bool(false)

JBL Stage 280F

16.03.2025

min czytania

Udostępnij

JBL Stage 280F

Seria HDI przypomniała o JBL-u miłośnikom klasycznego stereo. To było mocne uderzenie, w naszym odczuciu najlepsza od… 30 lat premiera amerykańskiego giganta. Jak się okazuje, w Northridge nie zapomnieli też o kinie domowym.

Odświeżenie serii Stage w 2024 roku nieprzypadkowo zbiegło się z wprowadzeniem amplitunerów Modern Audio. Znalazły się wśród nich propozycje do systemów 5-, 7-, a nawet 9-kanałowych z dwoma subwooferami. To spore zaskoczenie, bo tak rozbudowane instalacje raczej wychodzą z mody, zwłaszcza w przystępnych przedziałach cenowych. Tak czy siak, JBL poleca łączyć nową elektronikę AV z kolumnami serii Stage 2. Tworzą ją po dwa modele podłogówek i monitorów (większy Stage 250B opisywaliśmy w „Hi-Fi i Muzyce” 10/2024), dwa subwoofery, głośnik centralny i coś zupełnie nowego: moduł 240H. Ten ostatni może służyć jako głośnik efektowy do montażu na ścianie, tylny surround albo rozszerzenie opisywanych dziś podłogówek 280F do systemu Dolby Atmos.

JBL Stage 280F

Celulozowa membrana z przetłoczeniami.

Budowa

JBL-e Stage 280F są ogromne i już choćby to stanowi ich atut. Trudno będzie bowiem u markowej konkurencji znaleźć coś podobnego za 6000 zł. Z tego względu można przymknąć oko na przeciętną jakość wykonania i takież materiały – cienkie ścianki, kanciaste kształty i wykończenie winylową folią. Wzornictwo niczym się nie wyróżnia. Co najwyżej wystającym na boki frontem, choć przy okazji widać jego grubość, podobnie jak podstaw. A te dobrze spełniają swoją funkcję – kolumny są niewywrotne i chyba o to chodziło. Ogólnie Stage 280F prezentują się jak przedmiot użytkowy, a nie ozdoba, i tak należy je traktować.
Za to po zdjęciu mocowanych na magnes maskownic widok staje się intrygujący. Trzy duże przetworniki to nie żart. Każdy, kto myśli o zakupie tych podłogówek, ma sprecyzowane oczekiwania. Musi być czad. Zwłaszcza w basie, a ten powierzono dwóm 20-cm przetwornikom celulozowym (układ 2,5-drożny, podział przy 1,1 kHz i 2,1 kHz). Na membranach widać przetłoczenia w kształcie okręgów rozchodzących się równomiernie od centrum aż do resora. To rozwiązanie JBL stosuje od dekad w celu redukcji rezonansów i usztywnienia stożka.

JBL Stage 280F

Podwójny pierścień magnetyczny.

 

Wysokie tony reprodukuje 25-mm kopułka z anodowanego aluminium, osadzona w falowodzie HDI. Jeżeli zaczerpnięto go wprost z wyższej serii, to możemy się spodziewać świetnej propagacji dźwięku, uwolnionej od sweet spotu do tego stopnia, że równie dobrze będzie słychać na ulubionym miejscu na kanapie, jak i całkiem z boku. Zestawy z linii HDI tworzyły naprawdę spektakularny efekt.
Bas-refleks wyprowadzono do tyłu, a sam kanał jest nową konstrukcją z dwoma wylotami. JBL nie opisuje bliżej tego rozwiązania, ale to, co się dzieje w projekcjach filmowych, wzbudza ciekawość. Takiego efektu w tej cenie jeszcze nie słyszałem.
Podłączenie przewodów w pierwszej chwili może zaskoczyć, zwłaszcza osoby przyzwyczajone do klasycznego stereo. Wyższa para gniazd służy do instalacji modułów 240H, stawianych na wierzchu kolumny. Biegnący wewnątrz przewód łączy zaciski z umieszczonymi przy górnej krawędzi obudowy terminalami zaślepionymi zatyczką. Dzięki takiemu rozwiązaniu kable się nie plączą i nie szpecą wyglądu kolumn.
Stage 280F są łatwe do wysterowania. Czułość 91 dB i impedancja 6 omów nie zapowiadają problemów. Według producenta można zacząć nawet od wzmacniacza 20 W i na pewno nie chodzi o lampę ani klasę A. Interesująco wygląda też zasięg basu – 33 Hz, choć ze spadkiem 6 dB.

 

JBL Stage 280F

Falowód HDI.

 

Konfiguracja systemu

Redakcyjny system był ten co zwykle, choć tym razem to overkill: wzmacniacz McIntosh MA12000, odtwarzacz C.E.C. CD5, okablowanie Hijiri (HCI/HCS) i filtr zasilania Ansae Power Tower. Sprzęt stał na stoliku Base 6.

JBL Stage 280F

Górny zestaw gniazd na potrzeby Dolby Atmos.

 

Wrażenia odsłuchowe

Prezentacja muzyki symfonicznej okazała się kompletnym zaskoczeniem. Spodziewałem się łupnięcia, dźwięku ofensywnego i nastawionego na tani efekt. Tymczasem wielkie JBL-e pokazały szaloną przestrzeń, jakby same, bez procesora, potrafiły przerobić nagranie na Dolby Atmos. Rozbudowaną scenę słyszałem już w HDI, ale tutaj, pomimo niższej ceny, urosła jeszcze bardziej. Dodajmy, że w specyficzny, „soundtrackowy” sposób, z wyraźnie zaakcentowanym pogłosem, jakby ktoś wpompował do pokoju dodatkowe litry powietrza.
Ten pogłos jest długi. Dodaje romantyzmu, pogłębia oddech i maluje rozległe pejzaże. Na szczęście obraz się nie zamazuje, może dzięki szybkości tweetera. Ale i duże papierowe membrany nie zaciemniają faktury. Poczujemy, co prawda, lekkie cofnięcie średnicy, które niby powinno przeszkadzać, ale przypomnijcie sobie działanie filtru loudness… Potężne kolumny zachowują się tak, jakby korzystały z niego ostrożnie, a jednocześnie ukazywały same zalety tej estetyki. Podkreślenie skrajów pasma dodatkowo napowietrza przekaz. Dźwięk zyskuje amerykański rozmach i czujemy się, jakbyśmy słuchali muzyki Johna Williamsa w kinie, kiedy wyświetlają się napisy końcowe, ludzie zaczynają wychodzić i mamy ochotę ich rozszarpać za koncert stukających krzeseł.

JBL Stage 280F

Górny zestaw gniazd na potrzeby Dolby Atmos.

 

Szeroki gest niesie z sobą plastyczność, balladową narrację oraz płynność i lekkość; nie jest celem sam w sobie. Całości towarzyszy całkiem już kinowy bas. Wyraźnie poluzowany, za to nieraz mruczący niczym aktywny subwoofer. Oparcie w kontrabasach buduje fundament całkowicie niespotykany w filharmonii, za to miły dla ucha w czasie projekcji. To trochę tak, że muzyka nawet już nie towarzyszy obrazowi, ale sama staje się obrazem, monumentalnym, choć w pewnym sensie delikatnym. Wiem, że to nieprawda, a orkiestra na żywo brzmi inaczej. Jednak ten dźwięk jest po prostu miły dla ucha i słuchalny. Ktoś powie, że to specyficzne granie? Zgoda, ale także intrygujące. I dla jasności: zero łupaniny – to zupełnie inny kierunek.
Mocne granie – tu się dopiero robi ciekawie! Przyzwyczailiśmy się do skoncentrowanego ataku decybeli i tłoku na scenie. Tymczasem znów dostajemy wersję… kinową, rozłożoną na większym obszarze, powiększoną i wypełnioną powietrzem. Z jednej strony niweluje to agresję i rockowy bunt; z drugiej – zapewnia porównywalną, a kto wie, czy nawet nie większą potęgę. W takim wydaniu męskie granie może się spodobać nawet osobom na nie uczulonym. Tym bardziej że tweeter zachowuje szczegółowość.
Czytałem gdzieś, że Stage 280F zaciemniają obraz. Nie zgadzam się. Owszem, czynią go bardziej monumentalnym, poważnym, ale instrumenty nie wchodzą na siebie, a tempo nie zostaje zaburzone. Dostajemy co innego: namiastkę koncertu, oglądanego w systemie wielokanałowym. No i bas – jak już postawi stopę, to rozgniecie, na co by nie nadepnął. Zgoda, gitary również są cięższe, bardziej masywne i mięsiste, ale nie ciemne ani zmatowione. Pozostają wyraźne, choć kontury nie tną szybkich przebiegów zimnym ostrzem. Brutalną agresję zastępuje romantyzm, ale nie ten dla guwernantek, tylko Sturm und Drang Periode. Albo inaczej: jakbyście do ostrej whisky wrzucili dużą kostkę lodu.

JBL Stage 280F

Kawał kolumny, z przodu i z tyłu. Nowy port bas-refleksu.

Test Prince’a z „3121” Stage 280F omijają bokiem; do przekazania ścieżki ekstremalnie nabitej informacjami podchodzą z dystansem. Połączenie łagodności z potęgą oraz podkreślenie skrajów pasma powodują, że nie kopią się z koniem. Odcedzą to i owo, ale nie narobią hałasu ani chaosu.
W audiofilskich próbach, takich jak Pink Floyd, Miles Davis itp. spodziewajcie się uproszczeń. Nie będziecie się koncentrować na detalach, wskazywać ich na dalszych planach ani zastanawiać nad prawidłowością barwy wokali lub fortepianu. Słucha się miło. Nic nie rani ani nie odrzuca. To takie „piece of cake”, czyli po naszemu: bułka z masłem.
Za to kiedy włączycie film, natychmiast staje się jasne, do czego amerykańskie podłogówki zostały stworzone. JBL zaprojektował serię Stage 2 do kina domowego i w tej dziedzinie pokazał coś równie udanego, jak wcześniej z HDI w stereo. Przestrzeń już tylko z parą głośników z przodu tworzy wrażenie „wielokanałowej” z – i to jest dopiero ciekawe! – ulokowanym idealnie pośrodku lektorem, jakbyśmy podłączyli osobny głośnik centralny. A to, co potrafi pokazać bas, okazuje się już całkiem nieoczekiwane. Dostajemy kinowy rozmach i orkiestrę od ściany do ściany. A może nawet dalej?

Konkluzja

Postawmy sprawę jasno: to nie jest audiofilski głośnik, tylko kinowe fronty ze zjawiskowym potencjałem do samodzielnego grania, jeżeli nie macie miejsca na bardziej rozbudowaną instalację. Muzykę prezentują specyficznie, ale to nie kompromis, tylko wizja konstruktora. Dla wielu może nawet bardziej atrakcyjna niż estetyka neutralnych i precyzyjnych monitorów rodem ze studia.

 

Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 12/2024

JBL Stage 280F

Cena

5998 zł

Dane techniczne

Liczba dróg/głośników

2/3

Obudowa

bas-refleks

Czułość

91 dB/2,83 V

Impedancja

6 omów

Terminale

pojedyncze

Rek. moc wzm

20-250 W

Pasmo przenoszenia

33 Hz – 25 kHz (- 6 dB)

Wymiary (w/s/g)

115/36/42 cm

Masa

25 kg

Sprawdź w naszym sklepie

Pokaż wszystkie

Przeczytaj także

07.03.2026

Testy

Wzmacniacze

Bladelius Oden II Class-A

02.03.2026

Testy

Wzmacniacze

Accuphase E-800S

27.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Air Tight ATE-5

23.02.2026

Testy

Przetworniki C/A

dCS Lina Network DAC 2.0

McIntosh MA352

18.02.2026

Testy

Wzmacniacze

McIntosh MA352

14.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Soulnote E-2

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1