bool(true)

dCS Lina Network DAC 2.0

23.02.2026

min czytania

Udostępnij

Przedstawiając się imieniem Lina Network DAC, urządzenie oznajmia, że jest sieciowym przetwornikiem c/a. Jego sercem jest dCS Ring DAC, ale poza nim oferuje gamę wejść cyfrowych, regulację głośności oraz streamer, co znacznie poszerza możliwości umieszczenia go w systemie. Wyróżnikiem nowej wersji jest programowy Mapper 3.

Praca w Cambridgeshire wre. dCS Bartok Apex odjechał cenowo w górę i zwolnił miejsce dla Liny. Niewielki DAC ze streamerem wskoczył tam ochoczo, chociaż prezencją Bartokowi zdecydowanie nie dorównuje. I nie wygląda na swoją cenę. Pozory mogą jednak mylić. Z podobną sytuacją spotkaliśmy się w przypadku jednego z moich faworytów, czyli Grimma MU-2. Holender jest jednak bardziej uniwersalny. Poza przetwornikiem, także wykonanym w technologii R2R, oraz streamerem zawiera przedwzmacniacz liniowy i Roon Core.

Budowa

Wracając do bohaterki dzisiejszej opowieści, dla serii Lina przewidziano niewielkie obudowy, dostępne w dwóch wersjach: czarnej, która dotarła do redakcji, oraz srebrnej – ta na zdjęciach wydaje się bardziej atrakcyjna. Połowa szerokości standardowego komponentu trochę nie licuje z ceną, ale okazuje się bardzo praktyczna.
Front i tylną ściankę precyzyjnie wyfrezowano z aluminiowych bloczków i dokręcono do głównego elementu nośnego. Jest nim sztywny profil, tworzący górę i boki. Także do niego dokręcana jest podstawa. To pojedynczy element, który nie tylko zapewnia wizualny efekt uniesienia (urządzenia nie wyposażono w nóżki), ale też zwiększa przestrzeń wewnątrz. Skręcona całość tworzy tak sztywną, że aż pancerną konstrukcję – odporną na rezonanse i głuchą na opukiwanie.

Streamer z wydzielonym zasilaniem.

Prawdziwym ewenementem jest jednak to, co kryje w środku. Elektronikę rozmieszczono na perfekcyjnie zabudowanej płytce drukowanej, której powierzchnia znacznie przekracza podstawę obudowy. Jak to możliwe? Patrząc, można uznać, że to pięć płytek – największa centralna i cztery mniejsze na krzyż. Jednak zamiast komunikowania ich przewodami lub taśmami, opracowano elastyczne połączenia, zachowujące ciągłość ścieżek. Nie można ich rozpiąć, ale można zagiąć i ułożyć w niewielkiej obudowie. Powstała elastyczna płytka drukowana, której główna część wisi pod pokrywą – elementami w dół, a pozostałe części układają się równolegle do czterech ścianek urządzenia.
Przednia zawiera wyświetlacz i układy sterowania funkcjami Liny. Komponenty po prawej wyglądają na streamer i jego linię zasilania. Z tyłu rozmieszczono układy wejść i wyjść, a po lewej zasilacz, połączony z ekranowanym transformatorem toroidalnym.

Widok sufitu.

Sercem Liny jest specjalność zakładu, czyli Ring DAC. Pod tym pojęciem kryje się przetwornik drabinkowy (R2R), połączony z zawartym w kości FPGA oprogramowaniem nadzorującym jego pracę. Algorytm mapowania załączania kluczy przetwornika, tzw. Mapper, może być aktualizowany. Testowana wersja zawiera najnowszą wersję Mapper 3 o prędkości działania zwiększonej z 2,822 MHz do 6,14 MHz. Zmieniając ustawienia menu, można skorzystać także z wersji poprzedniej. Oprogramowanie zmniejsza szum, zniekształcenia i przesłuchy, zapewniając rozdzielczość i liniowość sygnału.
Dwa niezależne zegary dla 44,1 kHz i 48 kHz przeznaczono do upsamplingu odpowiednich częstotliwości podstawowych. Tor analogowy znalazł się z tyłu płytki. Korzysta z kaskadowo połączonych i starannie dobranych wzmacniaczy operacyjnych stopnia wejściowego i wyjściowego. Charakteryzują go bardzo niski poziom zniekształceń harmonicznych i wysokie wzmocnienie, które pozwalają w pełni korzystać z zalet precyzyjnej konwersji sygnału. dCS zapewnia, że uwzględniono także interakcje pomiędzy komponentami, a ich rozmieszczenie na płytce zostało zoptymalizowane pod kątem minimalizowania ich wzajemnych wpływów.

Układy sterowania funkcjami.

Wyłączony DAC prezentuje się skromnie – front pozostaje wtedy czarny i gładki. Pod jego dolną krawędzią znajduje się włącznik trybu czuwania. Lina DAC uruchamia się bez szczególnego wdzięku. Centralnie umieszczony wyświetlacz zajmuje mniej niż połowę przedniej ścianki. Cztery punkty w dolnym rzędzie to sensory dotykowe, załączające funkcje ilustrowane wyświetlanymi powyżej ikonami. Niby intuicyjne, ale wcale nie takie proste w codziennej eksploatacji. Funkcje sensorów zmieniają się zależnie od poziomu menu. W trybie odtwarzania umożliwiają wybór wejścia cyfrowego, regulację głośności, wyciszenie oraz dostęp do menu.
Tylna ścianka została gęsto zabudowana; więcej gniazd by się nie zmieściło. Zasilające IEC zintegrowano z bezpiecznikiem oraz głównym włącznikiem. Obok znajdują się złącza BNC dla opcjonalnego zegara – w serii jest dostępny dopasowany wzorniczo Lina Clock. Wejścia cyfrowe to: dwa koaksjalne (RCA i BNC), optyczne, RJ 45 do połączenia LAN, USB-B (audio), USB-A (dla dysku zewnętrznego) oraz zdublowane AES/EBU. Wyjścia analogowe w formatach RCA i XLR znalazły się powyżej portów Power Link, służących do połączenia komponentów serii Lina.

Wejścia i wyjścia.

Do konfiguracji DAC-a, obsługi streamera, aktualizacji oprogramowania, wyboru wejścia i regulacji głośności służy aplikacja dCS Mosaic (czy ktoś pamięta przeglądarkę www o tej nazwie?). Nie można nią jednak włączyć ani wyłączyć urządzenia. Najbardziej praktyczną alternatywą pozostaje Roon.
W czasie pracy obudowa Liny wyraźnie się nagrzewa. Warto więc zostawić dookoła trochę wolnej przestrzeni do oddania ciepła.

Konfiguracja

Jako transporty cyfrowe wykorzystałem odtwarzacz Audio Research Reference CD7 (podłączony przewodem AES/EBU firmy Vovox) oraz serwer 432 Evo Aeon (komunikacja USB-B oraz LAN przewodami Supry). Resztę systemu tworzyły wzmacniacz Dan D’Agostino Progression Integrated oraz monitory ATC SCM-50PSL. W połączeniach XLR, głośnikowych i zasilających wykorzystałem Fadele Coherence One.
System, ustawiony na stolikach StandArt STO i SSP, grał w zaadaptowanej akustycznie części pomieszczenia o powierzchni około 24 m².

Płytka z elektroniką i zagięciami.

 

Wrażenia odsłuchowe

dCS Lina Network DAC 2.0 dostarcza dźwięk wysokiej próby. A przecież to dopiero poziom wejścia do współczesnej kolekcji przetworników dCS-a. Brzmienie jest zorganizowane i poukładane. W grupie zalet warto wymienić neutralność, zrównoważony bas, czystą średnicę i świetne mikrodynamicznie wysokie tony. Chociaż role barw i plastyczności w kreowaniu wrażeń brzmieniowych są nieco mniej eksponowane, to każdy aspekt został potraktowany z atencją. Być może dCS wie, że emocje zależą od nastroju, bywają chwilowe, średnio trwałe lub szybko się wyczerpują. Szybciej niż ciekawość. Brzmienie jest więc nastawione na wzbudzanie coraz intensywniejszego zainteresowania oraz chęci odkrywania zalet źródła.

Programowalny mózg przetwornika.

Niskie tony są, w mojej ocenie, fantastyczne, chociaż o nieco studyjnej manierze. Charakteryzują się zróżnicowaniem dynamicznym, precyzją odwzorowania, kontrolą wybrzmień. Wyraziste i pewne, nie wpadają w zdudnienie, chociaż potrafią nieźle zatrząść powietrzem w pokoju. W porównaniu z basem Audio Researcha mają mniej soczystości i wolumenu, a jednak podobają mi się nie mniej, a może nawet bardziej. Rzeczywiście przynoszą mniej emocji, za to więcej informacji, a ta jest dla mnie szczególnie interesująca w trakcie procesu poznawania możliwości integry D’Agostino. Przygotowując się do jej zakupu, w trakcie wstępnych odsłuchów u dystrybutora, mogłem skorzystać z wielgachnego odtwarzacza dCS Rossini Apex i zadziały się tam fantastyczne zjawiska brzmieniowe. Mała Lina im nie dorówna, wiadomo, ale też nie wyprze się rodzinnych podobieństw. Nie ma w tym graniu przesady, jest high-endowy rys.

Ring DAC – serce przetwornika.

Skoro wspomniałem o lampowym odtwarzaczu ARC, to Lina prezentuje bardziej stonowaną paletę barw. Grzechem byłoby powiedzieć, że coś im dolega, ale nie są priorytetem. Chodzi raczej o neutralność, odtwarzanie kolorytu w spokojnej i eleganckiej estetyce. Dlatego nie odważę się powiedzieć, że brzmienie podszywa się pod estetykę lampy. Lina Network DAC gra jak na współczesny sprzęt przystało. Im więcej prawdy, a mniej czarowania, tym bardziej „deceesowo”.
Średnie tony pozostają czyste, lekkie i nośne. Lina unika nosowości i pogrubiania wokali. Owszem, znam źródła w tym zakresie bardziej sugestywne czy spektakularne, ale dCS wnosi świetną przejrzystość, rozumianą nie jako rozwodnienie, lecz jako oddawanie mnóstwa niuansów. Brzmienie pozostaje przy tym wolne od chropowatości i zadziorów, o które można by się zahaczyć i chociaż trochę ponarzekać. A im dłużej słuchałem, tym bardziej doceniałem takie wyważenie cech. Szkoła dźwięku dCS-a może się czasem wydać zdecydowanie tranzystorowa, ale chyba przeczy temu umiejętność oddania różnic dynamicznych. To, ile można wykrzesać w tym zakresie ze streamingu, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Transformator zasilający w podstawie obudowy.

Wysokie tony dopełniają średnicę; są idealnie z nią stopione. Za ich zróżnicowaniem idzie brak natarczywości i w tym sensie analogowy charakter. Sybilanty nie wchodzą w mikrofon, chowając się za jego siatką. W czasie słuchania, co jest czynnością przyjemną i relaksującą, do mózgu dociera, jak pięknie przetwornik traktuje dalsze plany i tło. Gdy gra fortepian solo lub gitara akustyczna, to namacalne jest wrażenie przestrzeni istniejącej w głębi, za instrumentem, gdzie słychać akustyczny i plastyczny pogłos. Podnosi to realistyczne wrażenie projekcji instrumentu w trójwymiarze. W gęstszych aranżacjach efekt zostaje nieco przysłonięty przez wydarzenia pierwszego planu, a scena ulega lekkiemu spłaszczeniu. Trzeba jednak powiedzieć, że taka perspektywa, uwolniona od nadmiernego wypychania źródeł dźwięku w stronę słuchacza, przynosi brzmienie nadal zrelaksowane i swobodne. Pod względem szerokości scena nie przekracza obszaru pomiędzy głośnikami, ale nie czynię z tego zarzutu, bo moje są dość szeroko rozstawione, a wszystko i tak zachowuje właściwe proporcje.

dCS Lina Network DAC 2.0.

Te proporcje odnoszą się także do równowagi zakresów pasma. Żaden nie zostaje podkreślony i także tutaj trudno znaleźć pretekst do narzekania. Lina gra bardzo spójnie i prawdziwie, a brak uprzywilejowania to także brak maniery. W pierwszym wrażeniu niepozorna, ostatecznie okazuje się bardzo wszechstronna. Także repertuarowo, gdyż każda muzyka jest zagrana prawdziwie i przekonująco. Z tym wiąże się znaczenie głośności potrzebnej do pełnego otwarcia się dźwięku. Otóż warto grać na nieco wyższych poziomach, co pomoże dopełnić skraje spektrum, które fizjologicznie odbieramy jako cichsze. Lina ich nie podkreśla, więc warto dobrać natężenie sygnału właściwe dla indywidualnych upodobań. Nawet głośne granie nie wprowadza bałaganu ani nie powoduje wyostrzenia. Wspomniana wcześniej kultura i precyzja obowiązują nawet w repertuarze rockowym i psychodelicznym.

Podświetlone punkty pod ikonami to sensory.

Wejścia i źródła

Na koniec kilka słów na temat porównania wejść i źródeł. Najbardziej odpowiadało mi słuchanie z płyt CD. Tutaj neutralność przetwornika sprawdzała się bardzo dobrze, a zróżnicowanie brzmienia i jego szczegółowość okazały się optymalne. Że rozdzielczość 44,1 kHz to nie hi-res? Nie szkodzi.
Połączenie 432 Evo Aeon przez USB w trybie bit-perfect obstawiam jako drugie. Brzmienie było nieco stonowane, ale nadal szczegółowe i muzykalne. Zrównoważenie i spasowanie zakresów sprzyjało długim sesjom. Słuchałbym. Tym bardziej, że załączenie specjalności serwera, czyli trybów strojenia 432 Hz oraz SQi, pozwala kształtować brzmienie jeszcze w domenie cyfrowej. Odtwarzanie przez LAN dało z kolei dźwięk nieco twardszy, z bardziej konturowym basem, ostrzejszymi wysokimi tonami, dobitniejszą dynamiką, głębszą sceną, na tle których średnica wydała się bardziej „cyfrowa” i nieco mniej atrakcyjna. Ciekaw jestem, jak wypadłby streamer z wyjściem AES/EBU, jednak nie dysponowałem taką opcją.

Gniazd sygnałowych nie powinno zabraknąć.

Konkluzja

dCS Lina Network DAC to sprzęt dla tych, który słuchają uszami, a mniej oczami. Zapewnia dźwięk z wysokiej półki, co nie powinno zaskakiwać w kontekście ceny przekraczającej 60 tysięcy złotych. Najmniejszy model dziedziczy najnowszą wersję technologii Ring DAC w kompaktowej obudowie. Gra czysto, dynamicznie i otwarcie, jak przystało na sprzęt renomowanej wytwórni. Niewielkie kompromisy brzmieniowe będą czytelne jedynie w bezpośrednich porównaniach z urządzeniami stojącymi wyżej w hierarchii.

 

Paweł Gołębiewski
Hi-Fi i Muzyka 12/2025

dCS Lina Network DAC 2.0

Cena

64100 zł

Dane techniczne:

Wejścia cyfrowe:

opt., koaks., BNC, 2x AES/EBU, USB-B, USB-A, LAN

Wyjścia cyfrowe:

-

Wyjścia analogowe:

XLR, RCA

Obsługiwane formaty:

PCM do 384 kHz (USB-B, AES/EBU), DSD128 (USB-B); PCM do 192 kHz (BNC i koaks.), do 96 kHz (opt.).

Platformy:

UPnP, Qobuz, Deezer, Tidal, Internet Radio, Spotify, Apple AirPlay 2, Roon Ready

Wymiary (w/s/g):

12/22/34 cm

Zdalne sterowanie:

dCS Mosaic app, Roon

Przeczytaj także

02.03.2026

Testy

Wzmacniacze

Accuphase E-800S

27.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Air Tight ATE-5

McIntosh MA352

18.02.2026

Testy

Wzmacniacze

McIntosh MA352

14.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Soulnote E-2

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1

30.01.2026

Testy

Słuchawki

Bowers & Wilkins Px8 S2

Sennheiser HDB 630

29.01.2026

Testy

Słuchawki

Sennheiser HDB 630