20.11.2025
min czytania
Udostępnij
Z serii Studio 6 opisaliśmy do tej pory monitory 620 („HFiM” 12/2022) i 630 („HFiM” 2/2023) oraz najmniejsze podłogówki 680 („HFiM” 4/2023). Poza tym obejmuje ona jeszcze testowane dzisiaj wolnostojące 690, największe 698 oraz dodatki do kina domowego. Te ostatnie producent traktuje poważnie, o czym świadczy liczba propozycji: dwa głośniki centralne, dwa subwoofery i naścienny model efektowy. Tak samo jest w przypadku linii Stage i HDI. Nic dziwnego, w końcu JBL od początku działalności był związany z wielkim ekranem i nagłaśnianiem sal kinowych.
Studio 690 to potężne skrzynie, które nawet się nie starają zniknąć z pomieszczenia. Przeciwnie: ich proporcje sprawiają, że wyglądają na jeszcze cięższe – najwyraźniej to opcja dla osób, które chcą kupić kawał głośnika.
Pomimo słoniowatego wdzięku kolumny dobrze się prezentują, głównie za sprawą zaokrąglonych krawędzi. Miękkie krzywizny otaczają także przetworniki; zapewne w celu ograniczenia załamań fal, choć Amerykanie o tym nie wspominają. Na pewno warto docenić efekt wizualny – Studio 690 bardzo dobrze dzięki nim wyglądają, a precyzja montażu, w tym licowania elementów, zapewnia poczucie kontaktu z komponentami wysokiej jakości. Dopiero przy bliższych oględzinach okazuje się, że do wyższej serii HDI trochę jednak brakuje. To po prostu solidna wielkoseryjna produkcja, bez zastrzeżeń do jakości, ale też bez zachwytów.
Skrzynki z MDF-u wykończono matową winylową okleiną, imitującą drewno orzechowe w ciemnym odcieniu. Do wyboru jest też wersja czarna. W błyszczącej centymetrowej podstawie z tworzywa sztucznego osadzono gwintowane tuleje. Należy w nie wkręcić dołączone w komplecie metalowe kolce. Poziomowanie jest dość trudne, ale robi się to raz. Nad podstawą umieszczono logo producenta w formie aluminiowej tabliczki. W wyposażeniu znajdują się maskownice mocowane ma magnesach, ale szkoda byłoby zakrywać efektowne przetworniki.
Z tyłu dmuchają dwa duże tunele bas-refleksu, pod którymi zamontowano dwa komplety złoconych terminali, spiętych zworkami. Instalacja przewodów okazuje się niewygodna ze względu na ciasnotę w plastikowej wytłoczce, natomiast same zaciski są porządne.
Dwuipółdrożny układ bazuje na trzech przetwornikach. Uwagę przyciąga wielka tuba wysokotonowa. JBL unika tego określenia, zastępując je „falowodem”. Jest on identyczny jak w serii HDI (High Defiinition Imaging). Metalowa kratka w centrum osłania 25-mm przetwornik kompresyjny JBL 2414H-1 z membraną teoneksową. Zakres pracy głośnika rozpoczyna się od 1,7 kHz, a kończy na 40 kHz.
Średnicę i bas obsługują dwa takie same 20-cm stożki z PolyPlasu, czyli celulozy powlekanej polimerem. Koncentryczne przetłoczenia pokrywają całą powierzchnię membran – od nakładki przeciwpyłowej aż do resora z miękkiej gumy. Redukują rezonanse na powierzchni i zapewniają dodatkowe usztywnienie. To rozwiązanie rodem z rynku profesjonalnego. JBL stosuje je od dekad.
A skoro tak, to można oczekiwać koncertowych wrażeń, w zapewnieniu których pomogą mocne wzmacniacze. Studio 690 takie lubią, choć z czułością 90 dB/2,83 V i nominalną impedancją 6 omów pozostają łatwe do wysterowania. Tuba to również zapowiedź wysokiej kompatybilności, w tym z lampami. Mimo wszystko warto sięgnąć po wydajny tranzystor. 250 W, czyli górną granicę zalecanej przez JBL-a mocy, można przy tym traktować z przymrużeniem oka. Więcej na pewno nie zawadzi.
W teście Studio 690 grały z dzielonym wzmacniaczem Notte Sound Labs NPA-01/NLP-01R, połączonym z odtwarzaczem C.E.C. CD 5 przewodem Hijiri HCI. Prąd filtrował Ansae Power Tower. Elektronika stała na meblu Base 6, a kolumny na kamiennych płytach o grubości 3 cm.
Patrzycie na Studio 690 i spodziewacie się rockowego koncertu w domu? No to go dostaniecie. Sprawa jest jasna od pierwszych taktów. Studio 690 to rockowy głośnik, z rockowym sercem i duszą.
Jasny, twardy dźwięk idealnie pasuje do metalu i hard rocka. Wydaje się wręcz stworzony do tych gatunków. Estradowe zacięcie dodaje mu rumieńców, a niektórych słuchaczy może porwać do pląsów i wachlowania fryzurą. W dodatku nic nie pozostaje w sferze domysłów. Każda gitara, bęben czy bas wręcz dobijają się do uszu.
Wysokich tonów jest mnóstwo. Zauważymy uśrednienia ich barw i specyficzny kolorek, za to są szybkie, detaliczne i rozdzielcze. Zawoalowanie, zamulenie? Gdzie tam! Idziemy w zgoła przeciwnym kierunku – bezpośredniego i precyzyjnego tłoczenia informacji.
Równie mocny, a przy tym twardy i szybki okazuje się bas. Dzięki temu ze stoickim spokojem odliczamy pojedyncze dźwięki w szybkich seriach perkusyjnej stopy. Tak samo grają gitary basowe – ani krzty spowolnienia czy lenistwa. Tylko tempo, rytm i wirtuozeria. Wokale brzmią jasno, agresywnie, z podkreśleniem sybilantów, ale zachowują czytelność. Dynamika? Można powiedzieć: przede wszystkim.
Małe składy również przesyca koncertowy czad. Może brakować szlachetnych barw czy miękkości. Otrzymamy za to niespodziankę: świetną przestrzeń z głębią i realistycznym pogłosem oraz przejrzystość i czytelność. Te cechy, połączone ze sobą, robią duże wrażenie.
Symfonika w wydaniu Studio 690 to propozycja dla osób traktujących ten repertuar jako dodatek, ewentualnie tło projekcji filmowych. Przesądza o tym ich specyficzny charakter, chociaż miłośnikom klasyki też się może spodobać, o ile doceniają ten rodzaj ekspresji. Wrażenie jest odległe od wizyty w filharmonii, ale ma zalety, których na koncercie komuś może brakować. Brzmienie pozostaje bowiem twarde, ostre, z wyraźnie zaakcentowanymi skrajami pasma. Otrzymujmy mnóstwo góry i tyle samo dołu. W aspekcie barwy jest nierówno. Smyczki na pewno oddalają się od wzorca, podobnie jak dęte drewniane. Za to blaszane wypadają spektakularnie, z triumfalnym blaskiem. Dźwięk jest bezpośredni, nasycony energią, gwałtowny. Przypomina ładunek wybuchowy. Eksplozje odzywają się co chwila, a dynamika rozwala system.
To nie kontemplacyjny odsłuch, tylko konflikt zbrojny, choć paradoksalnie zachowuje szczegółowość i czytelność dźwięku. W tej awanturze słychać osobne instrumenty, grupy, plany i pozamuzyczne dodatki. Kontrasty są niebywałe, podobnie jak zdolność do przekazania wysokich ciśnień akustycznych, a kulminacje rozsadzają ściany. Nie ginie przy tym rozdzielczość. Swoboda nie zostaje zduszona, a dźwięk nie ulega kompresji.
Pomaga w tym świetna przestrzeń. JBL-e okazują się w tej dziedzinie wybitne. Co najciekawsze – głębia i oddech nie giną, nawet gdy usiądziemy w absurdalnym miejscu, trzy metry w bok od centrum bazy. Ale to akurat nie nowość: ten efekt podkreślałem wcześniej przy okazji testów wyższej serii, zwłaszcza monitora HDI 1600. Ogromna, napowietrzona scena zapewnia rozmach koncertu rockowego. Swoboda rozchodzenia się pogłosu również potrafi zadziwić. Jeżeli ktoś nie lubi klasyki, wychował się na ostrym łojeniu, to JBL-e mogą zadziałać jak pastylka przeciwalergiczna.
Dźwięk Studio 690 to hojnie dozowane dawki adrenaliny. Nie spodziewałem się też takiej czytelności ani głębi. Mocne wrażenia macie jak w banku.
Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 09/2025
JBL Studio 690
Cena
8398 zł
Dane techniczne
Liczba dróg/głośników
3/3
Obudowa
bas-refleks
Czułość
90 dB
Impedancja
6 omów
Terminale
podwójne
Rek. moc wzm
40-500 W
Pasmo przenoszenia
36 Hz – 40 kHz (- 6 dB)
Wymiary (w/s/g)
106/30/35 cm
Masa
29,6 kg
Przeczytaj także