Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Musical Fidelity M1DAC

12-14 06 2011 01Odtwarzacze plików zadomowiły się w świecie hi-fi na dobre. Nadal jednak istnieje wiele sposobów przenoszenia cyfrowej biblioteki z dysku do wzmacniacza. Urządzenia, do których można podłączyć tylko pendrive, to półśrodki. Serwery są zazwyczaj drogie i trzeba trochę posiedzieć, żeby zgrać na nie zgromadzone dotąd płyty. Dlatego coraz większą popularnością cieszą się przetworniki, do których można bezpośrednio podłączyć komputer.

Musical Fidelity – firma założona w 1982 roku przez Anthony Michaelsona – chce być jednym z liderów plikowej rewolucji. Po reorganizacji oferty i ujednoliceniu wzornictwa postawiono na rozwój urządzeń odtwarzających pliki. Porty USB znajdziemy obecnie nie tylko w przetwornikach, ale też we wzmacniaczu słuchawkowym M1HPA, odtwarzaczu M6CD, a nawet w przedwzmacniaczu M6PRE.

Budowa
Po eksperymentach ze srebrno-złotymi frontami i dziwacznymi kształtami obudów Musical postanowił się dostosować do wymagań klientów. Nastała era kanciastych klocków z dyskretnymi przyciskami. M1DAC to doskonały przykład minimalizmu. Jedyną ozdobą frontu jest mała tabliczka z nazwą modelu. Oprócz niej mamy tu tylko dwa przyciski. Jeden aktywuje tryb czuwania (odłączyć przetwornik od sieci możemy tylko, wypinając przewód zasilający), natomiast drugi służy do wyboru źródła. Kilka dyskretnych diod dostarcza informacji o aktywnym wejściu oraz częstotliwości próbkowania sygnału. Jest też mała zielona dioda informująca o działaniu upsamplingu do 192 kHz. LED-y rozmieszczono przy dwóch liniach z opisami przywołującymi na myśl liternictwo na płytkach drukowanych.
Przetwornik wygląda nieco garażowo. Jakby tego było mało, przedniej ścianki nie wykonano ze szczotkowanego aluminium, jak nakazują obecne trendy. Jest metalowa i ma około pół centymetra, ale pokryto ją chropowatym lakierem proszkowym. Główną część obudowy, wraz z pokrywą, wykonano z grubych blach, dzięki czemu jest ona sztywna i odporna na rezonanse. Całość ustawiono na czterech nóżkach podklejonych gumą.
Tylną ściankę podzielono na trzy części – zasilanie, wejścia i wyjścia. Trójbolcowe gniazdo sieciowe IEC to standard. Z wejść cyfrowych do wyboru jest USB (typ B), optyczne, koaksjalne oraz AES/ EBU. Wyjścia analogowe są dwa – zbalansowane (XLR) i niezbalansowane (RCA). To pierwsze w komputerowych przetwornikach wciąż stanowi rzadkość, dlatego zasługuje na pochwałę. Szkoda, że w wyposażeniu producent nie dodaje przewodu USB. Nie przewidziano też zdalnego sterowania, więc użytkownicy korzystający z więcej niż jednego źródła cyfrowego będą musieli od czasu do czasu ruszyć się z fotela.
M1DAC wykorzystuje 24-bitowy przetwornik delta-sigma, przystosowany do pracy z sygnałem o parametrach granicznych 24 bity/192 kHz. Miłośników odtwarzania plików z komputera czeka jednak małe rozczarowanie – wejście USB jest ograniczone do 16 bitów/48 kHz. Dostajemy więc urządzenie zdolne odtworzyć pliki zrippowane z płyt CD i większość normalnej biblioteki, ale z plikami wysokiej rozdzielczości trzeba sobie poradzić inaczej.
Wewnątrz nie zobaczymy transformatorów toroidalnych ani lamp. Jeśli nie liczyć sterowania przytulonego do przedniej ścianki, całość elektroniki zmieściła się na jednej płytce, zajmującej niemal całą przestrzeń. Z tyłu mamy układy wejściowe. Zasilacz nie wygląda imponująco, natomiast z prawej strony ulokowano przetwornik z układami wyjściowymi. Oznaczenia niektórych kluczowych elementów zostały zaklejone, co uniemożliwia dokładne oględziny, a konkurencji utrudnia kopiowanie firmowych rozwiązań.

12-14 06 2011 02     12-14 06 2011 03

Jeśli chodzi o konfigurację, ma ona przebiegać wyjątkowo prosto. Wystarczy podłączyć kabel USB do komputera, a ten, niezależnie od systemu operacyjnego, powinien rozpoznać Musicala jako urządzenie USB Digital Audio i od razu rozpocząć współpracę. W najgorszym razie może wystąpić konieczność ręcznej zmiany urządzenia wyjściowego w ustawieniach systemu lub odtwarzacza. Sprawdziłem przetwornik z kilkoma komputerami i wszystko działało bez zarzutu.
Jedynym minusem z użytkowego punktu widzenia jest brak połączenia bezprzewodowego. W audiofilskich przetwornikach Wi-Fi wciąż należy do rzadkości. Jeśli mała stacyjka Bose może mieć nadajnik USB i odtwarzać muzykę z każdego komputera, to co stoi na przeszkodzie, żeby takie rozwiązanie zastosować w DAC-u? Teoretycznie można tu wykorzystać coś na kształt Squeezeboxa, ale to kolejny wydatek. Najwyraźniej bezprzewodową transmisję sygnału zobaczymy dopiero w uniwersalnym kontrolerze muzyki M1CLIC.

12-14 06 2011 04     12-14 06 2011 05

Konfiguracja
M1DAC pracował w systemie złożonym z podłogowych kolumn Audio Physic Tempo VI i integry McIntosh MA6600, połączonych taśmami Nordost Red Dawn. Zasilanie składało się z listwy Fadel Art Hotline IEC i kompletu sieciówek Audioquest NRG-2. Do porównań wykorzystałem gramofon Pro-Ject Debut III Esprit z wkładką Ortofon Alpha oraz komputer wyposażony w kartę dźwiękową ESI Juli@. Ten ostatni posłużył też za jedno ze źródeł sygnału USB dla przetwornika. Dodajmy, że nie jest to zwykły blaszak, lecz dosyć zaawansowana maszyna zbudowana pod kątem bezgłośnej pracy. Oprogramowanie to Windows XP SP3 i Foobar 2000 z pluginem Asio4All. Drugim źródłem był netbook HP Mini 210-2170NR, pracujący na systemie Ubuntu 10.04 z odtwarzaczem DeaDBeeF. Odsłuchy zostały przeprowadzone na plikach FLAC i WAV. Przy obecnych pojemnościach twardych dysków empetrójki nie mają racji bytu.
W drugiej fazie testu M1DAC współpracował z odtwarzaczem Marantz CD6003. Łączówki to niedroga Tara Labs Prism 300a, Albedo Beginning, QED Qunex 1 oraz cyfrowy koaksjalny Bridge Premium BPA481. Do połączenia przetwornika z komputerami wykorzystałem kabel USB Vivanco CC U5 30.

Reklama

Brzmienie
Zacznijmy od wrażeń z odsłuchu plików z komputera. W porównaniu z kartą dźwiękową ESI Juli@ przetwornik Musicala zaprezentował więcej ciepła i plastyczności, a także odrobinę lepszą dynamikę. Poprawiła się również przejrzystość w zakresie wysokich tonów, ale była to zmiana ledwie zauważalna. M1DAC inaczej ukształtował bas. Niskie tony były prowadzone pewniej niż w wydaniu komputera z wysokiej jakości kartą, ale trudno było się pozbyć wrażenia, że szybkość została poprawiona kosztem głębi. Przetwornik znacznie trudniej było zmusić do penetrowania subwooferowych obszarów pasma.
Przesiadka z komputera stacjonarnego na netbook okazała się ciekawym doświadczeniem. Odniosłem wrażenie, że delikatnej poprawie uległa rozdzielczość, a brzmienie znów zyskało na wyrazistości. Trzeba jednak zaznaczyć, że mówimy o niewielkich różnicach; chwilami na granicy autosugestii. Kierowałbym się jednak tą samą logiką, co w przypadku magicznych akcesoriów – jeśli po zakończeniu odsłuchów zostawiamy je w systemie, to może rzeczywiście pozytywnie wpływają na brzmienie. Czasami nieformalne odsłuchy są bardziej miarodajne niż te, do których siadamy w skupieniu.
Najważniejsze pytanie odnośnie testów z komputerami brzmi: czy M1DAC wypadł lepiej od Julii, która od kilku lat pełni rolę punktu orientacyjnego (nie referencyjnego) w testach odtwarzaczy plikowych? Tak, choć jeszcze nie na tyle, żeby po powrocie do karty odczuwać wielki ból, jak to miało miejsce po odsłuchach PS Audio Digital Linka III i DSS-ów Blacknote’a. Musical jest jednak od nich zauważalnie tańszy, więc nie ma się czemu dziwić.
Porównanie przetwornika współpracującego z Marantzem CD6003 w roli transportu z kompletnym odtwarzaczem nie wykazało spektakularnej przewagi Musicala nad przetwornikiem Marantza. Charakter brzmienia się zmienił – M1DAC dodał od siebie trochę ciepła i łagodności, a także po raz kolejny poprawił kontrolę niskich tonów. Marantz zagrał za to dynamiczniej, z większym przytupem, jaśniejszą górą i głębszym basem. Trudno powiedzieć, czy któraś opcja była rzeczywiście lepsza. Wszystko będzie zależało od konkretnego systemu. Ale nawet jeśli założymy, że Musical tylko zmieni charakter brzmienia odtwarzacza, wciąż będzie to ciekawa opcja dla użytkownika. To tak, jak mieć dwie pary kolumn – każda na inną okazję i do trochę innej muzyki.
We wszystkich fazach testu Musical popisywał się bardzo dobrze zorganizowaną stereofonią. Scena nigdy nie była ściśnięta między kolumnami, a M1DAC kreślił kontury dźwięków z dużą pewnością siebie. Audio Physiki nie pogniewały się na takie źródło i zagrały z oddechem.
Charakter brzmienia przetwornika Musicala można określić następująco: delikatnie ocieplona średnica, kontrolowany bas, szczegółowa góra i bardzo dobra przestrzeń. Nie jest to hi-end ani w kategorii odtwarzaczy plikowych, ani w skali bezwzględnej, ale jak na klocek za niecałe dwa tysiące radzi sobie naprawdę dobrze. Aby dostać jeszcze więcej, trzeba wyłożyć przynajmniej kolejny tysiąc.

Konkluzja
M1DAC to propozycja dla osób, które nie miały jeszcze do czynienia z odtwarzaniem plików i potrzebują niedrogiego łącznika pomiędzy twardym dyskiem a wzmacniaczem. Szkoda, że nie przewidziano opcji transmisji bezprzewodowej ani innych udogodnień, ale za tę cenę nie można oczekiwać wszystkiego. Dużym plusem jest bezproblemowa współpraca z różnymi systemami operacyjnymi i łatwość obsługi. Plug and play.

12-14 06 2011 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 06/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF