30.01.2026
min czytania
Udostępnij
Bowers & Wilkins utrzymuje wąską, a jednocześnie dobrze przemyślaną ofertę słuchawek. Dwa modele z pałąkiem i dwa TWS-y – wszystkie bezprzewodowe. Żadnego mnożenia bytów ani generowania pozornego wyboru. Jedna konstrukcja co najmniej dobra, ale z mniejszą liczbą bajerów i jedna premium, z lepszych materiałów, z większą liczbą mikrofonów i funkcji. I tak naprawdę to wystarczy firmie, którą i tak wszyscy kojarzą jako światowej klasy specjalistę od zestawów głośnikowych. Słuchawki w jej przypadku mają stanowić uzupełnienie katalogu, a nie clou programu.
Nie zmienia to faktu, że powinny być dopracowane i bazować na filozofii, którą B&W kieruje się przy budowie kolumn. Firmowe rozwiązania techniczne, dbałość o estetykę i jakość wykonania oraz dźwięk zbliżony do naturalnego, jak tylko się da, a wszystko przy utrzymaniu korzystanej relacji jakości do ceny – takie założenia legły u podstaw pierwszej generacji i nie zmieniły się do dziś, choć konstrukcje są systematycznie ulepszane.
Dwa aktualne modele wokółuszne to podstawowy Px7 S3 i szczytowy Px8 S2. Ten ostatni został oficjalnie zaprezentowany 24 września 2025. Od poprzednika, czyli Px8, różni się z zewnątrz bardziej płaskimi muszlami, dzięki czemu mniej odstaje od głowy i mieści się w odrobinę mniejszym futerale. Zmieniono układ mikrofonów, których nie tylko przybyło (teraz są cztery zamiast trzech w każdej słuchawce), ale też przypisano im inną funkcjonalność. Wszystkie rozmieszczono wokół muszli, aby dokładniej zbierały informacje o odgłosach zewnętrznych i przekazywały je systemowi ANC. Ponadto każdy z nich bierze teraz udział w prowadzeniu rozmów telefonicznych, dzięki czemu nawet w niesprzyjających warunkach nie dojdzie do przeciążenia elektroniki.
Utrzymaniu zrozumiałości mowy, także przy wietrznej pogodzie, sprzyja nowy procesor ADI Pure Voice, którym zastąpiono używany wcześniej Alango Technologies.
We flagowym modelu zamontowano 40-mm przetwornik Carbon Cone. Jego stożkową membranę uformowano z włókien węglowych, dzięki czemu jest lekka, sztywna, a przy tym dobrze rozprasza pojawiające się na jej powierzchni rezonanse. W Px8 S2 użyto wersji odświeżonej w stosunku do Px8 – materiał na powierzchnię drgającą pozostał ten sam, ale zmieniła się reszta. Zmodyfikowane zawieszenie umożliwia bardziej liniową pracę, zaś do napędu wykorzystano większą cewkę i mocniejszy magnes. Pozwolą one uzyskać lepszą dynamikę i wyższe natężenia sygnału (choć z nimi lepiej nie przesadzać), ale też zminimalizują zniekształcenia.
Membrana nie została ustawiona równolegle do ucha, ale pod dość sporym kątem 15 stopni, co widać wyraźnie na rozmontowanym egzemplarzu. Rozwiązanie uwzględnia specyfikę budowy ludzkiego ucha. Jego celem było wyrównanie charakterystyki dźwięku trafiającego do kanału słuchowego oraz uzyskanie naturalnej sceny dźwiękowej z przestrzenią, która nie ogranicza się do głowy, ale bardziej przypomina tę roztaczającą się przed odbiorcą, kiedy korzysta z kolumn.
Te same założenia ma realizować system True Immersion, będący autorską wersją Spatial Audio. W Bowersie uznano, że skoro oferta ma trafiać do audiofilów i wymagających melomanów, to nie może być miejsca na nienaturalne efekty stereo. Wykluczone są ekscesy z sekcją dętą unoszącą się nad słuchaczem czy też perkusistą, który straszy nagłym uderzeniem w bęben za plecami. Takie sztuczki nie mają nic wspólnego z dźwiękiem na żywo i w Worthing nie ma na nie zgody. Firmowe uprzestrzennienie ma działać subtelniej – umieszczać wykonawców w pewnej odległości przed odbiorcą, na uporządkowanej scenie, tak jak to robią prawidłowo ustawione głośniki. O tym, czy się udało, nabywcy Px8 S2 i tańszych Px7 S3 przekonają się jeszcze przed końcem 2025 roku. Wtedy funkcja zostanie udostępniona w postaci aktualizacji automatycznie pobieranej z internetu (OTA – over the air).
W tej chwili wiadomo, że wymieniono całą elektronikę słuchawek, zarówno zawiadującą brzmieniem, jak i działaniem ANC. Zintegrowany chipset DSP podzielono na odrębne moduły, z których jeden odpowiada za kasowanie szumów otoczenia i konwersję c/a, a drugi za wzmocnienie sygnału. Taki podział zadań zmniejsza niepożądane interferencje i pozwala uzyskać czystszy dźwięk i optymalne wysterowanie przetwornika.
Jeżeli chodzi o redukcję szumów, to podejście Bowersa jest zbliżone do Spatial Audio – można powiedzieć: zrównoważone. Nie chodzi bowiem o to, żeby się ścigać z konkurentami i pobić nowy rekord w tłumieniu hałasu, ale żeby – przede wszystkim – wiernie odwzorować dźwięk ze źródła. Działanie ANC polega na dodawaniu do sygnału muzycznego szumu o natężeniu zmierzonym przez zewnętrzne mikrofony, tyle że w przeciwfazie. Proces teoretycznie wycina hałasy i pomaga muzyce docierać do uszu odbiorcy bez zakłóceń. W praktyce działa zasada: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą i przy dodawaniu i kasowaniu obrywa się także sygnałowi użytecznemu. Bowers chce tego uniknąć, więc nie pozwala reduktorowi ingerować zbyt mocno. ANC ma działać nie tyle jako główny element zapewniający ciszę, lecz jako aktywne wspomaganie naturalnych właściwości tłumiących obudów i poduszek wokółusznych.
Px8 S2 są konstrukcją zamkniętą. Już samo to daje całkiem niezłą izolację od otoczenia. Poza tym pady wypełnia termokształtna pianka, która w miarę eksploatacji dopasowuje się do kształtu głowy użytkownika, uszczelniając komorę z przetwornikiem i zapobiegając przenikaniu odgłosów z zewnątrz. Pasywne metody działają skutecznie, a przy tym znajdują się poza ścieżką sygnałową. Zadanie ANC polega na eliminowaniu odgłosów, które przedostały się przez tę barierę, bez nadmiernej modyfikacji oryginalnego dźwięku.
Z konkurentami Bowers nie ściga się również na czas pracy na baterii. Nie dlatego, że mu się nie chce, ale ponieważ nie widzi sensu. Zdaniem konstruktorów 30 godzin w realnym świecie wystarczy i naprawdę nie ma potrzeby montowania większych ogniw, które zwiększyłyby masę i podniosły cenę. Poza tym Brytyjczycy podają czas na jednym ładowaniu z włączonym ANC. Jego dezaktywacja dodaje około sześciu godzin, więc robi się z tego półtora dnia nieprzerwanej pracy. Z Warszawy do Auckland w Nowej Zelandii leci się z przesiadką około 23 godzin, więc nawet z odszumiaczem powinno wystarczyć. A gdyby lot był opóźniony, można skorzystać z szybkiego ładowania i już w 15 minut uzupełnić energię na dodatkowych siedem godzin.
Z telefonem Px8 S2 komunikują się przez Bluetooth 5.3 z kodekami aptX Lossless, aptX Adaptive, aptX HD, aptX oraz AAC i SBC. Do końca 2025 roku, znów w formie aktualizacji OTA, ma się pojawić LE Audio LC3, umożliwiający przesyłanie dźwięku dobrej jakości z niskimi opóźnieniami i przy mniejszym poborze prądu. Także do końca roku producent obiecuje wprowadzić funkcję Auracast, pozwalającą na odbieranie dźwięku z jednego źródła przez wiele kompatybilnych urządzeń. Może się to przydać na konferencjach z tłumaczeniem symultanicznym czy w muzeach.
Ze słuchawek można korzystać także przewodowo, podłączając je do laptopa lub telefonu przez USB-C. Tę metodę zastosujemy również do słuchania plików hi-res z iPhone’a, który nie obsługuje aptX-ów. Alternatywnie można dokupić bezprzewodowy transmiter i podłączyć go do gniazda USB-C w modelach od 15 wzwyż. Dzięki temu pliki z telefonu będą przesyłane z wyższą rozdzielczością i teoretycznie powinny brzmieć lepiej.
Od tańszych Px7 S3 „ósemki” różnią się lepszym przetwornikiem (Carbon Cone zamiast biocelulozy). Elektronika pozostaje ta sama; czy zmieniono oprogramowanie procesora – nie wiadomo. Ale i tak najłatwiej dostrzec to, co się zmienia na zewnątrz. Nowe „siódemki” wyglądają bardzo dobrze i w sumie można by na nich poprzestać – do chwili, kiedy obok nie pojawią się Px8 S2. Montaż i spasowanie elementów w obu modelach są równie staranne, ale pod względem zastosowanych materiałów „ósemki” to zupełnie inna liga. Zamiast sztucznej – naturalna skóra Nappa, także na zewnątrz pałąka i obudów, które w Px7 S3 wykończono trwałą plecioną tkaniną. Zamiast plastikowej maskownicy mikrofonów – metal. Do tego jarzma i elementy wykończenia z przyjemnie chłodnego w dotyku, ciśnieniowo odlewanego aluminium. W tańszym modelu logo producenta jest drukowane. W Px8 S2 litery są nanoszone podobnie do indeksów w zegarkach i w efekcie minimalnie wystają nad powierzchnie. No i ostatni niuans – w jarzmie od zewnątrz wyżłobiono tunel, w którym poprowadzono przewód sygnałowy w plecionej otulinie. Wygląda to świetnie, a suma detali składa się na wrażenie klasy – tyleż dyskretnej, co przyciągającej wzrok.
Nie należy się również obawiać, że Px8 S2 będą pięknie wyglądały przez kilka pierwszych miesięcy, a później zaczną się wycierać i pękać. Elementy najbardziej podatne na starzenie wykonano z trwałej i elastycznej skóry, która długo zachowa wizualną świeżość. Ale nawet kiedy się zużyją, nie trzeba będzie wyrzucać słuchawek. Podobnie jak w przypadku tańszych Px7 S3 przewidziano możliwość wymiany poduszek i wyściółki pałąka za niewielką opłatą (komplet padów powinien kosztować około 20 euro). Czynność lepiej powierzyć serwisowi. Teoretycznie da się wyeksploatowane komponenty zdemontować samemu, niemniej wymaga to wprawy. Inaczej można połamać zaczepy i zepsuć coś, co mogłoby jeszcze długo służyć.
Do sterowania przewidziano przyciski na muszlach, których układ w porównaniu z pierwszą wersją zmieniono, oraz aplikację Bowers & Wilkins Music. Jest bezpłatna, dostępna na iOS i Android i oferuje kilka interesujących udogodnień. Pięciopasmowy korektor, ze średnicą pasma podzieloną na trzy podzakresy, umożliwia ustawienie i zapamiętanie preferowanej charakterystyki użytkownika. Zaprogramowano także fabryczny preset True Sound, omijający equalizer i odzwierciedlający strojenie, które za prawidłowe uznał konstruktor. Ponadto w apce można włączyć ANC oraz tryb przeźroczysty, a także ustawić czułość układu zatrzymującego odtwarzanie po zdjęciu słuchawek z głowy. Funkcją steruje sensor w obudowie. Gdy użytkownik nosi okulary, przylega ona do ucha nieco luźniej, ponieważ oprawki wprowadzają dodatkowy dystans. W niektórych przypadkach mógłby on zostać zinterpretowany jako informacja, że słuchawki zostały zdjęte. Zmniejszenie czułości układu spowoduje, że minimalnie większa odległość poduszki od głowy nie będzie pauzowała muzyki w najmniej oczekiwanych momentach.
Przez firmową aplikację można korzystać w Polsce z serwisów Tidal, Deezer i SoundCloud oraz radia internetowego Tune In. Dostęp do Spotify zapewnia funkcja Connect.
Płynną współpracę z telefonami Apple’a potwierdza certyfikat Made for iPhone. Px8 S2 obsługują także Google Fast Pair.
W dniu premiery nabywcy mieli do wyboru dwie wersje kolorystyczne: czarną albo beżową z aluminiowymi wstawkami. Pierwsza wydaje się monochromatyczna, ale kiedy światło pada pod odpowiednim kątem, wykończenia obudów mają odcień ciemnobrązowy, co tworzy wysmakowane i stylowe połączenie. Drugi wariant jest weselszy i zapewne bardziej przypadnie do gustu kobiecej publiczności. Pod koniec listopada 2025 zapowiedziano pomarańczowo-czarną McLaren Edition. Niewykluczone również, że w przyszłym roku pojawią się inne zestawienia specjalne. Warto dodać, że zdjęcie na nieskazitelnie białym pudełku odzwierciedla kolorystykę znajdującego się wewnątrz produktu. Dzięki temu łatwo się zorientować, który wariant bardziej nam odpowiada.
Tyle oględzin i informacji producenta. A jak Px8 S2 sprawdzają się w praktyce?
Pierwsze wrażenie: są niesamowicie przyjemne w dotyku i wygodne. Jakość materiałów i wykonania sprawiają, że aż chce się wziąć je do ręki. Miękkie poduszki i pałąk idealnie przylegają do okolicy ucha i do głowy. „Ósemki” S2 są o dziesięć gramów lżejsze od pierwszej generacji, choć nadal ważą 310 gramów. Jak na konstrukcję mobilną to sporo, ale masa rozkłada się równomiernie. Poza tym podkreśla poczucie kontaktu z produktem z wyższej półki. Droższego od konkurencji, ale zapewniającego lepsze odczucia organoleptyczne i bardzo wysoki komfort użytkowania, nawet w trakcie długiego spaceru lub podróży.
Jeżeli chodzi o połączenie z iPhone’em, Bowersy trzymają się jak przyspawane. Utrzymują kontakt, nawet kiedy oba urządzenia znajdą się dalej od siebie. Po wyłączeniu i ponownym włączeniu kontakt zostaje nawiązany od razu. Słuchawki pamiętają swój smartfon i działają z nim stabilnie.
Z telewizorem LG z serii C nie było tak bezproblemowo, ponieważ za każdym razem pojawiała się konieczność ręcznego wyboru w menu odbiornika. Sparowane Px8 S2 po ponownym włączeniu telewizora potrafiły nawiązać połączenie, po czym się rozłączyć. Nie udało się także umieścić LG na liście obsługiwanych urządzeń w aplikacji, nawet gdy połączenie zostało nawiązane. Niewykluczone, że sytuacja była spowodowana faktem, iż telewizor pracuje na co dzień z JBL-ami Live 660, przez co stracił rozeznanie, gdy zgłosiły się inne nauszniki. Może to być również kwestia oprogramowania Bowersów, które za priorytet uznają połączenie z iPhone’em i jeżeli tylko znajduje się on w pobliżu, nie wyszukują nowego nadajnika.
Druga obserwacja dotyczy połączeń telefonicznych. Ich jakość jest bardzo wysoka, zarówno po stronie użytkownika, jak i rozmówcy. Bowersy nie wymagają ciszy wokół. Można rozmawiać, idąc ulicą i obie strony będą się słyszeć wyraźnie. Sama obsługa rozmów nie jest jednak oczywista. Px8 S2, mimo że sparowane, nie przełączały się w tryb rozmowy automatycznie po odebraniu albo zainicjowaniu połączenia. Trzeba było potwierdzić ich wybór na liście obsługiwanych urządzeń. Trochę to nieintuicyjne, ale takie drobiazgi powinna załatwić aktualizacja OTA. Aha, w trybie kablowym połączenia telefoniczne nie działały w żadną stronę, choć na ekranie telefonu wybrana była pozycja Px8 S2 USB. Przy najbliższej aktualizacji, warto uwzględnić także i to.
ANC Bowersa faktycznie nie działa agresywnie, ale to właśnie wybrana intensywność w trakcie przemieszczania się po ulicach i w komunikacji miejskiej sprawdza się najlepiej. Tryb kontaktu z otoczeniem wyraźnie wzmacnia zewnętrzne hałasy, w związku z czym raczej nie będziemy go używać. Wyłączenie kontroli otoczenia nadal wzmacnia zewnętrzne odgłosy, choć mniej. Różnice między trybami są wyraźne, zdecydowanie z korzyścią dla aktywnego ANC. Przynajmniej w hałaśliwym otoczeniu i połączeniu bezprzewodowym, a więc w warunkach, które siłą rzeczy powodują, że mniej zwracamy uwagę na niuanse muzyki, a więcej na ogólną czytelność odbioru.
Sytuacja ulega zmianie po przeniesieniu słuchawek do cichego pomieszczenia i podłączeniu kablem. Wtedy okazuje się, że ANC i tryb kontaktu z otoczeniem ingerują w charakterystykę tonalną, podbijając niski bas; ANC mocniej, tryb kontaktu słabiej, niemniej w obu przypadkach łatwo to zauważyć. Z tego względu redukcję szumów warto dezaktywować. Przez kilka pierwszych sekund może się wydawać, że dźwięk się trochę spłaszczył, ale to wrażenie szybko mija. To z ANC bas zbytnio sobie hasa.
Jak nietrudno się domyślić, połączenie przewodowe zapewnia wyższą jakość dźwięku. Zastanawiająca jest jednak skala zmian. W przypadku iPhone’a można było oczekiwać dużej różnicy, ponieważ Apple w transmisji Bluetooth konsekwentnie trzyma się kodeka AAC, a pliki wysokiej rozdzielczości są dostępne dopiero na wyjściu USB-C. W praktyce Spotify Lossless (16-24 bity/44,1 kHz) przez USB-C, owszem, zagrał trochę lepiej, ale nie była to różnica, której można by się spodziewać, mając na względzie brak kompresji i znacznie wyższą przepływność. Zjawisko można tłumaczyć na trzy sposoby, które bynajmniej się nie wykluczają. Po pierwsze, elektronika w Px8 S2 robi co może, żeby nawet ze stratnego transferu wycisnąć, ile się da. Po drugie, wyjście USB-C w iPhonie jest na tyle przeciętne, że niespecjalnie ma znaczenie, czy gramy przez Bluetooth, czy po kablu. I wreszcie po trzecie: może Spotify ma pierwszy stopień umuzykalnienia, czyli słychać, kiedy grają i kiedy nie grają, ale niewiele poza tym.
Na razie danych było zbyt mało, żeby cokolwiek rozstrzygnąć. Pozostało sięgnąć po nośnik odniesienia. Podłączyłem zatem Bowersy do komputera, a w napędzie umieściłem płytę CD „3121” Prince’a. Kilkanaście sekund wystarczyło, by stwierdzić bezdyskusyjną przewagę słuchania przez USB-C z PC. Dźwięk zyskał zupełnie nową energię i wyrazistość. Poukładał się w pasmach, warstwy rytmiczne przestały się zlewać, co pozwoliło docenić motorykę nagrania, która wcześniej gdzieś się zagubiła. Porównanie przyniosło jednoznaczne obserwacje. Nie przesądziło jednak, w jakim stopniu na dźwięk wpływa nośnik – fizyczny czy streaming, a w jakim jakość wyjścia w telefonie i komputerze. Żeby to sprawdzić, ustawiłem w aplikacji Spotify na PC tryb Lossless i ponownie porównałem materiał ze streamingu i płyty. Spotify dostał łupnia, ale mimo to streaming z komputera zabrzmiał zdecydowanie lepiej niż z telefonu. To o tyle dziwne, że cały czas mówimy o transmisji sygnału cyfrowego przez wyjście USB-C.
Powyższy opis służył pokazaniu, że na Px8 S2 wyraźnie słychać różnice – zarówno pomiędzy rodzajami połączeń, jak i nośnikami muzyki. Bowersy nie każą się domyślać zmian w dźwięku. Pokazują je czytelnie, raz obnażając niedostatki i chodzenie na skróty, kiedy indziej zaś pozwalając docenić wysoką dawkę szczegółów i podążanie za intencją twórców. Wszystko jest tutaj jasne od razu i nie wymaga poświęcenia długiego czasu na określenie kierunku czy zakresu różnic. To duży plus, zwłaszcza że ta zdolność nie została okupiona rozjaśnieniem. Przeciwnie, balans tonalny wydaje się raczej przyciemniony, z wyraźnym zaznaczeniem niskich tonów. Góra pasma pełni funkcję dopełniającą i nie stara się koncentrować na sobie uwagi odbiorcy. Nie miejcie wyrzutów sumienia, jeżeli w korektorze zdejmiecie nieco basu, a dołożycie odrobinę górnej średnicy i sopranów. Będzie to odejście od charakterystyki zaproponowanej przez Bowersa, ale jeśli zachowacie umiar, poprawi się uniwersalność prezentacji. Dzięki czemu sprawdzi się ona nie tylko z popularnym repertuarem.
W porównaniu z pierwszą wersją „ósemek” S2 są głośniejsze. Natężenie sygnału – przy tym samym poziomie na potencjometrze – okazuje się zauważalnie wyższe, co zapewne jest wynikiem zastosowania nowego wzmacniacza. Można by w tym upatrywać pułapki, ponieważ głośniejszy dźwięk zwykle uznajemy za lepszy, ale okazuje się, że nawet gdy przyciszymy, to Px8 S2 nadal brzmią bardziej dosadnie, z entuzjazmem, chciałoby się rzec: wyrywnie. Osobiście kwalifikuję to po stronie przewag drugiej generacji. Bardziej chce im się grać, nie boją się pognać na złamanie karku. Ich poprzedniczki okazują się bardziej stonowane, może też nieco nieśmiałe. Px8 S2 – nawet jeżeli w mocniejszym repertuarze trochę chuliganią – zawsze robią to z wdziękiem i dla podkreślenia ekspresji przekazu i wyrazistości średnicy. Można to docenić i słuchając Toola, i oldskulego hip-hopu, jak Gang Starr czy Big Pun, ale też subtelnie zmysłowych interpretacji Melody Gardot. Głos ludzki jest pokazany wyraźnie, co sprawdza się także w podcastach. Zachowuje przy tym naturalne ciepło i oparcie w niższych składowych, a na wyeksponowane sybilanty nikt nie powinien narzekać. Zwłaszcza że w obu generacjach góra pasma pozostaje nieinwazyjna, choć – z drugiej strony – wystarczająco obecna, żeby zachować równowagę pasma.
Gdybym miał wybrać którąś generację dla siebie, nie oglądając się na cenę, wskazałbym Px8 S2. Jednak w czasie przygotowywania testu pierwsze Px8 były nadal dostępne i kosztowały 1600 zł, czyli o połowę mniej. I tu już pojawia się dylemat, który każdy rozstrzygnie we własnym zakresie. Px8 S2 grają lepiej, mają więcej mikrofonów, przydatniejszy korektor i poprawione ANC. Px8 to ta sama klasa wykonania i materiałów, choć mniej zaawansowana elektronika wewnętrzna i nie tak wyraziste brzmienie. Na pewno jednak nie jest to przepaść i różnice słychać wyraźniej w połączeniu przewodowym.
Warto rozważyć te argumenty, by świadomie podjąć decyzję. Na szczęście w przypadku flagowych Bowersów może być ona tylko dobra albo lepsza.
Jacek Kłos
Hi-Fi i Muzyka 12/2025
Bowers & Wilkins Px8 S2
Cena
3199 zł
Dane techniczne
Konstrukcja
zamknięta, wokółuszna,
Skuteczność
b.d.
Impedancja
b.d.
Pasmo przenoszenia
b.d.
Zniekształcenia
b.d.
Masa
310 g
Przeczytaj także