bool(false)

JBL ES 30

24.10.2013

min czytania

Udostępnij

JBL od 60 lat produkuje kolumny. Do wszystkiego: studia, domu, na koncert i na dyskotekę. Marka jest znana i amerykańska do szpiku kości. To równie rozpoznawalny znak jak McDonald.

Zapewne dlatego Amerykanie mają za złe producentowi, że klepie to i owo (między innymi serię ES) w Chinach. Dla wielu obywateli USA JBL to kwintesencja Ameryki, jak muscle-car z ósemką pod maską, hamburger i słynna amerykańska wolność.

Niestety, świat się zmienia, a z wymienionej trójcy jakoś jeszcze trzyma się kotlet. To, że JBL zatrudnia obcokrajowców, wielu pewnie uważa za zdradę. Jednak wszystko robi się w jakimś celu. O ile na przykład w Krellu trudno uzasadnić oszczędności, przynajmniej z punktu widzenia klienta, który ich nie powącha (integra kosztuje tyle, co mały wóz, a robią ją Chińczycy), to tutaj można bronić strategii. ES 30 to największy zestaw w dzisiejszym teście, a jednocześnie jeden z najtańszych. W Stanach mogłoby się to nie udać, bo zbyt wiele pochłaniają związki zawodowe, ochronki i podatki. Gorzej to już tylko w Europie. ES 30 są okazałe, robią wrażenie na młodzieży i, co tu dużo mówić, spełniają wizualnie oczekiwania związane ze stereotypem brzmienia JBL-a: dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika, plus kawał basu z papierowych membran. Kolumny wyglądają efektownie. A czy elegancko? Moim zdaniem – nie, ale to indywidualne odczucie. Dla mnie to estetyka koncertowo-wieżowa, ale wielu osobom takie „paczki” przypadną do gustu. Miłą niespodzianką jest natomiast to, że seria ES to stereo.

Trzy monitory, trzy podłogówki, no i centralny, dla upartych. Wszystkie są dostępne w dwóch wykończeniach: czarnym i przypominającym drewno orzechowe.

Budowa

ES 30 są trójdrożne, nie jest to jednak typowa konstrukcja: dół, środek, góra. JBL ma własną receptę. 17-cm nisko-średniotonowiec kończy pracę na 3 kHz (stromy filtr 24 dB na oktawę). Dalej pałeczkę przejmuje 19-mm tytanowa kopułka, ukryta wewnątrz niewielkiej tuby wykładniczej i zabezpieczona dwoma plastikowymi półpierścieniami. Jej kołnierz stanowi plastikowy odlew, w którym tkwi także głośnik ultrawysokotonowy, odcięty od dołu (9 kHz) również stromym filtrem, 18 dB/okt. Ten też ma 19-mm membranę, tyle że z poliesteru. Boczki obudowy wykończono niedrogim laminatem. Lepsze wrażenie robi folia naklejona na froncie, górze i z tyłu. Tam znajdziecie podwójne gniazda i wylot bas-refleksu. W komplecie załączono duże podklejane podkładki z gumy. Na regał wystarczą; nie trzeba szukać akcesoriów. JBL-e nie rzucają na kolana klasą materiałów ani wykończeniem, ale ich cena jest świetna. Coś za coś.

15-51 05 2013 JBLES30 0215-51 05 2013 JBLES30 0315-51 05 2013 JBLES30 04

Brzmienie

W odróżnieniu od Studio 130 tutaj stereotyp dziarskiego, wyczynowego JBL-a sprawdza się niemal w stu procentach. Niemal, bo monitory mogłyby być jeszcze większe, ale to, co prezentują w swojej cenie, niejednego może zaskoczyć. Przy cichym odsłuchu JBL-e grają jasno, z zaznaczeniem wysokich tonów. Słychać lekkie wycofanie średnicy i dociążenie w basie. To jeszcze żaden młot pneumatyczny, ale niska średnica staje się cięższa, niż na przykład w Monitor Audio. Od czasu do czasu jakiś pojedynczy dźwięk basówki albo stopa wyskoczą do przodu z zaskakującą energią, ale nadal pozostaje to w granicy lekkiego, niezobowiązującego podkładu rytmicznego. Kolumny jednak nie przepadają za podobnym traktowaniem i rozwijają skrzydła, gdy zdecydowanie przekręcimy gałkę we wzmacniaczu w prawo. Wtedy się otwierają i włącza się turbosprężarka. Bas zaczyna rosnąć i, trzeba przyznać, że im głośniej, tym lepiej sobie radzi. Stara się być taki, jak z podłogowych skrzyń. Oczywiście, nie wychodzi mu to do końca, ale głębokość i potęga zasługują na mocną czwórkę. Za to piątka z plusem należy się za tempo. ES 30 nadążają bez problemu za solówkami nawiedzonych basistów i dają sobie radę z popisami bębniarzy. W 12-14 m² może to być nawet mała apokalipsa; w 20 m² – przyzwoite natężenie i moc. Jeszcze lepsza jest dynamika. „Trzydziestki” rytmicznie, niczym tłok silnika, pompują powietrze, a jak przyjdzie im gruchnąć, robią to bez litości. Obecność dwóch kopułek zapowiada „mnóstwo cytrynowa siła” wysokich tonów, ale te – im głośniej, tym stają się bardziej dyskretne. Jest ich dużo, ale nie tak, jak w Monitor Audio. W skraju pasma są najlepsze – nośne i przejrzyste, niżej – trochę bardziej monotonne i cykające, ale słychać też szczegóły i pochodzenie informacji. Przestrzeń i muzykalność – średnia w tej cenie, bez narzekań. Scena jest szeroka, ale dość płytka.

Konkluzja

O ile Studio 130 można było nazwać „studyjnymi”, to ES 30 należy się określenie estradowych. Grają z rozmachem i tempem. W klasyce przydałoby się więcej finezji, ale w mocnym rocku jest dokładnie to, o co chodzi.

15-51 05 2013 JBLES30 T

Maciej Stryjecki
Hi-Fi i Muzyka 05/2013

JBL ES 30

Przeczytaj także

14.02.2026

Testy

Przedwzmacniacze gramofonowe

Soulnote E-2

09.02.2026

Testy

Wzmacniacze dzielone

Vincent SP-T700

Quad Revela 1

04.02.2026

Testy

Kolumny

Quad Revela 1

30.01.2026

Testy

Słuchawki

Bowers & Wilkins Px8 S2

Sennheiser HDB 630

29.01.2026

Testy

Słuchawki

Sennheiser HDB 630

24.01.2026

Testy

Słuchawki

Meze Audio 99 Classics

22.01.2026

Testy

Słuchawki

JBL Sense Pro

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister

19.01.2026

Testy

Końcówki mocy

Audio Note P3 Silver Signature Tonmeister