29.01.2026
min czytania
Udostępnij
Wygląda na to, że niemiecki producent zaczyna odchodzić od linii Momentum, będącej do tej pory topową w jego ofercie słuchawek przenośnych. W dodatku premiera nowego flagowca ma miejsce aż trzy lata po debiucie Momentum 4, co dla konstrukcji Bluetooth jest całą epoką. Trudno się jednak dziwić. Momentum 4 wywołały wśród recenzentów tyle kontrowersji, że następne słuchawki nie powinny budzić jakichkolwiek wątpliwości. Dwa bardzo udane modele z linii Accentum dały projektantom z Wedemark czas na opracowanie szczytowych nauszników bez kabla.
Wizualnie HDB 630 niemal się nie różnią od Momentum 4, co trudno uznać za wadę. Starsze słuchawki Sennheisera są na tyle wygodne, że nie było sensu wymyślać nowego kształtu. Jedyne różnice dotyczą grubości wokółusznych poduszek, wykonanych z japońskiej skóry proteinowej Ideatex, którą obija się również siedziska samochodów. W słuchawkach będzie narażona na zdecydowanie mniejsze ryzyko uszkodzenia. Poduszki w HDB 630 wydają się bardziej napompowane niż w Momentum 4, czego skutkiem ubocznym jest mniej dyskretny wygląd. Do pozytywów należy natomiast zaliczyć ciaśniejsze przyleganie do głowy, co poprawia pasywną izolację od otoczenia. O aktywną dba system ANC.
Testując trzy lata temu Momentum 4, utyskiwałem na wszechobecny plastik, którym zastąpiono naturalną skórę i stal nierdzewną, używane w starszych modelach z tej serii. Poza obniżeniem kosztów niczego na tym nie zyskano; nawet masa niewiele się różniła od Momentum 3. Niestety, czas pokazał, że plastik i sztuczna skóra stały się powszechne w sprzęcie przenośnym. W HDB 630 nawet srebrzyste jarzma wykonano z tworzywa sztucznego, choć trzeba powiedzieć, że do złudzenia przypominają metal.
Wewnątrz każdej z owalnych obudów pracuje przetwornik dynamiczny o średnicy 42 mm, produkowany w irlandzkiej fabryce Sennheisera w Tullamore. Powstają tam wszystkie głośniki montowane w seriach 800, 600 i wyższych modelach dokanałówek. Zgodnie ze współczesnymi trendami przetworniki przesunięto do przodu i skręcono do wewnątrz. Od uszu oddzielają je ażurowe płytki dyfuzyjne i tkanina z naniesionymi oznaczeniami kanałów.
W obudowach zmieściły się także moduły Bluetooth 5.2, obsługujące kodeki aptX, aptX HD i Adaptive, oraz adaptacyjny układ aktywnej redukcji hałasów z funkcją eliminowania odgłosów wiatru. Spisuje się znakomicie.
Poza transmisją bezprzewodową sygnał cyfrowy do 24 bitów/96 kHz można przesłać kablem USB-C bezpośrednio z komputera, omijając jego kartę dźwiękową. Przewidziano także opcję przewodowego korzystania ze źródeł analogowych. Służy do tego kabelek zakończony wtykiem mini jack 3,5 mm.
Całość zasilają akumulatory o pojemności 700 mAh, wystarczające na 60 godzin pracy z włączonym ANC. Są to bardzo ostrożne szacunki, ponieważ przez tydzień intensywnego używania HDB 630 nie udało mi się ich rozładować.
Sterowanie odbywa się za pomocą panelu dotykowego na prawej muszli. Na niej też znajdują się: włącznik zasilania, dwa gniazda (microjack 2,5 mm i USB-C) oraz kilka diodek sygnalizujących poziom naładowania baterii. Obsługa nie należy do przesadnie skomplikowanych i osoby, które po raz pierwszy będą miały do czynienia z panelem dotykowym, powinny ogarnąć to w minutę.
Sennheisery HDB 630 należą do najwygodniejszych słuchawek przenośnych, z jakimi miałem ostatnio do czynienia. Płynna regulacja pałąka w szerokim zakresie pozwala je dopasować do każdej głowy. Miękkie poduszki idealnie układają się wokół uszu, a dzięki zwiększonej grubości nie powinni mieć z nimi problemów także okularnicy.
Słuchawki dostarczono w twardym etui z kilkoma wewnętrznymi kieszonkami. Znajdziemy w nich: dwa przewody – analogowy i cyfrowy USB-C/USB-C, samolotową przejściówkę oraz gwóźdź programu – transmiter Bluetooth.
BTD 700 umożliwia wykorzystanie pełnego potencjału HDB 630 we współpracy z komputerami i smartfonami, które nie obsługują zaawansowanych kodeków. Jest to mały szpindel z wtykiem USB-C, który należy podłączyć do laptopa lub gniazda w telefonie. Trochę szkoda, że w komplecie nie znalazła się przejściówka na USB-A albo apple’owy Lightning. Można się w nie zaopatrzyć we własnym zakresie.
W BTD 700 znajduje się moduł Bluetooth 5.4 z kodekami aptX, aptX Adaptive, aptX Lossless i LC3, które pozwolą słuchać muzyki bezprzewodowo nawet w rozdzielczości 24 bitów/96 kHz. Mało tego, funkcja Auracast umożliwia współpracę z kilkoma kompatybilnymi odbiornikami jednocześnie.
BTD 700 kupowany oddzielnie kosztuje 219 złotych, więc niewiele, natomiast jego przydatność wybija się poza skalę. Nawet jeśli ktoś używa starszego i wciąż sprawnego smartfonu, dzięki transmiterowi Sennheisera może słuchać muzyki w rozdzielczości niedostępnej w momencie kupna telefonu. Szczególnie liczną grupę zainteresowanych BTD 700 powinni stanowić użytkownicy iPhone’ów, nawet najnowszych. Nie zanosi się bowiem, żeby Apple miało zastąpić stratny kodek AAC czymś bardziej współczesnym.
Nadajnik wystarczy wetknąć do gniazda ładowania w telefonie, nacisnąć przycisk parowania i po kilkunastu sekundach BTD 700 połączy się ze słuchawkami. Przy każdej kolejnej okazji oba urządzenia zobaczą się już automatycznie.
Specjalnie z myślą o najnowszych Sennheiserach napisano aplikację Smart Control Plus. Poza typowymi ustawieniami, jak aktywacja automatycznej pauzy po zdjęciu ich z głowy lub wyłączanie w przypadku dłuższej bezczynności, przewidziano w niej dostęp do korektora parametrycznego z siedmioma fabrycznymi nastawami. Użytkownik ma także możliwość zdefiniowania własnych filtrów. Korektor parametryczny pozwala dokładnie dopasować brzmienie do indywidualnych preferencji, co różni go od typowego graficznego ze sztywno ustawionymi częstotliwościami. Czyli na pytanie „Jak grają najnowsze Sennheisery?”, można odpowiedzieć: „Zależy, jak zostaną ustawione”. Dla potrzeb testów niczego nie zmieniałem, więc opis można potraktować jako punkt wyjścia do oszlifowania dźwięku zgodnie z własnymi upodobaniami.
Ostatnią funkcją niedostępną w innych bezprzewodowych Sennheiserach jest Crossfeed. Polega na delikatnym miksowaniu kanałów tak, by nadać dźwiękowi cechy zbliżone do słuchania muzyki przez kolumny.
Jako że miałem do czynienia z bezprzewodowym modelem zaczynającym się na 6, postanowiłem skonfrontować jego możliwości z protoplastą serii 600, czyli HD 600. Oczywiście korzystając z przewodu analogowego. I od razu uwaga eksploatacyjna: HDB 630 zawsze muszą być włączone, nawet jeśli korzysta się ze źródeł analogowych. Jest w tym pewien sens, ponieważ zachowują swoje brzmienie niezależnie od formy komunikacji: bezprzewodowej, przewodem cyfrowym albo analogowym. Nie należy się przy tym obawiać, że nagle padną akumulatory. A jeśli już ktoś się zatopi w muzyce do tego stopnia, że zapomni o ładowaniu, to podłączenie słuchawek do prądu na 10 minut przedłuża ich działanie o 14 godzin.
O tym, jak brzmią HD 600, napisano całe tomy. Fakt, że od ponad ćwierćwiecza pozostają jednymi z ulubionych słuchawek realizatorów dźwięku, mówi więcej niż kwieciste poematy. W porównaniu z nimi HDB 630 grają jak na sterydach.
Podstawę brzmienia tworzy bas – gęsty, masywny, a przy tym wyjątkowo dynamiczny. To prawdziwy niskotonowy pożeracz dziewic, któremu niestraszne nawet karkołomne wygibasy. Ma tak silną motorykę, że w czasie słuchania nogi same stepują na dywanie. Nie nosi śladu dudnienia ani przeciągania dźwięków; jego siłą są za to szybkość, głębia i zróżnicowanie barw. Słuchając wyselekcjonowanych pod tym kątem nagrań, oczyma wyobraźni widziałem srogie podłogówki z 30-cm wooferami. Po prostu miodzio!
Rezultatem takiego zestrojenia jest lekkie ocieplenie całego pasma. Słychać je wyraźnie, gdy porównamy HDB 630 z HD 600, ale – na szczęście – nie prowadzi to do ubytku neutralności ani detaliczności. Szczegółowość średnicy i wysokich tonów wpisuje się w charakter serii 600, a naturalne brzmienie instrumentów akustycznych ma wiele wspólnego z rzeczywistością, co podnosi atrakcyjność bezprzewodowego modelu. Czyli zapewnienia o audiofilskim charakterze nie miały na celu jedynie zaintrygowania złotouchych.
Rozświetlone i rozdzielcze wysokie tony mogłyby być ozdobą niejednej konstrukcji stacjonarnej, co kwestię słuchania poza domem stawia w zupełnie nowym świetle. Najczęściej czynność ta sprowadza się do umilania spacerów, krótszych lub dłuższych wojaży i koszenia trawy, a w takich warunkach nikt się nie zastanawia, czy głos wokalistki brzmi wystarczająco namacalnie, a towarzyszący jej muzycy zajmują prawidłowe miejsca na scenie. Nieliczne wyjątki, jak Levinsony No. 5909, przyciągające całą uwagę słuchacza, tylko potwierdzają tę regułę. I właśnie najnowsze Sennheisery pod względem detaliczności zbliżają się do tego poziomu. Wprawdzie Mark Levinson zawiesił poprzeczkę w okolicach stratosfery, ale fakt, że w ogóle można się pokusić o porównanie z nimi HDB 630, uzmysławia, jak wysoki poziom osiągnął Sennheiser w dziedzinie konstrukcji bezprzewodowych.
W drugiej części testów, przeprowadzonych w trybie bezprzewodowym, skorzystałem z modułu BTD 700. Jako że według Sennheisera obecnie 85% smartfonów nie obsługuje transmisji hi-res, przygniatająca większość użytkowników HDB 630 powinna korzystać z transmitera.
W trybie Bluetooth brzmienie nie uległo większym zmianom, co uzasadnia konieczność włączenia zasilania w czasie korzystania ze źródeł analogowych. Używane przeze mnie na co dzień Accentum Plus (No. 5909 zakładam od święta) na kablu analogowym grają beznadziejnie i dopiero włączenie zasilania uwalnia ich pełen potencjał. W przypadku HDB 630 tego problemu nie ma. Jedyne różnice dotyczyły niskich tonów, które, choć trudno w to uwierzyć, dostały dodatkowego wigoru. Być może wynikało to z aktywacji systemu ANC, który domyślnie skupia się na redukcji odgłosów o niskiej częstotliwości, co kompensuje lekkim podbiciem basu. W każdym razie średnica i góra pasma pozostały niewzruszone i zasługiwały na najwyższe noty w kategorii słuchawek Bluetooth.
A do jakiej muzyki najbardziej pasują HDB 630? Audiofilskie plumkanie od razu można skreślić z playlisty, bo to nudy, marnota i dyndas. Przygoda zaczyna się po podłączeniu instrumentów do prądu. Bezprzewodowe Sennheisery nie mają tej specyficznej „audiofilskiej powściągliwości”, kojarzonej z serią 600, lecz grają jakby jutro świat miał się skończyć. Z każdym utworem budują inne emocje, od przyjemnych dreszczy we łzawych rockowych balladach, po chęć dołączenia do chóralnych śpiewów w czasie koncertów na stadionach. W dodatku można w nich grać naprawdę głośno i bez zniekształceń, choć ze względu na higienę słuchu sugeruję poskromić zapędy. Ale jak tu usiedzieć spokojnie, kiedy przez głowę przetaczają się żywioły?
Parafrazując klasyka: Sennheiser, jak Ty mnie zaimponowałeś w tej chwili…
Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 12/2025
Sennheiser HDB 630
Cena
2149 zł
Dane techniczne
Konstrukcja
wokółuszna, zamknięta
Skuteczność
105 dB
Impedancja
480 omów (tryb aktywny)
Pasmo przenoszenia
6 Hz – 40 kHz
Zniekształcenia
0,2%
Masa
310 g
Przeczytaj także