02.03.2026
min czytania
Udostępnij
Japońska wytwórnia systematycznie ulepsza swoje urządzenia. Nie robi tego przesadnie często, ale z uwagi na bogaty katalog można odnieść wrażenie, że ruch w interesie jest cały czas. Tym razem do testu trafiła flagowa integra. Zastępuje model E-800, który recenzowaliśmy w 2020 roku („HFiM” 10/2020). I, jak zwykle w takich sytuacjach, pierwsze pytanie, jakie powinno paść, dotyczy zakresu zmian w budowie.
Accuphase względnie rzadko używa dopisku „S”, który – przy zachowaniu starej nazwy – sugeruje, że nie należy się spodziewać rewolucyjnych różnic. Zresztą, akurat w jego przypadku rewolucyjne one nigdy nie są. Firma pozostaje wierna zasadzie ulepszania małymi krokami. Mimo to litera „S” zapowiada krok jeszcze mniejszy. Nie tak dawno przerabiałem analogiczną przemianę generacji pomiędzy modelami A-48 i A-48S – i właśnie takie były wnioski.
Producent podkreśla jeden aspekt odnowienia modelu – „ultra low noise”. „Ultraniskość” szumów powinna się przekładać na niskie THD (Total Harmonic Distorsion) oraz wysoki odstęp sygnału od szumu. Kiedy jednak porównamy specyfikacje obu urządzeń, okaże się, że THD jest identyczne, a sygnał/szum poprawiono ze 104 dB do 105 dB. E-800S ma za to mniejszy pobór mocy i jest o 300 g lżejszy. Tyle.
Oprócz niewiele mówiących danych producent nie wyjaśnia, co tak naprawdę spowodowało wymianę modelu. Postanowiłem prześledzić temat we własnym zakresie, ale jako że nie dysponowałem poprzednikiem, musiałem to zrobić w oparciu o dostępne informacje. Oto rezultaty.
Do E-800S jest dołączana nowsza wersja pilota (RC-240 został zastąpiony RC-250). Opracowano inny wzór otworów wentylacyjnych na pokrywie. Dodano ładniejsze obwódki wokół pokręteł. Wprowadzono kosmetyczne zmiany w oknie wyświetlacza. Nieznacznie przeorganizowano diody pod nim, a pod klapką dodano dwa przyciski: „filter” oraz MC Load, jednak oba mają zastosowanie dopiero po instalacji opcjonalnego modułu phono. Nowy model jest kompatybilny z nowszymi wersjami DAC-a i preampu korekcyjnego. To wszystko, jeżeli chodzi o zmiany zewnętrzne – owszem, są, ale można je uznać za pomijalne. Ważniejsze zmiany muszą się zatem kryć w środku.
Tutaj zobaczymy, że wymieniono kondensatory zasilacza – wcześniej miały pojemność 60000 μF, a teraz – 63000 μF. Poprzedni model używał tych samych płytek końcówek mocy, które montowano w A-48; obecny dzieli je z A-48S. Topologia jest ta sama, choć znajdziemy trochę drobnych różnic w budowie. Nie wiem jednak, czy nieco inne rozplanowanie ścieżek i układu komponentów oznacza rzeczywisty postęp, czy było po prostu odświeżeniem układu.
Na podstawie porównania zdjęć najpoważniejsze różnice odkryjemy w przedwzmacniaczu. W sekcji bufora wejściowego wszystkie rezystory, wcześniej montowane powierzchniowo, zastąpiono klasycznymi komponentami z lutowaniem przewlekanym. Przeprojektowano także – nieznacznie – sekcję AAVA oraz – gruntownie – konwerter prądowo-napięciowy i cały stopień wyjściowy tej sekcji. Nie wiem, dlaczego firma nie informuje jasno, że układ wzmacniacza został nie tylko zreformowany, ale też w porównaniu z poprzednikiem wzbogacony o ANCC, o którym za chwilę.
Różnice różnicami, ale może praktyczniej będzie po prostu opisać, czym E-800S jest i co ma. Albo nawet nie opisać, tylko o tym przypomnieć, bo zapoznając się z kolejnym wzmacniaczem Accuphase’a, sam odnoszę wrażenie, że o wszystkim już nieraz pisaliśmy.
Układ przedniej ścianki pozostaje klasyczny: wyświetlacz diodowy pokazujący chwilowe natężenie dźwięku oddzielnie dla każdego kanału, pod nim seria diod sygnalizujących załączenie niektórych funkcji, a jeszcze niżej – opuszczana klapka kryjąca przyciski do aktywacji tychże funkcji. Po bokach ulokowano pokrętła wyboru źródła i głośności oraz włącznik, przycisk wyciszenia i gniazdo słuchawkowe.
Z tyłu znajdziemy dwa komplety terminali głośnikowych, pięć wejść niezbalansowanych, niezbalansowaną pętlę magnetofonową, wyjście z przedwzmacniacza oraz wejście do końcówki mocy. Nie zabrakło także XLR-ów z przełącznikiem pinów, do których można podłączyć trzy źródła liniowe oraz zestaw pre-out/main-in.
W wersji bazowej E-800S nie oferuje ani sekcji phono, ani przetwornika c/a; oba moduły dokupujemy osobno. Pod względem funkcjonalnym E-800S jest chyba ideałem – oferuje wszystko, o czym posiadacz integry mógłby marzyć, nie narażając go na dodatkowe koszta, gdyby którejś z opcji nie potrzebował.
Flagowa integra Accuphase’a pracuje w klasie A i oddaje nominalnie solidne 50 W/8 Ω. Moc się podwaja przy spadku impedancji obciążenia o połowę. Wzmacniacz mocno się nagrzewa, a duże radiatory po bokach mają pełne skrzydła roboty. Wentylacja na górze również nie jest zbędnym dodatkiem.
Układ wnętrza pozostał taki sam jak w E-800 i w ogóle taki sam jak chyba we wszystkich zintegrowanych Accuphase’ach z ostatnich lat. Mamy zatem podział na cztery komory. Z przodu mieści się preamp, pośrodku zasilacz i końcówki mocy, z tyłu bufor wejść i wyjść, natomiast przy prawym boku pozostawiono pustą komorę na opcjonalne moduły. Przyjrzyjmy się teraz pokrótce wszystkim, z wyjątkiem, rzecz jasna, tej pustej.
Przedwzmacniacz to duża płytka z czterema sekcjami: buforem wejściowym, zbalansowaną wersją AAVA (Accuphase Analog Vari-gain Amplifier), konwersją prądowo-napięciową z ANCC (Accuphase Noise and Distortion Canceling Circuit) oraz stopniem wyjściowym.
AAVA to autorskie opracowanie Accuphase’a, będące konwersją napięciowo-prądową, w której odbywa się regulacja siły głosu. W praktyce jest to 16 bramek, z których każda obsługuje inny poziom napięcia. Sterowane regulatorem, otwieranie i zamykanie tych bramek pozwala uzyskać bardzo precyzyjną kontrolę poziomu wzmocnienia.
Układ ANCC w konwerterze prądowo-napięciowym to dwie (po jednej na kanał) lokalne pętle sprzężenia zwrotnego. Rozwiązanie pozwala skutecznie odfiltrować szumy poprzez odprowadzenie ich do pomocniczej linii wzmacniającej (secondary amplifier), w której są wygaszane.
Końcówki mocy zostały skonfigurowane w oparciu o zasadę tzw. instrumentacji. Polega ona na zastosowaniu wyższego wzmocnienia na wejściu tej sekcji i niższego na wyjściu. To ułatwia uzyskanie lepszej dynamiki oraz pozwala sprawniej redukować szumy. Dodajmy, że w stopniu mocy w trybie push pull pracuje sześć par MOSFET-ów na kanał. Na radiatorach umieszczono czujniki termiczne oraz chroniące przed zwarciem (po dwa na kanał). Sercem zasilacza jest ogromny ekranowany transformator toroidalny, któremu towarzyszą dwa wspomniane wcześniej wielkie kondensatory filtrujące.
Zamiast przekaźników wyjściowych zastosowano MOSFET-y oraz po jednej cewce na kanał. W celu redukcji impedancji wyjściowej zoptymalizowano jeszcze układ sprzężenia zwrotnego, przesuwając punkty kontrolne (dla plusa i masy) praktycznie na same terminale głośnikowe. To rozwiązanie firma nazywa Balanced Remote Sensing.
Testując niedawno E-700, zauważyłem, że Accuphase zaczyna się wycofywać z podkreślania znaczenia swojej klasycznej techniki MCS+ (Multiple Circuit Summing), ale nie wiem, co za tym stoi. W A-48S, w którym są takie same płytki końcówek jak w E-800S, układ MCS+ jest wymieniany w opisie modelu. Jednak przy E-800S zabrakło o nim choćby wzmianki. Przy E-800 zresztą też.
Poza tym – Accuphase’owa klasyka. Szampański kolor, perfekcyjne wykonanie, gruba instrukcja obsługi, uniwersalny pilot i superergonomiczne pudło do transportu.
E-800S zastąpił w redakcyjnym systemie dzielony wzmacniacz Conrad-Johnsona PV12AL/MF2250. Na resztę toru składały się monitory Dynaudio Countour 1.3 mkII oraz odtwarzacz Naim CD5X z Flatcapem 2X. W tym oknie testowym „na zakładkę” dysponowałem także najnowszymi monitorami Dynaudio Contour 20 Black Edition, z których skwapliwie skorzystałem. Poniższe wrażenia są uśrednieniem obu podejść.
E-800S jest obecnie topową integrą Accuphase’a, a jednocześnie najlepszym jego wzmacniaczem, jaki testowałem. Jest również jednym z najlepszych wzmacniaczy zintegrowanych, jakie znam. Jakość brzmienia E-800S zaskoczyła mnie praktycznie od pierwszych chwil odsłuchu. Dotąd wydawało mi się, że znam szkołę brzmienia japońskiej wytwórni na tyle, żeby mniej więcej przewidzieć spodziewany efekt brzmieniowy. Z mniejszymi lub większymi odchyleniami dotąd się to sprawdzało. E-800S wybił mnie z tej rutyny. Niby z jednej strony jest niemal taki sam jak zwykle, ale z drugiej – zupełnie inny. Jak to możliwe? Sam się zastanawiam.
Testując wzmacniacze Accuphase’a, szczególną uwagę przywiązuję do tego, by słuchać sprzętu nie wyłączanego co najmniej od dwóch dni. Nawet przy porządnie dotartych wzmacniaczach okres bieżącej rozgrzewki odgrywa w przypadku tej firmy większą niż u konkurencji rolę. Nie przesądzam, czy ma to większe znaczenie przy klasie A, czy AB, ani nie roztrząsam ekologicznego aspektu takiego podejścia. Ale jeśli chcecie się naprawdę cieszyć urządzeniem Accuphase’a – dezaktywujcie tryb eco i nie wyłączajcie go jak najdłużej. Bo gorący E-800S (naprawdę gorący, to w końcu klasa A) śpiewa gorąco. Jak nikt inny. I pewnie dlatego opis wrażeń zaczniemy od średnicy.
Środek pasma okazuje się lekko, ale konsekwentnie ocieplony. Tego można się spodziewać po klasie A i Accuphase nie zawodzi. Otrzymujemy przy tym piękną paletę barw i bardzo szeroką skalę przejść tonalnych – od najpłytszego do najgłębszego nasycenia. Ale chyba najciekawszą cechą tego zakresu jest jego niezwykła czystość – uzyskana dzięki dość ciekawemu podejściu do zjawiska, które zwykliśmy określać mianem „czarnego tła”.
Ten termin można sobie zwizualizować stwierdzeniem, że „słychać ciszę za dźwiękami”. Albo inaczej: dźwięki się materializują w czystym, niezmąconym środowisku, dzięki czemu zyskują na głębi i wyrazistości. Japońska integra tak właśnie gra, co najlepiej pokazują nagrania wokalne wspomagane niewielkimi składami. Ale czarne tło Accuphase’a nie ma klasycznej konotacji z czernią; czystość tego brzmienia bardziej kojarzy mi się z bielą. Zatem czarne tło, które jest białe? Paradoks? Być może to wynik podprogowego optymizmu, jakim Accuphase emanuje. Słuchając E-800S, naprawdę odnosiłem wrażenie, że w muzyce jest więcej radości, ukojenia i piękna. A najbardziej tę niezwykłość oddawał ludzki głos. W wokalach Accuphase wznosi się na poziom spotykany naprawdę rzadko. Przekazuje pierwiastek emocjonalny, jakiego szuka większość audiofilów, o ile nie wszyscy.
Ogólnie wiadomo, że klasa A ma swoją charakterystykę, a w niej też pewne słabości. Ze względu na niższą moc trudniej uzyskać wybitny bas i dynamikę. To oczywiście teoria, którą praktyka może potwierdzać – z naciskiem na „może”. Bo nie zapominajmy, że mówimy o flagowym modelu renomowanego specjalisty. Aby więc rozwiać wątpliwości, spieszę donieść, że bas E-800S jest wybitny, a dynamika – bajeczna.
Niskie tony pod względem zwartości, głębi i sprawności mogą stanowić punkt odniesienia nawet w tej klasie sprzętu. Z monitorów Dynaudio Accuphase potrafi wycisnąć tak niskie zejścia, że brzmienie wchodzi w zakres odczuwalny ciałem. Przy nieco większym natężeniu dźwięku efekt drżenia ścian zadowoli każdego miłośnika spektakularnego basu. Warto zaznaczyć, że E-800S nie zalicza się do urządzeń eterycznych, które dozują niskotonowe atrakcje. Tutaj podstawa harmoniczna wydaje się stale obecna, wypełniając brzmienie gęstością i masą. Co prawda kontrola tego zakresu nie idzie w stronę twardości, ale szybkość okazuje się w zupełności wystarczająca. E-800S bez trudu nadąża nawet za mocno dyktowanym tempem. A skoro makrodynamiczne amplitudy są naprawdę szerokie już w połączeniu z monitorami, to podłogówki zapowiadają jeszcze większe atrakcje.
Trzeba podkreślić, że i bas, i dynamika mieszczą się w estetyce, której Japończycy pozostają wierni. Bo każde urządzenie Accuphase’a cechuje przede wszystkim wysoka kultura brzmienia. E-800S, owszem, porządnie odda klimat wymiatania na ostro, ale jego żywiołem pozostają emocje. Jak tu zachować równowagę i nie poświęcić jednego kosztem drugiego? Japończycy uznali, że kluczem do sukcesu będzie własna recepta na rytm.
Ogólnie E-800S ma niezły współczynnik przytupywania. Słuchacz odczuwa energię uderzenia, choć nigdy na pierwszym planie. A gdy zaczynamy przyglądać się bliżej, to w rytmie tego urządzenia odkrywamy plastyczność. Co prawda tym pojęciem częściej się posługujemy przy opisach średnicy lub stereofonii, ale w przypadku Accuphase’a pasuje ono także do rytmu.
Ten rytm oddaje puls muzyki, jej energię i świeżość. Wzmacniacz nie będzie bił rekordów w dyscyplinie najdobitniejszych uderzeń w bębny, za to wyznaczy wzór integracji sekcji rytmicznej z resztą brzmienia. W rezultacie otrzymamy świetną dynamikę (choć ciągle w A-klasowym stylu), wzorcowy bas oraz dźwięk organiczny, pełny i otwarty.
Jeżeli chodzi o stereofonię i górę pasma – w obu przypadkach szkoła brzmienia japońskiej wytwórni pozostaje taka, jak zawsze. Właściwie mógłbym się posłużyć opisem z dowolnego innego testu, dodając tylko gdzieniegdzie „bardzo”. Skoro tak, to ujmę te aspekty skrótowo. Soprany są niezwykle szczegółowe i doszlifowane, ale z zachowaniem fizjologicznej ogłady i minimalnego osłodzenia. Natomiast przestrzeń – nie zna ograniczeń. Przy odpowiednim materiale zarówno szerokość, jak i głębia zasługują na miano high-endu.
Wspomniałem, że E-800S mnie zaskoczył, ale warto doprecyzować. Bo jeśli chodzi o sygnaturę brzmienia – to niespodzianki nie było. Ten wzmacniacz nie zrywa z firmową tradycją. Podnosi ją jednak na szczebel, którego istnienia nawet nie zakładałem. Jest to ciągle dźwięk Accuphase’a, z tym że w wydaniu specjalnym. Ma wszystko, co fabryka dała, a suma wykorzystanych rozwiązań przełożyła się na niezwykły efekt brzmieniowy. Firmowy styl, ale skalibrowany w najbardziej ekskluzywnej wersji i z jeszcze większą namiętnością. W rezultacie otrzymujemy emocjonalny pierwiastek o wyjątkowej mocy. I wydaje mi się przy tym, że E-800S gra lepiej, niż może to sugerować jego cena i budowa; oczywiście w kontekście niższych półek Accuphase’a. Tak jakby zbiór wszystkich składników konstrukcji niczym ukończone puzzle tworzył technologiczno-brzmieniową synergię, w której kumuluje się wszystko, co firma wypracowała w całej swojej historii. Bo przyznam, że większość testów Accuphase’a zlewa mi się w pamięci w jedno: rozpoznawalna szkoła brzmienia, z minimalnym lub co najwyżej małym od niej odstępstwem, zawsze nieskazitelna lista pozytywnych wrażeń – i ten sam problem: jak kolejny raz opisać coś, co znów okazuje się niemal tak samo nieskazitelne. Tutaj jest inaczej – Accuphase sam sobie odjeżdża nie o przysłowiowy błysk szprychy, lecz o kilka długości roweru.
Przy niedawnym teście monitorów Dynaudio Contour 20 Black Edition zwróciłem uwagę na ich odświeżający wpływ na nagrania, oględnie mówiąc, średniej jakości – i odkurzyłem niektóre półki z rzadziej słuchanymi płytami. Teraz poszedłem za ciosem, bo Accuphase również okazał się dość tolerancyjny. W dodatku przy wokalach można się naprawdę zapomnieć. Shirley Horn, Sarah Vaughan, Frank Sinatra, Julie London – stare to, niemodne, słabo nagrane? Dla Accuphase’a to bez znaczenia. Muzyka zapiera dech od pierwszych taktów. Tak intensywne wrażenie realizmu ludzkiego głosu zdarza się niezmiernie rzadko.
E-800S to czystość, soczystość i swoboda, element lampowości i emocje. Sprawia wrażenie, jakby grał od niechcenia, dysponując jednocześnie majestatycznym rozmachem i ogromnym ciśnieniem w dole pasma. Poza tym śpiewa tak, że czujemy dreszcze i wiemy, że to jest właśnie „to”.
Na pewno E-800S zalicza się do najlepszych integr na świecie – ale uwierzcie mi, kiedy zacznie śpiewać, przestanie to mieć jakiekolwiek znaczenie. To wzmacniacz, przy którym audiofila nurtuje już tylko jedna myśl: może i można szukać dalej, tylko po co?
Szczęściu trzeba pomagać – mówią, a żeby coś wygrać, trzeba zagrać. Tutaj zagrać naprawdę warto, bo gdyby hi-end był totolotkiem, to E-800S byłby kumulacją.
Mariusz Malinowski
Hi-Fi i Muzyka 12/2025
Accuphase E-800S
Cena
73900 zł
Dane techniczne
Moc
2 x 50 W/8 omów
Pasmo przenoszenia
20 Hz – 20 kHz
Zniekształcenia
0,03%
Sygnał/szum
105 dB
Wejścia liniowe
3 x XLR, 5 x RCA
Wejścia phono
opcja
Wyjścia
2 x pre-out, 2 kpl. głośn
Regulacja barwy
+
Zdalne sterowanie
+
Wielkość
23,9/46,5/50,2 cm
Przeczytaj także