bool(false)

Rotel RCD06SE

17.09.2012

min czytania

Udostępnij

Rotel należy do firm, które darzę szczególną sympatią. Zwłaszcza za jej najtańsze urządzenia, których używałem jeszcze za studenckich czasów.

Kiedy brakuje kasy, a ma się wysokie wymagania, niewiele firm będzie je w stanie spełnić. Sprzętem hi-fi interesowałem się chyba zawsze, a w czasach młodości durnej i chmurnej specjalnie groszem nie śmierdziałem. Pierwszym moim „poważnym” wzmacniaczem był właśnie Rotel i do dziś pamiętam, że wybrałem go po wielu odsłuchach.

Od tamtej pory sytuacja specjalnie się nie zmieniła, bo firma nadal proponuje solidne wykonanie i dobrą jakość dźwięku. O ile w przypadku najdroższych modeli można szukać bardziej „audiofilskich” rozwiązań, to tani Rotel pozostaje jedną z najlepszych opcji na rynku. Odtwarzacz RCD-06 jest produkowany od dawna. Teraz zastępuje go wersja SE.

Budowa

Z zewnątrz oba modele nie różnią się niczym prócz literek w symbolu. Nadal mamy do czynienia z surowym wzornictwem. Płyta czołowa jest wręcz goła. Poza szufladą i punktowym wyświetlaczem, którego nie można ani przyciemnić, ani zgasić, do dyspozycji mamy tylko sześć przycisków uruchamiających podstawowe funkcje. To jednak w zupełności wystarczy i czyni obsługę bardziej intuicyjną. RCD-06 na pewno nie jest sprzętem dla osób, które lubią mnóstwo światełek i guziczków. Inne docenią jednak oszczędność projektu, która zawsze okazuje się ponadczasowa. Ja zaliczam się do drugiej grupy i zawsze patrzę z sympatią na „spartańskie wyposażenie”. Zwłaszcza jeżeli idzie w parze z jakością wykonania.

21-41 02 2010 RotelRCD-06SE 0221-41 02 2010 RotelRCD-06SE 03

Tej nie sposób nic zarzucić, bo obudowę wykonano w całości z metalu, równie dokładnie jak u Creeka. Komplet wyjść to także minimum: cyfrowe koaksjalne i para analogowych (złocone, szeroko rozstawione RCA). Oprócz nich mamy jeszcze wyzwalacz i sterowanie systemowe oraz dwubolcową sieciówkę. Wnętrze wygląda identycznie jak w modelu 06. Porównując zdjęcia, można się pobawić w „wytęż wzrok i znajdź 10 szczegółów”. Widzimy taki sam zasilacz – transformator z rdzeniem C, przykryty plastikowym profilem i dwa spore elektrolity Rubycona. Elektronika mieści się na dużej płytce. Różnice w stosunku do starszego modelu są jednak dosyć istotne. Przetwornik to, zamiast Burr-Browna, Wolfson. Zmieniono także elementy w filtrze i buforze na niskoszumowe oporniki i lepsze kondensatory sprzęgające na wyjściu. Pilot jest wielki i brzydki, ale funkcjonalny oraz prosty w obsłudze.

21-41 02 2010 RotelRCD-06SE 0521-41 02 2010 RotelRCD-06SE 04

Brzmienie

Słuchanie fortepianu na RCD-06 SE sprawia przyjemność. Można mieć zastrzeżenia do przestrzenności i rozmiarów sceny, ale do barwy? Biorąc pod uwagę cenę: nie. Wyrównanie charakterystyki w paśmie wydaje się na ucho wzorcowe. Jest sucho czy mokro? Nic z tych rzeczy. Instrument brzmieniem przypomina ten na żywo, a jednocześnie słychać, że gra na nim żywy człowiek. Artykulacja, frazowanie – te pozycje nareszcie dochodzą do głosu i sprawiają, że dźwięki stają się muzyką. Rotel nie funduje nam spektakularnych przedstawień, tylko pozwala się skupić, zasłuchać i zapomnieć. Czy to magia? W żadnym wypadku. Myślę, że to właśnie poprawność wyższego stopnia, która daje mi możliwość postawienia piątki za neutralność. Bo muzyki nie trzeba poprawiać. Wystarczy pokazać, jaka jest w rzeczywistości. Oczywiście, to jeszcze nie pora na zachwyty rodem z high-endowych opisów, ale Rotel wykracza poza swój segment cenowy. W symfonice słychać rozmach i, nowość w tej grupie, oddech. „Tańce z oper” dają trochę inną perspektywę niż w przypadku CA czy NAD-a. Nie ma tutaj zbliżenia do muzyków, a jednak wszystko brzmi realniej. Jesteśmy bliżej sceny w Teatrze Wielkim. Dosłownie i w przenośni. Czujemy, że orkiestra pozostaje w pewnym oddaleniu od słuchacza, ale dynamika i tak jest odczuwalna. Brzmienie instrumentów – bardziej kontrolowane, uporządkowane i czyste. Skupienie się na dętych drewnianych prowadzi do wniosku, że muzykalność w tym przypadku pokrywa się z neutralnością. I góra – czysta, dźwięczna, wolna od metalicznego nalotu. Orkiestra, pomimo tej przejrzystości, stanowi całość, tak jak życzyli sobie kompozytorzy. Jasne, że nie ma takiej dynamiki, jak z drogich źródeł, ale czuć już przedsmak tego, co otrzymamy, wydając nieprzyzwoite pieniądze. W popowych nagraniach dociera do nas wrażenie czystości. Koncentrujemy się na średnicy lub górze i te nie pozostawiają pola do krytyki. Tak jak w muzyce akustycznej możemy analizować aranżacje i przypatrywać się liniom melodycznym. „Fury” zabrzmiało świetnie, chociaż trochę zbyt grzecznie. Po kilkunastu minutach uświadomiłem sobie, że to wina basu. Mógłby być trochę szybszy, bardziej punktualny i mniej jednostajny.

Konkluzja

Jeżeli już mamy iść na kompromis, to niech będzie zdrowy. Przynajmniej taki, jaki oferuje odtwarzacz Rotela. Bardziej sprawdza się w muzyce poważnej, jazzowych składach i kameralistyce wokalnej. W cięższych nagraniach pozostaje precyzyjny, muzykalny i neutralny. Co nie przeszkadza, żeby Sting i Prince zaśpiewali lepiej niż z udziałem takich „specjalistów” jak CA. A ile czadu poleci z głośników, to już będzie zależało tylko od wzmacniacza.

21-41 02 2010 RotelRCD-06SE T

Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 02/2010

Rotel RCD06SE

Przeczytaj także

14.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Soulnote E-2

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1

30.01.2026

Testy

Słuchawki

Bowers & Wilkins Px8 S2

Sennheiser HDB 630

29.01.2026

Testy

Słuchawki

Sennheiser HDB 630

24.01.2026

Testy

Słuchawki

Meze Audio 99 Classics

22.01.2026

Testy

Słuchawki

JBL Sense Pro

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister

19.01.2026

Testy

Końcówki mocy

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister