Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Kolorowe monitory - Monitor Audio

32-36 11 2009 01Czy pamiętacie, czego słuchała młodzież 35-40 lat temu? Na falach „Trójki”, w dyskotekach i na prywatkach królowali Zeppelini i Deep Purple, Pink Floyd, Genesis, Rolling Stonesi, Slade i T. Rex.

Nikomu się jeszcze nie śniła „abbomania”, o kiczowatym disco nie wspominając, a przyszli punkowcy grzecznie dreptali do szkoły z tornistrami na plecach. Bez dalszych dywagacji mogę spokojnie stwierdzić, że początek lat 70. był najbardziej twórczym okresem w dziejach rocka. A czy zastanawialiście się, na czym owego rocka słuchano? No właśnie, z tym już było gorzej.
Co starsi czytelnicy mają zapewne w pamięci lampowe magnetofony szpulowe ZK120 – obowiązkowy element wyposażenia pokoju każdego nastolatka pomiędzy Bugiem a Odrą. Młodszym natomiast zamierzchłe czasy wczesnego Gierka mogą się kojarzyć z urządzeniami obłożonymi drewnem, błyszczącymi chromem i machającymi wskaźnikami wychyłowymi. Ale czy słusznie? Na przełomie lat 60. i 70. Technics produkował głównie kolumny, Denon działał jeszcze jako oddział Nippon Columbii i klepał gramofony, a o NAD-zie, Creeku, Audiolabie czy Arcamie

nikomu się nawet nie śniło. Jedynym krajem oferującym wysokiej jakości elektronikę były Niemcy (Grundig, Braun, Saba, Siemens, Telefunken), choć urządzenia te tylko sporadycznie trafiały za Żelazną Kurtynę. Młodzi ludzie, żądni mocniejszych wrażeń, mieli do dyspozycji masowo produkowane adaptery, landarowate radioodbiorniki z wbudowanymi gramofonami, a przede wszystkim – magnetofony szpulowe, na które pasjami nagrywano i kopiowano muzykę z radia. A jak to wyglądało w kolebce audiofilizmu? Wcale nie lepiej.
Wprawdzie kilka brytyjskich manufaktur wytwarzało lampowe wzmacniacze, dysponujące oszałamiającą mocą kilku watów, kilka innych nawet tranzystorowe (m.in. Naim i Quad), ale ich możliwości produkcyjne nijak się miały do gwałtownie rosnącego popytu. Jedyną grupą producentów, która w miarę elastycznie reagowała na eksplozję rocka, byli wytwórcy kolumn. Bardziej jednak zwracali uwagę na wygląd skrzynek (á la kredens królowej Wiktorii), dobór tkanin na maskownice i kolor fornirów niż na walory brzmieniowe. Oczywiście ówczesny świat zaludniało wielu niepoprawnych malkontentów, złorzeczących na jakość dźwięku oferowanego przez powszechnie dostępne urządzenia, ale tylko niewielu z nich zrobiło cokolwiek, by to zmienić. Dziwnym trafem ich wysiłki skumulowały się w 1972 roku, który okazał się jednym z najważniejszych w historii hi-fi. Wtedy to Denon – modelem PMA500 – rozpoczął produkcję wzmacniaczy, Ivor Tiefenbrunn założył Linna, a nowo powstały NAD na stanowisku głównego konstruktora zatrudnił Norwega – Bjorna Erika Edwardsena. W 1972 roku narodził się też bohater dzisiejszej opowieści – Monitor Audio.

Rewolucja w starej szopie
W przeciwieństwie do młodych gniewnych świata hi-fi Mo Iqbal, założyciel Monitor Audio, miał już za sobą długi staż w branży elektronicznej. Dość dokładnie zgłębił budowę wzmacniaczy i gramofonów, jednak najbardziej fascynowały go zespoły głośnikowe. Zauważył, że poprzez niewielkie zmiany kształtu obudowy, przetworników czy komponentów zwrotnicy można je stroić jak instrumenty, tak by charakter brzmienia najbardziej odpowiadał określonym gatunkom muzyki.
Początki oczywiście nie były łatwe. Wprawdzie Mo Iqbal dysponował wiedzą i doświadczeniem, ale nie on jeden w Anglii miał pojęcie o budowaniu kolumn. Niezbędne było pozyskanie zaplecza finansowego. W sukurs przyszło mu dwóch starych znajomych, którzy dysponowali dwiema niezaprzeczalnymi zaletami: funduszami i zaufaniem do Mo. Znamiennym faktem, niejako z góry skazującym planowaną działalność na sukces, było zlokalizowanie firmy w małej miejscowości o nazwie Tavisham, leżącej nieopodal Cambridge. Jak wiadomo, okolica ta jest dla hi-fi tym, czym Modena dla wielbicieli octu balsamicznego, wina, serów i sportowych samochodów.
Przez pierwsze lata całe zakłady Monitor Audio, czyli biura, dział projektowy, linia produkcyjna oraz zaplecze socjalne mieściły się w sporej szopie na peryferiach Tavisham, a pracującą tam załogę bez problemu dałoby się upchnąć w mikrobusie. I choć Mo Iqbal dysponował wszystkimi atutami, początki działalności nie były usłane różami.
Pierwsze projekty, oczywiście monitory, o symbolu MA1 zostały zignorowane przez klientów i czasopisma branżowe. W 1974 roku, po dwóch latach eksperymentów, pojawił się następny model – trójdrożny monitor o nieskomplikowanej nazwie MA3 (do dwójki jeszcze wrócimy), który został wreszcie dostrzeżony przez recenzentów. Po części stało się to za sprawą niebanalnego wyglądu, kojarzącego się z pingwinem na wrotkach, po części zaś dzięki wysmakowanej jak na owe czasy reklamie. Głównym czynnikiem, decydującym o sukcesie MA3, było jednak brzmienie i umiarkowana cena. Idąc za ciosem, Iqbal zaprojektował kolejne dwa „pingwiny”, MA4 i MA5, które pozwoliły wreszcie spać spokojnie głównemu księgowemu firmy i specjalistom od ryzyka kredytowego w pobliskim banku. I tak dziarskim krokiem Monitor Audio wkroczyło w rok 1975.
Choć cała produkcja manufaktury z Tavisham sprzedawała się na pniu, Mo postanowił nieco ulepszyć „grające pingwiny”. Zachęcony sukcesem trójki wskrzesił pierwszą konstrukcję i dostosował ją do obowiązujących trendów. Z szuflady wyjął też drugi projekt, oznaczonyjako MA2 i wraz ze zmodernizowaną trójką, czwórką i piątką wypuścił drugą serię monitorów. W międzyczasie obrósł też tłuszczykiem na tyle grubym, że w 1976 roku spłacił wspólników i stał się niezależnym samorządnym arcydyrektorem Monitor Audio.
Druga połowa lat 70. upłynęła na dynamicznym rozwoju oferty, która rozrosła się do trzynastu modeli (w tym monitorów studyjnych i dwóch kompaktowych maluchów), dostępnych w ciągłej sprzedaży. I wreszcie, pewnego pięknego dnia, na firmę spadła klęska urodzaju. Wszystkie dobudówki, korytarze i kanciapy zostały zawalone elementami do budowy kolumn, kartonami i gotowymi produktami, czekającymi na transport do sklepów. Warunki pracy stały się na tyle nieznośne, że Mo dojrzał do opuszczenia przytulnego baraczku. Na szczęście dla dojeżdżających firma przeniosła się do nowej, przestronnej siedziby w innej części Tavisham.

32-36 11 2009 02     32-36 11 2009 03     32-36 11 2009 06

Idź złoto do złota
Ośmielony powodzeniem kolumn Iqbal postanowił wypłynąć na nieco szersze wody. W roku 1979 zaprezentował pierwszy i jak dotąd jedyny gramofon Monitor Audio – ET500. Było to nowoczesne urządzenie, z zewnętrznym zasilaczem i skomplikowanym systemem wyważania ramienia. Okazało się jednak przysłowiową ślepą uliczką. O ile wśród producentów kolumn Monitor Audio miało już ugruntowaną pozycję, o tyle tu musiało się zmierzyć z wieloma utytułowanymi konstrukcjami pochodzącymi ze specjalistycznych manufaktur.
Niezrażony niepowodzeniem Mo wrócił do projektowania głośników, ale oprócz nowych obudów i zwrotnic zaczął kombinować z przetwornikami. Efektem wielu nieprzespanych nocy i hektolitrów wypitej kawy była pierwsza w historii firmy wysokotonowa kopułka z metalu. Jej narodziny datuje się na przełom lat 1985/86. Powstałe na jej bazie trzy modele kolumn zamkniętych i trzy z bas-refleksem wywołały prawdziwą sensację w świecie hi-fi. Dość powiedzieć, że Mo Iqbal znalazł wielu naśladowców, stosujących metalowe membrany, z różnym zresztą skutkiem.
Wysokie tony generowane przez nowy przetwornik wyznaczyły jakość niedostępną współczesnym tweeterom z jedwabiu. Wyspiarskie pisma branżowe rzuciły się na nowe kolumny, a w ślad za nimi klienci, dla których metalowe głośniki stały się przepustką do niezbadanych obszarów muzyki. Większość konstruktorów po takim sukcesie osiadłaby na laurach, ale dla Iqbala był to bodziec mobilizujący do jeszcze bardziej wytężonej pracy.
W 1988 roku powstał kolejny przetwornik wysokotonowy z metalową membraną, powleczoną dodatkowo złotem. Jeszcze w tym samym roku zakłady w Tavisham wypuściły linię kolumn o nazwie Monitor, wyposażonych w złoconą kopułkę. Nowe modele były mniejsze, zgrabniejsze i bardziej proporcjonalne od poprzedników, natomiast ich walory brzmieniowe biły na głowę droższą i bardziej utytułowaną konkurencję.
Kilku rywali próbowało podjąć rzuconą rękawicę, ale gdy się po nią schylali, Mo Iqbal zadał nokautujący cios – wyprodukował głośnik nisko-średniotonowy z aluminium pokrytego ceramiką, noszący symbol C-CAM (Ceramic-Coated Aluminium). Nowe kolumny o symbolu Studio 10, którym zaaplikowano C-CAM-owy przetwornik, pozamiatały wszystko w zasięgu słuchu. Nie myślcie jednak, że zespół badawczo-rozwojowy Monitor Audio upajał się sukcesem. Cały rok 1990 upłynął mu na mrówczej pracy nad nowocześniejszą wersją C-CAM-owych membran i rok później światło dzienne ujrzały nowe drivery, wyposażone w membrany ze stopu aluminiowo-magnezowego. Teraz skrót C-CAM oznaczał Ceramic-Coated Aluminium Magnesium. Jednocześnie Mo Iqbal zaprojektował nowe kolumny – Monitor Gold – w których wykorzystał najnowsze przetworniki. Później przez długie lata stały na samym szczycie cennika.
Technologia C-CAM okazała się na tyle ponadczasowa, że po blisko 20 latach wciąż jest wykorzystywana we wszystkich głośnikach Monitor Audio.

32-36 11 2009 04     32-36 11 2009 07     32-36 11 2009 10

Zmiana warty
W latach 90., trudnych dla producentów hi-fi, którzy padali jak muchy pod naporem kina domowego, Mo Iqbal stopniowo powiększał swoje imperium poprzez rozszerzenie sieci dystrybucji o dawne demoludy. Do nowych modeli monitorów i podłogówek dołożono głośniki centralne, a w 1996 – subwoofer ASW 7. W 1997 roku wiekowy już Mo sprzedał firmę Davidowi Collinsowi i przeszedł na w pełni zasłużoną emeryturę.
Nowy prezes dokonał jednej, za to niezwykle istotnej zmiany – na czele zespołu badawczo-rozwojowego postawił młodego inżyniera Deana Hartleya, byłego założyciela i głównego projektanta Keswick Audio. Posunięcie okazało się genialne. Hartley przyczynił się do powstania wielu znakomitych konstrukcji i dziś w Monitor Audio pełni funkcję dyrektora technicznego. Wpuszczenie do firmy świeżej krwi zaowocowało poszerzeniem oferty skierowanej do miłośników kina domowego. W 1999 roku w technologii C-CAM, zarezerwowanej dla nisko-średniotonowców, zaczęto wykonywać także kopułki wysokotonowe. Nowe przetworniki znalazły zastosowanie w serii Silver, która nazwę zawdzięcza właśnie ich kolorowi.
XX wiek dla Monitor Audio zamknął się dwoma mocnymi akcentami. Pierwszy to opracowanie technologii RST, polegającej na pokryciu membran malutkimi wgłębieniami podobnymi do tych, które można zobaczyć na powierzchni piłeczek golfowych. Drugi, znacznie istotniejszy, to przeprowadzka do nowej siedziby w miejscowości Rayleight (w hrabstwie Essex). I nie wiem, czy to zasługa zmiany klimatu, czy przełomu tysiącleci, ale od 2000 roku nowe serie głośników posypały się jak z rękawa.
Pojawiła się m.in. budżetowa linia Bronze, a Silver i Gold poddano licznym modyfikacjom. Równocześnie zespół Deana Hartleya udoskonalił kilka dotychczasowych patentów oraz opracował nowe rozwiązania, np. technologię natryskiwania membran polipropylenowych metalem, noszącą nazwę MMP (Metal Matrix Polymer). Innym krokiem było ponowne nawiązanie romansu z elektroniką. W 2005 roku na rynku ukazał się niewielki zestaw stereo ze stacją dokującą iPoda z logo Monitor Audio. W przeciwieństwie do gramofonu ET500 sprzed26 lat VR1 został ciepło przyjęty przez recenzentów i klientów.
W 2007 roku Monitor Audio kolejny raz zmieniło właściciela. Tym razem udziały w spółce przejęła grupa zatrudnionych tam managerów, której przewodził dyrektor generalny Andrew Flatt. Pierwszymi zmianami, jakie zauważyli miłośnicy marki, było utworzenie nowej linii Platinum. I w ten oto sposób doszlusowaliśmy do dnia dzisiejszego.

32-36 11 2009 09

Kolory muzyki
Obecnie w Monitor Audio pracuje 45 osób, z czego lwia cześć w dziale badawczo-rozwojowym. A co z montażem? Otóż kilka lat temu szefowie firmy poddali się ogólnoświatowej tendencji i całą produkcję przenieśli do Chin. Na potrzeby Monitor Audio wybudowano w Shenzen fabrykę, w której niemal wszystkie elementy kolumn są produkowane i montowane pod jednym dachem. Wyjątek stanowią niektóre przetworniki, elementy zwrotnic oraz zaciski głośnikowe WBT, instalowane w najwyższych modelach. Pomimo znacznej odległości szefowie Monitor Audio dbają o jakość produkcji. W efekcie nawet wielbiciele marki nie są w stanie odróżnić egzemplarzy montowanych w Anglii od tych zza Wielkiego Muru.
Wszystkich serii Monitor Audio można używać zarówno w stereo, jak i kinie domowym. Wprawdzie obecność subwooferów i głośników centralnych w najbardziej prestiżowych liniach zakrawa na świętokradztwo, ale zamożni miłośnicy wielokanałowych instalacji nie powinni mieć powodów do narzekań.
Na samym szczycie cennika stoi seria Platinum. To Mount Everest w dziejach firmy. Powstała na przełomie 2007 i 2008 roku, już po przejęciu przedsiębiorstwa przez Andrew Flatta, i skupia w sobie całą wiedzę oraz doświadczenie 37 lat funkcjonowania przedsiębiorstwa.
W skład Platinum wchodzą: jeden monitor, dwie kolumny podłogowe, dwa głośniki centralne oraz subwoofer. Choć ich wygląd zasługuje na najwyższe noty (wszystkie obudowy oklejono naturalnymi fornirami i pokryto jedenastoma (!) warstwami lakieru), to czapki z głów spadają za sprawą zastosowanych rozwiązań. Niskoi średniotonowe głośniki wykonuje się w technologii RDT (Rigid Diaphragm Technology), polegającej na tym, że między dwoma bardzo cienkimi (40 mikronów – to połowa grubości ludzkiego włosa) arkuszami folii ze stopu C-CAM umieszcza się 120-mikronową siateczkę z Nomexu o strukturze plastra miodu. Powstała w ten sposób membrana jest sztywniejsza niż ta z litego C-CAM-u tej samej grubości i znacznie od niej lżejsza. Z kolei najwyższe tony przetwarzają wstęgi, również w technologii C-CAM. Ważące 18 mg membrany są o połowę lżejsze od typowych 25-mm kopułek i mają większą powierzchnię emisji. Przednie ścianki kolumn, obudowy przetworników średniotonowych oraz cokoły w podłogówkach są wytwarzane z odpornego na rezonanse polimeru, wzbogaconego węglem. Innowacyjności nie oparły się nawet wyloty bas-refleksów, które pokrywa się gumowatym tworzywem z podłużnymi wgłębieniami zapobiegającymi turbulencjom. Technologię tę w Monitor Audio nazwano HiVe (High Velocity Reflex Port). Do budowy zwrotnic wykorzystuje się cewki powietrzne i kondensatory polipropylenowe. We wszystkich kolumnach Platinum są stosowane najwyższej jakości zaciski WBT pokryte platyną.
Na koniec opisu serii referencyjnej mała dygresja, dedykowana ortodoksyjnym miłośnikom europejskiego rękodzieła. Zestaw podłogowych PL300, będących topowym modelem Monitor Audio, kosztuje 25 tys. zł, a za parę monitorów PL100 trzeba zapłacić o połowę mniej. Jakość wykonania nie budzi wątpliwości, ale czy udałoby się utrzymać te ceny, gdyby kolumny produkowano w Anglii?
Na drugim stopniu podium stoi zdetronizowana seria Gold, obecna w katalogu od 1991 roku. Przeszła od tego czasu niezliczone modyfikacje, a w najnowszym wcieleniu tworzą ją: jeden monitor, dwie podłogówki, głośnik centralny, subwoofer i dipolowy surround, dedykowany wyrafinowanym instalacjom wielokanałowym. We wszystkich modelach, oczywiście poza subwooferem, pracują C-CAM-owe kopułki platerowane złotem oraz nisko-średniotonowce z C-CAM-owymi membranami pokrytymi wgłębieniami RST. Poza zwiększoną sztywnością konstrukcji rozwiązanie to redukuje fale stojące. W subwooferze na takie fanaberie już się nie silono. Porty wszystkich bas-refleksów wykonano w technice HiVe.
Ostatnie medalowe miejsce zajmuje seria Silver RX, której korzenie sięgają 1999 roku. Znajdziemy w niej dwa monitory i dwie kolumny podłogowe, głośnik centralny, subwoofer oraz naścienny surround, pracujący w trybie bipolowym/ /dipolowym. Od „złotej” serii Silvery różnią się głównie zastosowaniem „zwykłych” C-CAM-owych tweeterów.
Ostatnia z „kolorowych” serii – Bronze – powstała w roku 2000, już po przeprowadzce do Rayleigh. Choć niedroga, w 2006 roku zyskała dopisek Reference. Jej obecny skład jest identyczny, jak linii Silver, a najważniejsze różnice dotyczą zastosowanych przetworników. Otóż w miejsce C-CAM-owych membran nisko-średniotonowych zastosowano polimer natryskiwany metalem. Rozwiązanie to, pochodzące z 2003 roku, stosowano pierwotnie w popularnych głośnikach dedykowanych kinu domowemu, ale właściwości brzmieniowe nowych membran okazały się na tyle dobre, że nic nie stało na przeszkodzie, by montować je w klasycznych kolumnach o audiofilskich aspiracjach.
Pierwszą typowo kinową serią Monitora był zestaw Radius, zaprojektowany specjalnie z myślą o wykorzystaniu nowego polimerowo-metalowego głośnika MMP. Przez pięć lat Radiusy przeszły kilka modyfikacji, zyskały przydomek HD, a ich smukłe kształty dopasowano do obowiązujących trendów wzorniczych. Dużą niespodzianką jest to, że w kilku modelach Radiusów pracują... pokryte złotem C-CAM-owe kopułki znane z serii Gold.
Ostatnia i zarazem najnowsza, bo pochodząca z tego roku, seria Vector składa się z zaledwie trzech modeli: kompaktowych satelitów, dialogowca i subwoofera. Od niezliczonych podobnych im głośniczków, zalegających w sklepach RTV, Vectory różnią się złotymi kopułkami wysokotonowymi. C-CAM-owe tweetery w kompaktowych satelitkach to już prawdziwa perwersja.

Reklama

Epilog
Najnowszym urządzeniem Monitor Audio, powstałym w lipcu tego roku, jest kompaktowe radio internetowe, noszące nazwę AirStram 10. Jego podstawowa rola polega na współpracy z Internetem. AirStram 10 można połączyć bezprzewodowo (kabelkami też) z dowolnym routerem, domowym komputerem lub zewnętrznym twardym dyskiem, gdzie automatycznie wyszuka radiostacje i pliki MP3. Najmłodsze dziecko Monitor Audio ma możliwości, których Mo Iqbal nawet sobie nie wyobrażał, ale nie podniecajcie się. Nawet najnowocześniejsze urządzanie hi-fi pozostanie martwe, jeśli na końcu sygnał nie trafi do głośników.

Autor: Mariusz Zwoliński
Źródło: HFiM 11/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF