14.11.2025
min czytania
Udostępnij
Wszystkie Airy to konstrukcje otwarte. Nie izolują od otoczenia, więc jeżeli nie możecie słuchać w ciszy, nie przeszkadzając innym, odpadają. A szkoda, bo z założenia oferują dźwięk bardziej swobodny i mniej męczący od większości modeli zamkniętych. Można słuchać dłużej, zwłaszcza że brak potrzeby uszczelniania okolic wokół uszu przekłada się na mniejszy nacisk na głowę.
Tanie Airy są pakowane w jednorazowe pudełka i aż się proszą o futerał. Na szczęście te są dostępne w sklepach internetowych za około 100 zł. W przypadku tańszych modeli można na to przymknąć oko, ale już w ATH-AD2000X taka praktyka staje się niezrozumiała; trzeba od razu doliczyć pokrowiec, bo szkoda żeby tak dobre słuchawki się kurzyły. Do modeli referencyjnych dostajemy aluminiową walizeczkę.
Co do pozostałych różnic, to pierwsza, mniej istotna, dotyczy miejsca produkcji. Tańsze słuchawki powstają w Chinach, średnie w Europie (tak było w 2019), natomiast referencyjne – w Japonii. Wbrew pozorom nie ma to większego znaczenia, bo wszystkie są zmontowane równie starannie, choć z innych materiałów i komponentów. Pomijając strojenie, najważniejsza pozostaje średnica przetworników. Już w podstawowej sekcji wynosi imponujące 53 mm, by ATH-ADX3000 i ATH-ADX5000 sięgnąć 58 mm. To naprawdę i słychać, i czuć.
Modele ATH-ADX3000 i ATH-ADX5000 mają odłączany przewód, co pozwala dobrać jego długość do potrzeb użytkownika. Trzeba będzie jednak sięgnąć po ofertę innych firm. Japończycy mają co prawda w katalogu kilkanaście przewodów, ale krótszych i pasujących do ADX3000 – już nie. W komplecie dostajemy trzymetrowy odcinek plecionki z miedzi beztlenowej 7N, zakończony złoconym wtykiem duży jack. W muszlach zamontowano miniaturowe gniazda A2CD. Przyjmują również połączenie zbalansowane i tutaj Audio-Technica proponuje już własne rozwiązanie, tyle że drogie, bo kosztujące około 1500 zł. Wymienne są również pady. Miękkie, bajecznie komfortowe poduchy obszywa się welurem. Tak samo jest zresztą we wszystkich tańszych Airach, ale w referencyjnych ten welur to materiał z innej półki; gęstszy, gładszy i przyjemniejszy w dotyku.
Uwagę zwraca masa słuchawek. Są duże, ale kiedy wziąć je do ręki, okazują się zaskakująco lekkie. W połączeniu z niewielkim naciskiem na głowę zapewnia to komfort na najwyższym poziomie, choć w tanich Airach ten nacisk jest jeszcze mniejszy. Mimo to pewnie trzymają się na głowie i nie spadają przy szybszym ruchu. Wszystko jest tu dopracowane i przemyślane pod kątem użytkownika, a nie postronnego obserwatora.
ATH-ADX3000 nie kupuje się oczami. Drogie słuchawki to relatywnie nowa forma manifestacji luksusu. W ubiegłym wieku obecne ceny byłyby nie do pomyślenia, a dziś flagowe Focale za 20000 zł to norma. Najwyższej jakości skóra, złote dodatki i wygląd jajka Faberge – prawdziwy pokaz mody. Propozycje Audio-Techniki to przy nich brzydkie kaczątko. Widać studyjny rodowód i nacisk na walory użytkowe, a nie wizualne. Wzornictwo odzwierciedla bowiem zastosowane rozwiązania techniczne. Nie znajdziemy tu ani jednej ozdóbki. Z drugiej strony można docenić precyzję wykonania – bez luzów i szpar. Konstrukcja ażurowa i pozornie delikatna, w praktyce okazuje się zwarta, głupotoodporna i trwała, bo niewiele w niej części ruchomych, a te, które są, pracują gładko. Umiejętności techników obytych z ręcznym montażem w skali micro robią swoje. W końcu Audio-Technica rozpoczynała działalność w 1962 roku od produkcji wkładek gramofonowych, które do dziś pozostają jej specjalnością. A te drogie nadal montuje się ręcznie. Ale – jak już wspomnieliśmy – tańsze Airy „Made in China” są wykonane równie dokładnie, co można przypisać filozofii firmy, mocno osadzonej w rynku profesjonalnym. W efekcie i tanie, i drogie modele wyglądają tak samo dobrze, zwłaszcza że ich nabywca stawia im wysokie wymagania, choć – w odróżnieniu od rozrzutnego audiofila – ma węża w kieszeni. W tym kontekście przestają dziwić wyjątkowo atrakcyjne na tle konkurencji ceny.
Podwójny pałąk ATH-ADX3000 w formie płaskich prętów obito alcantarą. Rusztowanie spotyka się w łożach z tworzywa, w których zamocowano metalowe listwy umożliwiające dopasowanie słuchawek do głowy. Obudowy osadzono w jarzmach ze stopu magnezu, wykończonego lakierem proszkowym na czarny mat. Części obrotowe – z niewielkim zakresem ruchu w poziomie i w pionie – dopasowują się samoczynnie.
Zewnętrzna aluminiowa osłona przetwornika ma strukturę plastra miodu i zapewnia pełną przepuszczalność. Od strony ucha znajduje się metalowy dyfuzor obciągnięty czarną tkaniną. Duży przetwornik o średnicy 58 mm ma membranę z folii PET (politereftalan etylenu), którą dla usztywnienia pokrywa się warstwą wolframu, bez znaczącego przyrostu masy. Z koszem z polimeru PPS (polisulfid fenylenu) łączy ją zawieszenie zapewniające wystarczający zakres ruchu. Magnes wykonano z permenduru, czyli stopu żelaza z kobaltem, z niewielką domieszką wanadu, tantalu i niobu. Cewkę nawinięto płaskim drutem aluminiowym, pokrytym miedzią o czystości 7N. Zintegrowana budowa przetwornika pozwala zredukować jego wibracje, a dzięki wyeliminowaniu śrub mocujących – także masę. W taniej odnodze serii Air przetworniki montowano pod kątem, aby imitować efekt słuchania z kolumn. Tutaj tego albo nie widać, albo kąt jest niewielki. W każdym razie producent nic na ten temat nie wspomina. Wiele natomiast wskazuje, że z ATH-ADX5000 przeniesiono układ Core Mount, czyli uszczelnienie montażu przetworników. Zarówno bowiem sposób ich osadzenia, jak i otoczenie wyglądają identycznie.
Parametry ATH-ADX3000 sugerują, że powinny poprawnie współpracować ze wszystkim, nawet dziurką w smartfonie, o ile taką macie.
Słuchawki niby lekkie, ażurowe, a od razu kleją się do głowy. Pierwsze wrażenie okazuje się piorunujące, a dalej robi się tylko lepiej.
Każdy repertuar pokazuje inne atrakcje. Zmieniałem płyty, jakbym był głodny i chciał się najeść na zapas. Po godzinie stało się jasne: tego się nie da odusłyszeć!
Krótkie fragmenty mocnego grania, rockowych staroci, symfoniki i muzyki wokalnej szybko układają się w jasny komunikat. Jeżeli brzmienie jest tak ewidentnie znakomite, a równocześnie prawidłowe, to niespodzianki może sprawić tylko sama muzyka.
ATH-ADX3000 to tak naprawdę narzędzie, obiektywny pośrednik pomiędzy realizacją a odbiorcą. W aspekcie barwy do naturalnego wzorca zbliżono się na tyle, że szkoda czasu na opisy. Może jeśli ktoś powie, że dźwięk jest lekko rozjaśniony, to nawet się z tym zgodzę, ale właśnie taką sygnaturę lubię. Bo lubię słyszeć wszystko.
W tym względzie ATH-ADX3000 wyznaczają poziom odniesienia chyba same dla siebie. Szczegółowość olśniewa, a przejrzystość zaskakuje, że można aż tak. Ilość informacji wydaje się nieograniczona, bo stale zauważamy nowe. Zwłaszcza te drobne, z pozoru nieistotne, a w rzeczywistości uzupełniające albo wręcz zmieniające przekaz. Szybko staje się jasne, że tak gęsty strumień danych płynie swobodnie, bez natłoku przyprawiającego o ból głowy. Przeciwnie, odczuwamy luz, oddech i rozmach.
Pomaga w tym na pewno obszerna przestrzeń, w której cały ten inwentarz może się zmieścić. Dzięki niej instrumenty nie muszą się rozpychać. Każdy ma strefę prywatności, a wszystkie te wyodrębnione obszary spaja pogłos.
Precyzja przejawia się tak samo w lokalizacji źródeł pozornych, jak i kontroli wybrzmień, nie wyłączając basu. Ten okazuje się głęboki, a lekkie membrany nadążają za dowolnym wyzwaniem. Góra to kwintesencja dźwięczności, lotności i przezroczystości – jestem pewien, że zauważycie mnóstwo zdarzeń, które z innym sprzętem po prostu byście przeoczyli.
Aż chce się sięgać po nagrania, w których szczegóły, zabawa przestrzenią i barwami wychodzą na pierwszy plan. Audio-Techniki wyświetlają pomysły Pink Floyd, Jean-Michela Jarre’a, Massive Attack czy Rogera Watersa bez uproszczeń. A nawet dodatkowo je klarują i oddzielają tak, aby nic na siebie nie nachodziło. Rozdzielczość nie pogarsza się nawet w kulminacjach wielkiej orkiestry ani aranżacjach Prince’a. Nic nie jest w stanie zdusić precyzji ani rzetelności. Tym bardziej, że dynamika wydaje się nieograniczona. Ale nie tak, że oszołomi przerysowanym tąpnięciem czy nieustannie pracującą pompą decybeli. Eksplozja pojawi się w miejscu, w którym ktoś podłożył ładunek. I może wyskoczyć z niczego. Uderza nie tyle masa, co gwałtowność kontrastu. Bo tak ma być, a japońskie słuchawki nie zmieniają rzeczywistości.
Może dlatego że nie mają własnego charakteru, poza szczyptą nasłonecznienia. Dzięki niej łatwiej im wejść płynnie w dowolny scenariusz.
Zbudowanie nastroju przedstawienia operowego, koncertu w filharmonii czy muzyki dawnej w kościele przychodzi im równie łatwo, co oddanie atmosfery studia albo klubu jazzowego. Dla ATH-ADX3000 to wszystko jedno. Bo tak naprawdę to nie magia ani sen, tylko informacje – najbardziej subtelne, a przez to trudne do oddania. Audio-Technica nie staje im na drodze, dzięki czemu słyszymy wszystko to, co zapisane na płytach.
W takich momentach zaciera się podział na sprzęt audiofilski i zawodowy. Jednym ta jakość jest potrzebna, aby uwolnić emocje; drugim do pokazania materiału tak, aby niczego nie przeoczyć w pracy nad nim. ATH-ADX3000 są narzędziem, nie wytworem olśnienia konstruktora. Tylko tyle i aż tyle.
Konkluzja
Nie muszę niczego dodawać ani przemycać między wierszami. Chyba już wiecie, że jestem tymi słuchawkami zachwycony. Ale najbardziej zachwyca mnie ich cena, dzięki której praktycznie każdy może sobie na nie pozwolić. Wystarczy tylko chcieć, a we mnie ta chęć narasta z każdym dniem.
Specjalnie dla potrzeb zakończenia serialu wypożyczyłem topowe ATH-ADX5000. Testował je Mariusz Zwoliński („HFiM” 1/2019). Przeczytałem jeszcze raz, posłuchałem i zgadzam się z każdym słowem.
ATH-ADX3000 grają szerzej, hojniej, bardziej brawurowo i z rozmachem. Śmielej akcentują skraje pasma, czarując górą skrzącą się drobiazgiem informacji, blaskiem i światłem, co nie oświetla, tylko prześwietla obraz. Bas ma głębię, którą zapewni tylko tak okazały przetwornik. Nie pompowaną, ale swobodną; taką, która nawet w najniższym obszarze nie zdradza objawów skurczu mięśni. Pogłos jest uwolniony, szybuje bez przeszkód. W pierwszej chwili, pod wpływem rozmachu i fantazji ATH-ADX3000, uznałem je nawet za lepsze. Wspaniale, będzie taniej.
Dłuższe słuchanie zmodyfikowało pierwotne obserwacje, ponieważ flagowe ATH-ADX5000 mocniej opierają się w średnicy, wydobywając szlachetniejsze barwy pojedynczych instrumentów w symfonice; dodając im ciała i ducha. Dźwięk jest przy tym spokojniejszy, przez co wydaje się mniej efektowny, bo mózg preferuje mocniejsze bodźce. Szybko się jednak okazuje, że i bas, i góra pasma zachowują ten sam wymiar. Dynamika również nie ustępuje. Trzeba jedynie zrobić odrobinę głośniej, przez co ATH-ADX5000 bardziej chłoną prąd. Największa różnica przejawia się w kształtowaniu pogłosu. Dzięki temu, że został objęty żelazną dyscypliną, brzmienie pozostaje czystsze, nawet jeśli pierwsze wrażenie temu przeczy. Kryształowej czystości podanej łagodnie nie sposób zapomnieć.Pogłos ADX3000 jest bardziej powłóczysty i zapewnia brzmieniu wspomniany rozmach. Nie pozwala jednak pojedynczym instrumentom zaprezentować się aż tak indywidualnie i z osobna.
Tekst powyżej brzmi jednoznacznie, ale w praktyce różnice pozostają homeopatyczne. W moim odczuciu obie szczytowe Audio-Techniki to najlepsze słuchawki z przetwornikami dynamicznymi, z jakimi się zetknąłem. Nie potrzebuję pięciokrotnie droższych klejnotów. Wolę obiektywizm i precyzję przeniesioną ze studia. To moja subiektywna opinia i nie zmienię jej pod wpływam żadnych argumentów, choć wszystkie doceniam i rozumiem ich moc.
Gdybym miał wybrać wyłącznie na podstawie kategorii obiektywnych, zdecydowałbym się chyba na ATH-ADX5000. Jednak po uwzględnieniu cen sytuacja się odwraca. Coś takiego, jak ATH-ADX3000 za 4300 zł to więcej niż okazja. To przepustka do hi-endu wygrana na loterii! Poza tym, chociaż parametry takie jak masa, nacisk i konstrukcja sugerują identyczny komfort, to tańsze ATH-ADX3000 okazują się wygodniejsze. Lepiej leżą, mniej przeszkadzają, milej przylegają do skóry wokół uszu. Niewykluczone, że to po prostu dopasowanie do mojej czaszki, ale innej nie mam.
Nie będę polecać ich Wam, ale polecam sobie. Będę je mieć, choć nadal nie zdecydowałem, które.
Podsumowując serial o japońskich siłach powietrznych, wypada wskazać zwycięzcę. Co do tego nie mam rozterek i ogłaszam uroczyście: ATH-AD900X. Wcale nie tak daleko im do ATH-ADX3000. Różnica oczywiście jest, osłuchani użytkownicy powiedzą nawet, że duża, ale w końcu ceny z czegoś wynikają. Jeżeli jednak to właśnie ATH-AD900X Was zainteresowały, to nie ma się nad czym zastanawiać. Tym bardziej że Audio-Technica może je wycofać z katalogu, jak ATH-AD1000X („HFiM” 7-8/2019), które zamierzałem kupić, ale nie zdążyłem.
Dylemat, czy wybrać ATH-AD900X, czy jednak ATH-ADX3000 raczej nie wystąpi w przyrodzie – różnica w cenach jest zbyt duża. Jednak na wszelki wypadek rozwiejmy i tę wątpliwość. W ATH-AD900X udało się osiągnąć poziom, którego przeskoczenie wymusza sięgnięcie po rozwiązania z wyższej półki, choćby po większy, ręcznie montowany przetwornik. Na razie nie da się tego zrobić inaczej, a to generuje konkretne koszty. Walizeczka, odłączany kabel to dodatkowe argumenty przemawiające za tym, aby je ponieść wspólnie z producentem. Czego zdecydowani na ATH-AD900X nie zrobią, a zdecydowani na ATH-ADX3000 zaakceptują z godnością.
Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 09/2025
Audio-Technica ATH-ADX3000
Cena
4299 zł
Dane techniczne
Konstrukcja
otwarta, wokółuszna
Skuteczność
98 dB
Impedancja
50 omów
Pasmo przenoszenia
5 Hz – 45 kHz
Zniekształcenia
0,056% (100 dB SPL)
Masa
257 g (bez kabla)
Przeczytaj także