bool(true)

Stax SR-007S /SRM-700T

16.01.2026

min czytania

Udostępnij

Stax SR-007S/SRM-700T

W „Hi-Fi i Muzyce” z kwietnia 2024 opublikowaliśmy test elektrostatycznych słuchawek Stax SR-007MK2. Według zapewnień producenta było to najdoskonalsze w historii wcielenie modelu SR-007.

Japończycy nie byliby jednak sobą, gdyby nie postanowili go poprawić. Efekt ich wysiłków ujrzał światło dzienne na przełomie czerwca i lipca 2025, a już na początku września wylądował na mojej głowie. Tym samym jest to pierwszy test w polskiej prasie drukowanej, a niewykluczone, że na świecie. Czy to tylko pogoń za cieniem i robienie sztuki dla sztuki? Zaraz się przekonamy.
Poprzednia wersja SR-007 dotarła do redakcji z tranzystorowym wzmacniaczem SRM-700S. Najnowszej towarzyszył jego hybrydowy odpowiednik – SRM-700T.

Budowa
Słuchawki SR-007S

Japońskie elektrostaty kosztują poważne pieniądze, więc głupio byłoby uszkodzić je już w drodze ze sklepu do domu. Powinna temu zapobiec aluminiowa walizka wyłożona gąbką. Podobne kufry towarzyszyły wszystkim wcześniejszym odsłonom SR-007, a przypomnijmy, że pierwsza pojawiła się ponad 25 lat temu.
Słuchawkom towarzyszy odpinany przewód, co jest jednym z elementów odróżniających je od wersji MK2, w której przytwierdzono go na stałe. To znana z innych Staksów sześciożyłowa taśma z miedzi OFC, o długości 2,5 metra, zakończona od strony wzmacniacza 5-bolcowym wtykiem XLR. Gdyby fabryczny kabel okazał się za krótki, to w firmowym sklepie internetowym znajdziemy 2,5- i 5-metrowe przedłużacze. Poza słuchawkami w dużym kufrze nie uświadczymy ani stojaka, ani żadnych akcesoriów do pielęgnacji. Trzeba się o nie postarać we własnym zakresie.

Zmodernizowany przetwornik elektrostatyczny.

Stax SR-007 to wokółuszna konstrukcja otwarta. Pierwszym, co się rzuca w oczy po jej wyjęciu z walizki, są gabaryty. Najnowsza wersja jest duża i ciężka, co już na starcie rodzi obawy o komfort użytkowania. Na szczęście – bezpodstawne. Duże muszle idealnie układają się wokół małżowin, a bardzo szerokiego pasa nagłownego praktycznie nie czuć. Kilku internetowych recenzentów okrzyknęło SR-007S najwygodniejszymi nausznikami na świecie, ale zachowałbym większą powściągliwość, przynajmniej na tym etapie. Jak mawiał klasyk, zawsze może się trafić większa ryba.
Imponującą masę nowe „siódemki” zawdzięczają materiałom, z których je wykonano. Nie znajdziemy tu wszechobecnych tworzyw sztucznych, ale surowy, zimny metal. Korzystnie przekłada się to na trwałość, a dzięki łączeniu elementów konstrukcji śrubkami ewentualna wymiana uszkodzonego podzespołu będzie dziecinnie prosta, zwłaszcza że większość części zamiennych jest dostępna we wspomnianym sklepie online.
Obudowy przetworników wyfrezowano z aluminiowych bloczków, a od zewnątrz zamknięto krążkami z bardzo gęstej stalowej siatki. Co ciekawe, ciasny splot częściowo tłumi odgłosy otoczenia. Nie żeby Staksy całkiem izolowały od świata zewnętrznego, ale w porównaniu z innymi konstrukcjami otwartymi słychać wyraźną różnicę.

Obszerne poduszki obszyto miękką owczą skórą.

Aluminiowe muszle mają aż 10,5 cm średnicy. Od głowy oddzielają je grube poduszki z pianki termokształtnej, obszyte miękką owczą skórą. Wewnętrzna średnica padów wynosi 65 mm, więc zmieszczą się w nich nawet spore uszy. Gąbkowe poduszki wyprofilowano tak, by słuchawki lekko się kierowały do wewnątrz, co ma przybliżyć wrażenia do odbioru muzyki przez kolumny. Po włożeniu Staksów na głowę trzeba chwilę odczekać, aż miękka pianka się ociepli i idealnie ułoży wokół uszu. Stworzy tym samym zamkniętą komorę akustyczną, co ma niebagatelny wpływ na jakość niskich częstotliwości.
Ciężkie muszle zostały spięte pałąkiem z nierdzewnej stali, nadającym wzornictwu nieco surowy charakter. W wersji MK2 sprężyste taśmy obszyto skórą, która podkreślała ich luksusowy charakter. W najnowszej „S” pozostawiono je gołe. Pałąk połączono z muszlami za pomocą sprytnych zawiasów, idealnie układających słuchawki na głowie. Pod spodem umieszczono pas z grubej sztucznej skóry. Ukrywa system automatycznej regulacji długości, a jego szerokość sięga aż 7 cm, dzięki czemu w ogóle nie czuć go na głowie.

Wewnątrz aluminiowych obudów pracują nowe, a właściwe przeprojektowane przetworniki, nawiązujące do flagowego modelu SR-X9000. Zmieniono w nich system mocowania, dzięki czemu zredukowano i tak już śladowe rezonanse oraz poprawiono przejrzystość dźwięku. Zmniejszono także o 20% otwory statorów po obu stronach membran. Zabiegi te przełożyły się na niewielkie poszerzenie pasma przenoszenia oraz zwiększenie skuteczności w porównaniu z wersją MK2, choć na tym poziomie zaawansowania technicznego przypomina to liczenie diabłów na główce szpilki.
Nowe przetworniki mają także niższą impedancję. Niech nikt się jednak nie łudzi, że podłączy elektrostaty do telefonu lub do standardowego wzmacniacza słuchawkowego. Aby je wysterować, trzeba sięgnąć po specjalny energizer.

 

Gruby pas nagłowny zapewnia komfort.

 

Wzmacniacz SRM-700T

Jeżeli ktoś się przyzwyczaił do nabiurkowych wzmacniaczy słuchawkowych z wbudowanym przetwornikiem c/a, to na widok SRM-700T przeżyje niemałe zaskoczenie. Japońska maszyna, przez producenta zwana „energizerem”, to kawał kloca. Waży też niemało i docelowo powinna się znaleźć w sąsiedztwie zestawu stereo.
SRM-700T do złudzenia przypomina model SRM-700S, testowany wraz z poprzednimi elektrostatami Staksa. Różnica sprowadza się do dwóch wypukłości pokrywy, pod którymi ukryto lampy. Liczne otwory wentylacyjne nie są tam dla ozdoby. W czasie pracy wzmacniacz dość mocno się nagrzewa, więc nie należy ich zasłaniać. Wstawianie SRM-700T do zamykanej szafki lub między ciasne półki również nie wyjdzie mu na zdrowie.
Gruby front wykonano ze szczotkowanego aluminium i pozostawiono w naturalnym kolorze metalu. Pokrywę pomalowano szarym lakierem młotkowym, co nadaje jej lekko przemysłowy sznyt.

Z lewej strony frontu znajduje się włącznik zasilania z kolorową diodą, która pulsuje w trakcie rozgrzewania lamp. Kolejne cztery diodki wskazują aktywne wejście RCA lub XLR oraz sposób regulacji głośności – wbudowanym potencjometrem lub poprzez źródło dźwięku. Jeżeli wybierzemy pierwszy wariant, to dzięki dwóm pierścieniom, z których składa się pokrętło, będzie można ustawić balans kanałów. Później obracają się już jednocześnie.
Zgodnie z firmową tradycją na przedniej ściance energizera zamontowano dwa pięciopinowe gniazda. Umożliwiają one jednoczesne korzystanie z dwóch par słuchawek. Gdyby tak jeszcze miały osobne regulacje głośności…
Na tylnej ściance znalazłem dwa obrotowe przełączniki. Pierwszy z nich to wybierak wejścia XLR albo RCA, natomiast drugi służy do skrócenia drogi sygnału poprzez pominięcie regulacji głośności w energizerze. Dzięki wyjściu RCA wzmacniacz Staksa można wpiąć pomiędzy źródło lub przedwzmacniacz a końcówkę mocy i regulować siłę głosu za pomocą ich pilotów; to wygodniejsze od wstawania z fotela. Jako że SRM-700T przepuszcza sygnał na zasadzie przelotki, także z wyłączonym zasilaniem, nie będzie potrzeby każdorazowego włączania go, gdy zechcemy posłuchać muzyki przez kolumny.

Można wybrać aktywne wejście i zmienić sposób regulacji głośności.

Energizer jest konstrukcją lampowo-tranzystorową, przy czym Japończycy podeszli do tematu odwrotnie niż reszta świata. Zazwyczaj w hybrydowych wzmacniaczach szklane bańki montuje się w sekcji preampu, natomiast tranzystory w końcówkach mocy. W Staksie tę regułę postawiono na głowie. W SRM-700T sygnał najpierw przechodzi przez podwójne niskoszumne tranzystory FET, a dopiero później jest wzmacniany przez podwójne triody 6SN7, osobno dla wejścia XLR i RCA. Podstawki lamp osadzono na stalowej szynie spinającej boczne ścianki obudowy. Ścieżki sygnałowe rozdzielono na całej długości, od samych wejść.
Zasilanie oparto na dużym tranzystorze rdzeniowym, nakrytym stalowym ekranem, oraz czterech kondensatorach Elny. Ekranowany jest także dwuosiowy potencjometr głośności Alpsa.

 

Muszle SR-700S mają ponad 10 cm średnicy.

Kilka słów wstępu

Zanim przejdę do opisu brzmienia, kilka słów wstępu. Truizmem jest stwierdzenie, że Staksy są wymagające w stosunku do źródła dźwięku i realizacji materiału muzycznego. O ile pierwsza kwestia nie wymaga komentarza, o tyle jakość nagrań ma kluczowe znaczenie. Choć mamy połowę trzeciej dekady XXI wieku, to SR-007S wyraźnie preferują fizyczne nośniki. W trakcie wygrzewania zajrzałem na kilka chwil do Tidala i Staksy natychmiast obnażyły niedoskonałości internetowego streamingu. Nagrania hi-res, nawet te z audiofilskim pretensjami, brzmiały strasznie: ostro, jazgotliwie i agresywnie, jak z plastikowego radiomagnetofonu. Na samo wspomnienie tych atrakcji przechodzą mnie dreszcze… Nie mam zamiaru bojkotować serwisów streamingowych, ponieważ pełnią wysoce użyteczne funkcje. Poza urozmaicaniem spacerów i niezobowiązującym brzęczeniem w tle codziennych czynności przydają się do poznawania nowości wydawniczych lub do zgłębiania nieznanych obszarów muzyki. Dziwię się natomiast internetowym „recenzentom” sprzętu hi-fi, którzy głoszą wszem i wobec, że korzystają wyłącznie ze streamingu. To tak, jakby krytyk kulinarny zalewał wszystkie potrawy grubą warstwą keczupu, a później wymądrzał się na temat smaków i aromatów.
Jeżeli chcecie zakosztować brzmieniowej niezwykłości japońskich elektrostatów, musicie zapomnieć o internetowych serwisach muzycznych. Konieczne będzie sięgnięcie po fizyczne płyty lub pliki przechowywane w domowych bibliotekach. W zamian zestaw Staksa odwdzięczy się brzmieniem, z jakim się jeszcze nie zetknęliście.
Już testowany w ubiegłym roku zestaw SR-007MK2/SRM-700S pozostawił po sobie niezatarte wrażenia. Nie sądziłem, że w dającej się przewidzieć przyszłości coś je przebije, ale najnowszy set momentalnie pokazał, kto rządzi.

Dwie wypukłości na pokrywie wzmacniacza odróżniają wersję hybrydową od tranzystorowej.

 

Wrażenia odsłuchowe

Po dokładnym ułożeniu słuchawek na głowie i uszczelnieniu poduszek, po rozgrzaniu wzmacniacza i „przepłukaniu” uszu różowym szumem włączyłem pierwsze nagranie z kręgu muzyki klasycznej. I dosłownie znalazłem się niebie. Nie to, że japońskie elektrostaty kopnęły mnie napięciem 580 woltów, które wykorzystują do polaryzacji statorów. Po prostu ogromna przestrzeń rozciągająca się wokół głowy przypominała bezkres kosmosu.
Pierwsze wrażenie to właśnie otwarta, niczym nieograniczona scena stereo. Rozciąga się szeroko na boki i sklepia wysoko nad głową, budując wiarygodną iluzję przebywania w dużym obiekcie sakralnym. Po przeniesieniu do studia nagraniowego lub niewielkiego klubu jazzowego sklepienie nieco się obniżało, ale szerokość sceny wciąż sięgała dalej niż rozstaw ramion.

Wnętrze wypełnione do ostatniego centymetra.

Słuchawki wydobywają mnóstwo informacji z tła i umieszczają je w różnych odległościach od słuchacza. Dobrze osłuchane realizacje zapełniają nieznanymi do tej pory dźwiękami. Wychwycenie wszystkich niuansów spośród pierwszoplanowych instrumentów wymagało niekiedy wielokrotnego przesłuchania utworów. Nie wątpię też, że po kilku tygodniach przerwy dostrzegłbym jeszcze jakieś subtelności, które wcześniej umknęły mojej uwadze.
Gdy już się oswoiłem z tymi niecodziennymi wrażeniami, zwróciłem uwagę na kolejną cechę SR-007S. Jest nią arcygenialny bas. Staksy wydobyły z nagrań dźwięki, o których istnieniu nie miałem dotąd pojęcia. Najniższe tony w muzyce organowej wydostawały się dosłownie spod progu słyszalności i chwilami bardziej odczuwałem ich wibracje ciałem, niż wyłapywałem narządem słuchu. Być może referencyjny, prawie trzykrotnie droższy Stax SR-X9000 ukazałby jeszcze więcej informacji w tym zakresie, ale – prawdę powiedziawszy – trudno to sobie wyobrazić. Jeżeli nie dysponujecie nieograniczonym budżetem, to odnoszę wrażenie, że testowany model wyznacza kres możliwości słuchawek, jakie można kupić za jeszcze ludzkie pieniądze. Neutralność i zrównoważenie niskich tonów pozostają przy tym wzorcowe. W klasyce nie dostrzegłem nawet śladów podkolorowania, że o dudnieniu nie wspomnę. Natomiast w nagraniach elektronicznych opasły, solidnie umięśniony bas okładał głowę z siłą Mike’a Tysona, zapewne zgodnie z intencjami twórców, kierujących swą muzykę do młodocianych melomanów o jasno sprecyzowanych upodobaniach.

W SRM-700T pracują dwie podwójne triody Tung-Sola.

 

Po krótkim seansie z tłustymi bitami zrobiłem sobie kwadrans oczyszczającej przerwy, po czym wróciłem do nagrań aspirujących do miana audiofilskich. Zwróciłem tam uwagę na mikro- i makrodynamikę. W tym drugim aspekcie Staksy nie mają ograniczeń. Nie chodzi nawet o to, że można na nich słuchać głośno, bo to żadna sztuka, ale o to, że bez zniekształceń ciągną do samego końca skali. W klasyce udało mi się dojechać potencjometrem do oporu i nie dostrzegłem nawet śladowych ułomności brzmienia. Jeżeli chcecie doświadczyć prawdziwie koncertowej głośności bez masakrowania narządu słuchu, to lepszej okazji nie będzie.
A w skali mikro? Moim prywatnym poligonem doświadczalnym, od lat sprawdzającym szybkość kolumn i słuchawek, jest orkiestrowe nagranie „Suite Espanola” Isaaca Albéniza. Wyrobiłem więc sobie jako takie pojęcie na temat potencjału innych urządzeń. Co prawda ludzka pamięć bywa zawodna, ale nie przypominam sobie słuchawek, które równie ekspresyjnie podkreślałyby skoki dynamiki we fragmentach „Granada”, „Cataluna” i „ Asturias”. Określenie ich mianem szalejących żywiołów tylko w przybliżeniu opisuje wrażenia, których doświadczyłem.

Ekranowany dwuosiowy potencjometr Alpsa.

Na temat jakości wysokich tonów nie ma sensu się rozwodzić, bo SR-007S przebijają wszystko w zasięgu słuchu. Nie chodzi tylko o ilość, ponieważ biorąc pod uwagę technologię słuchawek, nie podlega to żadnej dyskusji. Ale to ich jakość okazuje się wprost zjawiskowa! Nawet w trakcie głośnego słuchania żadna szpilka nie ukłuła uszu. Nic też się nie zlewało ani nie pojawiła się mgiełka. W nagraniach słychać było każdy szmer i szelest, każde trącenie struny, co w połączeniu z nieprawdopodobną sceną sprawiało, że nagrania brzmiały nadzwyczaj realistycznie. Od żywych muzyków grających w mojej obecności różniło je chyba tylko to, że sam decydowałem o repertuarze.

Gniazda pierwszorzędnej jakości.

W charakterze podsumowania pokuszę się o stwierdzenie, że najnowsze Staksy prezentują poziom brzmienia niedościgły nawet dla najdroższych słuchawek dynamicznych. Być może zbliżą się do nich topowe planary, być może jakieś upiornie drogie wynalazki z przetwornikami wstęgowymi lub AMT, ale jeśli szukacie najwyższej klasy słuchawek bez brania lichwiarskiego kredytu, to niczego lepszego od SR-007S nie znajdziecie.
Tak, wiem, że testowany model z firmowym wzmacniaczem – tranzystorowym albo hybrydowym – to wydatek ponad 30 tysięcy złotych, ale gdyby chcieć skompletować zestaw stereo prezentujący choćby zbliżony poziom brzmienia, to trzeba by sięgnąć do portfela o wiele głębiej. Poza tym japońskich elektrostatów można słuchać nawet w kawalerce czy w sypialni, a spróbujcie wcisnąć tam porządny wzmacniacz z kolumnami.

Można wybrać aktywne wejście i zmienić sposób regulacji głośności.

Konkluzja

Gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że zestaw słuchawkowy za 30000 złotych uznam za okazję roku, kazałbym mu się mocno puknąć w głowę. Teraz podpisałbym się pod tym stwierdzeniem obiema rękami.

 

Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 11/2025

Stax SR-007S /SRM-700T

Cena

13499 zł

Dane techniczne

Konstrukcja

elektrostatyczna, otwarta, wokółuszna

Skuteczność

101 dB

Impedancja

145 omów

Pasmo przenoszenia

6 Hz – 41 kHz

Zniekształcenia

b.d.

Masa

430 gr (bez kabla)

Stax SRM-700T

Dane techniczne:

Pasmo przenoszenia:

0,1 Hz – 90 kHz

Sygnał/szum:

b.d.

Zniekształcenia:

0,01%

Napięcie polaryzacji:

580 V

Wejścia:

RCA, XLR

Wyjście:

RCA

Wyjście słuchawkowe:

2 x XLR

Zdalne sterowanie:

brak

Regulacja barwy dźwięku:

brak

Maks. pobór mocy:

54 W

Wymiary (w/s/g):

10,3/24/39,3 cm

Masa:

5,7 kg

Przeczytaj także

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1

30.01.2026

Testy

Słuchawki

Bowers & Wilkins Px8 S2

Sennheiser HDB 630

29.01.2026

Testy

Słuchawki

Sennheiser HDB 630

24.01.2026

Testy

Słuchawki

Meze Audio 99 Classics

22.01.2026

Testy

Słuchawki

JBL Sense Pro

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister

19.01.2026

Testy

Końcówki mocy

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister

McIntosh MSA5500

13.01.2026

Testy

Wzmacniacze

McIntosh MSA5500