bool(false)

Audio Note P2 PP

08.11.2025

min czytania

Udostępnij

Audio Note P2 PP

Katalog sprzętu Audio Note umożliwia skompletowanie systemu stereo na różnych poziomach cenowych i jakościowych. Największą popularnością cieszą się wzmacniacze zintegrowane i przetworniki c/a, ale swoim fanom firma proponuje także liczne monitory – od miniaturek, po flagowy model E.

Wśród końcówek mocy znajdziemy zarówno konstrukcje z regulacją głośności, jak i bez niej. Do pierwszej grupy zaliczają się P1 i P2, każda w trzech wersjach – PP, SE i SE Signature, a także P3 Tonmeister na triodach 300B i również w trzech odsłonach: podstawowej, Silver i Silver Signature.
Końcówki bez regulacji, przeznaczone do pracy z przedwzmacniaczem, to: Conqueror, Tomei Kensei, Jinro Shochu, Vindicator, Ongaku Kensei oraz anonsowany dopiero Paladin. Osobną, jeszcze liczniejszą kategorię tworzą monobloki, których jest w sumie czternaście, a firma już pracuje nad flagowymi The Legend.

Na górze zasilanie, na dole sekcja sygnałowa.

 

Budowa

Jako końcówka mocy typu push-pull P2 PP została przez Audio Note zakwalifikowana do umownego poziomu pierwszego. Pozostałe wersje – SE i SE Signature – zbudowano w topologii single-ended.
Urządzenie o kształcie dużego pudełka na buty okazuje się zaskakująco ciężkie – waży 17 kg. Przewidziano dwie wersje wykończenia: czarnym frontem z akrylu o grubości 10 mm albo srebrnym płatem anodowanego aluminium. Testowany egzemplarz zdobiła czarna przednia ścianka z dwoma pozłacanymi pokrętłami: regulacji głośności i włącznika zasilania. Oba działają z pewnym oporem i zapewniają wrażenie kontaktu z solidnym sprzętem. Centralnie umieszczono pozłacaną tabliczkę z firmowym logo, a pod nią – złote napisy z pełną nazwą modelu.

Dwa firmowe transformatory wyjściowe.

 

Z tyłu znajdują się odczepy dla głośników o impedancji 4 i 8 omów. Zrealizowano je na posrebrzanych terminalach, przyjmujących wtyki bananowe, widełki o szerokim rozstawie i gołe przewody. Sygnał podłącza się do srebrzonego wejścia RCA. Obok znajduje się dodatkowe gniazdo do podłączenia masy urządzeń, jeżeli w systemie pojawia się buczenie. Musiałem z niego skorzystać, kiedy P2 PP zestawiłem z preampem Anthem P1.
Krótką listę wyposażenia zamyka zasilające złącze IEC 320 z uziemieniem. Obudowa stoi na gumowych nóżkach, tak niskich, że w trakcie ustawiania wzmacniacza łatwo sobie przygnieść palce. Warto mieć to na uwadze i zachować ostrożność.

Lampy grzecznie stoją w dwóch rzędach.

Boki i wierzch urządzenia pokrywają otwory wentylacyjne, odprowadzające ciepło z lamp. Wnętrze dość gęsto upakowano podzespołami. Najważniejsze są oczywiście transformatory wyjściowe Audio Note, po jednym na kanał. Znajdują się tuż przy terminalach głośnikowych, aby nie tracić energii sygnału. Zasilacz bazuje na pokaźnym transformatorze EI, który nie został opisany. Trudno więc stwierdzić, czy produkuje go Audio Note czy sprawdzony podwykonawca. Napięcie filtrują wysokiej klasy elektrolityczne kondensatory firmy Rubycon. Płytę główną oznaczono napisem Soro Power PP. Jest więc taka sama jak we wzmacniaczu zintegrowanym o tej nazwie.

Szklane bańki w zbliżeniu. Większe to lampy mocy, mniejsze – sterujące.

 

Lampy

Komplet ośmiu lamp znajduje się w fabrycznym wyposażeniu. W recenzowanym egzemplarzu składały się na niego dwie PSvane 12AU7/ECC82, dwa Sovteki 7025/12AX7WA/ECC83 oraz cztery Sovteki 5881/6L6WGC. Instalujemy je zgodnie z numeracją.
Na wejściu pracują podwójne triody o niskim wzmocnieniu ECC82. Następnie sygnał trafia do dwóch ECC83 – podwójnych triod o wysokim wzmocnieniu, by ostatecznie trafić do dwóch par pentod 6L6GC, skąd płynie do transformatorów wyjściowych. Do regulacji głośności służy potencjometr Audio Note.

Kondensatory elektrolityczne Rubycon w filtrze zasilania.

Lampy powinny pracować bezawaryjnie przez około 4000 godzin, po czym należy je wymienić. W przypadku triod o niskiej mocy ten czas się wydłuży. Nic nie stoi na przeszkodzie, by eksperymentować z innymi niż te dostarczone fabrycznie; zmiany brzmienia potrafią zaskakiwać. Maksymalne zużycie energii P2 PP wynosi około 100 W, nie jest to więc prądożerna konstrukcja.
Podobnie jak każdy inny wzmacniacz, P2 PP należy załączać jako ostatni i wyłączać jako pierwszy. Po 45 sekundach od włączenia końcówka jest gotowa do pracy. Teoretycznie szybko osiąga normalne parametry, jednak krytyczne odsłuchy zaczynałem nie wcześniej niż po półgodzinie niezobowiązującego grania. W przypadku nowego sprzętu zaleca się wygrzewanie przez minimum 200 godzin, co daje około miesiąca normalnej pracy. P2 PP został dostarczony do recenzji po upływie tego czasu.

Układ zasilający z dużym transformatorem.

Konfiguracja systemu

W teście końcówka P2 PP grała z dużymi monitorami Audio Note AN-E SPe HE. Sygnał płynął z odtwarzacza Marantz SA10, połączonego z końcówką przewodem RCA Monster Sigma Retro Gold. Jako przewodów głośnikowych użyłem również Monsterów Sigma Retro Gold, a kabel zasilający do wzmacniacza to Ansuz X2.

Układ wzmocnienia taki sam jak w Soro PP.

 

Wrażenia odsłuchowe

Niech nikogo nie zmylą kompaktowe rozmiary P2 PP. Dzięki topologii push-pull i transformatorom dopasowującym nominalna moc wynosi 20 W bez względu na impedancję głośników, więc wzmacniacz poradzi sobie z wysterowaniem nie tylko łatwych obciążeń. Tę moc daje się odczuć przede wszystkim w szerokiej skali dynamiki, ale to nie jedyna zaleta P2 PP. Urządzenie pokazuje szczegóły nagrań, których nie spodziewalibyśmy się usłyszeć z konstrukcji w przystępnej, jak na Audio Note, cenie. Nie prezentuje wprawdzie finezji znanej z wyższych poziomów brytyjskiej manufaktury ani podobnie bogatej palety barw, ale i tak proponuje dźwięk imponujący równowagą tonalną. Poza tym gwarantuje realizm sceny dźwiękowej, naturalne brzmienie głosów i instrumentów, a dodatkowo dobrze się sprawdza w cichych odsłuchach późnym wieczorem.

PSvane 12AU7.

Gdyby jednak ktoś preferował mocne uderzenie, to z odpowiednio skutecznymi kolumnami P2 PP dostarczy mu wystarczającą dawkę emocji. Ten model lubi grać głośno i – prawdę mówiąc – dopiero wtedy z pełną mocą i wyrazistością pokazuje wszystkie swoje atuty. Co nie zmienia faktu, że ten dźwięk spodoba się nawet miłośnikom lampy 300B; wiem coś o tym, ponieważ się do nich zaliczam. Wystarczyło kilka dni, żebym docenił fakt, iż nie muszę się wsłuchiwać w detale, ponieważ zostały podane na srebrnej tacy. Niuanse są prezentowane wyraziście i wyłaniają się z czarnego tła. Dzięki temu nie da się ich nie zauważyć.

Sovtek 12AX7WA.

Znakomita dynamika sprawia, że sesje odsłuchowe stają się łatwe w odbiorze, wręcz relaksujące. Można założyć nogę na nogę i z uśmiechem zauważać drobiazgi, które wcześniej jakoś uchodziły uwadze. Umiejętność wyrazistego pokazywania szczególnych cech nagrań posiadły także opisywane wcześniej Meishu Phono Silver Tonmeister („HFiM” 12/2023) i Oto Line SE Signature („HFiM” 9/2024).

Sovtek 6L6WGC.

Nie mogłem sobie odmówić przyjemności sprawdzenia ulubionych albumów. Szybko łapałem się na tym, że niektórych chciałem wysłuchać w całości, tak mi się spodobał dźwięk skromnego P2 PP. „Point” Yello to ukoronowanie wieloletniej działalności szwajcarskiego duetu. Świetnie nagrany album doczekał się licznych podrasowanych edycji, osobiście jednak najchętniej sięgam po pliki Hi-Res towarzyszące premierze. Brzmienie starych analogowych syntezatorów Borisa Blanka zachwyca bogactwem alikwotów, ale tym razem pokazanych bez choćby śladowego zawoalowania, jakie towarzyszyło innym odsłuchom. Charakterystyczna chrypka w głosie Dietera Meiera okazała się mocniejsza i jeszcze bardziej drapieżna, wręcz chropowata. Kiedy pojawiały się niskie tony, to schodziły niemal pod ziemię, zapewniając muzyce stabilną podstawę. Przestrzeń wydawała się nieograniczona. Blank zresztą chętnie zmienia perspektywę; dźwięki wędrują to bliżej, to dalej. Na każdym planie jest ich tak dużo, że słuchanie przeradza się w prawdziwą przygodę.

Tylko to, co niezbędne.

Koncertowy album „RAW” tria ZZ Top przeniósł mnie do klubu swym realizmem sceny, bliskością muzyków i wiarygodnym brzmieniem elektrycznej gitary. Potęga kotłów perkusji i nisko schodzący bas stworzyły ścianę rockowego dźwięku, która omal mnie nie przygniotła. A do tego zachrypnięty wokal Billy’ego Gibbonsa, brzmiący tak, jakby muzyk nie przespał poprzedniej nocy, a zamiast tego grał i śpiewał do rana. W porównaniu z tą realizacją głos Tiny Turner na płycie „Foreign Affair”, przecież także zachrypnięty i momentami rozwrzeszczany, wydał mi się łagodny i miły.
Audio Note P2 PP potrafi zagrać równocześnie przyjemnie i precyzyjnie, czego dowiódł album „Conversations” pary Kanadyjczyków: wiolonczelisty Vincenta Belangera oraz pianistki i wokalistki Anne Bisson. Belanger jest muzycznym ambasadorem Audio Note i czasem występuje na prezentacjach sprzętu, dając słuchaczom możliwość porównania jego gry na żywo do tej odtwarzanej z płyt. Okazuje się, że nawet wzmacniacz z firmowej niskiej półki, połączony z głośnikami ze środka stawki potrafi stworzyć iluzję kontaktu z żywą muzyką. Wiolonczela, instrument najbliższy brzmieniem ludzkiemu głosowi, była subtelna i czuła, a przy tym dało się słyszeć fakturę każdego pociągnięcia smyczkiem. Miły dla ucha głos wokalistki zespalał się z pełnymi barw akordami fortepianu, w których nie dało się odczuć kompresji. W przestrzeni studia to fortepian wydawał się bliższy słuchaczowi, zaś dźwięki wiolonczeli dobiegały z nieco dalszej odległości. Poza tym realizacja obfitowała w niuanse, które system bez wysiłku przekazywał.

Terminale głośnikowe, wejście sygnału i dodatkowy zacisk masy.

Janine Jansen zgromadziła aż tuzin skrzypiec, które wyszły z pracowni Stradivariego, by nagrać epokowy album „12 Stradivari”. Interpretuje na nim słynne kompozycje na ten instrument i pokazuje różnice w brzmieniu różnych egzemplarzy. Nie są łatwe do wychwycenia, ale tak rozdzielczy sprzęt znacznie ułatwia zdanie, dostarczając melomanowi dodatkowej satysfakcji ze słuchania.
Na wydanym w Norwegii albumie „Winter Songs” Terje Isungset gra na lodowych instrumentach własnej konstrukcji, z towarzyszeniem obdarzonej anielskim głosem wokalistki Leny Nymark. Tak nisko schodzących dźwięków wydobywanych, jak przypuszczam, z wielkich bębnów nie znajdziemy na wielu płytach, a jeśli już, to ich źródłem będzie elektronika. Piszę o tym zaskoczony różnorodnością ich barw i cieszę się, że dzięki Audio Note’owi miałem okazję doświadczyć tak niecodziennych wrażeń.
Mój tradycyjny test żeńskich głosów przyniósł otulającą słodycz Stacey Kent, miód z odrobiną whisky w śpiewie Diany Krall i zmysłowy erotyzm w miłosnych opowieściach Melody Gardot. Nieco inny zestaw wokalistek znalazł się na znakomitym albumie Herbiego Hancocka „River: The Joni Letters”. Norah Jones zaśpiewała „Court and Spark” z lekkim rozrzewnieniem, kontrastując z drapieżnym saksofonem tenorowym Wayne’a Shortera. Dynamika brytyjskiego wzmacniacza podkreśliła tę różnicę w emocjach, a fortepian Hancocka porwał muzykę pod niebiosa.

Elegancja i dyskrecja.

Tina Turner okazała się wyrafinowaną jazzową wokalistką; szkoda, że nigdy nie nagrała albumu w tym gatunku. Matowy tembr głosu Joni Mitchell na żadnym innym wydawnictwie nie brzmi tak naturalnie, co testowany zestaw uwypuklił. Ciepły baryton Leonarda Cohena z głęboką chrypką, cechującą jego późniejszą twórczość, zachwyca w melodeklamacji „The Jungle Line”. Wszystkie tytuły pochodzą z repertuaru Joni Mitchell.
Dynamika koncertowego nagrania Pat Metheny Group „Third Wind” zachęciła do podkręcenia głośności, co zbliżyło atmosferę odsłuchu do koncertu PMG na Torwarze. Muzyczne efekty z filmu „Tenet” Christophera Nolana wgniotły mnie w sofę, bo nie zareagowałem w porę i nie zdążyłem przyciszyć wzmacniacza.

Regulacja głośności po lewej, włącznik zasilania po prawej.

Na koniec wykonałem stylistyczną woltę i sięgnąłem po najnowszy album Lady Gagi „Mayhem”. Ekstrawagancka artystka daje na nim czadu, jakby cała ekipa była na dopalaczach. W tym momencie Audio Note P2 PP zaprzeczył swojemu audiofilskiemu rodowodowi, koncentrując się na odtworzeniu hałasu tak, jakby właśnie na nim zależało mu najbardziej na świecie. Po kilkunastu minutach, bo nie miałem siły wysłuchać całości, stało się jasne, że P2 PP potrafi ryknąć tak, że głowa odskakuje!
W epilogu testu postanowiłem jeszcze sprawdzić P2 PP z przedwzmacniaczem Anthem Pre-1. I chociaż jest to sprzęt dorównujący preampom Audio Note’a, to odsłuch dał wyobrażenie o potencjale brytyjskiej końcówki. Słowem, warto zacząć przygodę od P2 PP, a następnie dokupić przedwzmacniacz, na przykład M1 lub M2.

Zgrabna bryła.

 

Konkluzja

Piekielna dynamika, a zarazem łagodność, scena wielka jak hangar, a do tego precyzja połączona z muzykalnością. Wszystko to Audio Note potrafi już w budżetowej odsłonie. P2 PP to prawdziwa gratka dla miłośników lampowego brzmienia.

 

Janusz Michalski
Hi-Fi i Muzyka 09/2025

Audio Note P2 PP

Cena

16000 zł

Moc

20 W

Odczepy

4 i 8 Ω

Wejścia

RCA

Wymiary

14/29,5/45 cm

Przeczytaj także

09.12.2025

Testy

Słuchawki

Meze Audio Liric 2

Cambridge Audio EXN100

06.12.2025

Testy

Źródła cyfrowe

Cambridge Audio EXN100

Vincent CD-S1.2

03.12.2025

Testy

Odtwarzacze CD

Vincent CD-S1.2

Struss S-200

30.11.2025

Testy

Wzmacniacze

Struss S-200

NAD C 700 V2

28.11.2025

Testy

Wzmacniacze

NAD C 700 V2

Quad 3

26.11.2025

Testy

Wzmacniacze

Quad 3

JBL Tour One M3

23.11.2025

Testy

Słuchawki

JBL Tour One M3

JBL Studio 690

20.11.2025

Testy

Kolumny

JBL Studio 690