bool(false)
Strona główna Testy Kolumny JBL Summit Makalu
Mniejsza podłogówka Pumori zawdzięcza nazwę szczytowi na granicy Chin i Nepalu, natomiast otwierający linię monitor Ama – górze Ama Dablam, jednej z najbardziej rozpoznawalnych w Nepalu, wznoszącej się na 6812 m n.p.m. i nazywanej „Matterhornem Himalajów”.
A gdzie Everest i K2? Czyżby miały pozostać historią? Na razie nic nie zostało oficjalnie potwierdzone, ale w 2026 roku JBL obchodzi 80. rocznicę działalności, a taka okazja aż się prosi o spektakularne premiery.
Jak będzie, wkrótce się przekonamy, natomiast już teraz możemy się podzielić informacją zza kulis: JBL zareagował na uwagi sprzedawców, dotyczące wyglądu drogich modeli. Narzekali oni, że konkurencja się ściga w konkursie piękności na zapierające dech w piersiach kształty, forniry i lakiery, a JBL – po swojemu – trzyma się tradycyjnych, archaicznych skrzyń, które wyglądają jak wyposażenie studia, a nie ozdoba gustownie urządzonego salonu. Teraz w aspekcie wzornictwa nastąpił niewielki postęp, choć wciąż na pierwszy rzut oka widać, że to stary dobry JBL. Natomiast wykończenie to już inna bajka, bo z brzydkiego kaczątka wyrósł łabędź. Fortepianowy lakier jest taki, jakiego można się spodziewać, przeznaczając na kolumny małą fortunę. Nabywca może wybrać wersję czarną albo hebanową, obie na wysoki połysk. Trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś się zdecydował na pierwszą. Drugą oglądałem z daleka i z bliska, i mogę śmiało powiedzieć, że patrzyłbym na nią codziennie z przyjemnością i nie znudziłaby mi się przez lata. Głębia koloru i rysunek słojów przypominają elementy kokpitu Bentleya, a złote wstawki idealnie z nimi współgrają. A czerń? Nuda, panie, zwłaszcza z maskownicami. Ale, jak mawiają, de gustibus albo: co ja poradzę, skoro tak chciał projektant wnętrza. Czerń przełamują akcenty srebra, nie złota, bo lepiej pasują.
W przypadku obudów można dodać, że wyposażono je w wewnętrzne wzmocnienia, a zagięte ścianki zmniejszają ryzyko powstawania wewnątrz fal stojących. Konstrukcję wentylują dwa tunele bas-refleksu z wylotami z tyłu. Do podłączenia przewodów służą dwa komplety porządnych gniazd, spiętych zworami. Całość opiera się na nóżkach zaprojektowanych przez Iso Acoustics specjalnie dla serii Summit. Redukują wibracje, ale też dodają Makalu urody.
W komplecie znajdują się maskownice, które wpasowują się pomiędzy srebrne albo złote listwy; tuba na górze zawsze pozostaje widoczna. Powierzchnię frontu wokół dużych membran pokryto arkuszami włókna węglowego, które również wyglądają intrygująco. W nowych Summitach widać dbałość o detale, a równocześnie udało się uniknąć przeładowania.
Trójdrożny układ bazuje na trzech firmowych przetwornikach. 30-cm woofer JW300PB ma odlewany kosz i trójwarstwową membranę HC4, wykonaną z pulpy papierowej wzmocnionej włóknem węglowym. Zewnętrzne warstwy dzieli rdzeń z pianki o zamkniętych komórkach. Taka struktura ma łączyć sztywność z niską masą i bardzo dobrym tłumieniem wewnętrznym.
Identycznie zbudowano 20-cm średniotonowy JMW200PB, natomiast za górę pasma odpowiada wielka tuba HDI wykonana z Sonoglassu. To mieszanka włókien szklanych o dobrych właściwościach tłumiących, stosowana m.in. w budownictwie, kiedy trzeba walczyć z pogłosem lub pochłaniać hałas. Łatwo ją formować, a później pomalować, dzięki czemu świetnie się nadaje do zastosowań takich, jak w JBL-ach. Może nie wygląda tak pięknie jak naturalne drewno czy metal, ale nie wprowadza własnych rezonansów. W tubie zamontowano ogromny, 75-mm przetwornik kompresyjny D2830K z podwójną membraną i podwójnym układem magnetycznym.
Zwrotnica MultiCap wykorzystuje dużą liczbę kondensatorów o niewielkiej pojemności, co miało obniżyć szeregowy opór elektryczny (ESR) i straty energii mechanicznej. Poza tym elementy zbytnio się nie nagrzewają, co ma znaczenie przy dłuższym graniu z wysoką głośnością. Czyli można dawać czadu „bez obawień”. Kolumny wytwarzają maksymalne ciśnienie akustyczne 113 dB.
Jako że tuby służą do uzyskania wysokich skuteczności, to teoretycznie można by korzystać ze wzmacniacza o niskiej mocy i nadal uzyskiwać wysokie ciśnienia akustyczne. W Makalu to nie do końca się sprawdza. Czułość wynosi 88 dB, impedancja znamionowa to 4 omy, z minimum 3,5 oma przy 79 Hz. Są to zatem wartości średnie. W praktyce okazuje się, że lampa o mocy rzędu 50 W sobie poradzi, jednak Makalu lepiej się czują w towarzystwie mocniejszych pieców.
Test odbywał się w pomieszczeniu około 100 m². Sygnał płynął z odtwarzacza C.E.C. CD5 do wzmacniacza McIntosh MA12000. Okablowanie pochodziło od Siltecha, co mogło wpłynąć na rozjaśnienie barw. McIntosh wysterował JBL-e bez problemu, ale przy głośnym słuchaniu symfoniki wskaźnik wzmocnienia pokazywał wartości 55-58. Czyli jednak zapotrzebowanie na prąd jest spore i choć lampa powinna dobrze wypaść pod względem brzmieniowym, to lepiej od razu wyeliminować triody single-ended oraz integry na EL34 o mocach rzędu 20 W.
Nowy Summit robi to, co powinien: z jednej strony wpisuje się w stereotyp „brzmienia JBL-a”; z drugiej zaś dodaje mu szlif z wysokiej półki. Ale nie po efekciarsku, tylko smacznie. Makalu są duże, więc oczekujemy dużego dźwięku i… nie odczujemy zawodu. Zarówno symfonika, jak i elektrowstrząsy pozwalają docenić potencjał kolumn. 113 dB to naprawdę konkretna wartość, a dźwięk spokojnie wypełnia stumetrowy salon.
Najpierw zauważamy witalność tweetera. Przełom średnicy i góry pasma wysuwa się naprzód, pokazując swobodę przekazywania informacji. W barwie da się dostrzec lekkie uśrednienie, charakterystyczne dla tuby. Przejawia się choćby akcentowaniem sybilantów czy słynnej pracy klapek w instrumentach dętych. Tego typu sygnały JBL lubi stawiać na pierwszym planie, co skłania do uważnego doboru wzmacniacza. Z drugiej strony, potencjał góry pozwala ożywić systemy leniwe i przygaszone. Tym bardziej, że dźwięk jest wyjątkowo szybki i konturowy. Nadąża za najtrudniejszymi wyzwaniami. Projekcja góry sprawia, że uważniej przysłuchujemy się solówkom perkusji. Zyskują także nagrania muzyki dawnej i chóralnej, w których kierujemy uwagę na czytelność tekstu, a w symfonice zauważamy ostrzej zarysowane kontury w grupie instrumentów smyczkowych. Z nagraniami bywa różnie: dobrym i zbyt zawoalowanym to pomaga, ale już „suchej cyfrze” z początków wdrażania standardu CD nadaje zbyt dużą ostrość.
Bas zdecydowanie nie próbuje udawać subwoofera. Nie naśladuje jego kolorytu ani nie podkreśla dolnego skraju pasma. Zdarza się, że duże i drogie kolumny starają się zrobić wrażenie podmuchem, podkreślając niskie składowe, a cofając wyższe. To ewidentny zabieg z gatunku „poprawiaczy”, chociaż mile widziany, bo stwarza dodatkowe wrażenie oczyszczenia dolnej średnicy. JBL wszystkie podzakresy traktuje z jednakową uwagą, zachowując w dodatku ich spójność. W muzyce akustycznej docenimy wynikającą z tego czytelność. Podkreśla ją także sam sposób prezentacji: precyzyjna kontrola, szybkość i konturowość. Swoją drogą, Amerykanie musieli skonstruować naprawdę dobry przetwornik, skoro przy tych rozmiarach nie wykazuje rozleniwienia ani bezwładności. Porusza się bardzo szybko i bez zawahania, jakby był lekki, sztywny, a przy tym zasilany wydajnym napędem. W materiałach informacyjnych znajdziemy zapewnienia, że nad tym właśnie pracował dział badań i rozwoju. Sęk w tym, że niemal wszyscy chwalą się tym samym, niejednokrotnie bez pokrycia, a JBL-owi naprawdę się udało. Poza tym bas odbierzemy raczej jako twardy, ale właśnie takiego szukają fani amerykańskiej firmy. Warto również zaznaczyć, że kontrabasy w symfonice brzmią naturalnie, a w kameralistyce jazzowej dobrze wypadają efektowne solówki pełne szybkich przebiegów. Wszystko jedno, czy będziemy traktować „wielkie skrzypce” smyczkiem, czy palcami. Dźwięki nie będą się zamazywać. Z łatwością też wyodrębnimy fazę ataku.
Przetwornik średniotonowy to w praktyce przeskalowany woofer, zatem należałoby się spodziewać identycznego charakteru: precyzji kontroli i szybkości. I tak jest w praktyce, co uwypukla czytelność brzmienia. W tej kwestii widziałbym postęp w porównaniu ze starszymi flagowcami, ale tamte słyszałem dość dawno i czas zatarł wrażenia. Jedno mogę powiedzieć na pewno: JBL konsekwentnie realizuje tę samą estetykę. Nie zmienia podejścia do muzyki. I to chyba dobrze, skoro od dziesięcioleci utrzymuje przy sobie tak liczną grupę zwolenników.
Sama barwa pozostaje neutralna, z odrobiną chłodu. Można by wspomnieć o „rockowej duszy”, gdyby nie fakt, że w wykonaniu Makalu najbardziej podobała mi się… symfonika. Ale to też nic nowego, bo podobnie było z Everestami. Inna sprawa, że kolumny są uniwersalne pod względem wyboru repertuaru i trudno mówić o uprzywilejowaniu któregoś z gatunków. Może po prostu jest tak, że instrumenty akustyczne najlepiej pokazują walory JBL-i?
Pomaga w tym nieźle zarysowana głębia i to, co obserwujemy już w tańszej linii HDI – wypełnienie pokoju dźwiękiem, a także dobre zachowanie poza osią główną. Dwa metry w bok od sweet spotu i nadal słychać niemal to samo. W tej dziedzinie bezkonkurencyjny był monitor HDI, a więc podejrzewam, że podobnie zachowa się Summit Ama.
Na koniec warto wspomnieć, że Makalu nie należą do kolumn, które robią piorunujące wrażenie w pierwszej minucie. Są na to zbyt zrównoważone i wyważone. Duża tuba i wielka membrana basowa zapowiadają trzęsienie ziemi, a tymczasem otrzymujemy dźwięk dojrzały, zestrojony rozsądnie i ze świadomością akustycznego pierwowzoru. Owszem, JBL ma własną wizję i charakter, ale te kształtowały się przez dekady i wielokrotnie konfrontowały z oczekiwaniami odbiorców. Lata doświadczeń słychać, czuć, a teraz także – widać.
Posiadacze starszych flagowców JBL-a mogą się spokojnie przesiąść na nowe Summity, choć odnoszę wrażenie, że konstrukcje amerykańskiej wytwórni są ponadczasowe. Odporne na mody, trendy i technologiczne rewolucje.
Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 02/2026
JBL Summit Makalu
Cena
189990 zł
Dane techniczne
Liczba dróg/głośników
3/3
Obudowa
bas-refleks
Czułość
88 dB
Impedancja
4 omy
Terminale
podwójne
Rek. moc wzm
50-500 W
Pasmo przenoszenia
23 Hz – 33 kHz (-6 dB)
Wymiary (w/s/g)
110/46,5/39,5 cm
Masa
80,5 kg/szt.
Przeczytaj także