17.11.2025
min czytania
Udostępnij
W 2023 roku do licznego grona odtwarzaczy cyfrowych, serwerów i zegarów taktujących dołączył prototypowy wzmacniacz stereo ze streamerem – AP20. Najpierw prezentowano go na wystawach, gdzie wzbudzał zrozumiałe zainteresowanie. Po rozgrzaniu emocji, na początku 2024 roku, AP20 trafił do sprzedaży. To element firmowej strategii – Aurender najpierw bada potrzeby potencjalnych nabywców z różnych regionów świata. Zbiera uwagi na temat funkcjonalności prototypów, po czym kilka miesięcy później oferuje konstrukcje dopracowane w każdym szczególe. Niby to podstawa skutecznej sprzedaży i budowania relacji z klientami, ale część producentów hi-fi zachowuje się tak, jakby nigdy o niej nie słyszeli. Z drugiej strony – to w pełni zrozumiałe, ponieważ przy cenach, jakich Koreańczycy oczekują, nie ma mowy o niedoróbkach i wersjach MK2 wprowadzanych rok po debiucie.
A propos cen, AP20 kosztuje niemal 111 tysięcy złotych. Kwotę tę w pierwszej chwili trudno uznać za okazyjną, ale po miesiącu użytkowania uznaję ją za adekwatną do jakości wykonania, funkcjonalności i brzmienia.
Aurender AP20 jest dostępny w czarnej i srebrnej wersji kolorystycznej i w obu wygląda atrakcyjnie. Bardziej kojarzy mi się ze skandynawskim minimalizmem niż z azjatyckim barokiem.
Obudowę wykonano z aluminiowych płyt, frezowanych na wieloosiowych obrabiarkach CNC. Boczne ścianki uformowano na podobieństwo poziomych radiatorów, co jest jednym ze znaków rozpoznawczych Aurendera. Nie wiem, jak w innych modelach, ale w AP20 są trochę na wyrost. Przez miesiąc testowania wzmacniacz ani razu mocno się nie zagrzał, mimo że specjalnie się z nim nie cackałem. Idealnie spasowana całość sprawia wrażenie monolitu i wydaje się odporna na wszelkie czynniki zewnętrzne. Na tym poziomie cenowym inaczej być przecież nie może.
Drugim charakterystycznym elementem Aurendera jest podświetlany włącznik zasilania w kształcie logo firmy. Jest to kwadrat z zaokrąglonymi rogami, którego skromność i prostota idealnie pasują do ascetycznego wzornictwa urządzenia.
Przednią ściankę zdominował duży wyświetlacz z matrycą IPS o rozdzielczości 1920 na 480 pikseli. Jego czytelności nie można nic zarzucić. Poza prezentacją okładek płyt i informacji na temat nagrań, co jest standardem, w czasie regulacji siły głosu przełącza się na wirtualne pokrętło potencjometru z liczbowym wskazaniem aktualnego poziomu. Świetny pomysł, zwłaszcza że fizyczne pokrętło nie nosi oznaczeń.
Pod przełącznikiem standby znalazły się gniazdo słuchawkowe 6,35 mm, małe przyciski wybieraka wejść i wyjść (głośniki albo słuchawki) oraz okienko odbiornika podczerwieni, w czarnej wersji wykończenia praktycznie niewidoczne.
Włożenie wtyczki do gniazda słuchawkowego nie odcina sygnału płynącego do głośników; trzeba to zrobić ręcznie. AP20 współpracuje z nausznikami o impedancji 16-600 omów, więc można zaszaleć.
Z prawej strony znajdziemy przycisk zmiany widoku displayu oraz guziki służące do podstawowej obsługi odtwarzacza. W zasadzie mogłoby ich tam nie być, bo powtórzono je na pilocie i w aplikacji. A teraz, proszę wycieczki, zapraszam na zaplecze.
Układ gniazd analogowych stanowi odbicie wewnętrznej architektury AP20. Umieszczone przy krawędziach terminale głośnikowe często sugerują układ dual-mono, ale w przypadku Aurendera to nie sugestia, lecz stwierdzenie faktu. Rzeczone terminale to WBT nextgen. Bliżej środka trafiamy na analogowe wejście i wyjście symetryczne przeznaczone do podłączenia zewnętrznej końcówki mocy albo subwoofera, specjalnie aktywowane w aplikacji. Za nimi widać dwa złocone wejścia RCA. Niższe piętra zdominowały gniazda cyfrowe.
W połowie wysokości umieszczono wejście BNC dla zewnętrznego zegara 10 MHz (Aurender proponuje własny – MC10), dwa wejścia optyczne oraz dwa koaksjalne – BNC i RCA. Na samym dole znalazły się dwa porty USB-A 3.0 dla zewnętrznych nośników pamięci. Listę zamyka sieciowe gniazdo LAN (RJ45). Wszystkie są wysokiej jakości, a LAN został podwójnie zaizolowany.
Ponadto przewidziano możliwość zainstalowania twardych dysków z plikami. Na tylnej ściance znajdują się dwie kieszenie na dyski 2,5-calowe (najlepiej SSD) o pojemności do 5 TB każdy. Dzięki nim AP20 można przekształcić w serwer muzyczny. Wewnątrz obudowy zamontowano wysokiej jakości moduł streamingowy, obsługujący pliki PCM do 32 bitów/768 kHz oraz DSD: DoP do 256 i DSD do 512.
Biorąc pod uwagę możliwość korzystania z opcjonalnej pamięci wewnętrznej i zewnętrznej, współpracę z serwerami NAS oraz serwisami streamingowymi, brak asynchronicznego gniazda USB-B dla komputera nie wydaje się aż tak dotkliwy. Dziwić może natomiast brak bezprzewodowej łączności Bluetooth i Wi-Fi. Pal diabli tę pierwszą, ale żeby korzystać z firmowej aplikacji, musiałem pociągnąć przewód do domowego routera stojącego w innym pokoju. Czego się w związku z tym przez miesiąc nasłuchałem, to moje. W wielorodzinnych blokach spowitych elektromagnetycznym smogiem ma to niewątpliwie sens, ale dla mieszkańców domów jednorodzinnych może być dodatkową upierdliwością. Na szczęście, jak informuje producent, w niedalekiej przyszłości mają się pojawić moduły Wi-Fi w postaci sprzętowych kluczy USB.
Listę gniazd zamyka zasilające IEC – rodowany Furutech, a więc znów bez kompromisów. Obok niego ulokowano główny włącznik mechaniczny. Zerknijmy teraz do wnętrza.
Jeżeli ktoś miał wątpliwości dotyczące high-endowego pochodzenia Aurendera AP20, to po zdjęciu ciężkiej pokrywy prysną one jak bańka mydlana. Długo już testuję sprzęt grający dla „Hi-Fi i Muzyki”, ale czegoś takiego na żywo jeszcze nie oglądałem. Dość powiedzieć, że w AP20 zastosowano sześć transformatorów, a to tylko pierwszy z brzegu i, bynajmniej, nie najbardziej spektakularny element jego budowy.
Elektronika wypełnia obudowę po brzegi. Już na pierwszy rzut oka widać pełne dual-mono, z dwoma potężnymi zasilaczami sekcji analogowej. Do nich wrócę za chwilę.
Część cyfrową oddzielono od reszty grubym ekranem. Mózgiem urządzenia jest czterordzeniowy procesor Intel N4200, połączony z 8 GB pamięci RAM. Dla systemu operacyjnego i pamięci podręcznej dodatkowo zamontowano dysk SSD o pojemności 480 GB.
Cyfrową sekcję sygnałową rozdzielono na dwa kanały i umieszczono na fizycznie odseparowanych płytkach. Na każdej widać przetwornik AKM AK4497EQ, otoczony licznymi kondensatorami Wimy i zielonymi Nichiconami z serii Muse. Zaekranowano też osobny moduł z referencyjnym zegarem Aurendera OCXO (Oven-Controlled Crystal Oscillator) MV85.
Wspomniałem o sześciu transformatorach, choć na zdjęciu widać tylko dwa. Brakujące cztery toroidy Talemy przykręcono do spodu obudowy. Dwa 50-watowe zasilają cyfrowe płytki audio, jeden, również 50-watowy – CPU (Intel Low Power Quad Core), a ostatni – o mocy 25 W – układ FPGA będący częścią precyzyjnego zegara. Poza tym transformatory obsługujące część cyfrową wchodzą w skład wbudowanego awaryjnego zasilacza UPS, zbudowanego z superkondensatorów – w przypadku nagłego odcięcia od prądu zdąży on zakończyć wszystkie procesy bez utraty danych.
Toroidy po 400 VA widoczne na zdjęciu zasilają osobno końcówki mocy. W każdym kanale pracują monofoniczne moduły wzmacniające Purifi Eigentakt 1ET400A, oferujące 200 W/8 ? i 350 W/4 ?. Zamiast je łączyć z wydajnymi i niskotemperaturowymi zasilaczami impulsowymi, Aurender zdecydował się zbudować autorski zasilacz liniowy. Każdy z transformatorów pracuje w otoczeniu sześciu Nichiconów po 6800 µF, a łączna pojemność filtrująca tej sekcji przekracza 80 tysięcy µF. I to przy końcówkach mocy pracujących w klasie D! Na marginesie dodam, że jeden moduł Eigentakt 1ET400A kosztuje w hurcie 2200 duńskich koron bez VAT-u, czyli ponad 1250 złotych, więc za same końcówki mocy Aurender zapłacił tyle, co za budżetową integrę.
Skoro jesteśmy przy części analogowej, warto wspomnieć, że po podłączeniu dowolnego źródła do gniazd XLR lub RCA urządzenie zachowuje się jak klasyczny wzmacniacz stereo.
W AP20 zastosowano unikalne połączenie analogowej stopniowej regulacji głośności typu R2R (drabinka rezystorowa na przekaźnikach, z krokiem co 0,5 dB) z układami cyfrowymi pracującymi z dokładnością do 0,25 dB. Również dość nietypowo oznakowano skalę głośności, gdzie cyfra „0” odpowiada poziomowi najwyższemu. Jeżeli wybierzemy wejście XLR lub RCA, minimalna głośność wynosi -63 dB, a cały proces przebiega na drodze analogowej. Przy korzystaniu ze źródeł cyfrowych najniższe poziomy głośności schodzą poniżej -67 dB i są regulowane w układach scalonych AKM. Po przekroczeniu -63 dB w górę kontrolę płynnie przejmuje analogowa sieć rezystorów.
Jak na nowoczesny sprzęt przystało, do obsługi AP20 Aurender przygotował firmową aplikację na smartfony. Jej możliwości i grafika są na tyle rozbudowane, że zamiast męczyć oczy nad ekranem telefonu, lepiej ją zainstalować na większym tablecie. Na internetowej stronie producenta zamieszczono szczegółowy przewodnik po aplikacji, więc każdy powinien sobie z nią poradzić. W dodatku polska wersja językowa ułatwi przeszukiwanie jej zakamarków. A cóż można w niej znaleźć?
Poza pełną obsługą odtwarzacza plików z zaawansowanymi opcjami sortowania płyt i tytułów apka daje dostęp do serwisów streamingowych Qobuz, Tidal i Spotify, radia internetowego oraz funkcji AirPlay. Ponadto można wybrać aktywne wejście i wyjście, ustawić balans kanałów oraz skonfigurować pozostałe parametry pracy urządzenia.
Do AP20 Koreańczycy dołączyli klasyczny pilot, który ułatwia codzienną obsługę. Znajdziemy na nim tylko sześć przycisków oraz kołowy kursor do obsługi odtwarzacza. Wystarczy. Aluminiowy prostopadłościan jest przy tym na tyle elegancki, że nie będzie obciachem umieszczenie go na eksponowanym miejscu w pokoju odsłuchowym.
Reasumując: w jednej obudowie Aurender pomieścił cztery high-endowe urządzenia: przedwzmacniacz z modułem słuchawkowym, przetwornik cyfrowo-analogowy, serwer muzyczny i mocarny wzmacniacz. Kupowane ich osobno z pewnością kosztowałyby więcej, choćby o wartość dodatkowych obudów. Czy zyskałoby na tym brzmienie? Nie sądzę.
Pozostaje jeszcze kwestia rozbudowy systemu. Użytkownicy dzielonych zestawów mogą mieć obawy, czy urządzenie typu all-in-one, nawet kosztujące 111000 złotych, nie ogranicza możliwości modernizacji i powiększenia systemu o dodatkowe elementy. Nie w przypadku AP20. Aurender często wypuszcza aktualizacje oprogramowania sprzętu, więc odpada problem technologicznego starzenia. Do wejść analogowych można podłączyć np. gramofonowy stopień korekcyjny, a do cyfrowych – odtwarzacz CD lub Blu-ray. Biorąc pod uwagę fakt, że nawet toslinki obsługują sygnał 24/192, AP20 pozostaje bardzo elastyczny pod względem współpracy z zewnętrznymi urządzeniami.

Zanim zabrałem się do opisu brzmienia, odczekałem trzy miesiące od zakończenia odsłuchów. Dlaczego tak długo? Ano dlatego, że potrzebowałem czasu na przetrawienie wszystkich wrażeń. Pierwsze odczucia bywają złudne, w ocenie kierujemy się impulsami, więc gdy po kilku tygodniach emocje opadną, w pamięci pozostają już tylko najważniejsze odczucia. Nie zawsze zgodne z tymi pierwszymi. Czas był mi potrzebny także po to, żebym sam się przekonał, czy brzmienie Aurendera AP20 pozostanie w mojej głowie na tyle długo, by uzasadnić wnioski zawarte w konkluzji. Uprzedzając fakty, dźwięk koreańskiego wzmacniacza różnił się od niemal wszystkich urządzeń, które przetestowałem w całej redakcyjnej karierze.
*
Zwiedzając wystawy sprzętu grającego, zazwyczaj zaglądamy do kolejnych pomieszczeń, słuchamy przez minutę lub dwie i jeśli brzmienie nie odbiega od poziomu w sąsiednich pokojach, idziemy dalej. Snujemy się tak od prezentacji do prezentacji, aż trafimy na taką, która sprawia, że zastygamy w bezruchu. Nie z uwagi na efekciarskie sztuczki, lecz ze względu na brzmienie, wyraźnie górujące nad pozostałymi. Natychmiast dostrzegamy jego klasę, a cena nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się synergia elementów współtworzących ten unikalny efekt. I właśnie takich doznań dostarczył mi Aurender.
Egzemplarz przywieziony do testu został już wstępnie wygrzany, więc po ustawieniu, podłączeniu wszystkich przewodów i przejściu przez konfigurację włączyłem pierwszy utwór z brzegu. Nie miałem sprecyzowanych oczekiwań, choć zdawałem sobie sprawę z potencjału wynikającego z nietuzinkowej sekcji cyfrowej i końcówek mocy zasilanych parą potężnych toroidów.
Pierwsze dźwięki dosłownie wbiły mnie w podłogę. Wzmacniacz zagrał z taką czystością i detalicznością, z tak wyjątkowym oddechem, że na dobrych kilka minut zamarłem z pilotem w dłoni i łapczywie chłonąłem każdy dźwięk, jakby w obawie, że za chwilę czar pryśnie. Na szczęście nie było to tylko złudzenie, a następne dni odsłaniały kolejne zalety urządzenia.
Pod względem jakości dźwięku AP20 przebił wszystkie niewidzialne sufity i przeskoczył najwyżej zawieszone poprzeczki. Od wzmacniacza za 111 tysięcy można wymagać wiele, ale dźwięk Aurendera tworzy osobną kategorię, nieprzystającą do żadnego innego znanego mi sprzętu. Łączy wspomniane czystość i detaliczność z subtelnością, emocjami oraz szeroko pojętą muzykalnością.
Wbrew pozorom i jakby na przekór zawartości obudowy charakter AP20 nie jest nacechowany cyfrową sterylnością. Starsze albumy sprzed pięciu, sześciu dekad, realizowane w czasach, gdy szczytem techniki był magnetofon szpulowy, odznaczały się analogową miękkością, pastelowymi barwami i pewnie odmierzanym rytmem. Zamiast ostrych krawędzi i rozbijania muzyki na atomy pojawiły się precyzyjnie wykończone detale, a całość emanowała kulturą i spokojem. W nagraniach na żywo z tego okresu wrażenie obcowania z prawdziwymi wykonawcami potęgowała obszerna i dokładnie poukładana scena, a brawurowym niekiedy wykonaniom towarzyszyły emocje, jakich nie powstydziłyby się wielkie widowiska sportowe.
Aurender lubi skupiać uwagę słuchacza na informacjach pierwszoplanowych, a jednocześnie doświetla drobne odgłosy w tle. Wypełniona instrumentami scena żyje i pulsuje. W wielkich formach orkiestrowych imponuje rozmachem, by po chwili w mniejszych składach zbudować kameralną atmosferę.
Aurender łączy subtelność z dynamizmem. Nie prezentuje jednej, „firmowej” szkoły brzmienia, ale niczym kameleon dopasowuje się do zmieniającej się stylistyki nagrań. Nie jest to uniwersalizm niedrogich wzmacniaczy stereo, wymuszony koniecznością sprostania przeróżnym gustom. AP20 proponuje zupełnie inny poziom, prezentując nienaganne maniery prawdziwego dżentelmena. Wzmacniaczowi nie sposób odmówić neutralności ani naturalności barw instrumentów. Zamiast piętnować niedostatki realizacji, eksponuje on najlepsze cechy odtwarzanych nagrań. Daje tym samym do zrozumienia, że w świadomym słuchaniu muzyki kluczem jest podążanie za rytmem i melodią, poddawanie się zapisanym na płycie emocjom, a nie chłodna analiza każdego brzdęknięcia. Krótko mówiąc: AP20 powstał z myślą o słuchaniu muzyki w najwyższej jakości, niezależnie od wieku nagrania, rodzaju użytych instrumentów, gatunku czy pochodzenia.
A propos pochodzenia, to mogłoby się wydawać, że dostęp do internetowych serwisów streamingowych w wyrafinowanym high-endowym wzmacniaczu zakrawa na jakiś żart. Kiedy sobie uzmysłowimy, gdzie fizycznie znajdują się serwery z muzyką (być może nawet na innym kontynencie), jaką drogę musi przebyć sygnał, zanim dotrze do domowego streamera, ile musi pokonać kilometrów, złączy, routerów i innych przeszkód, to dojdziemy do wniosku, że słuchane nagrania mogą mieć niewiele wspólnego z oryginałami. Tak, wiem, „bit to bit”, ale wyznawcy matematycznego podejścia do życia w ogóle nie biorą pod uwagę zakłóceń, na jakie są narażone sygnały muzyczne w trakcie swojej podróży. I nawet jeśli w siedzibach serwisów streamingowych utwory brzmiały świetnie, to tysiące kilometrów dalej wcale tak być nie musi. Dlatego lokalnie odtwarzane pliki, nie mówiąc o płytach CD, zawsze będą brzmieć lepiej od steamingu. Aurender zachowuje dystans między nimi, ale jakość muzyki z Tidala osiągnęła poziom niedościgły dla znanej mi konkurencji. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że muzyka streamowana na AP20 brzmiała lepiej od fizycznych nośników odtwarzanych na wielu tańszych systemach. Nie słyszałem dotąd „Tin Pan Alley” Steviego Raya Vaughana zagranego w takiej jakości z serwisu internetowego, a żyję już wystarczająco długo, by nie robić wielkich oczu przy każdej nadarzającej się okazji.
Aurender AP20 do chyba ideał wzmacniacza ze streamerem, zarówno pod względem budowy, jak i brzmienia. Wielbiciele fizjologicznego ciepełka z lampowych piecyków mogą mu wytknąć brak „duszy”, ale oni niech się kiszą we własnym sosie. Pozostali miłośnicy najwyższej jakości dźwięku będą zachwyceni.
Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 09/2025
Aurender AP20
Cena
110950 zł
Dane techniczne
Moc
2 x 200 W/8 omów, 2 x 350 W/4 omy
Pasmo przenoszenia
b.d.
Zniekształcenia
0,003%
Sygnał/szum
b.d.
Wejścia liniowe
XLR, 2 x RCA
Wejścia phono
brak
Wyjścia
2 x opt., 2 x koaks (BNC, RCA), 2 x USB-A, LAN, Master Clock (BNC)
Regulacja barwy
+
Zdalne sterowanie
+
Wielkość
15/43/36 cm
Przeczytaj także