Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Paavo Järvi - Schumann - Symphony no.3 & no.1

71 03 2012 schumann

The Deutsche Kammerphilharmonie Bremen RCA Red Seal 2010
Dystrybucja: Sony Music

Interpretacja: k3
Realizacja: k3

Interpretacja symfonii Schumanna to zawsze stąpanie po kruchym lodzie. Równie kruchym jak psychika kompozytora, który w obłędzie zmarł w przytułku. Nagłe kontrasty dynamiki, niedokończone myśli, a przy tym kipiący wir pomysłów rodzących się niemal w każdej sekundzie to prawdziwy tor przeszkód dla każdej orkiestry i dyrygenta.
Czy szukać w tym logiki, czy może iść na żywioł? Pokazać liryzm czy raczej dramat? Paavo Järvi wybrał wersję ognistą, pełną temperamentu, choć zagraną z niemiecką precyzją. Ordnung Schumannowi i pomógł, i zaszkodził. Precyzja każdego pasażu to radość dla ucha wielbiciela muzyki symfonicznej. Z drugiej strony jest to kaganiec dla emocji. Otrzymaliśmy zatem wieczór przy gazowym kominku, bez popiołu, bez dymu, ale też bez zapachu i odgłosów trzaskających szczap. Ten Schumann może się podobać, może wciągać i przykuć uwagę. Jest to jednak przeżycie ulotne, jakby niepełne. Nie takie, do którego chciałoby się wracać.
W odbiorze interpretacji wyraźnie przeszkadza też jakość nagrania. Eksponując instrumenty brzmiące wysoko, jak skrzypce, flety, klarnety czy trąbki, reżyser dźwięku po macoszemu potraktował basową podstawę. Słychać te instrumenty we fragmentach bardziej kameralnych, ale w tutti zlewają się z sobą, tworząc ledwo słyszalny, buczący element tła. To zachwianie proporcji męczy i denerwuje. Każe też zadać pytanie, ile więcej Järvi pokazał, czego nigdy nie usłyszymy?
Płyta czekała na polską premierę do października 2011. Dziś łatwiej zrozumieć, dlaczego. Niewiele straciliśmy.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF