Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Beth Hart - Bang Bang Boom Boom

102-103 11 2012 BethHart

Mascot Music 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Beth Hart grała rok temu w warszawskiej „Progresji”. Koncert był udany. Dominowały jej własne hity, z „Californią” na czele, choć nie zabrakło też rockowych standardów, jak „Whole Lotta Love” Led Zeppelin.
Artystka bywa porównywana do największych muzycznych sław, w tym do Janis Joplin. Trochę na wyrost, ale nie bez powodu powierzono jej główną rolę w poświęconym Joplin musicalu. Zwykle repertuar Beth Hart to utwory rockowe okraszone soulem i rhythm and bluesem. Na nowej płycie jest więcej spokojniejszych, nastrojowych utworow.
Pierwsze nagranie – „Baddest Blues” – w rytmie na trzy rozwija się powoli, choć z każdym taktem przybywa aranżacyjnych i wokalnych atrakcji. Drugi utwór – tytułowy – też nie ma rockowej energii. Bliżej mu do kabaretu. Dopiero w „Better Man”odzywa się rockowa nuta. Ale tylko na moment, bo dalej znów dominują ballady (m.in. „Caught in the Rain”), a w „Swing My Thing Back Around” mamy nawet jazzową sekcję dętą. Czyli wyraźna zmiana. Piosenkarka złagodniała, chociaż jest jej z tym do twarzy. Zdecydowała się też na nieco frywolną okładkę, by podkreślić, że tym razem jest trochę inaczej.
Mnie nowa Hart się podoba. Zarówno ta komponująca, grająca i śpiewająca, jak i w roli modelki. Jeśli jednak ktoś polubił ją za repertuar w stylu „Whole Lotta Love”, może być zawiedziony.

Autor: Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 11/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF