bool(false)
Strona główna Testy Słuchawki Grado S950
Seria Signature zawiera dwie pozycje: wspomniane „setki” oraz testowane S950. Pierwsze wykonano z metalu, drugie z drewna – i to tak naprawdę jedyna istotna różnica. Z pozoru kosmetyczna, ale pod względem wygody użytkowania może się okazać decydująca – HP100 SE są bowiem bardzo ciężkie. Dzięki ogromnym padom i nowym pałąkom nieźle trzymają się na głowie, ale prawa fizyki są nieubłagane. Przy gwałtownych ruchach bezwładność robi swoje, a po godzinie, dwóch szyja zaczyna boleć. Bezkompromisowa konstrukcja wykorzystująca zalety metalowej obudowy oznacza rezygnację z komfortu. Wybitna szczegółowość HP100 SE również nie każdemu przypadnie do gustu. Dlatego opracowano S950 – lekkie i wygodne.
Grado jest pionierem w budowaniu słuchawek z drewna. Założyciel firmy już w latach 50. XX wieku zauważył, że charakter brzmienia instrumentów akustycznych zależy głównie od pudeł rezonansowych. Czy to skrzypce, gitara, czy fortepian – najważniejszy jest materiał i kunszt, z jakim został potraktowany.
Amerykańska firma szybko rozpoczęła prace nad drewnianymi obudowami i przez dekady gromadziła doświadczenia. Eksperymentowała z kształtami, obróbką i rodzajem kleju, a w ostatnich latach skupiła się na gatunkach drewna. Konstruktorzy zauważali różnice w brzmieniu, wynikające ze struktury naturalnego materiału. Przedostatnia szczytowa linia zawierała trzy modele – każdy z innego budulca z różnych zakątków świata. W przypadku S950 zdecydowano się na brazylijski orzech.
Obudowy wytoczono z jednego sezonowanego bloczka. Każda jest wykonywana ręcznie, strojona, a następnie olejowana, stąd naturalny półmat. Z zewnątrz komorę zabezpiecza metalowa siatka; od wewnątrz – metalowy dyfuzor osłonięty pończochą. Mamy do czynienia z konstrukcją otwartą, która nie izoluje od otoczenia, ale zazwyczaj oferuje swobodniejszy dźwięk.
Poduszki wykonano z gąbki, przy czym dwa sektory mają różną gęstość. Otoczą nawet duże małżowiny i dość szczelnie przylgną do głowy. Materiał ogranicza pocenie się. W razie czego można je wymienić za 225 zł za parę.
Obudowy trzymają się na ruchomych metalowych obejmach. Wychodzą z nich metalowe pręty, grubsze niż spotykane wcześniej. Prowadzą do plastikowych kostek, w których się swobodnie obracają. Zrealizowano w ten sposób samoczynną regulację w poziomie i pionie. Do wielkości głowy słuchawki trzeba dopasować samemu poprzez wsunięcie albo wysuniecie prętów. Pałąk w postaci metalowej szyny jest mocowany w kostkach. Jest szerszy i grubiej wyściełany gąbką niż w poprzednich flagowcach. Całość obszyto czarną skórą i – dla kontrastu – białą dratwą.
Zrezygnowano z przewodów sygnałowych mocowanych na stałe. To dobra wiadomość, ponieważ można je wymienić, wybrać i długość, i producenta. Firmowy przewód ma 12 żył z miedzi beztlenowej i gęsty, elastyczny oplot – mocny i odporny na uszkodzenia. Z jednej strony kończą go 4-pinowe wtyki XLR; z drugiej – złocony duży jack montowany na stałe. W komplecie znajduje się przejściówka na mały.
Długość przewodu prowokuje do pytania: dla kogo ją przeznaczono? W domu 1,8 m to przeważnie za mało, na wynos – za dużo. Niestety, Grado nie oferuje innej opcji. Jest tylko przedłużacz 4,5 m za 219 zł. Szkoda, bo akcesoria są tanie. Gdyby znalazły się wśród nich opcje 1 m i 3 m, wiele osób powitałoby je z radością. A tak trzeba szukać u konkurencji.
Podobnie z futerałem – elegancka walizeczka to w tej cenie minimum przyzwoitości. Zamiast niej dostajemy jednak kartonowe pudełko. Na szczęście we własnym zakresie można znaleźć etui za mniej niż 200 zł.
Grado S950 wyglądają niepowtarzalnie. Dla jednych archaicznie, dla innych – profesjonalnie. Pozornie delikatne, faktycznie potrafią przeżyć dekady. Są głupotoodporne.
Z myślą o HP100 SE i S950 powstał nowy, 52-mm przetwornik z membraną z kompozytu papierowego. Magnes ma dodatkowy pierścień z metali ziem rzadkich i cewkę nawiniętą płaskim aluminiowym drutem pokrytym miedzią. Średnicę 52 mm Grado rezerwuje dla swojej najwyższej serii. Rozmiar ma znaczenie nie tylko dla przetwarzania basu, ale także swobody grania. Przetworniki są parowane z dokładnością do 0,4 dB.
Producent deklaruje, że S950 są łagodniejszą wersją HP100 SE. Postanowiłem to sprawdzić tam, gdzie powinno to być najbardziej czytelne, a więc w muzyce agresywnej, ze skrajami pasma napakowanymi informacjami.
Deklaracje to jedno, odsłuchy drugie. Różnica jest, ale na pewno nie ewidentna. To nadal prezentacja skupiona na przekazaniu możliwie największej ilości danych. Nie ma mowy o spokojnym, relaksującym brzmieniu. Zamiast tego jest bogate, masywne, po brzegi wypełnione detalami. Postawiono mocniej na średnicę, co nie znaczy, że utemperowano skraje. Góry i dołu jest mnóstwo. Przygotujcie się na mocne wrażenia.
Duży przetwornik zapowiada szeroką skalę dynamiki i swobodę reprodukcji najniższego basu. To by się zgadzało, bo S950 potrafią dać czadu. Zbudowanie atmosfery koncertu rockowego to dla nich pestka; robią to od pierwszego dźwięku, wytwarzając wysokie ciśnienia akustyczne. Mimo otwartej obudowy potrafią zaatakować bębenki z energią słuchawek zamkniętych, gdzie tłoczenie powietrza jest zdecydowanie łatwiejsze. Swoje robi potężny magnes, dzięki któremu cewka błyskawicznie porusza relatywnie dużą membraną. Ta reaguje bez wahania. Zbiera się do impulsu w mgnieniu oka i równie szybko wraca. Dźwięk jest dzięki temu witalny i skoncentrowany. Rytm zyskuje nadrzędną rolę; porządkuje bieg wydarzeń. Praca perkusji czy gitar basowych to popis wirtuozerii, a jednocześnie skoncentrowana dawka adrenaliny. Tu nie ma miejsca na wytchnienie. Jedziemy szybko, ale nie bez trzymanki, bo układ kierowniczy pracuje bez luzów.
Możliwości przetworników docenimy w partii stopy perkusyjnej. Energię ataku odczuwa się fizycznie, a każde uderzenie ciśnienia przypomina eksplozję. Jeżeli przesadzicie z głośnością, może zatkać uszy. A nie będzie trudno, bo nawet przy poziomach graniczących z bólem nie słychać kompresji. Duża membrana pozwala zachować selektywność w natłoku decybeli. Dźwięk pozostaje bezpośredni, z niewielkim dystansem od słuchacza.
Przestrzeń nie polega na budowaniu głębi, ale na przybliżeniu dalszych planów, choć nie na tyle, by wywołać wrażenie natłoku. Pomaga w tym studyjna precyzja lokalizacji. Grado S950 zachowują się jak narzędzie do miksu i masteringu, gdzie lokalizacja źródeł jest jednym z priorytetów, zaraz za detalicznością i separacją ścieżek. Te faktycznie dają się od siebie oddzielić bez trudu – tak samo jak w HP100 SE.
W gęstych aranżacjach zachwycimy się dynamiką i selektywnością. W rzadszych zresztą też. Odczuwalna pozostaje energia pracy sekcji rytmicznej, choć skoncentrujemy się na innych aspektach. Na przykład na barwie. Ta jest masywna i bogata. Średnica to specjalność Grado. Gitary, wokale i instrumenty dęte, jak trąbki czy saksofony, brzmią mięsiście, ale nie miękko – raczej ze specyficzną sprężystością. Nasycone barwy dodają ciosom potęgi.
Góra jest mocna, zdecydowana, bez cienia woalu. Z jednej strony szybka, jak w falowodach HDI JBL-a; z drugiej – osadzona w niższych zakresach, jak w dużych kopułkach Chario. Mimo to jej najwyższe podzakresy pozostają jasne. Potrafią zabrzmieć agresywnie, ale bez metaliczności. Bas jest mocny i konturowy. Również masywny i gęsty, ale bez tendencji do ciągnięcia za sobą ogona. Kontrola i rytm to priorytety, choć udało się uniknąć twardości. Można także odnaleźć miękkość, ale nie poduszkową, tylko przypominającą dość mocno napompowaną piłkę. Dźwięk jest bliski. Otacza odbiorcę i wciąga w centrum wydarzeń.
S950 mają rockową duszę, a w muzyce nasyconej rytmem brzmią porywająco, zachowując precyzję studyjnego odsłuchu.
W symfonice lokalizacja i separacja grup, a nawet pojedynczych instrumentów staje się tak dokładna, jakbyśmy namierzali je lunetą z krzyżykiem. Z tą różnicą, że to one będą do nas strzelać. Przybliżenie wszystkich planów i otoczenie dźwiękiem sprawiają, że przyglądamy się orkiestrze symfonicznej z pierwszych rzędów krzeseł. Słyszymy więcej niż zwykle, czemu dodatkowo pomagają zaakcentowane skraje pasma. Góra dodaje dętym blaszanym blasku, dół zaś głębi kontrabasom.
Szybki, energiczny dźwięk nie tylko potęguje selektywność, ale też sprawia wrażenie, że podkręciliśmy tempo. Muzyce towarzyszy rozmach, ale nie ten z soundtracków. To nadal orkiestra z filharmonii, choć na sterydach.
Jeżeli ktoś sobie wyobraża, że drewno nada brzmieniu miękkość, ciepło i spokój, a słynna średnica Grado przybliży brzmienie do stereotypowej lampy, to znaczy, że producent niezbyt trafnie określił charakter S950. Drewniane Signature to narzędzie do studia. A że przy okazji można się poczuć jak na koncercie rockowym, to już tak zwane dobrodziejstwo inwentarza.
Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 02/2026
Grado S950
Cena
10300 zł
Dane techniczne
Konstrukcja
otwarta, wokółuszna
Skuteczność
99,8 dB
Impedancja
38 omów
Pasmo przenoszenia
3,5 Hz – 51,5 kHz
Zniekształcenia
< 0,1%
Masa
395 g (słuchawki), 125 g (przewód)
Przeczytaj także