sieciowy umieszczono z tyłu. Na froncie jest tylko przycisk do wybudzania wzmacniacza z trybu standby.
Gniazda na tylnej ściance są bardzo porządne. Żadne tam króciutkie, na których wtyki trzymają się umownie. Do wyboru mamy cztery wejścia liniowe RCA: CD, 2 x AUX, Unity Gain (?); pętlę procesora, regulowane wyjście do zewnętrznej końcówki mocy oraz wyjście stałe. Do tego jeden XLR i dwie pary pozłacanych terminali głośnikowych. Te ostatnie przyjmują m.in. wąskie widełki, co nie jest oczywiste. Miłą niespodziankę sprawia obecność wejścia phono MM/MC. Obok znajduje się śruba masowa. Podłączając do niej gramofon, można uniknąć przydźwięków. Zasilanie dostarczamy do standardowego wejścia IEC. Przy głównym przełączniku sieciowym widać gniazdo bezpiecznika z nakrętką. Dwa inne bezpieczniki umieszczono na płycie głównej. Z tyłu obudowy widnieje dumny napis „Made in USA”.
Żeby przełączyć preamp gramofonowy z ustawionej fabrycznie pozycji MM na MC, trzeba zajrzeć do środka. Przy okazji warto rzucić okiem na szczegóły budowy. Potężny transformator toroidalny zamknięto w metalowej puszce. Obok znalazł się drugi – sporo mniejszy, ale też swoje waży. Z trafami sąsiadują ustawione w trzech rzędach kondensatory – Nichicon i Cornell-Dubilier z serii SLPX. Układy rozmieszczono na dużej płycie drukowanej z szerokimi ścieżkami miedzianymi. Połączenia sygnałowe wykonano przewodem ekranowanym Belden 8450 (22 AWG) o niskiej pojemności. Oporniki to w większości japońskie tantalowe Shinkohy stosowane w najzacniejszych urządzeniach.

 

image004

Lampy w ceramicznych podstawkach. Kondensatory Mundorf MCap Evo.


Wzmacniacze mocy pracują w klasie D i pochodzą z holenderskiej firmy Hypex Electronics z Groningen. Oznaczenie UcD to Universal class D. Hypex należy do światowej czołówki w produkcji kompletnych modułów do wzmacniaczy i kolumn aktywnych.
Potencjometry to Alpsy. Niebieski obsługuje balans. Logarytmiczny 100KAX2 napędzany silnikiem odpowiada za siłę głosu. Lampy to JJ ECC802S, odpowiedniki ECC82, ale z dłuższymi, odseparowanymi katodami. Nie są to wersje ze złoconymi nóżkami, ponieważ te byłyby o połowę droższe. Producent deklaruje, że stosuje także lampy Tungsram. Warto poszukać lepszych NOS-ów albo współczesnych odpowiedników na wymianę. Odwdzięczą się jeszcze lepszym brzmieniem. Obok triod sterczą dumnie dwa kondensatory Mundorfa z nowej serii MCap Evo Aluminium Oil. Pozwolą zapomnieć o potrzebie wymiany na lepsze. Chyba, że na Silver in Oil... w przyszłości.

 

image002

Pilot do walki wręcz lub sterowania głośnością.


Pilot ma tylko trzy przyciski: głośniej, ciszej i „mute”. Jest ciężki, bo zbudowany z grubego aluminium.

Wrażenia odsłuchowe
Przycisk na froncie uruchamia urządzenie po około 30 sekundach, dając lampom czas na podgrzanie katod. I właściwie od tego momentu wzmacniacz gra pełnym głosem, który zmienia się nieznacznie po upływie około pół godziny.
Faraon spodobał mi się od razu i to w dwóch ważnych aspektach: przestrzeni i spójności brzmienia. Scena jest prezentowana z rozmachem, zarówno wszerz, jak i w głąb. Nie jest sztucznie pompowana. W nagraniach orkiestrowych, takich jak „Exotic Dances from the Opera” (Reference Recordings) rozrasta się do wielkiej sali koncertowej. Natomiast stare nagrania Chesky Records, choćby te z pierwszego samplera, prezentują stereofonię kameralną, z lekkim pogłosem dużego pomieszczenia. I tutaj miły akcent dla wielbicieli niuansów. Gdyby nie selektywność wzmacniacza, tak subtelny pogłos mógłby zostać zagłuszony dźwiękami z pierwszego planu. Pharoah pozwala się delektować szczegółami. Odkryłem to dzięki płytom SACD, choćby kantatom Bacha w nagraniu Bach Collegium Japan (BIS). Ale efekt okazał się jeszcze mocniejszy po podłączeniu przetwornika i odsłuchu nagrań 24/192 norweskiej wytwórni 2L (do pobrania za darmo z ich strony). Scena dźwiękowa w tym przypadku dodatkowo się pogłębiła.

 

image001

Gruba przednia ścianka z aluminium. Elegancko rozmieszczone gałki i przyciski.


Pharoah nie preferuje żadnej części pasma. W nagraniach, które tego wymagają, np. popowych, daje solidną podstawę basową. Ale kiedy przyjdzie do odtworzenia kontrabasu Paula Chambersa z „Kind of Blue”, nie słychać dudnienia. Porównywanie brzmienia saksofonów Johna Coltrane’a i Juliana Cannonballa Adderleya to wielka przyjemność dla miłośnika jazzu. I ta trąbka Davisa; aż chciałoby się podejść i jej dotknąć.
Jak na urządzenie z lampami przystało, głosy Diany Krall czy Cassandry Wilson są zmysłowe, ale ciepełka jak z 300B nie oczekujmy. Nie pozwolą na to chłodne moduły w klasie D. To one dają uderzenie w orkiestrowych tutti i szarpnięciach strun kontrabasu.
Sprawdziłem też wejście gramofonowe. Nie jest tak dobre, jak preampy w osobnych obudowach, ale za lepszą opcję trzeba przecież zapłacić kilka tysięcy; samo Rogue Audio ma na taką okazję dwie propozycje. Wzmacniacz akceptuje oba typy wkładek – MM i MC. Wystarczy zdjąć obudowę i przestawić w środku. Polecam przetworniki MC, bo wydobywają z rowków więcej niuansów i dynamiki. Z wymagającym Denonem DL103 Pharoah poradził sobie znakomicie.

 

image007

Gniazda RCA, XLR i solidne zaciski głośnikowe.



Konkluzja
Miło jest się przekonać, że któryś z elementów naszego zestawu jest nienaruszalny i rośnie wraz z upgrade’em pozostałych urządzeń. Rogue Audio Pharoah taki właśnie jest. Będzie trwał jak piramidy i odziedziczą go wnuki.

 

 

t

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Autor: Janusz Michalski
Źródło: HFiM 03/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF