Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Zingali Home Monitor 2.6

DSC 0741Historię i filozofię Zingali opisaliśmy szeroko w "Hi-Fi i Muzyce" z marca 2014. Firma jest na tyle interesująca, że warto się zapoznać z artykułem. Temat został w zasadzie wyczerpany, więc powtórzę tylko najważniejsze wątki. Jeżeli zaś chodzi o kolumny, spójrzcie na zdjęcia. Rzadko się widzi coś równie pięknego.



Giuseppe Zingali zaczynał od ścisłej współpracy z JBL-em. Zyskał u Amerykanów taki szacunek, że na tabliczkach znamionowych kolumn pozwolili mu umieszczać jego logo obok swojego. Kto zna podejście korporacji do prezentacji logotypów, wie, jaką rangę ma taka zgoda. Zingali do dziś ciepło wspomina tamtą kooperację, mimo że jego aktualne projekty konkurują z najwyższymi modelami JBL-a.
Jeśli myślicie, że Zingali to niewielka manufaktura, głęboko się mylicie. To firma z ogromnym zapleczem i nowoczesnym parkiem maszynowym. A że kolumny prezentują się tak, jakby nad każdą stolarz pracował miesiącami, to inna sprawa.

Kiedy wspomina się o włoskich legendach, jednym tchem wymienia się Sonusa i Chario. Wiele wskazuje na to, że Zingali może obie te marki przeskoczyć, bo firma niemal obsesyjnie dba o jakość produktów. Równie bezkompromisowo traktuje napis "Made in Italy". W wielu przypadkach wystarczy zmontować gotowe podzespoły i spełniamy wymogi unijne. Zingali natomiast obudowy wykonuje u siebie, a przetworniki zamawia w manufakturze Ciare, mieszczącej się niedaleko Ancony, oraz w B&C z Florencji. Nawet oporniki i kondensatory są produkowane we Włoszech i oznaczone logiem Zingali. Jedynym zagranicznym akcentem jest drewno na tuby: tulipanowiec amerykański. Sprowadza się je z Kalifornii i tak, jak przy produkcji fortepianów, sezonuje. Giuseppe ma przy tym sporo główkowania, bo musi przewidzieć obroty firmy na kilka lat do przodu. W planowaniu pomaga pojemny magazyn, który pomieści duży zapas materiału. Cierpliwość się opłaca, bo drewno nie odkształca się ani nie pęka. A to ma zasadnicze znaczenie w przypadku tub Omniray. Każda z nich jest wykrawana na obrabiarkach SCM z dokładnością do dziesiątej części milimetra.

1

Tuba Omniray w serii Client, tym razem z lakierem bezbarwnym.


Budowa
Tuba Omniray to kwintesencja konstrukcji Zingali. Jej opracowanie było żmudne i pochłonęło sporo drewna. Tuby są dopasowywane do wielkości przetworników, z którymi współpracują. Mają kształty zarówno sferyczne, jak i eliptyczne. Gdyby każda miała być wykonywana ręcznie, kolumny musiałyby kosztować znacznie więcej, a nie byłoby gwarancji powtarzalności. Nic dziwnego, że Giuseppe opatentował Omniraya, bo zapewne znaleźliby się chętni, aby skopiować rozwiązanie i ominąć koszty opracowania prototypów i wdrożenia ich do produkcji. A jest co kopiować, bo drewniane profile Zingali mają wszystkie zalety tuby, jak wysoka skuteczność, szybka odpowiedź na impuls i dynamika, ale w dużym stopniu są pozbawione ich wad, o czym więcej w części odsłuchowej.
Oferta Zingali jest zaskakująco szeroka. Od malutkich komputerowych głośniczków do podłogowych monstrów mamy aż sześć serii, a ceny kształtują się w granicach 7000-325000 zł.
Jak się okazuje, Polacy nie wybierają najtańszych modeli z serii Zero. Powodzeniem cieszy się natomiast linia Home Monitor, plasująca się w środku cennika. Obejmuje sześć modeli, w wydaniach standardowych oraz Plus (dopłata poniżej 10 %). Te drugie dają możliwość wyboru wykończenia. Standardowy model jest piękny i w zupełności by mi wystarczył, ale są klienci, którzy chcą dobrać głośniki do wystroju pomieszczenia i mogą to zrobić perfekcyjnie. Front i tył - tu do wyboru jest pięć rodzajów fornirów. Można sobie także zawinszować pełną wersję drewnianą. Natomiast boki specjaliści polakierują na jeden z 200 odcieni z palety RAL, w wersji matowej albo błyszczącej. Do tego dochodzą życzenia specjalne: na przykład skóra albo czerwień Ferrari (oryginalny lakier, bo firma współpracuje z legendarnym wytwórcą sportowych aut); ta druga za dopłatą 3000 zł. Jakość, jaką gwarantują cztery nowoczesne lakiernie, jest na poziomie Steinwaya. Dawno nie widziałem tak perfekcyjnego błysku, który eksponuje fakturę drewna. W najwyższej linii Client można zamówić nawet tabliczkę z wygrawerowanym nazwiskiem posiadacza. .

2

Wylot komory basowej.


Solidność i perfekcja spasowania obudów są wzorcowe. Skrzynie zrobiono z MDF-u. Wylot komory basowej umieszczono w podstawie i skierowano do przodu. Od spodu wkręca się śruby, dzięki którym można kolumny wypoziomować. To zdecydowanie konieczne, bo mają one wysoko położony środek ciężkości. Są przez to niezbyt stabilne i jeśli zapomnimy o poziomowaniu, może je przewrócić nawet kot. Odpada więc stawianie na kolumnach jakichkolwiek gadżetów. Wybijcie to sobie z głowy. Tutaj kieruję uwagę do producenta: może warto się zastanowić nad szerszym rozstawieniem kolców. Jakaś podstawa? Stelaż? Pewnie przesadzam, ale czasem warto dmuchać na zimne.
Dwudrożny układ to typowe d'Appolito. Dwa nisko-średniotonowce znajdują się na zewnątrz; tuba Omniray - w środku. Te pierwsze tkwią w drewnianych wgłębieniach, przypominających minituby. Nie ma żadnych maskownic i nie przewidziano takiej opcji nawet za dopłatą. To by zakłóciło harmonię projektu, a poza tym: po co przykrywać coś, za co płacimy ciężkie pieniądze? Na stałe zamontowano ażurową, półprzezroczystą siatkę, przypominającą pończochę. Może nie spełnia ona funkcji ochronnej, ale skutecznie zniechęca do wtykania paluchów w membrany, a przecież właśnie o to chodzi.

 



3

Podwójne gniazda.



Dbałość o szczegóły widać też w jakości podwójnych gniazd, ale na tym poziomie nie są już specjalną atrakcją. Podsumowując: Home Monitor 2.6 to jedne z najpiękniejszych kolumn, jakie można znaleźć w tym segmencie cenowym. Precyzja, szlachetne drewno, wyważenie proporcji - na usta cisną się same ochy i achy. A wyobraźcie sobie, że przy droższych modelach 2.6 wyglądają skromnie.

Konfiguracja
W teście Zingali grały ze wzmacniaczem McIntosh MA7000, odtwarzaczem Gamut CD-3, kablami Van Den Hula i systemem zasilającym Ansae. Ale, jak wiadomo, tuba lubi lampę. Dlatego jeżeli postanowiliście kupić Home Monitory, wypróbujcie tę opcję. Kolumny mają wysoką, choć - jak na tubę - nie oszałamiającą skuteczność 92 dB (2.6 jest najmniejszą i najtańszą propozycją w serii, pomijając monitory). Zachodzi tu zresztą prosta zależność: im droższy i większy model, tym skuteczność wyższa - największe 2.15 osiągają 96 dB. Do wysterowania 2.6 powinno wystarczyć 20 watów, a być może nawet trioda 300B. Dobrymi partnerami będą też tranzystory pracujące w klasie A, jak choćby szczytowa integra Accuphase'a.

Wrażenia odsłuchowe
Nigdy nie przepadałem za tubami. Owszem, doceniam dynamikę i skuteczność, ale ta koncepcja jakoś do mnie nie przemawiała. Przeszkadzały mi wysokie tony, przypominające to, co kiedyś słyszałem z Altusów, a także chropowate, lekko nosowe i ubogie w informacje brzmienie. To przekonanie hodowałem w sobie aż do jesieni ubiegłego roku, a rozwiał je... Mozart, czy raczej pani Joanna, przygotowująca nasze pismo do druku.
Na Audio Show 2013 Zingali grały w małym pokoju. Nie pamiętam modelu, ale kosztował około 50000 zł. Zobaczyłem tuby i już zamierzałem wychodzić, kiedy zauważyła mnie wspomniana dama i przywołała skinieniem. "Panie Maćku, puszczają Mozarta. Niech pan posłucha chwilę. Dobra orkiestra i jak na mój gust, to chyba ładnie gra". Usiadłem z mieszanymi uczuciami, ale kobiecie odmówić nie wypada. Pierwsze takty wywołały zaciekawienie, następne niedowierzanie, kolejne refleksję, że nie należy się kierować stereotypami. To była jedna z najbardziej udanych prezentacji, a już na pewno najbardziej pouczająca.

Dźwięk okazał się gładki, plastyczny i spójny. Jednocześnie przestrzenny i lotny. Lekki w odbiorze, wręcz fizjologiczny, ale kiedy trzeba - energiczny i skontrastowany. A prezentacja - świetnie przygotowana, bo nie skupiająca się na ogłuszaniu zwiedzających. Płynęła muzyka, ludzie nie gadali, ale słuchali. Ja zaś przypomniałem sobie entuzjazm z młodzieńczych lat. Zbierałem wtedy płyty i do kompletu symfonii Mozarta zabrakło mi dosłownie kilku. Potem przypomniałem sobie parę koncertów, na których byłem, a jeszcze po chwili wyłączyłem skojarzenia z obrazkami, wspomnieniami i tylko słuchałem. Już wtedy postanowiłem, że przetestuję włoskie kolumny w domu.
No i wreszcie Zingali dojechały do mnie. Specjalnie wziąłem model Home Monitor 2.6, który jest znacznie tańszy niż prezentowany na Audio Show, ale podobno chętnie wybierany przez klientów.
2.6 mnie nie zawiódł, ale jednocześnie rozbudził ciekawość, bo... grał gorzej od tamtego. To zrozumiałe, bo cena ponaddwukrotnie niższa, ale jednocześnie wskazywało to na fakt, że skoro wystawione Zingali poradziły sobie w hotelowym pokoju, mniejszym od mojego, to mogę oczekiwać, że różnica u mnie będzie jeszcze większa. A co by było, gdybym zażyczył sobie coś w okolicach "stówki"?

DSC 0720

Wąsko rozstawione kolce
są przyczyną niestabilności kolumn. Z tyłu też mamy piękne drewno.




Najważniejsze jest, że Home Monitor pokazał ten sam przepis na brzmienie i w swoim przedziale cenowym uplasował się w czołówce.
Dynamika mnie nie zabiła. Z ATC można wyciągnąć więcej, chociaż skuteczność "odwrotna". Trzeba tylko użyć specyficznej konfiguracji. Ale to poziom spokojnie równoważny Tempo VI, z tym, że... lepiej go uzyskać z niższych mocy i, paradoksalnie, mocarne tranzystory nie pomagają Zingali. One potrzebują mniejszego ładunku, za to bardziej szlachetnego.

Ale i tak potrafią zaskoczyć. Nie tyle ścianą dźwięku, co kontrastami w małej skali, które tak naprawdę w słuchaniu muzyki okazują się najważniejsze. I bardziej przemawia to w klasyce i kameralnym jazzie, niż w koncertach rockowych. Tym drugim nie brakuje czadu, bo powiedzieć, że Zingali mają słabą dynamikę to tak, jakby uznać, że diesle BMW nie mają kopa. Jednak z Home Monitorami chętniej sięgałem do klasyki. Może to efekt "mozartowski", może... Nie wiem, ale to kolejne zaprzeczenie stereotypu mówiącego, że jak tuba, to najlepiej koncert metalowy i potencjometr do oporu. Przestrzeń jest urzekająca. To nie oszołomienie ogromem sceny i długim pogłosem, ale znowu efekt skupienia i uzmysłowienia sobie, że obcujemy z kulturą i wyważeniem. To tak, jak przy paleniu fajki - na początku fascynujemy się aromatycznymi mieszankami, ale w końcu i tak wracamy do czystej wirginii i w szlachetnej prostocie szukamy delikatnych odcieni.

DSC 0697

Śliczności.




Zingali grają ze swobodą i dojrzałością. Nie tracą czasu na prymitywne, choć emocjonujące z początku działania. To propozycja dla ludzi, którzy w swoim życiu już dużo słyszeli i chcą wrócić do źródeł. Przypomnieć sobie, od czego się wszystko zaczęło. Home Monitory muzykę podają relaksująco, płynnie, pokazując emocje zapisane między pięcioliniami. A że subtelnie, to znaczy - dla wrażliwych. Tych przykują do fotela; innych niekoniecznie. Jak mawia niezbyt stare przysłowie: "Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego".
Kolejne obserwacje prowadzą do podobnych wniosków. Bas nie oszałamia i na pewno nie jest subwooferowy. Nie mogę napisać, że porusza firankami. Ale czy widzieliście kiedyś firanki w filharmonii? A jak kontrabasy wchodzą, to plomby wypadają? Nie. Niektórzy audiofile będą zawiedzeni i stwierdzą, że u nich w domu gra lepiej. Z pewnego punktu widzenia to racja, ale wszystko zależy od tego, jak określimy priorytety.
Średnica jest prawie wzorcowa i także wymaga uwagi. Ale stwierdzenie: "skrzypce grają jak skrzypce" chyba wyczerpuje temat.
I na koniec góra. Tubę trochę słychać; zwłaszcza w nagraniach Dream Theater. Wysokich tonów jest dużo i są prezentowane bez cienia nieśmiałości. Czasem nawet można zauważyć ślady dominacji, ale na przykład ja wolę takie postawienie rzeczy niż brak przejrzystości i precyzji. Z czasem większość miłośników słuchania muzyki w naprawdę dobrej jakości i tak wybiera ten kierunek. Może to mieć związek z naturalnymi skłonnościami ucha, a myślę, że Zingali kieruje swoją ofertę do ludzi już ustabilizowanych życiowo. I przewiduje naturalną ewolucję organu słyszenia.

I to by niby było na tyle, gdyby do mojego domu nie trafiła lampa. Celowo nie wskażę modelu ani firmy. Po prostu szukajcie piecyka za circa 20 tysięcy. Wtedy skasujecie wszystko, co dotąd napisałem i opowiecie nową historię.
Taki wzmacniacz robi z dźwiękiem specyficzne rzeczy. Ociepla średnicę itp... Stereotypy po raz kolejny.
Jednak taka ingerencja wyrównuje ostatki "tubowatości" Zingali. Eksponuje zalety i tworzy synergię. Wszystko jest lepsze. Nagle się okazuje, że średnica staje się bardziej mięsista, wysokie tony gładsze, bas bardziej "poważny" (uwielbiam to określenie, które nie mówi nic konkretnego), a przestrzeń jakaś taka... szersza i głębsza. ATC w takiej konfiguracji wycofają się na z góry upatrzone pozycje. AP nie zawsze pokaże pazur, a Zingali? Poczują się jak ryba w wodzie.

Konkluzja
Co to jest kultura? To zbiór norm zachowania przy stole, a może kodeks kawalerzysty? Moim zdaniem: ani jedno, ani drugie albo... oba razem. To coś, co możemy sami tworzyć, trzymając się prostych, tradycyjnych reguł.
Home Monitor 2,6 jest wierny muzyce, a kulturę przekazuje w umiarze i subtelnych zdarzeniach. Jesteście na to przygotowani?

2014-10-14 12 01 38-52-55 Hifi 04 14.pdf - Adobe Reader

 

 

 

 

 

 

 

 

 





















Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 04/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF