26.11.2025
min czytania
Udostępnij
Marka tak mocno zakorzeniła się w świadomości nabywców, że z czasem zastąpiła właściwą nazwę – Acoustical Manufacturing Co. Ltd.
Quad słynie z wielu konstrukcji, ale najbardziej znanymi były pierwsze na świecie pełnopasmowe głośniki elektrostatyczne ESL z 1956 roku. Niewiele osób o tym wie, ale to właśnie Peterowi J. Walkerowi, założycielowi Quada, zawdzięczamy powiedzenie o drucie ze wzmocnieniem, opisujące idealny wzmacniacz stereo.
W 1995 roku Quada kupiła Verity Group, posiadająca już w portfelu znanych angielskich producentów kolumn: Wharfedale’a i Mission. Produkcję przeniesiono do Shenzen, zaś wielbiciele marki zaczęli wieszczyć jej nieuchronny koniec. Na szczęście skończyło się na krakaniu.
Dwa lata później Verity Group pozbyła się marek z branży hi-fi na rzecz Bernarda i Michaela Changów, właścicieli International Audio Group. Od tamtej pory bracia Chang stali się specjalistami od reaktywacji renomowanych brytyjskich firm. Oprócz wyżej wymienionych, nabyli prawa do Audiolaba, Castle czy Leaka. Więcej o IAG można przeczytać w teście zestawu Leak CDT/Stereo 130, opublikowanym w „Hi-Fi i Muzyce” 10/2021 roku. Polecam!
Bez względu na motywy, którymi kierują się bracia Chang, przejmując brytyjskie marki hi-fi, trzeba przyznać, że nie klepią tandety opatrzonej historycznymi logami. Zamiast tego starają się przywrócić styl z czasów ich świetności, czego dowodem jest nie tylko wspomniany Leak, ale także bohater dzisiejszego testu – Quad.
Pomimo dalekowschodniego właściciela centrala i biura projektowe Quada wciąż mieszczą się w Huntingdon, w hrabstwie Cambridgeshire. Aktualnie w katalogu znajdziemy kilka zintegrowanych i dzielonych wzmacniaczy lampowych oraz tranzystorowych, odtwarzacze CD, kolumny dynamiczne i elektrostatyczne, a nawet dwa streamery, na widok których Peter J. Walker popadłby zapewne w zadumę. Produkcja odbywa się w ogromnej, nowoczesnej fabryce zlokalizowanej w mieście Ji’an, w prowincji Jiangxi. Powstają tam wszystkie konstrukcje IAG, ale nie ma to nic wspólnego z unifikacją projektów i budową modułową, zakładającą montaż tych samych podzespołów w modelach różnych marek. Każde urządzenie jest konstruowane z zachowaniem specyficznych cech, a testowany wzmacniacz stanowi dobry przykład tej polityki.
Quad 3 to najnowsza propozycja brytyjskiej firmy. Jego debiut miał miejsce w połowie 2025 roku. Tym samym publikujemy pierwszy test w polskiej prasie drukowanej, a być może nawet na świecie. Model 3 dołączył do dzielonego wzmacniacza Quad 33/303, który zaprezentowano rok wcześniej.
Quad 3 to integra stereo z przetwornikiem c/a. Wyglądem nawiązuje do historycznej serii 33, produkowanej w latach 1967-85. Wówczas składała się tylko z przedwzmacniacza 33 i końcówki mocy 303, aktualnie dostępnych w odświeżonych wersjach. Pół wieku temu w linii zabrakło wzmacniacza zintegrowanego, więc można przyjąć, że model 3 powstał z inspiracji dawnymi urządzeniami i oferuje funkcje, które mogłyby się w nim znaleźć, gdyby trafił wtedy do produkcji. Poza częścią cyfrową, ma się rozumieć.
Szerokość obudowy wynosi 30 cm, czyli w przybliżeniu tyle, ile miał XX-wieczny preamp 33. Gdyby postawić oba sprzęty obok siebie, ich pokrewieństwo byłoby oczywiste. Wygląd Quada 3 nie jest jednak wierną kopią dawnego przedwzmacniacza, dzięki czemu urządzenie prezentuje się zdecydowanie ładniej od wiekowego przodka.
Przednia ścianka sprawia wrażenie, jakby została wycięta z półcalowej płyty aluminium. Po zdjęciu pokrywy okazuje się jednak, że to monolityczny odlew, zintegrowany z obudowami potencjometrów. Front w połowie wysokości delikatnie sfazowano, dzięki czemu łatwiej się operuje czterema pokrętłami, zlicowanymi z górną częścią panelu czołowego.
Idąc od lewej, mamy: obrotowy wybierak źródeł, regulację niskich tonów, pokrętło opisane jako „Tilt” oraz balans kanałów. Rzeczony Tilt to unikalne rozwiązanie opracowana przez Petera J. Walkera, umożliwiające subtelną regulację równowagi tonalnej poprzez równoczesne podnoszenie lub tłumienie niskich i wysokich częstotliwości. W przeciwieństwie do tradycyjnych regulatorów barwy, zmieniających poziom góry pasma i basu osobno, Tilt zmienia ogólny charakter dźwięku na cieplejszy lub chłodniejszy, bez podbijania skrajów pasma. W czasie testu funkcja była ustawiona w pozycji neutralnej.
Duże pokrętło potencjometru głośności otacza pierścień z pomarańczowymi diodami. Przy zmianie natężenia dźwięku na chwilę się rozświetlają, ułatwiając orientację w terenie.
Do dawnego preampu 33 nawiązuje także wąski pomarańczowy wyświetlacz. W starszym urządzeniu tym kolorem wyróżniono okienko z opisami trzech pokręteł, natomiast konstruktor integry postanowił pójść z duchem czasu. Kiedy wytężymy wzrok, na displayu można odczytać nazwę aktywnego źródła, poziom głośności, zakres zmian barwy dźwięku i balansu oraz typ i rozdzielczość pliku cyfrowego. Display można przyciemnić albo wyłączyć, co przyda się zwłaszcza wieczorem.
Obudowę osadzono na grubych gumowych nóżkach o wysokości aż 2,5 cm. Nie bez powodu, ponieważ pomiędzy przednimi zmieściło się czarne metalowe pudełko zawierające czujnik zdalnego sterowania oraz wzmacniacz słuchawkowy z gniazdem 6,35 mm. Aktywuje go włożenie wtyku, a wyjścia głośnikowe zostają odłączone.
Tylna ścianka prezentuje się niemal bez zarzutu. „Niemal” ponieważ zastosowano liche nakrętki terminali głośnikowych. Posiadacze przewodów z bananami nie zwrócą na nie uwagi, ale przy dokręcaniu widełek zalecana jest najdalej idąca ostrożność. Kolejnych prób plastikowe „mutry” mogą nie przeżyć.
Wzmacniacz wyposażono w trzy wejścia analogowe: dwa liniowe oraz phono MM. Sygnał wyprowadza pre out, do którego można podłączyć zewnętrzną końcówkę mocy albo aktywny przedwzmacniacz. Z wbudowanego DAC-a skorzystamy, dostarczając sygnał do czterech wejść cyfrowych: asynchronicznego USB-B dla komputera, koaksjalnego i optycznego oraz HDMI (ARC). Gniazdo USB-A służy jedynie do aktualizacji oprogramowania, pobranego z internetowej strony producenta. Ostatnim elementem jest przytwierdzona na stałe obrotowa antena Bluetooth.
Wnętrze to przykład kultywowania starej szkoły budowania sprzętu hi-fi. Widać, że bracia Chang nie tylko przywrócili brytyjską markę do życia, ale też nie szczędzili funduszy na produkcję.
Zasilacz Quada 3 oparto na dużym transformatorze toroidalnym Noratela i dwóch elektrolitach Elny o łącznej pojemności 30000 µF. Od trafa wyprowadzono osobne odczepy do wszystkich sekcji, w tym do wzmacniacza słuchawkowego.
Za konwersję cyfrowo-analogową odpowiada ESS Sabre ES9038Q2M. Co ciekawe, niemal nie ograniczono jego potencjału. Wprawdzie wejścia koaksjalne i optyczne przyjmą sygnał do 24 bitów/192 kHz, ale już po podłączeniu komputera można słuchać plików PCM 32 bity/768 kHz i DSD512. Quad 3 dekoduje również MQA, ale po przejściu Tidala na format FLAC można tę informację potraktować jak ciekawostkę przyrodniczą.
Za łączność bezprzewodową odpowiada Bluetooth 5.1 firmy Qualcomm, obsługujący kodeki aptX i aptX HD. Do niezobowiązującego brzęczenia w tle wystarczy.
Centralną część obudowy objął w posiadanie masywny odlewany radiator z końcówkami mocy. W każdym kanale pracuje para bipolarnych tranzystorów Onsemi MJL1302A i MJL3281A, z których uzyskano 65 W/8 Ω i 100 W/4 Ω w klasie AB. Radiator z przykręconymi tranzystorami oraz płytkę z końcówkami mocy i zasilaczem nakryto klatką Faradaya, by odizolować je od zakłóceń elektromagnetycznych.
W przedwzmacniaczu analogowym widać solidną garść audiofilskich kondensatorów Wimy, natomiast do załączania wejść wykorzystano przekaźniki Omrona.
Dołączony w komplecie plastikowy pilot wprawdzie nie zachwyca urodą, ale trudno mu odmówić funkcjonalności. W pierwszej chwili liczba przycisków wywołuje konsternację, ale część z nich przeznaczono do obsługi źródeł cyfrowych, więc można nie zwracać na nie uwagi. Zdalnie skorygujemy barwę dźwięku i balans kanałów oraz wejdziemy głębiej w menu. A tam do dyspozycji mamy pięć filtrów cyfrowych, delikatnie modyfikujących brzmienie. Ich wpływ opisano w instrukcji obsługi, Jeśli się wsłuchamy w dobrze znane utwory, najlepiej akustyczne, to faktycznie dostrzeżemy subtelne różnice.
W podsumowaniu tej części nasunęła mi się pewna refleksja. Otóż można przybrać gniewne oblicze i pomstować na Chińczyków i ich gigafabryki, ale wielkoskalowa produkcja ma też swoje zalety. Gdyby Quad do dziś pozostawał w rekach Brytyjczyków, to tak wykonany wzmacniacz kosztowałby zapewne o połowę więcej. Choć bardziej prawdopodobne, że zasłużona angielska marka podzieliłaby los innych wyspiarskich legend, np. Alchemista, i pozostała jedynie w rzewnych wspomnieniach wiekowych melomanów.
Mając przed sobą sprzęt przypominający wątły 50-letni piecyk, można podświadomie oczekiwać niedzisiejszego brzmienia. Czy tak jest faktycznie? I tak, i nie. Wprawdzie od początku daje się zauważyć ciepły, analogowy charakter, ale mimo to dźwięk Quada 3 został mocno osadzony w trzeciej dekadzie XXI wieku.
Wzmacniacz nie ma problemu z dynamiką. Współczesny świat hi-fi nieco upodobnił się do branży motoryzacyjnej, gdzie czołową dyscypliną jest prężenie muskułów. To nic, że słuchając muzyki na co dzień, wykorzystamy 15, może 20 watów. Na papierze muszą widnieć trzy cyfry, a wszystko poniżej to dyskwalifikacja i słabość. Quad 3 nie ma watów papierowych, lecz prawdziwe, i potrafi z nich zrobić użytek. Zagrać głośno i bez zniekształceń, jednak tylko na stanowcze żądanie słuchacza. Huknięcie w najdłuższe organowe piszczałki zwiewa perukę z głowy, ale nie zmienia to faktu, że znacznie przyjemniej słucha się muzyki z normalną głośnością. Nie trzeba podkręcać potencjometru, by dostrzec detale nagrań.
Brzmienie nosi wyraźne ślady ocieplenia oraz zmiękczenia konturów, ale nie jest to jedyny element, który łączy model 3 ze starszymi Quadami. Dochodzą do tego kultura i muzykalność. Choć w czasie testu Quada 3 korzystałem z wbudowanego DAC-a, wzmacniacz brzmiał jak urządzenie w stu procentach analogowe. Kości ESS Sabre mają opinię wyostrzających dźwięk, ale są tylko jednym z elementów przetwornika c/a. Wszystko zależy od aplikacji, a projektanci Quada, jak widać, znają się na swojej robocie.
Współczesnymi elementami brzmienia pozostają detaliczność w całym paśmie, swoboda oraz stabilna podstawa basowa. Ta ostatnia była prawdziwą piętą achillesową dawnych brytyjskich wzmacniaczy, które przegrywały z kretesem porównania z mocnymi kuzynami zza oceanu. Na szczęście Quada 3 to nie dotyczy. W podrasowanych nagraniach muzyki akustycznej, np. z wytwórni Stockfisch, najniższe dźwięki dochodziły niemal spod ziemi. Bas nie dudnił na przełomie średnicy, ale przy wyższych poziomach głośności potrafił potrząsnąć słuchaczem. Ross Walker, syn założyciela Quada, który pod koniec lat 80. XX wieku przejął stery firmy, powiedział kiedyś, że osoby odczuwające brak basu z elektrostatów Quada mogą do rytmu kopać w kartonowe pudło. Gdyby na najnowszej integrze posłuchał „Wheels of Fortune” i „Color to the Moon” Allana Taylora, podobna myśl nie przyszłaby mu do głowy.
Pomimo współczesnej detaliczności, do starych dobrych czasów nawiązuje wyrozumiałość, z jaką Quad 3 traktuje słabsze realizacje. Nie ma mowy o wytykaniu błędów realizatorom ani o piętnowaniu technicznych niedoróbek. Zamiast tego otrzymujemy spójne pasmo, czytelne prowadzenie linii melodycznej i precyzyjne tempo. A propos tego ostatniego, to smętne audiofilskie ballady dobrze się nadają do analizy kolejnych aspektów dźwięku, ale najwięcej satysfakcji przyniosło mi słuchanie żywiołowego rocka, soulu i elektrycznego bluesa. W takim materiale Quad 3 sprawiał wrażenie niesfornego młokosa, a nie dostojnego spadkobiercy kilkudziesięcioletniej spuścizny brytyjskiego hi-fi.
Choć jego charakter łączy dawną szkołę dźwięku z wymogami XXI wieku, to budowa ceny stereo okazuje się na wskroś współczesna. Bardzo szeroka, lekko cofnięta za bazę, wydawała się jaskrawym zaprzeczeniem gabarytów Quada 3. Gdyby była dziełem jakiejś srogiej końcówki mocy wielkości skrzynki jabłek, to rozumiem, ale żeby taki, excusez-moi, kurdupel, zaginał czasoprzestrzeń?! W nagraniach na żywo dźwięki instrumentów nakładały się na siebie, co jest zrozumiałe, ale już w studyjnych realizacjach ich kontury były wyraźnie zaznaczone i precyzyjnie porozdzielane. Plany zostały rozrysowane czytelnie, z zaznaczeniem odległości między muzykami. Gdyby podobne atrakcje były dostępne 50 lat temu, ich autora okrzyknięto by konstruktorem dekady. Teraz można je mieć za 6600 złotych.
Quad 3 to wehikuł czasu, który pod względem wizualnym i brzmieniowym przenosi słuchacza w kolorowe lata 70. XX wieku. I dopiero gdy muzyka milknie, wracamy do banalnej codzienności.
Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 10/2025
Quad 3
Cena
6599 zł
Dane techniczne
Moc
2 x 65 W/8 omów, 2 x 100 W/4 omy
Pasmo przenoszenia
20 Hz – 20 kHz
Zniekształcenia
0,003%
Sygnał/szum
110 dB
Wejścia liniowe
2 x RCA
Wejścia phono
MM
Wyjścia
pre-out
Regulacja barwy
tak
Zdalne sterowanie
pilot
Wielkość
10,1/30/33,2 cm
Przeczytaj także