Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Van den Hul The Valley 3T/The Cloud 3T

30-31 03 2012 01Rynek okablowania do systemów hi-fi przypomina pole bitwy. Z materiałów reklamowych można wywnioskować, że ten sektor rozwija się szybciej niż Chiny i dysponuje zapleczem badawczym, przy którym CERN to przedszkole.

Mimo że każdy przekonuje nas do swoich racji, istnieją rozwiązania, z których korzysta wielu producentów; miedź długokrystaliczna lub powietrze w roli izolatora przyjęły się szybko. Jedną z firm, które nie zajmują się kopiowaniem innych, ale też nie są kopiowane, jest Van den Hul. We wczesnych latach 80. zaproponował przewody wykonane z węgla LSC (Linear Structured Carbon). Później chciał stworzyć mieszankę kilku metali i tak narodziła się technologia Fusion – amorficzny stop miedzi, cynku i srebra. W wielu modelach wykonane z niego przewodniki są otoczone otuliną z węgla LSC.


W 2010 roku światło dzienne ujrzały kable w technologii 3T (True Transmission Technology). Holendrzy nie ujawniają dokładnego składu 3T. Udostępniają jedynie listę dwudziestu parametrów, którymi kierowano się w czasie jego opracowania. Wynika z niej, że nie znajdziemy tu złota, srebra czy miedzi. Kable 3T mają być odporne na naprężenia, zginanie, utlenianie, starzenie i wysokie temperatury. Brzmi to, jakby powstały do pracy w trudnych warunkach. Ponadto wszystkie modele z serii 3T mają być niewrażliwe na proces wygrzewania, a charakter ich brzmienia – niezależny od wykorzystanego do odsłuchu sprzętu. Producent informuje, że w modele 3T zostały już wyposażone dwa studia nagraniowe. Są też wykorzystywane w ramionach gramofonowych oraz jako wewnętrzne okablowanie kolumn. Van den Hul nie podaje konkretów, ale patrząc na cennik, można się domyślać, że chodzi o sprzęt high-endowy.
Ceny łączówek rozciągają się od 940 do 4500 zł za metr. Z kabli głośnikowych do wyboru są na razie The Cloud (1170 zł/m) i The Cumulus (1750 zł/m).

Budowa
The Valley 3T
Łączówkę The Valley 3T zbudowano z dwóch wiązek, z których każda składa się z 21 skręconych ze sobą drucików. Rdzeń ze stopu 3T oplata warstwa przewodników ze srebrzonej miedzi. Przed zakłóceniami chroni je podwójny ekran. Całość pokrywa żółta koszulka wykonana z Hullifleksu. To materiał opatentowany przez VdH. Dzięki niemu kable mają być odporne na utlenianie, uszkodzenia i upływ czasu. Jest też na tyle elastyczny, że nawet po wielu latach nie powinien pękać.
The Valleya 3T przyjemnie się używa. Nie trzeba uważać na oplot ani specjalnie odsuwać sprzętu od ściany, żeby zainstalować przewody. Wersja RCA jest konfekcjonowana rodowanymi wtykami VdH. W XLR-ach zobaczymy zakończenia Neutrika.

30-31 03 2012 02     30-31 03 2012 03     30-31 03 2012 04

The Cloud 3T
W odróżnieniu od łączówki, pakowanej w plastikowe pudełko, głośnikowy Cloud dociera do nas w sporej metalowej walizce, zamykanej na kluczyk. Szpan nieziemski. Opakowane w niebieski Hulliflex węże są dosyć elastyczne, jednak z racji sporej średnicy (ponad 1,5 cm) i sposobu konfekcjonowania należy zachować ostrożność w trakcie instalacji.
W środku kryją się cztery wiązki przewodników, dzięki czemu kabel można zamawiać w wersji pojedynczej albo do bi-wiringu. Do testu dotarła para z pojedynczymi wtyczkami po stronie wzmacniacza i podwójnymi od strony kolumn. Choć producent nie wspomina, aby modele te były kierunkowe, polski dystrybutor zaznaczył, że kable Van den Hula powinno się podłączać zgodnie z kierunkiem napisów na koszulkach.
Miejsca rozdzielenia żył zamknięto w złoconych metalowych tulejach. Firmowe wtyki Berri Bus również nie należą do lekkich. Czerwone i granatowe tuleje stanowią bazę do montażu końcówek. Można w nie wkręcić banany lub widełki, przy czym te drugie wyglądają solidniej.
Jest jeszcze coś – cienkie, zielone druciki służące do połączenia kolumn z zaciskami uziemiającymi wzmacniacza. Podobno niektórzy producenci elektroniki i kolumn zaczęli montować w nich takie zaciski i Van den Hul dostosował się do tego trendu.
Jeśli chodzi o budowę wewnętrzną, dowiemy się jedynie, że przekrój żył przewodzących to 3,26 mm2, a każdą wiązkę otacza warstwa węgla LSC.

Reklama

Brzmienie
Czytając o tych wszystkich wspaniałościach spodziewamy się, że po podłączeniu kabli z nowego materiału, nasz system dostanie kopa, a brzmienie wzbogaci się o elementy, których wcześniej nie słyszeliśmy. Nic podobnego się nie dzieje. Muzyka płynie spokojnym, zwartym nurtem. Równowaga tonalna nie zostaje zachwiana. Nastawieni na uruchomienie wszystkich narzędzi analizy, po kilku minutach przestajemy rozkładać dźwięk na czynniki pierwsze. Holenderskie przewody, zamiast dzielić włos na czworo, wolą łączyć. Ich dźwięk jest spójny, gładki i jednorodny. Jego charakter pozostaje taki sam w całym paśmie. Jest zrównoważony, elegancki i lekko ocieplony. Bas – głęboki i mięsisty. Średnica – gęsta i barwna. Wysokie tony stanowią dopełnienie; nie wybijają się na pierwszy plan.
Powyższe obserwacje dotyczą zarówno łączówki, jak i przewodów głośnikowych.
The Valley jest bardziej neutralny i tylko nieznacznie ocieplony, natomiast The Cloud wnosi więcej przyjemnego charakteru.
W komplecie holenderskie kable działają jak lekarstwo na słabą muzykalność. Nie oznacza to, że brak im dynamiki czy przejrzystości. Wszystko jest na swoim miejscu, ale najważniejszym punktem programu jest organiczny wypełniacz, łączący wszystko w harmonijną całość. Zanim zaczniecie szukać okablowania, które o kolejne pół stopnia poprawi szybkość, przejrzystość i kontrolę basu, dajcie szansę tym.

Konkluzja
Holenderski komplet to propozycja dla doświadczonych słuchaczy, którym nie zależy, aby brzmienie ich systemu robiło piorunujące wrażenie na znajomych. Van den Hule ponad wszystko stawiają przyjemność płynącą z kontaktu z muzyką. Sprawdzają się w długich, wieczornych odsłuchach. Muzykalność na metry.

30-31 03 2012 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF