19.01.2026
min czytania
Udostępnij
Przed wakacjami trafiła do testu stereofoniczna końcówka mocy Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister. Zajmuje miejsce gdzieś pośrodku oferty brytyjskiego specjalisty.
W teorii P3 to odchudzona wersja Meishu, elektronicznie bardzo do niego zbliżona. Innymi słowy, to takie Meishu, ale z jednym wejściem i wszystkimi tego konsekwencjami. Końcówki nie wyposażono w selektor źródeł, przełącznik odsłuchu po taśmie ani regulację balansu. Pozostawiono tylko regulację siły głosu, co oznacza, że jeśli wystarczy nam jedno wejście sygnału, to możemy ją potraktować jak wzmacniacz zintegrowany. Sam producent zalicza P3 do końcówek mocy, zakładając, że do wspomnianego jedynego wejścia zostanie podłączony przedwzmacniacz.
P3 występuje obecnie w trzech odsłonach: standardowej, Silver oraz Silver Signature. Ten podział znamy już z Meishu. Różnica polega na tym, że w przypadku integry wersji jest dwa razy więcej ze względu na obecność sekcji phono bądź jej brak. P3 przedwzmacniacza korekcyjnego jest z definicji pozbawiona.
To wszystko dotyczy urządzeń z dopiskiem Tonmeister. Należy bowiem dodać, że Meishu z sekcją phono może wystąpić także jako Konzertmeister oraz Kapellmeister. Zatrzymajmy się na chwilę przy tych tajemniczych nazwach.
Meishu pojawił się w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego wieku. Z czasem został zróżnicowany na trzy wspomniane wersje oraz wzbogacony; pojawiła się też końcówka mocy P3. Po około ćwierćwieczu zapadła decyzja o gruntownej przebudowie układu. Nazewnictwo zostało jednak zachowane, ale żeby odróżnić Meishu i P3 każdej z generacji, nowe modele otrzymały niemieckojęzyczne wyróżniki.
Wszystkie wzmacniacze oznaczone jako Tonmeister Audio Note zalicza do trzeciego poziomu swojej wewnętrznej klasyfikacji, utworzonej według kryteriów budowy i jakości dźwięku. Jest to więc sam środek, ponieważ poziomów jest sześć, ponumerowanych od pierwszego do szóstego, a całość poprzedza podstawowa linia „zero”.
Mam pewien problem z tym podziałem. Wszystkie wersje Tonmeisterów zaliczono do tego samego, trzeciego poziomu, mimo że różnice w cenach są ogromne. Testowany dziś P3 Silver Signature kosztuje 98400 zł, natomiast oczko niższy P3 Silver jest aż o 30 tys. tańszy. Nie otrzymałem ceny wersji podstawowej, ale zapewne również jest odczuwalnie niższa. Choć może niepotrzebnie się czepiam? W końcu podział i tak pozostaje wysoce umowny.
Opisy różnic pomiędzy Tonmeisterami okazują się trochę niespójne, ale – co do zasady – im wyższa wersja, tym coraz lepsze komponenty (np. rezystory tantalowe, kondensatory Elna), okablowanie wewnętrzne oraz transformatory wyjściowe – z rdzeniami IHiB o profilu C.
Niezależnie od wersji, wszystkie P3 to końcówki stereo, z regulatorem siły głosu oraz ze stopniem mocy na 300B w konfiguracji single ended. Oddają typowe dla tej triody 8 watów na kanał i pracują w klasie A, bez sprzężenia zwrotnego. Według specyfikacji lampami sterującymi są 5687 i ECC82, natomiast w prostowniku zasilacza pracuje 5U4GB.
Jeżeli chodzi o wygląd, to w niczym nie odbiega od tradycji brytyjskiej firmy. Do testu trafiła wersja w czarnym akrylu ze złotymi napisami, a jeśli ktoś nie przepada za czernią, może wybrać srebrny front z anodowanego aluminium i czerwonymi napisami.
Z zewnątrz nie ma czego opisywać. Z przodu pokrętło głośności, z tyłu zaś – jedno wejście RCA, gniazdo zasilania z włącznikiem oraz terminale głośnikowe ze standardowymi dla lampowców osobnymi odczepami dla 4 i 8 omów.
Po zdjęciu pokrywy może się jednak zrobić gorąco – z wrażenia. W środku znajduje się bowiem sześć transformatorów. Ale nie tylko one budzą szacunek. Tutaj wszystko zostało dopracowane bez kompromisu.
Układ podzielono na kilka płytek. Po prawej stronie widać transformator zasilający oraz prostownik z lampą 5C3S (napisane cyrylicą) produkcji Svetlany w wydaniu „Winged C”. To jest teoretycznie zamiennik, mimo dużych różnic w wyglądzie, lampy 5U4GB, czyli tej, której nazwę producent podaje w opisie oraz w instrukcji obsługi.
Sygnał, po przejściu przez rezystorowy układ wysterowania, trafia do podwójnej triody wejściowej ECC82. Ma na tyle zatarte oznaczenia, że trudno cokolwiek powiedzieć o jej pochodzeniu. Kolejne etapy to sprzężenie RC, lampa sterująca 5687WB – tutaj NOS JAN Philips ECG, dwa trafa sprzęgające (międzystopniowe) – po jednym na kanał, lampy wyjściowe 300B z karbonizowanymi anodami (widnieje na nich napis Audio Note, a najprawdopodobniej pochodzą z oferty Psvane) oraz transformatory wyjściowe. Te ostatnie to prawdziwe arcydzieła inżynierii. Naprawdę, nie radzę zdejmować pokrywy wzmacniacza przed „Tańcem z gwiazdami”, bo po zobaczeniu takich cudowności nie będziecie mieli ochoty oglądać nic innego.
Głównymi innowacjami obecnej generacji Meishu i P3 jest zastosowanie transformatorów pomiędzy stopniem wejściowym i lampami mocy oraz nowych traf wyjściowych. Wdrożenie tych elementów pociągnęło za sobą konieczność przebudowy innych części układu i poskutkowało powstaniem nowego modelu urządzenia.
W rzeczywistości, kiedy porównamy zdjęcia wersji starej i nowej, to zobaczymy dwa zupełnie inne wzmacniacze. Podobne jest jedynie rozmieszczenie kluczowych elementów, ale w szczegółach zmieniło się praktycznie wszystko. Poprzedniczka miała nawet więcej lamp (sam prostownik pracował na trzech, a nie – jak tutaj – na jednej), a bufor wejściowy został wyodrębniony na osobnej płytce, z jedną lub dwiema lampami, zależnie od wersji. Transformatory wyjściowe były projektem jeszcze z XX wieku. Można nawet powiedzieć, że starszy układ był bardziej rozbudowany, ale snucie na tej podstawie dalszych domysłów prowadzi donikąd. Bo generacja Tonmeister realizuje najlepsze założenia inżynierskie, jakimi kieruje się brytyjska manufaktura: układ powinien być jak najprostszy, jak najstaranniej zaprojektowany i zbudowany z wyselekcjonowanych komponentów, właściwych danemu poziomowi firmowej klasyfikacji.
W czasie pracy P3 mocno się nagrzewa, co w przypadku klasy A nie dziwi. Za to od strony użytkowej wspomniany zbiór transformatorów przy włączaniu daje znać, że z tym sprzętem nie ma żartów. Po uruchomieniu wzmacniacz wydaje przeciągły jęk, niepodobny do niczego – jakby gdzieś w okolicy lądowało UFO. Na szczęście po kilku sekundach układ się stabilizuje.
Producent rozbrajająco informuje, że jego wzmacniacz za 100 tysięcy złotych nie został stworzony, aby spełniać wysokie wymagania dotyczące parametrów mierzalnych. Na tak ekstrawaganckie deklaracje Audio Note może sobie pozwolić. Doskonale wie, że zaszkodzić sobie nimi nie może, bo i tak zawsze obroni się brzmieniem. Pora to sprawdzić.
Audio Note P3 przyjechał do uzupełnienia testu kolumn Schetl Pathway o skuteczności 96 dB, które w połączeniu z końcówką Accuphase A-48S w klasie A okazały się aż nazbyt wybuchowe. Z innymi głośnikami brytyjskiego wzmacniacza już nie łączyłem, ponieważ do dyspozycji miałem jedynie Dynaudio Contour 1.3mkII, które dla lampowców są dosyć wredne; nieźle mogą z nimi zagrać dopiero te na 6550 i wyżej, a od EL34 w dół robi się loteria, z niewielkimi szansami na wygraną. Z systemu redakcyjnego pozostał jedynie odtwarzacz Naim 5X z zasilaczem Flatcap 2X. W roli preampu wystąpił Accuphase C-2300.
Czytelnicy, którzy mieli okazję zapoznać się ze wspomnianym testem Schetli („HFiM” 7-8/2025) mają już wstępny obraz sytuacji. Plan B dla kolumn okazał się jednocześnie planem A dla wzmacniacza. Po przetrawieniu różnic między dwoma obliczami węgierskich podłogówek mogłem się wsłuchać w czary brytyjskiego lampowca.
Wzmacniacze, choć służą do tego samego, mogą się między sobą różnić nie tylko wyposażeniem, technologią czy wyglądem, ale też kompatybilnością. Najbardziej uniwersalne są takie, które można łączyć z czymkolwiek. Dalej mamy najliczniejszą grupę środka, czyli urządzenia, które wysterują większość kolumn, w tym wszystkie popularne. Na końcu znajdują się mało uniwersalne wzmacniacze lampowe, wymagające o wiele większej uwagi przy konfigurowaniu systemu.
Ten podział jest bardzo uproszczony, bo nawet wśród lampowców występują duże różnice. Wiele pieców na KT120 czy KT150 pod względem wydajności może konkurować z niejednym tranzystorem. Na drugim biegunie znajdziemy konstrukcje z triodami 300B, których waty można policzyć na palcach obu rąk. To właśnie przypadek Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister, czyli reprezentanta bardzo niszowej grupy – wzmacniaczy zupełnie nie uniwersalnych. Takich, do których pasuje niewiele kolumn, zwykle drogich, a nawet egzotycznych.
Brak uniwersalności o niczym jednak nie świadczy. Grupa miłośników brzmienia SET (single ended triode) trzyma się mocno; grupa producentów takich urządzeń również. W ten sposób bioróżnorodność w high-endowym ekosystemie zostaje zachowana. Poza tym skromniutkie 8 watów i konieczność podłączenia głośników o skuteczności co najmniej 90 dB (a najlepiej wyższej) tworzą paradygmat, z którym się tutaj nie dyskutuje. Nie podoba się? Zapraszamy gdzie indziej. Bo inwestując w 300B, nikt nie będzie narzekał na niską moc, problemy z nagłośnieniem dużych pomieszczeń, kosztowną eksploatację ani ograniczony wybór głośników. W tym środowisku rządzą inne prawa, inne wartości, inne priorytety. I albo je akceptujemy, albo nie. Ale gdy zaakceptujemy, znajdziemy się w innej rzeczywistości. Czy warto? Niech Audio Note odpowie.
W czasie odsłuchów zdarza się dość często, że wyłania się jakaś wiodąca cecha brzmienia, przewodnia myśl przyświecająca konstruktorom. W przypadku Audio Note’a objawia się ona od razu. Ale nie mieści się w kanonie klasycznych audiofilskich pojęć, związanych z basem, średnicą itp. Wydaje się, że do opisu brzmienia P3 najbardziej pasuje słowo „obecność”. Tak zapisałem w notatkach (a cytując dokładnie, choć z pominięciem wszystkich wykrzykników, „obecność absolutna”), zanim się w ogóle zastanowiłem, jak to uzasadnię. Z każdą kolejną płytą utwierdzałem się jednak w przekonaniu, że jest to słowo właściwe.
W testach drogich urządzeń wielokrotnie pisałem, że brzmienie zbliża się do muzyki na żywo. Audio Note idzie dokładnie w tym kierunku, ale robi to po swojemu. Jakby dokładał własny tajny składnik, dzięki któremu akurat jego formuła obecności staje się wyjątkowa. Można dodać, że robi to w sposób bardziej wilgotny, subtelnie docieplony, z dobrze wyważoną równowagą pomiędzy delikatnością a nasyceniem oraz z kapitalnie oddaną akustyką. Ale i to nie odzwierciedla jeszcze wartości dodanej, której nie słyszałem chyba nigdy wcześniej. Tutaj kluczem staje się to, w jaki sposób „obecność” tworzy genotyp brzmienia – i w jaki sposób wszystkie elementy audiofilskiej sztuki zostały dostrojone, żeby z nią współgrać i ją podkreślać.
Góra pasma to wzór fizjologiczności. Nie trzeba się obawiać ostrości, nadmiaru sybilantów ani świdrujących mózg ukłuć najwyższych tonów. Audio Note całkowicie podporządkowuje soprany średnicy, bez dwuznaczności, wahań czy połowicznych rozwiązań. Jednak już w ramach tej estetyki soprany niosą ze sobą także element zadziorności. Nie śrubują rekordów w najwyższych rejestrach, ale pozostają śmiałe i otwarte. Takie podejście wydaje się jak najbardziej naturalne. Słuchając Audio Note’a, zawsze będziemy mieli wrażenie obcowania z dźwiękami oddającymi prawdę o muzyce, a nie z technologicznym produktem, który dostarcza częstotliwości, o których się nietoperzom nie śniło.
Estetyka integrująca charakter góry z malowniczością średnicy pasma sprawia, że wysokie tony wydają się wręcz przezroczyste – takie oczywiste i naturalne, że nie zwracają na siebie nadmiernej uwagi. Wiem, że nie wszyscy tak lubią, ale przyznaję, że dla mnie soprany Audio Note’a są bliskie ideału.
Pomimo zaledwie 8 watów basu jest… bardzo dużo. To oczywiście w dużej części zasługa podłogówek Schetla z 30-cm membranami, ale przecież wzmacniacz też się liczy. I Audio Note P3 Silver Signature spisuje się znakomicie.
Brzmienie jest lekko przyciemnione, a niskie częstotliwości obecne. Mało tego, bas bez skrępowania schodzi rzeczywiście nisko, a zejścia te są względnie sprawnie kontrolowane. P3 potrafi mocno tąpnąć i bez cienia opieszałości powrócić z najniższych rejonów. Kontury dźwięków są miękkie, co czyni brzmienie płynnym. To bardzo dobrze się uzupełnia z zaskakująco energetycznym rytmem. Uderzeniom perkusji nie brakuje zdecydowania ani stanowczo zarysowanej fazy ataku. I choć może współczynnik przytupywania nie należy do wzorcowych, to i tak sekcja pozostawia wrażenie solidności i konkretu.
Tutaj jeszcze raz wrócę do kolumn. Na pewno większość konstrukcji o bardzo wysokiej skuteczności jest przeznaczona do wzmacniaczy o niewielkiej mocy. I bardzo bym się zdziwił, gdyby producent takich głośników nie testował ich ze wzmacniaczami na 300B i podobnymi. To oznacza, że z założenia prowadzenie basu jest w nich łatwiejsze, dostosowane do realiów świata SET-ów. Dlatego nie dziwi mnie dobra dynamika i wysoka jakość niskich tonów, które we współpracy z Schetlami zaprezentował 8-watowy Audio Note.
Powyższe refleksje na temat basu brytyjskiej końcówki należy opatrzyć przypisem. Jak zaznaczyłem we wprowadzeniu, świat lamp 300B rządzi się własnymi prawami i dlatego niskie tony opisałem tak, jak je odebrałem, bez uprzedzeń. Pokusę porównań z charakterem mocnych tranzystorów zdusiłem w zarodku. Takie porównania prowadzą donikąd, bo nie uwzględniają sprzeczności gatunkowej. To tak, jakby ktoś chciał dowieść, że SUV-y mają bardziej pakowne bagażniki niż sedany. Mają, tylko co z tego? Ta różnica jest wpisana w rodzaj, więc nie ma potrzeby jej wartościować. Tak samo w naszym teście: dynamika Audio Note’a jest klasycznie lampowa i w tej perspektywie znakomita. Jej triodowa sygnatura zostaje wyraźnie zaznaczona. Tak miało być. Bo przypomnę – znajdujemy się w świecie triody 300B.
Po górze i dole – zbliżamy się do esencji brzmienia brytyjskiego wzmacniacza, czyli jego muzykalności. Osobiście bardzo lubię urządzenia, których muzykalność, z definicji zawarta w średnicy, jest zintegrowana ze sposobem prezentacji sceny. Takie podejście prezentuje Audio Note.
Gdybym musiał omawiać oba elementy oddzielnie, powiedziałbym, że średnica jest lampowa w bardzo dobrym, choć przewidywalnym wydaniu, a stereofonia – zaledwie poprawna, i na pewno przy tej cenie daleka od referencyjnej. Ale tego nie zrobię, ponieważ nie oddaje to klasy wzmacniacza. Trzeba to ująć inaczej. Audio Note buduje własną wizję muzykalności, owszem, lampowej, ale takiej, o której większość konkurentów może jedynie pomarzyć.
Jak zasugerowałem, scena w kategoriach „pomiarowych” okazuje się niepozorna, choć z ładnym sweet spotem. Jej szerokość oceniłbym jako zdroworozsądkową, czyli dobrze rozsuniętą, jednak bez stadionowych szaleństw. Jedynie głębia wydaje się bardziej charyzmatyczna, z wyraźnym wysunięciem pierwszego planu oraz czytelną separacją dalszych. Główne wydarzenia rozgrywają się w granicach bazy, wyznaczonych przez zewnętrzne krawędzie kolumn. Ale te techniczne aspekty stereofonii decydują tylko o… technicznym odbiorze muzyki. A P3 potrafi scenę poukładać tak, że słuchacz ulega muzycznej hipnozie.
Tutaj każdy dźwięk ma nie tylko własne cechy akustyczne, ale przede wszystkim – jakieś głębsze znaczenie. Jakby składał się na obraz brzmieniowy wykonany ręką artysty, a nie za pomocą prądu przepływającego przez układ elektroniczny. Można powiedzieć, że te dźwięki mają duszę, tworzą nastrój, wyzwalają emocje i w końcu – są przeżyciem, a nie jakimś tam obiektem krytycznego odsłuchu. Mało tego, one wręcz ośmieszają pojęcie krytycznego odsłuchu.
Żeby lepiej to sobie wyobrazić, weźmy dowolny obiekt, postać, miejsce czy pejzaż i zróbmy zdjęcie nowoczesnym aparatem cyfrowym z matrycą CMOS o rozmiarach co najmniej pełnej klatki i o rozdzielczości 40 Mpix albo większej. Otrzymamy perfekcyjne, idealnie naświetlone i nieskończenie szczegółowe odwzorowanie rzeczywistości. A później wyobraźmy sobie, że w miejscu fotografa pojawia się malarz ze swoimi sztalugami i na swój sposób odwzorowuje na płótnie tę samą rzeczywistość. Obraz i zdjęcie będą przedstawiały ten sam obiekt, postać, miejsce czy pejzaż, ale które z nich będziemy chcieli powiesić sobie na ścianie?
Audio Note jest malarzem dźwięków. Wobec przygotowanego przez niego spektaklu słuchacz czuje się z jednej strony mały, a z drugiej – wyróżniony, jakby to dzieło sztuki powstało wyłącznie dla niego. Tak właśnie się czułem przez cały czas testu Audio Note’a P3. Wyróżniony.
Taką intensywność dźwięków zapewnia średnica. Ponownie, jeśli mielibyśmy spytać, jaki jest ten zakres w kategoriach obiektywnych, powiedziałbym, że ocieplony, choć z wyczuciem. Z mocno nasyconymi barwami i malarsko zmiękczonymi konturami, które kontrolowane bardzo dobrą mikrodynamiką dają w efekcie wrażenie ożywczej energii. Audio Note został dostrojony tak, że średnica służy przestrzeni, a przestrzeń średnicy. Średnie tony nadają materializowanym w przestrzeni dźwiękom plastyczno-wilgotną, lekko ocieploną, bajecznie płynną, a jednocześnie konkretną formę. A Audio Note układa to w taki sposób, że w kategorii namacalności kończy się skala – i wchodzimy we wspominaną wcześniej „obecność”. To połączenie niepowtarzalnego akustycznego klimatu z soczystą dźwięcznością.
Nie łudźmy się – taki wzmacniacz jak P3 Silver Signature Tonmeister z założenia ma swój charakter. To nie jest sprzęt dla poszukiwaczy audiofilskich ekstremów. To sprzęt stworzony do emanowania muzycznymi emocjami. Audio Note nieprzypadkowo ma rzesze wiernych fanów, których nie trzeba do niczego przekonywać. Oferuje brzmienie z pierwiastkiem magii, co sprawia, że zapędzanie się w analizy tego, czy bas powinien być bardziej kontrolowany, a góra ostrzejsza – nie ma sensu. Tutaj otrzymujemy zaproszenie na spektakl – jedyny w swoim rodzaju. Jeśli możemy z niego skorzystać, choćby raz – udajmy się na odsłuch. Na pewno nikt nie pożałuje, nie wyłączając najzagorzalszych zwolenników brzmienia tranzystorów.
Jak wspomniałem, trioda SE to technika z oczywistymi ograniczeniami, które w przypadku świetnie, jak tutaj, zaprojektowanego i zbudowanego wzmacniacza, tworzą po prostu zbiór cech, w żadnym razie wad. Wchodzimy w świat rządzący się innymi prawami, byłoby więc arogancją kierować się w nim własnymi.
Ale jedną wadę Audio Note’a P3 wytknąć muszę. Cenę. Zgadzam się, że wyjątkowy dźwięk powinien kosztować, a w katalogu samego Audio Note’a nie brak jeszcze cenniejszych pozycji. Mimo to, obiektywnie, półka w okolicach 100 tys. zł to bariera dla wielu niewyobrażalna i nie do przeskoczenia. Tym wzmacniaczem będą się mogli cieszyć tylko nieliczni. Wyróżnieni przez los.
300B w rękach Audio Note’a to audiofilski narkotyk. Szybko uzależnia. Kosztuje fortunę. Wystarczy na całe życie.
Mariusz Malinowski
Hi-Fi i Muzyka 11/2025
Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister
Cena
98400 zł
Moc
8 W/8 Ω
Wejścia
RCA
Wyjścia
1 kpl. głośn.
Wymiary
22/46/53 cm
Przeczytaj także