14.08.2025
min czytania
Udostępnij
Historycznie seria Contour była oznaczana kolejnymi numerami z rozwinięciem symbolu po kropce. Mieliśmy więc monitory Contour 1.1, a następnie nieco od nich większe i popularniejsze Contour 1.3, które doczekały się następców w postaci 1.3 Mk II i 1.3 SE. Podłogówki to Contour 1.8 i 1.8 Mk II. Większe wolnostojące Contoury 2 i 2.8 kierowały myśli w stronę prestiżowych Contourów 3 oraz potężnych Contourów 3.3. Serię zamykały mało u nas znane Contoury 4. Później pojawiły się jeszcze Contoury S 1.4, S 3.4 i S 5.4.
Pierwowzorem Contourów Legacy był model Contour 1.8, produkowany w latach 1990-1994. W nowej odsłonie skrzynka jest wyższa o 6 cm, szersza o 4 mm i głębsza o 5 cm. Jest też o wiele cięższa: 32,5 kg w porównaniu z 19 kg. Na stronie internetowej Dynaudio można znaleźć przemawiający do wyobraźni opis powstawania Contourów Legacy, wprowadzonych do katalogu trzy lata przed okrągłym jubileuszem 50-lecia firmy z Jutlandii. „Każda z tysiąca par limitowanej edycji została z dumą ręcznie wykonana w Danii przez Martina, Annę, Daniela, Clausa i Kalina… specjalnie dla Ciebie” – czytamy. Jako że do Polski trafiło zaledwie 50 ze wspomnianych tysiąca par, można założyć, że nie będą długo czekać na nabywców.
Kolumny podróżują w drewnianych skrzyniach, wzbudzających respekt i ciekawość, jakby umieszczono w nich znaleziska z Doliny Królów. Więcej czasu zajęło mi odkręcenie tuzina śrub mocujących pokrywy niż samo wypakowanie. Wysokotonowe kopułki do transportu osłonięto plastikowymi nakładkami, które potem należy zdjąć.
W obudowach Contour Legacy zastosowano kompozyt, ale jego składu nie podano. Dodatkowe wstawki we wnętrzu usztywniają konstrukcję i uodporniają na drgania i rezonanse. Fornir to orzech amerykański z pięknie ułożonymi słojami ręcznie dobieranymi w pary.
Legacy producent określa jako kolumny 2,5-drożne, co w praktyce oznacza, że górny głośnik niskotonowy przetwarza tony niskie i średnie, dolny zaś kończy pracę wcześniej, wspomagając jedynie reprodukcję basu. Oba woofery są takie same: 18W75 XL Heritage Special MSP. Zostały zapożyczone z modelu Evidence Platinium, choć na potrzeby projektu Contour Legacy poddano je modyfikacjom. Za wysokie tony odpowiada Esotar 3, montowany wcześniej w aktualnie topowej serii Confidence.
Zwrotnica dzieli pasmo nieco wyżej niż zwykle, bo przy 3400 Hz. Jeżeli lubicie upgrade’ować swoje kolumny, wymieniając komponenty na droższe, a więc – w domyśle – również lepsze, to w tym przypadku możecie sobie darować. W filtrach wykorzystano bowiem kondensatory Mundorfa (Evo Oil) i Duelunda oraz okablowanie Van den Hula. Cewki powietrzne nie mają widocznych oznaczeń producenta.
Z tyłu znajdują się dwa otwory bas-refleksu oraz pojedyncze terminale WBT-0710 Cu mC nextgen.
Obudowy opierają się na solidnych żeliwnych odlewach o wysokości 3 cm, w których zamontowano cztery gumowe podkładki w formie pierścienia. Dzięki nim można ustawić kolumny bezpośrednio na podłodze, oszczędzając parkiet. W wyposażeniu znajdują się również firmowe kolce z nakrętkami kontrującymi. Dołączony w komplecie klucz ułatwia poziomowanie, a dzięki antypoślizgowym rękawiczkom obudowy nie wysuną się z rąk przy wyjmowaniu ze skrzyń i ustawianiu. Niespodzianką ukrytą w pudełeczku pod instrukcjami jest brelok z logo Dynaudio. Nie zgubimy już kluczy, ponieważ jest dosyć ciężki.
Contour Legacy z zamontowanymi kolcami stanęły początkowo na granitowych płytach o grubości 3 cm. Ich wygląd przypomniał mi lata spędzone z modelem Contour 1.8 i wywołał uśmiech na twarzy. To się nazywa czar wspomnień! Oczywiście nie pamiętam już dokładnie brzmienia tamtych głośników, ale godzina słuchania wystarczyła, by nabrać pewności, że Contour Legacy prezentują high-endowy poziom na tle słuchanych ostatnio przeze mnie propozycji konkurencji. Umownie można więc stwierdzić, że stoją w firmowej hierarchii o dwa poziomy wyżej od swych prekursorów.
Po kilku odsłuchu dniach dźwięk dodatkowo zmienił się na lepsze. Nie wynikało to jednak z wygrzewania, ale z faktu, że do testu dotarły podstawy Acoustic Revive RST-38 H oraz duże mosiężne podkładki pod kolce Acoustic Revive SPU-8.
Na uwagę zasługują same podstawy RST-38H o wymiarach 3,8/32/48 cm (w/s/g). Składają się z dwóch płyt ze specjalnie dobranego drewna, przedzielonych warstwą kwarcowych kryształków, dostarczanych w osobnych torebkach. Kryształki rozsypuje się na płycie dolnej i rozprowadza w miarę równo po całej powierzchni. Następnie nakłada się mniejszą płytę górną i dopiero na niej ustawia kolumnę. Aby nie rysować powierzchni podstawy kolcami kolumny, warto zastosować podkładki. Wspomniane mosiężne SPU-8 pasują idealnie, dodając przy okazji smukłym obudowom dostojeństwa.
W teście Contour Legacy grały ze wzmacniaczem Marantz PM-10 i odtwarzaczem Marantz SA-10. Użyte łączówki to miedziany Monster Sigma Retro Gold RCA oraz srebrne Kimber KCAG, na zmianę z AudioQuestem Diamond XLR. Sygnał do kolumn płynął Monsterem Sigma Retro Gold. Sieciówki to Ansuz Acoustics Mainz X2 do wzmacniacza i Kubala-Sosna Anticipation do odtwarzacza CD/SACD.
Dynaudio pracowały w pokoju o powierzchni 28 m2, w odległości 3,5 m od miejsca odsłuchowego, rozstawione na 2,6 m i odsunięte o 70 cm od ścian bocznych i metr od tylnej. Nie było potrzeby zatykać bas-refleksów dostarczonymi w komplecie gąbkami. W trudniejszych pomieszczeniach lub kiedy kolumny staną zbyt blisko ściany, zapewne mogą się przydać. Sam producent zaleca dystans nie mniejszy niż 50 cm.
Pierwsze pozytywne wrażenie wynika z równowagi pasma, którego żaden fragment nie jest ani eksponowany, ani upośledzony; drugie zaś z przekonania, że pomimo średnich gabarytów kolumny grają szeroką skalą dynamiki. Z odpowiednim wzmacniaczem można uzyskać wysokie ciśnienie akustyczne i nagłośnić salon o powierzchni do około 40 m2, nie tracąc przy tym pełni dźwięku ani balansu tonalnego. Co więcej, również przy cichym słuchaniu Dynaudio wytwarzają basowe pomruki i nie tracą nad nimi kontroli.
Początkowo trochę się obawiałem, czy wysokie tony nie zostały nieco wycofane, ale kiedy pozbyłem się już przyzwyczajenia wynikającego ze słuchania poprzednich głośników, góra pasma odzyskała właściwe natężenie. Oferowała przy tym bogactwo subtelności, z jakim nieczęsto się spotykam. Esotar w trzeciej odsłonie pokazuje klasę.
Trzecie pozytywne wrażenie, choć na końcu tej krótkiej listy, dla mnie ma znaczenie pierwszorzędne. Chodzi o zdolność kreowania przestrzeni wokół kolumn, znacznie większej niż wynikałoby to z ich ustawienia. Same znikając z pokoju, kreują imponującą rozmiarami scenę z licznymi pozornymi źródłami dźwięku, dokładnie zdefiniowanymi pod względem wysokości i odległości między sobą i od słuchacza. To zapewnia odczucia zbliżone do odsłuchu w sali koncertowej lub studiu nagrań o wielkości uchwyconej przez realizatora.
Przywołam teraz obserwacje, które towarzyszyły słuchaniu kolejnych płyt. A chciałem ich słuchać jak najwięcej, ponieważ Contour Legacy kusiły brzmieniem, jakie lubię.
Na początek kompilacja Pat Metheny Group „Essential Collection – Last Train Home” (2015, Nonesuch Japan). Mnóstwo tu instrumentów, ciekawe aranżacje, a dramaturgię potęgują dynamika zespołu i imponujące improwizacje muzyków, z liderem na czele. Kolumny wyraźnie oddzielały instrumenty od siebie nie tylko wszerz, ale i w głąb sceny. Każdy z nich tworzył aurę odpowiadającą jego rozmiarom. Największą fortepian Lyle’a Maysa, gitary Pata były skoncentrowane w środku sceny, nad którą szybowały wokalizy Pedro Aznara. Za podstawę rytmiczną odpowiadał perkusista Paul Wertico, bas Steve’a Rodby’ego pełzał nisko, a całość dekorowały perkusjonalia Armando Marcala. Pomyślałem, że Dynaudio powstały do takiej właśnie, gęstej faktury, mieniącej się barwami, przestrzennej i wciągającej niczym czarna dziura kosmiczną materię.
Jeszcze ciekawiej w studyjnej przestrzeni poukładała się muzyka Donalda Fagena na jego debiutanckim albumie „The Nightfly”. To majstersztyk aranżacji i instrumentacji z udziałem wybitnych muzyków i mistrzów konsolety. Niewątpliwie fantazja Fagena miała tu decydujące znaczenie, ale istotną rolę odegrał również budżet produkcji, którą rozciągnięto w czasie, by zapewnić udział najlepszych muzyków sesyjnych i solistów, a następnie wszystko nagrać i zmiksować. To musiała być fascynująca robota! Contour Legacy z pieczołowitą dokładnością przydzieliły każdemu instrumentowi odpowiednie miejsce w przestrzeni, precyzyjnie przy tym oddając jego dynamikę i barwę.
Chwile nostalgii przyniosła piosenka „From the Begining” Emerson, Lake & Palmer z albumu „Trilogy” (1972). Dobrze nagrana i zremasterowana, pokazała piękne brzmienie gitar: akustycznej i elektrycznej, a z solówki Keitha Emersona na Moogu zrobiła niezapomniany przerywnik. W tym momencie doceniłem wielobarwne brzmienie analogowego syntezatora. Z rozrzewnieniem wspominałem czasy, kiedy słuchałem Emersonów z zapartym tchem, niemal wkładając głowę w głośnik lampowego radia rodziców.
Ballada Bruce’a Springsteena „One Minute You’re Here” z płyty „Letter To You” naprawdę chwyciła mnie za serce. Mocny głos Bossa z chrypką, ale i mocną basową nutą wprost rozerwał powietrze, a rzewny styl wokalny zbudował nastrój wspomnień. Wyrwały mnie z niego uderzenia pałek perkusji i kolejny, tym razem dynamiczny utwór tytułowy „Letter To You”, gdzie do pracy wziął się całkiem duży band towarzyszący Bruce’owi na koncertach.
Składanka „The Very Best Of Diana Krall” (2007 Verve, Japan) znów skupiła moją uwagę na głosie, tym razem wokalistki. Nagrania pochodzące z różnych okresów jej kariery wyszły spod ręki wybitnego realizatora Ala Schmitta i brzmią prawie tak samo, a jednak Dynaudio zaznaczyły drobne zmiany wynikające z ustawienia mikrofonu czy innego układu muzyków w studiu.
Kolumny czytelnie różnicowały także głosy i style wokalistek na płycie Herbiego Hancocka „River: the Joni Letters”. Rozmarzona, ale i trochę nonszalancka Norah Jones, nostalgiczna Tina Turner i skupiona Joni Mitchell. Zjawiskowo w melodeklamacji zabrzmiał Leonard Cohen, zyskując na doskonałym przetwarzaniu niskich tonów. Saksofon Wayne’a Shortera wibrował raz ostro, to znów słodko, ukazując bogactwo alikwotów drewnianego ustnika.
Potęgę dynamiki poczułem w nagraniach z płyty „Point” szwajcarskiego duetu Yello. Właśnie – poczułem w klatce piersiowej, a nie tylko usłyszałem. Ponadto znów doceniłem bogactwo barw analogowych instrumentów elektronicznych Borisa Blanka.
Duńskie kolumny uwielbiają klasykę. Dynamika orkiestry symfonicznej czy subtelności kameralnych składów przekonały mnie, że nawet w filharmonii nie zawsze usłyszę tyle szczegółów partytury, co z nimi.
Szkoda czasu na testowanie i porównywanie. Dynaudio Contour Legacy oferują niezmąconą radość ze słuchania. Sprawiają, że warto wracać nawet do muzyki, o której prawie zapomnieliśmy, ponieważ brzmi jak nowa. Stwierdzenie „satysfakcja gwarantowana” niezmiernie rzadko bywa aż tak przekonujące!
Janusz Michalski
Hi-Fi i Muzyka 05/2025
Dynaudio Contour Legacy
Cena
52900
Dane techniczne
Liczba dróg/głośników
2,5/3
Czułość
90 dB (2,83 V/1 m)
Impedancja
4 omy
Pasmo przenoszenia
42 Hz – 29 kHz (+/- 3 dB)
Wymiary (w/s/g)
99,5/21/34,5 cm
Masa
32,5 kg
Przeczytaj także