bool(false)
Strona główna Testy Odtwarzacze CD Audio Note CDT One/II i DAC 1.1x/II Signature
Z entuzjazmem powitałem więc w teście dzieloną wersję tamtego urządzenia, zwłaszcza że dystrybutor udostępnił do porównań CD 3.1x/II.
Audio Note ostatnio regularnie gości na naszych łamach, zatem nie będę przedstawiał ani jego historii, ani właściciela – Petera Qvortrupa. Przypomnę jedynie fundamentalne założenia, jakie legły u podstaw działalności firmy. Są to: dążenie do jak najprostszych układów, wykorzystanie możliwie najlepszych w danym segmencie cenowym komponentów i skrupulatna kontrola jakości. Pod tym hasłami podpisaliby się co prawda niemal wszyscy producenci sprzętu hi-end, ale ilu z nich naprawdę je stosuje?
DAC 1.1x/II jest dostępny w dwóch opcjach: podstawowej i Signature. W tej drugiej wybrane komponenty, na przykład tantalowe rezystory, są lepsze, co przekłada się na cenę wyższą o 3000 zł. Towarzyszący przetwornikowi transport CDT One/II występuje w jednej wersji. Oba modele zaliczają się do pierwszego poziomu w katalogu Audio Note. Poniżej znajduje się już tylko zerowy – z bardziej przystępnymi cenami, natomiast powyżej rozciąga się rozległa panorama sprzętów z poziomów aż do szóstego – coraz lepszych i coraz droższych. Progi pomiędzy nimi oddają istotę współczesnego hi-endu. Przejście z „zera” na „jedynkę” czy z „jedynki” na „dwójkę” to różnice rzędu kilku tysięcy złotych, ale wyżej robią się już skoki po kilkadziesiąt, a na samej górze – nawet kilkaset tysięcy.
Oba komponenty umieszczono w 30-cm obudowanych – typowych dla tańszych urządzeń Audio Note. Do połączenia można użyć zarówno przewodu koaksjalnego, jak i zbalansowanego. Hebelkowy przełącznik na tylnej ściance DAC-a służy do wyboru aktywnego wejścia. Dzięki temu do urządzenia można podłączyć dwa źródła cyfrowe, zależnie od potrzeb.
W teście odtwarzacza CD 3.1x/II wymieniłem oznaczenie kości przetwornika AD1865, ale nie rozwinąłem wątku. A warto. Zacznijmy może od tego, że układ nie jest produkowany od 2009 roku. Mimo to Audio Note opiera na nim większość swoich urządzeń cyfrowych; umożliwiają to zgromadzone przez firmę zapasy Dlaczego akurat AD1865? Ano dlatego, że to jeden z najlepszych przetworników cyfrowo-analogowych, jakie powstały… i tutaj wchodzimy na dość śliski grunt niekończących się dyskusji. Nie będę zajmował stanowiska, ponieważ sam takich porównań nie robiłem, ale może streszczę i uogólnię stan wiedzy entuzjastów, hobbystów i konstruktorów-amatorów obeznanych w temacie. Otóż gdy odłożymy na bok zaślepienie parametrami technicznymi królujących obecnie na rynku 32-bitowych układów delta-sigma, poza dyskusją pozostaje, że brzmieniowo górują nad nimi przetworniki z wcześniejszej epoki, nazywane w skrócie R-2R. Spośród nich wielką trójkę gwiazd tworzą: 16-bitowy Philips TDA1541, 20-bitowy Burr Brown PCM63 i właśnie 18-bitowy Analog Devices AD1865, ulubieniec Audio Note’a, który po prostu sprawdza się najlepiej w urządzaniach brytyjskiej firmy.
Przetworniki R-2R odeszły do krainy wiecznych łowów z dwóch przyczyn – ekonomicznej (były droższe w produkcji i aplikacji) oraz koniunkturalnej (ustąpiły pola układom lepiej przystosowanym do obsługi plików wysokiej rozdzielczości). To jednak temat na zupełnie inną opowieść. Dziś skoncentrujemy się na testowanym zestawie.
W teorii opisywaną kombinację należy traktować jak odtwarzacz CD 3.1x/II rozdzielony na dwa urządzenia. Co do koncepcji – to rzeczywiście prawda, jednak z kilkoma różnicami.
Zacznijmy od transportu. Wyświetlacz i mechanizm z servo wydają się identyczne – Audio Note wykorzystał napęd Philipsa VAM1202/12. Ale już w zasilaniu różnica jest ogromna, na korzyść oddzielnego transportu. Odtwarzacz korzysta bowiem z jednego większego trafa, które obsługuje łącznie DAC i stopień wyjściowy, oraz drugiego – mniejszego – dla transportu. Natomiast w samym CDT znajdziemy aż trzy transformatory: oddzielny dla wyświetlacza, drugi dla mechanizmu i trzeci dla wyjścia cyfrowego.
Bufor wyjściowy, pomimo nieco innego rozkładu komponentów, wydaje się taki sam. Za nim następuje druga z kluczowych różnic, tym razem oczywista, bo związana z rodzajem urządzeń. W odtwarzaczu sygnał cyfrowy trafia od razu do DAC-a, który znajduje się kilka centymetrów dalej, na tej samej płytce. W zestawie dzielonym, zanim sygnał trafi do analogicznego miejsca, jest przekazywany do gniazda wyjściowego, skąd przewodem dociera do wejścia DAC-a, a stąd wędruje jeszcze mały odcinek kablem wewnętrznym.
DAC 1.1x/II Signature został zbudowany modułowo. Znajdują się w nim trzy płytki (dla porównania: w odtwarzaczu zintegrowanym cały układ rozlokowano na jednym druku). W DAC-u trafo jest nieco mniejsze niż w odtwarzaczu, za to cichsze, przy czym cały zasilacz bardziej rozbudowano – głównie o dodatkową pojemność filtrującą. W obu przypadkach użyto kondensatorów elektrolitycznych wyprodukowanych dla Audio Note’a przez Rubycona.
Ciekawostką jest fakt „odwrotnej” topologii toru sygnałowego. W CD wszystko jest bardziej naturalne – dane z transportu trafiają do bufora blisko przedniej ścianki, następnie do przetwornika (w środku) i ostatecznie do stopnia wyjściowego tuż przy wyjściach. W przypadku urządzeń dzielonych nie można odwzorować tego rozmieszczenia, ponieważ transport znajduje się na zewnątrz i sygnał cyfrowy pojawia się na wejściu na tylnej ściance i do tej samej tylnej ścianki ma trafić wyjściowy sygnał analogowy. Należy więc zdecydować, czy stopień wyjściowy będzie z tyłu, a DAC z przodu – wtedy sygnał cyfrowy przepłynie przez prawie całą głębokość urządzenia, czy też odwrotnie – wtedy sygnał z wejścia trafi od razu do przetwornika, ale za to w postaci analogowej będzie musiał zostać odesłany z przodu do wyjścia. Brytyjczycy wybrali drugą opcję. Można zatem przypuszczać, że taka architektura jest mniej podatna na zakłócenia.
Sama elektronika jest już bardzo podobna. Owszem, kondensatory wyjściowe w DAC-u są aluminiowe a w odtwarzaczu – miedziano-mylarowo-olejowe (teoretycznie wyższy poziom), ale wybór samej lampy to z kolei lekkie wskazanie na DAC. Wykorzystano w nim 6N23P z logiem rakiety – są to więc cenione NOS-y, pochodzące z fabryki Voskhod (dla porównania: w odtwarzaczu pracuje popularny Electro Harmonix 6922). Oczywiście oba modele są swoimi odpowiednikami, ale eksperymentowania z ich zamianą już się nie podjąłem.
Poza tym wszystkim obudowa DAC-a jest wentylowana mnóstwem otworów na ściankach bocznych i górnej, natomiast odtwarzacz nie jest wentylowany wcale.
Jaki wniosek z tego porównania? Myślę, że największe różnice są związane z fizycznym rozdzieleniem obu urządzeń oraz rozbudowanym zasilaniem transportu – tutaj widać wyraźne przewagi rozwiązania dzielonego nad integrą. Reszta wygląda już bardzo podobnie.
Nikogo raczej nie zdziwi, jeśli powiem, że Audio Note oferuje niezwykłe brzmienie. Owa niezwykłość została jednak okupiona kilkoma bezkompromisowymi aspektami o dużych konsekwencjach praktycznych.
Pierwszą sprawą jest kompatybilność sprzętowa. Cyfrowe źródła Audio Note’a od dawna cieszą się sławą mniej lub bardziej kapryśnych; chodzi przede wszystkim o dopasowanie impedancji wyjścia odtwarzacza lub przetwornika do wejścia wzmacniacza (lub przedwzmacniacza). Ogólna zasada mówi, że opór wejścia powinien być około dziesięciokrotnie większy niż wyjścia. Dla DAC-a 1.1x/II Signature producent podaje wartość 600 omów – co oznacza, że 6 kΩ na wejściu wzmacniacza powinno wystarczyć. Tyle mają nawet budżetowe integry. Sęk w tym, że owe nominalne 600 omów nie jest wartością stałą i w przypadku stopni wyjściowych o budowie uproszczonej, a więc – tak jak tutaj – pozbawionej m.in. buforów, gwałtownie rośnie wraz ze spadkiem częstotliwości sygnału. Dokładnych wartości w danych technicznych nie znajdziemy. No dobrze, ale skoro nie wiadomo, jak bardzo impedancja wyjścia rośnie, to skąd mamy wiedzieć, czy dany preamp lub wzmacniacz będzie odpowiedni? Podpowiedzi dostarczają wzmacniacze brytyjskiej firmy, do których źródła na pewno będą dopasowane. Wskazówka jest jasna – chyba wszystkie wzmacniacze Audio Note’a mają na wejściu 100 kΩ. Nie jest to jeszcze wartość kosmiczna, ale z pewnością nie spotyka się jej co dzień. Warto o tym pamiętać.
Jaki z tego wniosek? Ano taki, że najbezpieczniej pozostać przy firmowym systemie. Dzięki temu ryzyko, że nie wykorzystamy pełni możliwości DAC-a, przestaje istnieć. Jeżeli chodzi o inne konfiguracje, to warto zerknąć w parametry, a później sprawdzić, jak się to wszystko zgrywa. Osobiście miałem to szczęście, że redakcyjny Conrad-Johnson PV12AL dysponuje może nie idealnym, ale bardzo porządnym wejściem o impedancji 50 kΩ, co okazało się wystarczające.
Druga kłopotliwa rzecz to… uniwersalność. Już w nazwie przetwornika – DAC 1.1x/II Signature – została zawarta informacja o jednokrotnym oversamplingu (1x), czyli o jego faktycznym braku. Kiedy dodamy do tego brak wejścia USB-B oraz przypomnimy sobie, że układ AD1865N jest 18-bitowy, otrzymamy urządzenie, delikatnie mówiąc, „niegotowe” do obsługi plików wysokiej rozdzielczości, na punkcie których świat (także audiofilski) oszalał. I choć się nie zanosi, aby ktokolwiek miał ochotę z tego szaleństwa otrzeźwieć, to Audio Note konsekwentnie faworyzuje sygnał zapisany na płytach CD. Co prawda, według oficjalnych informacji DAC przyjmie sygnał do 96 kHz, ale to i tak relatywnie niewiele w porównaniu z tańszymi nawet sprzętami innych producentów.
Trzecią sprawą jest korekcja błędów. Lata doświadczeń Petera Qvortrupa i jego ekipy potwierdzają jeden powracający wniosek – wyeliminowanie któregoś stopnia lub „koniecznego i oczywistego” rozwiązania w ścieżce sygnałowej może – w odpowiedniej aplikacji – przynieść więcej korzyści niż jego pozostawienie. Oversampling, sprzężenie zwrotne, filtrowanie, redukcja jittera i inne – Audio Note się ich pozbywa, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do jak najczystszego dźwięku. Jak najmniej ingerencji w surowe dane – oto chyba fundamentalne założenie inżynierów firmy przy budowie urządzeń cyfrowych.
W ten sposób jakiś czas temu na warsztat trafiła korekcja błędów w transportach i odtwarzaczach. I choć brak oficjalnych informacji na temat tego, w których konkretnie urządzeniach i w jakim zakresie zmniejszenie korekcji błędów wdrożono, to należy się liczyć z tym, że dotyczy ono każdego źródła cyfrowego z bieżącej oferty. A to oznacza prosty rachunek zysków i strat. Jeżeli chcecie mieć dźwięk jeszcze prawdziwszy, to liczcie się z tym, że bardziej porysowanych płyt Audio Note nie polubi. Ja akurat problemów nie zaobserwowałem, ale też z zasady dbam o płytotekę. Trudno mi więc powiedzieć, jak bardzo odczuwalna będzie ta cecha w praktyce. Ale żeby nie było, że alarmuję bez potrzeby: „specyficzną” pracę korekcji błędów w urządzeniach Audio Note’a (w dodatku z pomiarem wielkości rys na płytach) zauważył John Atkinson ze „Stereophile’a”, kiedy testował ten sam transport z oczko wyższym przetwornikiem.
Opisane powyżej aspekty należy uwzględnić przed decyzją o zakupie, ponieważ należy je wliczyć w koszty poszukiwania brzmieniowej nirwany. Po tej przydługiej, choć uważam, że potrzebnej dygresji możemy wreszcie przejść do odsłuchu.
Zestaw Audio Note’a pracował w teście z dzielonym wzmacniaczem Conrada-Johnsona – preampem PV12AL i końcówką mocy MF2250. System uzupełniały monitory Dynaudio Contour 1.3 mkII.
Źródło porównywałem z jego zintegrowanym odpowiednikiem – CD 3.1x/II.
Odsłuch należałoby podzielić na dwie części – opis brzmienia źródła dzielonego oraz porównanie go ze zintegrowanym odpowiednikiem. Jednak w praktyce obie części się łączą. Brzmienie DAC-a i transportu okazuje się bowiem konsekwentną kontynuacją tego, co prezentuje odtwarzacz. Siłą rzeczy, większość spostrzeżeń z testu CD 3.1x/II można tutaj powielić bez ryzyka zakłamania czegokolwiek.
Z dzielonej kombinacji otrzymujemy bajeczną szczegółowość i aż niewiarygodnie precyzyjną stereofonię. Do tego dochodzą niezwykle płynna i soczysta, ale także przejrzysta średnica oraz bardzo mocny i głęboki bas. Góra pasma jest neutralna i odważna. A wszystko to spina wybitnie muzykalny element lampowości.
Jednak takie krótkie podsumowanie nie oddaje wyjątkowości brytyjskiego źródła. I mam złe wieści – jego wyjątkowości nie odda także długi i szczegółowy opis. Audio Note’a trzeba po prostu posłuchać. A skoro tak, to posłuchajmy.
Zestaw okazuje się uniwersalny repertuarowo. Sprawdzi się w klasyce, w klimatach bardziej żywiołowych i w tych spokojnych. Lampowy charakter, owszem, „nawilża” brzmienie, ale w żadnym razie go nie wygładza ani nie spowalnia. Urządzenie każdy dźwięk i każdy jego rodzaj odtwarza z chęcią, niezależnie od tego, czy to solówka gitary elektrycznej, skrzypce z epoki, trąbka Milesa, czy głos Madonny. Jeżeli jesteście miłośnikami Chopina – Audio Note jest dla Was. Jeżeli lubicie jazzowe tria – tak samo. Koncerty barokowe, Eva Cassidy, Led Zeppelin i tak dalej – dzielony odtwarzacz zawsze da z siebie wszystko. Nie ma tu ustępstw ani chodzenia na skróty.
Audio Note gra analogowo. Połączenie konwersji R-2R z lampowym stopniem wyjściowym skutkuje brzmieniem wolnym od cyfrowej szorstkości czy oschłości. Wybitna analityczność, paradoksalnie, podkreśla tu naturalność muzycznej treści. Brytyjskie źródło zbliża słuchacza do prawdy o nagraniu.
Gdybym musiał bardziej zobrazować, o co mi chodzi, to przydatna mogłaby się okazać analogia urlopowa. Wyobraźmy sobie, że stoimy po kolana w lekko falującej wodzie oceanu przy jakiejś pięknej tropikalnej plaży i cieszymy zmysły tym, na co długo czekaliśmy i zapewne długo oszczędzaliśmy. To byłoby odpowiednikiem brzmienia jakiegoś high-endowego systemu. A teraz wyobraźmy sobie, że wchodzimy nieco głębiej i nurkujemy. To właśnie efekt zestawu Audio Note’a – słuchacz wchodzi w muzyczną treść tak bardzo, że bliżej już nie można. I ja lepiej nie potrafię tego opisać.
Wspomniałem, że wrażenia z odsłuchu CD 3.1x/II można w całości odnieść do zestawu dzielonego. I to prawda, bo na poziomie charakterystyki dźwięku oba źródła są tożsame. Nie oznacza to jednak, że ich brzmienie jest identyczne. O nie. Wyższość konstrukcji dzielonej przejawia się high-endowo subtelnie, ale na pewno nie podlega dyskusji. Pod warunkiem, że nie zmarnujemy jej potencjału słabym przewodem cyfrowym. Tutaj nie ma żartów – mamy do czynienia z układem tak dopracowanym, że połączenie musi przenieść sygnał cyfrowy bez strat, aby zamierzony przez producenta efekt mógł zostać wysłany do wzmacniacza. I owszem, do testu otrzymałem świetny i drogi kabel Audio Note AN-Vx (6440 zł) z obiema wersjami wtyków, ale zapewne są jeszcze lepsze. I zapewne kosztują majątek, ale też inwestując w ten element, teoretycznie uzyskamy więcej. Jak wiele? Tego nie sprawdziłem, jednak liczy się sama opcja, której zintegrowany odtwarzacz nie oferuje.
No dobrze, ale na czym polega brzmieniowa wyższość konstrukcji dzielonej? Składa się na nią suma wielu drobnych lub bardzo drobnych różnic, zauważalnych praktycznie w każdym aspekcie brzmienia. Na pierwszy plan wysuwa się chyba dynamika, jeszcze lepiej przygotowana na klimaty rockowe i heavymetalowe. Faza ataku bębnów została mocniej podkreślona, a talerze wybrzmiewają z większą przenikliwością. Niskie tony pozostają podobne pod względem zasięgu i wypełnienia, jednak cechują się lepszą kontrolą. Góra pasma, i tak bardzo szczera w odtwarzaczu zintegrowanym, dostaje jeszcze nieco więcej blasku. I na koniec przestrzeń – z zachowaniem tej samej precyzji lokalizacji źródeł pozornych konstrukcja dzielona jeszcze bardziej rozciąga wymiary sceny – minimalnie na szerokość i nieco mocniej w głąb. To wszystko można chyba podsumować tak, że w porównaniu z dzielonym odpowiednikiem CD 3.1x/II brzmi nieco delikatniej. Transport i przetwornik idą o krok dalej w kierunku realizmu, dzięki czemu jeszcze bardziej zbliżają się do tego, co zostało zapisane na płycie.
Czy w jakichś dyscyplinach można ogłosić remis? Wydaje mi się, że w tych obiektywnych, wyżej opisanych – nie. Ale jeśli chodzi o odczucia subiektywne, to owszem – oba źródła tak samo angażują emocje. Oba są tak samo lampowo „płynne”, równie muzykalne i przynoszą ten sam element audiofilskiej magii. Oznacza to, że każdy wybór będzie dobry, choć u perfekcjonistów suma drobnych różnic z pewnością przeważy szalę na korzyść zestawu dzielonego.
Opisanie powyższych różnic było możliwe tylko dzięki bezpośredniemu porównaniu obu urządzeń. Gdybym otrzymał do testu jedynie konstrukcję dzieloną, to nie sądzę, żebym po tylu miesiącach przerwy między odsłuchami był w stanie wypowiedzieć się z taką pewnością. A tak, jednego dnia mogłem posłuchać przetwornika z transportem, następnego dnia odtwarzacza, i tak do momentu, aż wnioski ułożyły się same.
Napisałem o repertuarowej uniwersalności Audio Note’a, ale wymaga to doprecyzowania. Bo gatunki gatunkami, ale pozostaje jeszcze kwestia jakości realizacji. Test konstrukcji dzielonej rzucił trochę światła na problem zauważony wcześniej przy teście odtwarzacza – mam na myśli negatywną selekcję słabiej nagranych płyt. Tutaj jest tak samo, ale po lekturze kilku wywiadów z Peterem Qvortrupem zrozumiałem, że na to zjawisko należy patrzeć inaczej.
Chodzi o sposób odsłuchu, który sam, choć bez takiego uzasadnienia, w dużej mierze stosuję. Owszem, mam zestaw płyt, dzięki którym mogę sobie szybko wyrobić zdanie o jakości danego sprzętu. Kiedy jednak, przeprowadzając test, mam komfort czasowy, to o wiele bardziej miarodajne jest dla mnie „słuchanie muzyki”, a nie „słuchanie nagrań”. I to wydaje się dość bliskie temu, co Qvortrup nazywa „porównaniem przez kontrast”, w odróżnieniu od mało skutecznego „porównania przez referencję”, gdzie przez referencję rozumiemy właśnie stały zbiór znanych na pamięć płyt. Porównanie przez kontrast opiera się na założeniu, że każde nagranie ma określoną jakość, a w szczególnych przypadkach różnice w tej jakości mogą występować nawet pomiędzy ścieżkami na tej samej płycie. A sprzęt do odtwarzania jest tym lepszy, im bardziej potrafi to zróżnicowanie odwzorować. Stwierdzenie o dziesiątkowaniu płytoteki powinienem więc zrewidować: Audio Note nie ma nic wspólnego z dziesiątkowaniem. Dzięki niemu poznamy jedynie prawdę o jakości danej realizacji. A jeśli się tej prawdy obawiamy? No cóż, to już na pewno nie jest problem brytyjskich inżynierów. Oni zrobili swoje. I to jak!
Jaki z tego wszystkiego wniosek? Odtwarzacz dzielony jest lepszym wyborem, zarówno od strony brzmieniowej, jak i praktycznej. Przyjmuje dwa sygnały cyfrowe. Zawsze pozostawia opcję poprawy brzmienia poprzez wymianę przewodu cyfrowego. Wreszcie – daje możliwość wejścia w cyfrowy świat Audio Note na raty (najpierw kupujemy przetwornik, bo zagra z każdym transportem, a następnie dokładamy CDT One/II, aby uzyskać docelową jakość). Ale niezależnie od tego, na co się zdecydujemy – przy założeniu prawidłowego doboru wzmacniacza źródło Audio Note’a oferuje wrażenia, jakich próżno szukać gdzie indziej. Wcześniej zawrócił mi w głowie odtwarzacz zintegrowany. Teraz, trochę mocniej, powtórzył to zestaw dzielony.
Czy to wszystko oznacza, że DAC 1.1x/II Signature wraz CDT One/II jest źródłem idealnym? Brzmieniowo: tak. Zbliża słuchacza do muzyki tak bardzo, że bardziej już chyba się nie da. Przynajmniej dopóki nie poznamy propozycji z wyższych poziomów firmowej hierarchii. Bo w swojej, a nawet sporo wyższej cenie, Audio Note nie ma żadnej konkurencji. Żadnej.
Mariusz Malinowski
Hi-Fi i Muzyka 02/2026
Audio Note CDT One/II i DAC 1.1x/II Signature
Cena
Audio Note CDT One/II Cena: 19800 zł | Audio Note DAC 1.1x/II Signature Cena: 15900 zł
Dane techniczne
Pasmo przenoszenia
b.d.
Zniekształcenia
b.d.
Sygnał/szum
b.d.
Wyjścia analogowe
RCA
Wyjścia cyfrowe
-
Wyjście słuchawkowe
-
Wymiary (w/s/g)
14,5/30/41,5 cm
Przeczytaj także