Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Canton GLE 426

15-51 05 2013 CantonGLE426 01Canton ma za sobą 41 lat pięknej historii. Założony w 1972 roku w Weilrod, pozostaje podobno przedsiębiorstwem rodzinnym.

Gunther Seitz ma chyba sporo krewnych, bo oprócz niego i jego synów firma zatrudnia 200 osób. To już fabryka jak się patrzy. Nie dziwi więc oferta we wszystkich przedziałach cenowych i zastosowaniach. Jedna rzecz pozostała jednak niezmienna: napis „Made in Germany” obok gniazd.


W serii German Loudspeaker Tradition znajdziemy głośnik centralny i subwoofer, ale mimo to producent kwalifikuje ją w katalogu jako hi-fi, a nie kino domowe. Można więc oczekiwać, że zadbano tu przede wszystkim o jakość muzyki w stereo, a wspomniane dodatki są skierowane do upartych zwolenników 5.1.

Budowa
GLE w cenniku to pierwsza poważna propozycja, o klasycznym wyglądzie i proporcjach. GLE 426 to najmniejszy model z linii (nie licząc naściennych, efektowych 416). Konstrukcja jest dwudrożna, z bas-refleksem wyprowadzonym do tyłu. A więc znowu odradzam wieszanie głośników na ścianie i wciskanie ich w kąty. Zresztą, szkoda by było, bo skrzynki są ładne, zarówno z maskownicami, jak i bez. Producent utrzymuje zresztą, że osłony są przezroczyste akustycznie i ich założenie nie wpływa na jakość brzmienia. Można w to uwierzyć, bo materiał, którym obciągnięto ramę, jest cieniutki i przejrzysty jak pończocha.

W kwestii ustawienia też przewidziano ułatwienie. Możemy zakupić firmowy stojak LS 600.2. Bardzo elegancki i solidny, jednak w odniesieniu do ceny kolumn – drogi (699 zł). Same monitory jednak też nie należą do tanich. Ale cóż, niemiecka robocizna kosztuje, komponenty i skrzynia też.
Niskie tony i średnicę obsługuje 16-cm głośnik z membraną aluminiową i solidnym magnesem. Tekstylna 25-mm kopułka też otrzymała mocny napęd, a zwrotnica dzieli pasmo przy 3,2 kHz.
Skrzynki są porządne, nieźle wytłumione i oklejone folią drewnopodobną (forniry to tylko u Xaviana). Dostępnych jest aż pięć rodzajów wykończeń: orzech, czarny jesion, srebrny matowy, biały matowy i biały mocca. Front jest zawsze czarny (dodatkowa płyta MDF o grubości 5 mm). Na tym tle połyskująca, srebrzysta membrana prezentuje się elegancko i efektownie. Maskownice trzymają magnesiki, wbudowane w skrzynkę. Parametry nie są ani jakoś specjalnie przyjazne, ani kłopotliwe. Średnia skuteczność i impedancja 4-8 omów zapewniają współpracę z większością wzmacniaczy. Warto jednak wybrać mocniejszy piec. Cantony powinny sobie poradzić zarówno w małych, jak i średnich pomieszczeniach, do 18-20 m².

 

15-51 05 2013 CantonGLE426 02     15-51 05 2013 CantonGLE426 03     15-51 05 2013 CantonGLE426 04

Brzmienie
Różnice pomiędzy opisywanymi monitorami są spore i przyznam – jest to łatwa, chociaż dość czasochłonna robota. Po wstępnym przesłuchaniu i potem uważniejszemu przyjrzeniu się kilku „pacjentom” przychodzi zmęczenie. Z tego stanu wyrywa czasem pierwszych kilka taktów świeżo podłączonej pary. „O, to jest dobre!” podpowiada intuicja i dalsze odsłuchy przeważnie potwierdzają tę diagnozę.
Tak było z Cantonami. Dosłownie kilka sekund piosenki Dire Straits uświadomiło mi, że mam do czynienia z jednymi z najlepszych monitorów w tej grupie. GLE 426 są „eposowate”. Mają sporo zalet tej świetnej konstrukcji, a przede wszystkim – podobny charakter. Grają z kulturą; nigdy nie hałasują. Nie cykają, nie pstrykają, nie dudnią jak ze studni i niczym się nie narzucają. Odczuwamy spokój i komfort. Wszystko słychać i nie trzeba się wysilać. Przejrzystość jest krystaliczna.
Ciekawie prezentuje się góra – aksamitna, obok Eposa najbardziej kolorowa, rozdzielcza i nośna. Bez śladów stłumienia. Można się wsłuchiwać w perkusjonalia, skrzypce i flety i cały czas towarzyszą nam naturalność, swoboda i oddech. I, podkreślam, zero metalicznego piasku czy monotonnego szeleszczenia.
Na drugim biegunie mamy bas. Także zaskakujący. Nie wiem, jak to się dzieje, ale metalowy głośnik swobodnie schodzi tam, gdzie problemy miały większe konstrukcje. Bas jest mocniejszy niż w Eposach, choć trochę bardziej jednostajny. Średnica okazuje się prawidłowa. Naturalna, swobodna i szczegółowa. Jeżeli już szukać zabarwień, to minimalnie dosłodzona i ocieplona, ale bez straty przejrzystości. Jak dobra lampa? Prawie.
Dynamika może nie zwala z nóg, ale w połączeniu z czystością daje wrażenie ruchliwości i ukrytej energii, czego w większości kolumn z tej grupy po prostu nie ma. Na koniec przestrzeń. Chyba po raz pierwszy dźwięk oderwał się od kopułek. Może na chwilę, ale zawsze.

Reklama

Konkluzja
Duże zaskoczenie i moja osobista rekomendacja.

15-51 05 2013 CantonGLE426 T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 05/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF