bool(false)

Bladelius Oden II Class-A

07.03.2026

min czytania

Udostępnij

Ponad pięć lat temu przetestowaliśmy jeden z najlepszych wzmacniaczy zintegrowanych, jakie trafiły do naszej redakcji – Bladelius Oden. Wzorcowa przejrzystość, ogromna skala dynamiki, wydajność elektrowni i fenomenalna przestrzeń – każdy aspekt wypadł high-endowo.

Czas płynął, a Mike Bladelius nie próżnował; pracował nad jeszcze większym i wydajniejszym piecem. Już pierwszy Oden był bezkompromisowy i ważył 60 kg. Ale przy drugim, o masie 85 kg i mocy 150 W oddawanej w klasie A, wygląda niemal subtelnie.
Żeby zrozumieć, z czym mamy do czynienia, trzeba wypakować monstrum z drewnianej skrzyni. Dwóch silnych mężczyzn ledwo sobie z tym radzi, bo Odena II trudno pewnie chwycić. Zanim ustawimy go na stoliku, też warto się upewnić, że mebel wytrzyma. Base Audio 6 okazał się faktycznie obliczony na high-endowe wynalazki, wiec stelaż pozostał niewzruszony, pomimo ustawienia sprzętu na środku blatu. Gdybym jednak miał sobie zostawić szwedzki wzmacniacz na stałe, na wszelki wypadek przesunąłbym go w bok.
Jeżeli konstruktor myśli o dalszych modyfikacjach, to sugeruję dodać solidne rączki, najlepiej z przodu i z tyłu. Mogłyby też przełamać nudną bryłę, zwłaszcza że w porównaniu z pierwszą wersją „dwójka” specjalnie się nie zmieniła, a jej uroda pozostaje – powiedzmy sobie szczerze – kontrowersyjna.

Pokrywa perfekcyjnie wycięta z bloku aluminium.

 

Odenów dwóch

Oden II występuje w dwóch wariantach: opisywany dzisiaj pracuje w czystej klasie A, natomiast drugi – w klasie AB. Z zewnątrz niczym się nie różnią – oba mają takie same radiatory wystawione na zewnętrz (w pierwszym Odenie były zamknięte w środku). Muszą odprowadzać zupełnie inne ilości ciepła, ale prawdopodobnie chodziło o unifikację projektu i ograniczenie kosztów produkcji. W takiej sytuacji można przyjąć, że wersja AB będzie miała zapas powierzchni chłodzącej tak duży, że nigdy go nie wykorzysta.
Oba warianty różnią się za to mocą. Klasa A oddaje 150 W/8 Ω i 300 W/4 Ω. To wystarczy do wysterowania prawie wszystkich kolumn. Najwyraźniej to „prawie” musiało Mike’owi przeszkadzać, bo opcja AB oferuje już, odpowiednio, 400 i 800 W. Na marginesie warto dodać, że zasilacz wersji A wykorzystuje większe transformatory niż montowane w oryginalnym Odenie oraz że pojemność filtrująca wzrosła o 20000 µF.
Druga różnica to zniekształcenia przejścia przez zero, które w klasie A zostały wyeliminowane. Od producenta otrzymaliśmy również informację, że A i AB różnią się 10% komponentów. Tak samo różni się cena: klasa AB kosztuje 82000 zł, zaś klasa A – 90000 zł.
Jeżeli chodzi o porównanie brzmieniowe, to Bladelius stanowczo się przeciwstawia wartościowaniu na zasadzie lepszy-gorszy. Każdą z wersji przeznaczono po prostu do innych zastosowań. Obie są bardzo wydajne, tyle że będą grać inaczej. Postaramy się to sprawdzić – AB ma trafić do redakcji za kilka miesięcy.
Co ciekawe, oba warianty umożliwiają zmianę trybu pracy w menu. AB można przełączyć w klasę A, natomiast A – z czystej klasy A w klasę A „z nieco niższym prądem spoczynkowym”. Otwiera się więc pole do zabawy w złote ucho.

Bladelius Oden II Class-A

 

Budowa

Oden II nie jest tak ogromny, jak mogłoby wynikać ze wstępu. Płyta czołowa jest nieznacznie większa niż w redakcyjnym McIntoshu MA12000. Wzmacniacz jest za to długi jak dzień bez jedzenia, a jego masa wynika z napakowania wnętrza dosłownie po brzegi.
Boki to potężne radiatory, z każdej strony podzielone na sześć segmentów. Z góry widać kanały, ułatwiające przepływ powietrza i zwiększające powierzchnię chłodzącą. Przy tej mocy oddawanej w klasie A elementy muszą odprowadzać ogromne ilości ciepła, więc w zimie Oden działa dosłownie jak kaloryfer. Wtłaczanie go do ciasnej szafki trzeba od razu wybić sobie z głowy. Na obudowie lepiej też niczego nie stawiać, a kota przyzwyczaić, żeby kładł się gdzie indziej.
Obudowę zmontowano z elementów niemagnetycznych, a wysoka masa wygasza wibracje. Wygląd w porównaniu z pierwszym Odenem zmienił się niewiele, ale jakość „skrzynki” to inna liga. Tylko elementy można by spasować dokładniej.
Akrylowa płyta przednia przykrywa czytelny wyświetlacz OLED z dużą białą czcionką. Display pokazuje aktywne źródło i poziom głośności w zakresie 0-99. Można go wygasić albo wybrać jeden z trzech trybów jasności, które niespecjalnie się różnią. Na froncie widać jeszcze charakterystyczne dla Bladeliusa pokrętło głośności – srebrne bez względu na kolor obudowy – oraz dwa małe aluminiowe przyciski: standby i wybierak źródeł.
Główny włącznik zasilania przeniesiono do tyłu, obok trójbolcowego gniazda IEC. Jeżeli w rozdzielni macie słabe bezpieczniki, to włączenie wzmacniacza nie raz i nie dwa spowoduje ich zadziałanie. To uzmysławia, z jakim poborem mocy mamy do czynienia. Jako mieszkańcy Europy nie musimy się jednak tym przejmować, bo przecież korzystamy z taniej zielonej energii.

Z boku widać modułowe radiatory.

Wzmacniacz stoi na relatywnie delikatnych, jak na swoje gabaryty, nóżkach. Można mu zafundować coś solidniejszego – będzie wtedy lepiej wyglądał, a odrobina dodatkowego miejsca pod spodem poprawi przepływ powietrza.
Z tyłu znalazło się aż siedem wejść analogowych. Wszystkie to gniazda XLR. Dwa przeznaczono dla urządzeń zbalansowanych, a pozostałych pięć (oznaczonych jako 3-7) – dla niesymetrycznych. Jeżeli źródło nie zostało wyposażone w stosowne wyjście, to należy skorzystać z przejściówki RCA na XLR. Warto się dobrze przyjrzeć przed podłączeniem, ponieważ opisy są mało czytelne.
Dwa wyjścia XLR wysyłają zbalansowany sygnał o poziomie regulowanym (pre out) albo stałym, do aktywnego subwoofera lub wzmacniacza słuchawkowego, bo wyjścia do nauszników nie przewidziano. Podobnie jak gniazd RCA.
Terminale głośnikowe to WBT Nextgen o obniżonej zawartości metalu. Wymagają starannego osadzenia widełek, bo nie zawsze łapią kontakt. Z bananami nie ma tego problemu. Odena II można opcjonalnie wyposażyć w kartę przetwornika i streamera.
Standardowy pilot jest tani, plastikowy, ze stadem zbędnych przycisków, w których trudno się połapać. Bladelius oferuje jeszcze sterownik opcjonalny – solidniejszy i metalowy, ale za solidną dopłatą. Przy tej cenie wzmacniacza taka praktyka wydaje się cokolwiek niezręczna.
Pierwszy Oden był standardowo dostępny w kolorze srebrnym, choć czarną wersję można było zamówić bez zmiany ceny. Tym razem jest odwrotnie.

Oden jest długi – jak dzień bez jedzenia.

 

Wnętrze

Po zdjęciu ciężkiej aluminiowej pokrywy zobaczymy pięknie zrealizowany, przejrzysty układ dual mono. Zasilacz bazuje na dwóch ogromnych transformatorach toroidalnych Noratela, zaprojektowanych i wykonanych specjalnie do Odena II. Zamontowano je pionowo tuż za przednią ścianką. Trzeba było dla nich wyciąć przestrzeń w radiatorach, co widać z góry. Za nimi ulokowano baterię 20 kondensatorów elektrolitycznych Kemet Slit-Foil (10000 µF/63 V każdy) i cztery mniejsze Epcosy (3300 µF/63 V) – dla stopnia napięciowego. Producent określa łączną pojemność filtrującą na 260000 µF i tłumaczy, że wybrał większą liczbę mniejszych komponentów ze względu na szybką odpowiedź impulsową. Z tego samego względu użył szybkich diod w mostkach prostowniczych. Zrezygnował natomiast z dwóch mniejszych transformatorów dla sekcji sterowania i napięciowej, montowanych w pierwszym Odenie.
Sekcję napięciową ograniczono do jednego stopnia wejściowego. Została uproszczona w myśl wyznawanej przez Mike’a Bladeliusa zasady „prostsze jest lepsze” i bazuje na parze tranzystorów J-FET w układzie kaskadowym, nie obciążonej rezystorami. Elektronikę ułożono piętrowo: na samej górze zasilacz, niżej obwody wejściowe. Serwomechanizm DC działa poza torem sygnału, a układ objęto sprzężeniem zwrotnym. Po bokach ulokowano końcówki mocy. W każdym kanale pracuje 10 par tranzystorów Sankena.

Konfiguracja systemu

Oden II zasilał redakcyjne Audio Physiki Tempo 6. Płyty odtwarzał C.E.C. CD 5. Okablowanie HCI, HCS i Nagomi pochodziło z katalogu Hijiri, a prąd oczyszczał Ansae Power Tower. Elektronika stała na stoliku Base Audio 6, który spokojnie przyjął 100 kg na górnej półce, natomiast kolumny umieściłem na kamiennych płytach o grubości 3 cm.

Podłączaj uważnie…

 

 

Wrażenia odsłuchowe

Oden II musi się rozgrzać, dosłownie. Kiedy radiatory staną się gorące, poprawia się wszystko. Dźwięk się oczyszcza, nabiera swobody i pełni. Zimny wzmacniacz grał ostro, co… nawet mnie ucieszyło.
Nie żartuję, ponieważ do dziś pamiętam pierwszą wersję, która grała jasno i wyraźnie, z dyscypliną i uporządkowaniem przekazu. Deklaracja z materiałów informacyjnych, że oto: „idziemy w stronę muzykalności” mocno mnie zaniepokoiła, ponieważ od razu wyobraziłem sobie ciepłą kluchę. Poza tym słyszałem późniejsze (i tańsze) konstrukcje Bladeliusa, które poszły w kierunku złagodzenia dźwięku i odnoszę wrażenie, że straciły to, czym oryginalny Oden mnie ujął.
Nie lubię sytuacji, w których muszę się czegoś domyślać, bo sprzęt przekazuje połowę informacji. Owszem, taki dźwięk bywa uznawany za relaksujący, a nawet działa na wyobraźnię, tyle że ja nie mam ochoty jej uruchamiać, żeby dośpiewać sobie resztę. System ma mi pokazać wszystko i za to mogę zapłacić więcej niż za proste stereo. Jeżeli dodatkowo nie będzie ingerował w barwę nagrań i malował ich po swojemu, będę w 90 procentach usatysfakcjonowany. Pozostałych 10% to już efekty specjalne, takie jak dynamika czy przestrzeń. Tutaj faktycznie coś może zaskoczyć, ale przede wszystkim muzyka ma brzmieć normalnie. Inna sprawa, że właśnie owa normalność jest celem high fidelity, ponieważ pojęcie to oznacza „wysoką wierność” i nic ponadto.
Jeżeli usłyszycie dźwięk normalny, to wiedzcie, że coś się dzieje. Wcale nie jest tak, że większość sprzętu gra w ten sposób. Większość dźwięk przerabia na własną modłę. Nie dlatego, że ktoś tak sobie wymyślił (choć i tak bywa, zwłaszcza w ekstremalnym high-endzie), tylko że nie dał rady. A Mike dał. Nie zepsuł starego Odena, a czy poprawił?

Pod pokrywą taki widok…

Już prosty pop sprawia, że w głowie pojawia się myśl o „oczywistej oczywistości”. Zarówno całokształt, jak i każda ścieżka z osobna nie pozostawiają wątpliwości. Bo kiedy gitara brzmi jak gitara, saksofon jak saksofon, a wokale uderzają bezpośredniością i brakiem spinacza na nosie, to czego chcieć więcej? Prawdomówność szwedzkiego wzmacniacza jest bezdyskusyjna, a szukanie zabarwień – bezcelowe.
Wierność oryginalnym barwom przejawia się w ich zróżnicowaniu, bo dopiero na tej bazie możemy wskazywać niuanse brzmienia zespołów, a nawet instrumentów używanych przez konkretnych muzyków. Oden II pokazuje je bez kurtyny, która dzieliłaby słuchacza do głośników i nie roni przy tym ani źdźbła informacji. To oznacza, że wspomniane 90% mamy załatwione – wzmacniacz zachowuje wysoką wierność. A pozostałych 10 procent?
Jak można się było spodziewać, odpowiada za nie głównie dynamika. Dźwięk jest podszyty energią. Żyje pulsem i pulsuje życiem. Wyraźnie odczuwamy jego potęgę, zarówno w utrzymywaniu napięcia, jak i mikroeksplozjach. Każde uderzenie pałki w membranę bębna ma odrębną dramaturgię. Staje się kalorycznym impulsem, pchnięciem powietrza naprzód. Naturalności towarzyszy realizm, być może podkreślony lekką ekspozycją pierwszego planu, co akurat nie przekształca przestrzeni, ponieważ otrzymujemy także rozbudowaną głębię. Opisywanie barwy okazuje się o tyle trudne, że skoro nie występuje malowanie, to nie można powiedzieć o dźwięku, że jest ciepły czy zimny, gęsty czy rzadki. Na pewno jest go dużo, nawet bardzo dużo. I tak samo się to odnosi do zdolności budowania monumentalnych obrazów oraz nasycenia przekazu detalami. Poza tym Oden II gra wyraźnie, czysto i przejrzyście. Tak jak to robił pierwszy, a może bardziej?

Opcjonalny pilot. Standardowego plastikowego nie pokazujemy. Jeśli ktoś chce go zobaczyć, poszuka i znajdzie

Kiedy grają instrumenty akustyczne, nie zauważamy żadnych specjalności. Nie wydają z siebie monstrualnych ryknięć ani tąpnięć. Nie wytwarzają ciśnienia wprawiającego w rezonans nawet poduszki na kanapie. To się nie dzieje w naturze, więc wzmacniacz tego nie robi. Owszem, pojawia się charakterystyczne napięcie, wynikające z rytmu, a także rozciągnięcie ciśnienia na całej skali instrumentu, ale wzmacniacz przez cały czas trzyma się prawdy. Duże składy pokazują swobodę przekazania natłoku danych przy wysokich poziomach głośności. Dla Odena II to pestka. Jakby tylko czekał na takie momenty, by się pochwalić zapasem mocy. Kiedy jednak pojawią się brzmienia generowane elektronicznie, robi się grubo. Powietrze potrafi uderzyć w twarz, a wspomniana poduszka zawibrować, choć teoretycznie jest na to odporna.
A bas? Oden II potrafi wycisnąć z Tempo 6 więcej niż większość wzmacniaczy w podobnej cenie z Wilsonów Sabrina. A przecież zdolności obu głośników w tym zakresie znacznie się różnią. A może to wcale nie tak i po prostu prawidłowo zestrojone kolumny potrzebują aż tak mocnego partnera, żeby pokazać coś, co jest z pozoru niemożliwe? Podobnie się działo w zestawieniu z McIntoshami MC2KW, nie wyłączając aktywacji bezpieczników w domowej skrzynce.
Wracając do spektakularnych nagrań, Oden II potrafi zrobić awanturę, jakiej nie słyszałem nawet u Gryphona, który w spokojnym akustycznym materiale napinał muskuły niczym kulturysta. No cóż, szerokie kontrasty tak się właśnie objawiają. Zauważymy je również w podążaniu za producentem muzycznym, który wygenerował je w nagraniu. Dźwięk może być tak gęsty, że palca nie wetkniesz, ale też lekki i zwiewny jak lot motyla.

Symfoniki opisywał nie będę. Po prostu jej posłuchajcie, a jeśli coś będzie nie tak, możecie zwalić na kolumny i poprosić o inne. A może nawet zajdzie potrzeba wymiany tych, których używacie na co dzień? Wcale bym się nie zdziwił, bo Oden II jest przezroczysty, więc idealnie się nadaje do oceny reszty toru i określania zmian, jakie wprowadza każdy z elementów. Jednocześnie z gracją kota przeskakuje umowną granicę hi-endu.

Konkluzja

Najlepszy wzmacniacz zintegrowany do 100 tysięcy złotych? Niewykluczone, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę właściwe ujęcie istoty hi-fi.

 

Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 12/2025

Bladelius Oden II Class-A

Cena

90000 zł Moduł DAC/Streamer: 22900 zł Pilot Mjolner: 2990 zł

Dane techniczne

Moc

150 W/8 omów; 300 W/4 omy

Pasmo przenoszenia

1 Hz – 100 kHz (+0/-3 dB)

Zniekształcenia

<0,01%

Sygnał/szum

125 dB

Wejścia liniowe

7 x XLR

Wejścia phono

brak

Wyjścia

2 x XLR, 1 kpl. głośn.

Zdalne sterowanie

tak

Wielkość

21/45/55 cm

Sprawdź w naszym sklepie

Pokaż wszystkie

Przeczytaj także

02.03.2026

Testy

Wzmacniacze

Accuphase E-800S

27.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Air Tight ATE-5

23.02.2026

Testy

Przetworniki C/A

dCS Lina Network DAC 2.0

McIntosh MA352

18.02.2026

Testy

Wzmacniacze

McIntosh MA352

14.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Soulnote E-2

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1

30.01.2026

Testy

Słuchawki

Bowers & Wilkins Px8 S2