bool(false)
Strona główna Testy Źródła cyfrowe Aurender N200
Prawie cały, ponieważ część artystów oraz wytwórni płytowych z daleko idącą rezerwą traktowała platformy streamingowe i nie miała zamiaru udostępniać całych dyskografii za symboliczną opłatą. Niestety, każda rewolucja niesie ze sobą ofiary i w tym przypadku były nią nośniki fizyczne. Sprzedaż płyt kompaktowych z roku na rok spadała, aż ostatecznie srebrne krążki stały się niszowym produktem, adresowanym do konserwatywnych melomanów i audiofilów.
No właśnie – drugą grupę dystansującą się od nowej mody na streaming stanowili audiofile, którzy zauważyli, że łatwy dostęp do nagrań został okupiony obniżeniem jakości brzmienia. Tłumaczenie, że „bit to bit”, jakoś do nich nie przemawiało. Wprowadzenie do serwisów sieciowych plików wysokiej rozdzielczości wiele w tej sytuacji nie zmieniło. Od dematerializacji muzyki nie było jednak odwrotu. Część melomanów przesiadła się z odtwarzaczy CD na komputery lub niedrogie streamery, przedkładając wygodę użytkowania nad jakość brzmienia. Reprezentanci klasy średniej zgrywali płytotekę na twarde dyski i albo podłączali je bezpośrednio do porządnych odtwarzaczy plików, albo stawiali serwery NAS. High-endowcom to nie wystarczyło. Jako posiadacze systemów dzielonych zaczęli podobnie kombinować ze źródłami plikowymi. Pierwszym krokiem było odseparowanie transportu od DAC-a. Później doszły zewnętrzne zegary taktujące, zasilacze i switche, aż kompaktowe z założenia źródła cyfrowe rozrosły się do instalacji kosztujących nierzadko prawdziwy majątek.
Jednym z pionierów „komputerowego hi-fi” jest południowokoreańska firma Aurender. Założona w 2011 roku, debiutowała transportem plików/serwerem muzycznym S10. Wprawdzie początki Aurendera na raczkującym jeszcze rynku nie należały do łatwych, ale żelazna konsekwencja Harry’ego Lee – założyciela, inżyniera i audiofila, poparta bezkompromisowymi rozwiązaniami technicznymi, szybko wprowadziła firmę na high-endowe salony.
Obecnie w katalogu znajdziemy aż trzynaście urządzeń sieciowych. Siedem z nich to faktycznie czyste serwery muzyczne/transporty plików. Pozostałe wzbogacono o przetworniki cyfrowo-analogowe. Dostarczony do testu N200 należy do pierwszej grupy i zajmuje w niej drugą pozycję od dołu.
Zanim przejdziemy do szczegółów budowy, dwa słowa dotyczące nomenklatury. Aurender nazywa wszystkie swoje produkty serwerami muzycznymi i nie ma w tym przejęzyczenia. Wszystkie mają wbudowane twarde dyski albo opcję ich zamontowania. Tym samym mogą spełniać funkcję bibliotek z plikami, a więc da się je zakwalifikować do serwerów muzycznych. Na potrzeby testu i zachowania jednorodnej terminologii pozostanę jednak przy określeniach: „transport/serwer” i „odtwarzacz” (streamer).
Hi-fi to dziwne hobby. Wydaje się, że im więcej wydajemy na sprzęt, tym mniej dostajemy. Aurender N200 jest tego dobrym przykładem.
„Wszystkomający” wzmacniacz z odtwarzaczem sieciowym można kupić za mniej niż 10 tysięcy złotych. Porządne streamery, a więc kompletne źródła z wbudowanym przetwornikiem c/a, bywają o połowę droższe. Testowany N200 to jednak goły transport, wyceniony na 31 tysięcy złotych polskich – tyle, co trzy integry o nieporównanie większej funkcjonalności! Gdzie tu sens i logika? Dla kogoś spoza audiofilskich kręgów to kompletnie niezrozumiałe, ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.
Wszystkie Aurendery zachowują jednolitą stylistykę, a N200 idealnie się w nią wpisuje. Zamiast spodziewanego „azjatyckiego baroku” mamy do czynienia z czymś w rodzaju skandynawskiej powściągliwości.
Front wyrżnięto z aluminiowego bloku o grubości 12 mm. Jego centralnym elementem jest czytelny wyświetlacz IPS o przekątnej 6,9 cala, pokazujący okładki płyt i metadane plików. Ekran na zdjęciu może się wydawać nieproporcjonalnie duży, ale N200 ma tylko 33 cm szerokości. Z lewej strony displayu umieszczono subtelnie podświetlany włącznik zasilania, z prawej – cztery przyciski do sterowania odtwarzaniem.
Boki urządzenia również wykonano z bloczków aluminium z wyfrezowanymi poziomo radiatorami. To jedynie zabieg stylistyczny, ponieważ urządzenie zbytnio się nie nagrzewa.
Rzut oka na tył zdradza właściwe przeznaczenie N200. Nie znajdziemy tam wyjść analogowych. Zauważymy natomiast wysokiej jakości koaksjalne wyjście RCA – najczęściej spotykane w transportach plików. Drugie wyjście to USB-A, typowe dla serwerów.
Kolejne dwa gniazda USB-A 3.0 służą do podłączania zewnętrznych nośników pamięci, a listę zamyka podwójnie izolowany galwanicznie port Ethernetu RJ-45. Nie przewidziano anten łączności bezprzewodowej. Komunikacja z siecią odbywa się wyłącznie po kablu.
Ostatni element tylnej ścianki to dwie kieszenie na opcjonalne dyski HDD/SSD 2,5 cala, o maksymalnej pojemności 16 TB. Co ważne, po ich zamontowaniu i podłączeniu zewnętrznych nośników pamięci można kopiować pliki muzyczne. Można je również przenosić z serwera NAS, wykorzystując przewód ethernetowy. W dodatku w trakcie tych procesów nie trzeba przerywać słuchania.
Zanim chwyciłem śrubokręt, zerknąłem na tabliczkę znamionową. Maksymalny pobór prądu N200 wynosi 100 W, co jak na transport plików jest wygórowaną wartością. Popularne streamery nawet się do niej nie zbliżają.
Pomimo kompaktowych rozmiarów Aurender waży aż 9 kg. Za lwią część tej masy odpowiada obudowa. Poza grubym panelem frontowym i bocznymi składają się na nią półcentymetrowej grubości aluminiowa pokrywa oraz identyczny spód. Zamiast standardowych gumowych przykręcono do niego antywibracyjne nóżki z korkowymi podkładkami. Dzięki temu postawiony na DAC-u N200 nie pozostawi na nim śladów. Lepiej jednak umieścić urządzenia obok siebie albo na osobnych półkach.
Wnętrze N200 bardziej przypomina komputer niż sprzęt grający. Zasilacz oparto na dwóch zamkniętych w kapsułach transformatorach toroidalnych oraz dwóch kondensatorach Samwha po10 tys. µF każdy. Wstępnym filtrowaniem prądu zajmuje się duży ekranowany moduł firmy Epcos. Nie sposób również pominąć sekcji UPS z trzema superkondensatorami Samwhy z serii Green-Cap. W przypadku nagłej przerwy w dostawie energii układ wygasi wszystkie procesy i spokojnie wyłączy transport.
Pod dużym srebrnym radiatorem zamontowano czterordzeniowy procesor Intel Quad Core i 8 GB RAM-u. Obok zmieścił się dysk SSD NVMe o pojemności 240 GB. Każdy sygnał, czy to z zewnętrznego serwera, opcjonalnych twardych dysków, serwisów streamingowych, czy też z podłączonego pendrive’u, jest w nim najpierw buforowany, co zapobiega ewentualnym zakłóceniom w trakcie odtwarzania oraz przyspiesza przeskakiwanie między utworami.
Aurender dość nietypowo podchodzi do kwestii wyprowadzania sygnału do przetwornika. Na złączu koaksjalnym dostępne są pliki PCM do 32 bitów/192 kHz oraz DSD64. Natomiast wszystkie o wyższych parametrach, czyli PCM 32/768 i natywne DSD512, zarezerwowano dla USB. Z tego względu producent zaleca, by w miarę możliwości używać nowoczesnych DAC-ów, wyposażonych w wejście USB. Oba wyjścia – RCA i USB-A – korzystają z własnych modułów filtrujących, które mają na celu zmniejszenie szumów i jittera. To jednak półśrodki, ponieważ głównym elementem obwodu cyfrowego, który określa ostateczny poziom jittera, pozostaje generator częstotliwości zegara. N200 wykorzystuje stabilizowany termicznie, kwarcowy moduł TCXO, pod kontrolą którego działa cała część sygnałowa.
Do konfiguracji i obsługi N200 niezbędna będzie aplikacja Aurender Conductor. Jest dostępna w polskiej wersji językowej, co ułatwia poruszanie się po jej zakamarkach. Wbrew pozorom, nie ma ich wiele. Po podłączeniu magazynu z muzyką apka błyskawicznie indeksuje całą bibliotekę plików i na bieżąco aktualizuje jej zawartość w przypadku dodania kolejnych utworów. Nawigację ułatwiają zaawansowane opcje przeszukiwania treści oraz możliwość układania własnych playlist.
Aurender Conductor daje dostęp do serwisów Tidal i Qobuz. Ponadto służy do wspomnianego kopiowania muzyki z nośników zewnętrznych oraz aktualizacji oprogramowania.
Podobnie jak inne Aurendery, N200 nie jest kompatybilny z Roonem.
Czy na tym etapie dostrzegłem jakieś niedoskonałości? Żadnych. Nawet cena, choć nominalnie wysoka, jest adekwatna do klasy wykonania i nie odnoszę wrażenia, by Koreańczycy szukali okazji do łatwego wzbogacenia się kosztem napalonych klientów.
N200 powstał tylko w jednym celu: jak najlepszego rozpakowania i przesłania plików muzycznych do DAC-a. Ze swojego zadania wywiązuje się po mistrzowsku.
Muzyka brzmi z hiperrealistyczną namacalnością. Nie należy tego mylić z laboratoryjną analitycznością ani z rozbijaniem dźwięków na atomy. Chodzi raczej o maksymalne przybliżenie prezentacji do wykonania na żywo, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Wyrazistość i czystość dźwięku osiągają rzadko spotykany poziom. Aurender do minimum redukuje obecność elektroniki, okablowania i kolumn, stawiając artystów bezpośrednio przed miejscem odsłuchowym. Wykorzystuje do tego wzorcową naturalność barw oraz realistyczną scenę stereo. Przy każdym nagraniu N200 odwzorowuje warunki akustyczne, w jakich zostało zarejestrowane, nie dodając od siebie niemal nic. Niemal, ponieważ separacja instrumentów, ich wyrazistość i stabilne osadzenie w wirtualnej przestrzeni wydają się nawet bardziej precyzyjne niż zapisane na płytach.
By doświadczyć tych wrażeń, nie musiałem sięgać po specjalnie wyselekcjonowane pliki. Odtwarzałem po prostu normalne utwory z kręgu jazzu, rocka, klasyki i muzyki elektronicznej, słuchane na co dzień dla przyjemności. Nawet jeśli realizacja niektórych odbiegała od wzorcowego poziomu, to Aurender nie robił z tego zagadnienia. Koncentrował się na wartości artystycznej dzieł, prowadzeniu linii melodycznych i podkreślaniu wirtuozerii wykonawców. Nagrania były nacechowane emocjami, ekspresją i witalnością, a jeśli trafiałem na nostalgiczną balladę lub na pełen aranżacyjnego przepychu koncert z epoki baroku, N200 starał się dopieścić najdrobniejszy nawet szczegół.
Rozbijanie brzmienia na składowe nie ma większego sensu. Koreański transport/serwer nie wykazywał ograniczeń mikro- ani makrodynamicznych. Nie można też nic zarzucić zasięgowi basu ani detaliczności średnich i wysokich tonów. Przy wzorcowej neutralności cały ciężar kreowania spektaklu spoczywał na nagraniach.
N200 to dopiero drugi po wzmacniaczu AP20 („HFiM” 9/2025) przetestowany przeze mnie model Aurendera. Rozbudził jednak apetyt na inne urządzenia tej firmy do niespotykanego wcześniej stopnia. Ciekawe, jak się prezentuje A1000, najtańszy koreański streamer z wyjściem analogowym. Bo jeśli choć trochę przypomina droższych kuzynów…
Na tle licznych transportów sieciowych Aurender N200 wygląda jak przybysz z innego świata. To zawodnik, który pod względem budowy, technologii i jakości dźwięku, gra w zupełnie innej lidze. I chyba tylko przez przypadek zaplątał się w okolice średniej półki cenowej.
Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 02/2026
Aurender N200
Cena
31000 zł
Dane techniczne
Rodzaj przetwornika
b.d.
Wejścia cyfrowe
2 x USB-A, Ethernet
Zdalne sterowanie
aplikacja
Odtwarzane formaty
PCM do 32/768, DSD do 512
Pasmo przenoszenia
b.d.
Zniekształcenia
b.d.
Sygnał/szum
b.d.
Wyjścia cyfrowe
koaks. (RCA), USB-A
Wymiary (w/s/g)
9,6/33/35,5 cm
Masa
9 kg
Przeczytaj także