27.02.2026
min czytania
Udostępnij
Air Tight ATE-5 wygląda przepięknie. Uważam zresztą, że produkty japońskiej manufaktury wygrywają w każdej kategorii high-endowej elegancji. Połączenie idealnie lakierowanej ciemnografitowej obudowy z matowymi aluminiowymi i satynowymi panelami w odcieniach szarości, grawerowane złote tabliczki, ciepłe kolory diod oraz idealnie wykończone przyciski i pokrętła to prawdziwa uczta dla oka.
Stalowy korpus obudowy to góra, przód, tył i boki, zagięte pod spód tak, że służą do przykręcenia podstawy z nóżkami. Łączenia są zespawane i polakierowane w taki sposób, że ich nie widać. Producent określa to mianem „monocoque”. Otwory w ściankach bocznych oraz w podstawie ułatwiają wentylację wnętrza.
Na froncie znajdują się tylko włącznik, żółta dioda i logo, ale sposób aranżacji powierzchni to mistrzostwo. Odkreślenie dolnej krawędzi, schodkowe sfrezowanie górnej, asymetryczny pionowy podział z obróbką w różnych kierunkach, dającą dwa odcienie, czyni z ATE-5 jeden z najciekawszych phono-stage’ów, jakie znam. Ten podział – w proporcji 5:3 – odpowiada zabudowie wnętrza, ale także pasuje do rozmiarów frontów transformatorów step-up Air Tight ATH-2A oraz ATH-3s, z którymi ATE-5 prawdopodobnie będzie zestawiany. U mnie był.
Przedwzmacniacz pozostaje minimalistyczny z każdej strony. Z tyłu umieszczono tylko jedno wejście RCA z wygodnym zaciskiem uziemienia, wyjście w tym samym formacie, gniazda bezpiecznika oraz zasilania. Urządzenie pozbawiono wszelkich „zbędnych” dodatków w zakresie funkcjonalności, a korekcję ograniczono do standardu RIAA. Dla potrzebujących większej liczby wejść lub krzywych pozostaje flagowy model ATE-3011 („HFiM” 4/2019). To z niego przeniesiono topologię toru sygnałowego, tyle że bez dodatkowych krzywych korekcji.
Układy rozdzielone dla każdego kanału zamontowano na dwóch płytkach, przymocowanych z obu stron miedzianego ekranu oraz otoczonych kolejnym chromowanym na czarno ekranem, będącym także wewnętrzną obudową. Całość podwieszono do monokoku za pośrednictwem tulei antywibracyjnych.
Układ wzmacniający pracuje w konfiguracji NF – CR, w dwóch stopniach połączonych kaskadowo. Zastosowano elementy o jakości nie budzącej najmniejszych zastrzeżeń, m.in. kondensatory F&T oraz Auricap XO. Lampy dostarcza Electro-Harmonix. To trzy podwójne triody 12AX7-EH, sygnowane dodatkowo jako Air Tight Platinum Selection 12AX7. Pierwsza (wejściowa) i trzecia (wyjściowa) mają złote piny. Środkowa najpewniej bierze udział w aktywnej korekcji RIAA. Ich podstawki skierowano na zewnątrz modułu – w stronę przedniej ścianki.
Zasilacz umieszczono z prawej strony. Zawiera transformator EI oraz timer opóźnionego załączania wyjścia. Układy stabilizacji napięcia oraz kondensatory filtrujące, w tym Mundorf M-Lytic, przylutowano do miedzianej podstawy i, podobnie jak tor wzmacniający, podwieszono do pokrywy.
Według informacji zwartych w ulotce ATE-5 można zamówić z wejściem i wyjściem XLR.
Air Tight ATE-5 zastąpił w teście mój stopień korekcyjny Pre-Amplifikator Gramofonowy z zasilaniem akumulatorowym („Magazyn Hi-Fi” 2/2011). Jako że został wyposażony tylko w wejście MM, to niezbędny okazał się step-up Air Tight ATH-2A Reference („Magazyn Hi-Fi” 9/2010), podłączony przewodem phono Ortofon 6NX TSW-1010.
Do jego trzech konfigurowanych wejść sygnał płynął z gramofonu Brinkmann Taurus z dwoma ramionami: Brinkmann 12.1 („HFiM” 7/2020) z zainstalowaną wkładką Air Tight PC-1 Coda („HFiM” 10/2020) oraz SME 312 z wkładką Dynavector DV 10XA-L, a także gramofonu Garrard 401 z ramieniem Ortofon AS212 z wkładką Audio-Technica AT440MLa.
Przewody phono to Zavfino Majestic MkII, Van den Hul D-501 Silver Hybrid oraz Jorma Phono Refrence. Resztę toru stanowiły wzmacniacz Dan D’Agostino Progression Integrated oraz monitory ATC SCM-50 PSL, połączone i zasilane przewodami Fadel Coherence One.
Obsługa Air Tighta ATE-5 jest banalnie prosta. Urządzenie startuje, migając diodą przez kilkadziesiąt sekund potrzebnych na ustabilizowanie parametrów lamp. Po tym czasie następuje słyszalne załączenie przekaźników i dioda zapala się przyjemnie bursztynowym ciągłym światłem.
Nominalne wzmocnienie wynosi 40 dB. Odniosłem jednak wrażenie, że musiałem mocniej, niż się spodziewałem, odkręcać głośność integry. Podobna sytuacja była w ATE-2005, ale tam wzmocnienie MM wynosiło zaledwie 30 dB. Zastosowanie ATH-2A dodaje 23 dB dla wejścia 40 Ω i 29 dB dla wejścia 2 Ω, które stosuję dla wkładki PC-1 Coda.
Air Tight ATE-5 gra z coraz rzadziej spotykanym wyrafinowaniem. W czasach, gdy hi-end musi uwzględniać nowe źródła muzyki – przede wszystkim zaś streaming plików, w którym pierwsze wrażenie, siła masowego rażenia i zasięgi decydują o sukcesie – Air Tight koncentruje się na detalach. Chodzi nie tylko o szczegóły budowy, ale też o detale uzyskanego brzmienia. Bezkompromisowe.
Jakość różnicowania dźwięków powala! To brzmienie o wyśrubowanej mikrodynamice, z wglądem w mitochondria nagrań. Dociera do samego źródła energii, do fabryki muzycznego napięcia. To niewielkie i delikatne szczegóły, więc powiększenie jest bardzo istotne. A skoro tak, to wskazana jest nieskazitelna higiena. Żaden element systemu nie może w tym skupieniu przeszkadzać. Doszło więc do odsłuchu przewodów gramofonowych, a nawet sposobu ich zakończenia. Nie ma wyjścia, tutaj im więcej przejrzystości, tym lepiej dla spektaklu. Jeśli komuś taka estetyka nie do końca odpowiada, to Air Tight może nie być dla niego stworzony.
Bas wydaje się nieco ograniczony, szczególnie w konfiguracji z wkładkami MM. Zależy to oczywiście od samego przetwornika, ale brzmienia ATE-5 nie będę polecał miłośnikom basowych masaży. Polecę natomiast zwolennikom basu szybkiego, zróżnicowanego i kontrolowanego w 101%. Audio-Technica AT440MLa tym razem nie okazała się najlepszym kompanem, proponując dźwięk zbyt lekki i niedopowiedziany. Odsłuchy z wkładkami MC pozwalają uzyskać mocniejsze i lepiej dociążone niskie tony. Nadal będzie to granie bardzo obiektywne i zależne od jakości realizacji, ale generalnie lepsze, z dosadniejszym i wyraźniejszym wypełnieniem konturów. Tych nie trzeba poszukiwać; są oczywiste i jednoznaczne.
Średnica jest superneutralna, kryształowo czysta i przejrzysta, a przy tym – szybka i zwinna. Nie nosi żadnych śladów kolorowania, pogrubiania, doczepiania ozdób czy welonów. Prezentuje oczywiście high-endową klasę i pozostaje tak namacalna, że aż chce się po nią wyciągać ucho, choć zapewne wygodniej byłoby ręce. Chyba po raz pierwszy tak uważnie wsłuchałem się w delikatne vibrato głosu Janis Ian. Przy którymś nagraniu przyszło mi do głowy, że prezentacja jest obnażająca. Fajnie? Nie zawsze, bo czasem tajemnicza aura jest ważniejsza niż prawda prosto w oczy. Szczególnie kiedy jakość techniczna muzyki nie nadąża za jej urokiem. Ale to nie był ten przypadek. Tutaj ocieramy się o referencję (a może nawet jej doświadczamy).
Wkładka Dynavector DV 10XA-L odkryła się w wysokich tonach. Z Air Tightem pokazała ich wyrafinowanie i piękno – znacznie przewyższające oczekiwania stawiane podstawowemu modelowi. Szlif Shibata III pomaga wycyzelować szczegóły zaklęte w rowkach płyt. Zresztą, do tego przetwornika przeniesiono także inne rozwiązania konstrukcyjne z droższych modeli Dynavectora, a jego precyzyjne i jednocześnie barwne brzmienie wydaje się udanie dopasowane do charakteru ATE-5. Bardzo dobrze zszywa wszystkie zakresy, a szczególnie spójnie wypada łączenie średnich i wysokich tonów. Bajkowy bas, który jest jednym z jej wyróżników, taki też pozostaje.
Oczywiście moim celem było porównanie z przetwornikiem Air Tight PC-1 Coda. Firmowe trio PC-1 Coda – ATH-2A Reference – ATE-5 wszystkie aspekty brzmienia doprowadziło do limitu. Bas był zdefiniowany i wzorowo zróżnicowany, punktualny tak, że aż studyjny. Średnica okazała się delikatnie srebrzysta, czyściutka i neutralna, ale w kierunku delikatnego schodzenia barw. Soprany zaś niosły ogrom informacji o detalach i odcieniach, wybrzmienia pod sklepienie, ale były studyjne, podobnie jak niskie tony. To brzmienie dla poszukujących precyzji, kontroli, czystego realizmu. Raczej nie do słuchania relaksacyjnego, cichego lub w tle. Angażujące i wymagające, koronkowe, utkane precyzyjne, z wykorzystaniem najlepszych składników.
Warto mieć zapas doświadczeń w odsłuchach systemów z gramofonami, by docenić, jak wiele informacji potrafi wydobyć tor analogowy Air Tighta z archaicznego zapisu na płycie winylowej. Gra liniowo, dopieszcza każdy zakres, ale żeby to wysłuchać, warto podkręcić głośność. Po wcześniejszych spotkaniach z wkładką Air Tight Opus-1 oraz referencyjnym przedwzmacniaczem Air Tight ATE-3011 spodziewałem się takiego efektu. Także w obecnym zestawieniu dobitnie słychać, jak każdy z elementów podkreśla zalety i wykorzystuje potencjał brzmieniowy pozostałych stopni.
Air Tight uzupełnia firmową półkę z przedwzmacniaczami korekcyjnymi o model podstawowy i minimalistyczny. Ale to prowokacja. Doznania są przeciwne. ATE-5 jest minimalistyczny, ale potrafi maksymalizować możliwości analogowego brzmienia.
Paweł Gołębiewski
Hi-Fi i Muzyka 12/2025
Air Tight ATE-5
Cena
42000 zł
Dane techniczne
Wejścia analogowe
RCA
Wyjścia
RCA
Zniekształcenia
<0,01 %
Wymiary (w/s/g)
9/40/28,5 cm
Masa
7,6 kg
Przeczytaj także