Ostatni taki High End – High End 2025 Monachium, cz. 2

22.09.2025

min czytania

Udostępnij

Tekst i zdjęcia: Jacek Kłos

Po wprowadzeniu z ubiegłego miesiąca, w wakacyjnym numerze „Hi-Fi i Muzyki” zamierzaliśmy kontynuować fotoreportaż z monachijskiego High Endu 2025. Jednak niedługo po ukazaniu się czerwcowego wydania organizator zapowiedział zmianę daty przyszłorocznej edycji.

Pierwotnie pierwszy High End w wiedeńskim obiekcie Austria Center zaplanowano na ostatni weekend maja 2026. Po drodze okazało się, że przedstawiciel Austrii wygrał Eurowizję, w związku z czym finał kolejnego konkursu również odbędzie się w Wiedniu. Data wydarzenia nie została ustalona, ale jako najbardziej prawdopodobne wskazywano 16 albo 23 maja 2026. W takiej sytuacji High End wydawał się niezagrożony, ponieważ miał się rozpocząć 28.05. 17 czerwca High End Society rozesłało jednak oficjalną informację o przesunięciu terminu wystawy na kolejny tydzień. Decyzja o tyle zaskakująca, że nie pojawiły się żadne dodatkowe dane, które by ją uzasadniały. O zwycięstwie reprezentanta Austrii na Eurowizji było wiadomo od 17 maja, czyli jeszcze w trakcie trwania High Endu w Monachium.

Organizatorzy jednak nie zareagowali. W momencie wysyłania wakacyjnego wydania do druku nadal nie ma żadnych argumentów, przemawiających za zmianą. Ale na tym nie koniec. Kiedy spojrzymy w kalendarz, okaże się, że 4 czerwca 2026, czyli dokładnie wtedy, kiedy według nowego harmonogramu zaczyna się wystawa, wypada Boże Ciało. Organizatorzy tłumaczą, że to korzystne ze względu na długi weekend. Jednak korzystne dla kogo? Dla przedstawicieli biznesu? Tych zdeterminowanych prawdopodobnie tak, ale pozostali zapewne chętnie skorzystaliby z okazji i wybrali się na krótki wypad z rodziną. A może dla publiczności, która odwiedza High End w poszukiwaniu dobrego dźwięku? Tylko kto przekona małżonki, że mąż – zamiast wziąć dzień urlopu i pojechać z bliskimi na wycieczkę – powinien spędzić czas na wystawie? Tutaj trzeba naprawdę świetnego negocjatora.

Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby finał Eurowizji rzeczywiście zaplanowano w ostatni weekend maja i nie byłoby wyjścia. Ale przekładanie imprezy, w dodatku na Boże Ciało, bez konkretnych podstaw dziwi. Poza spotkaniem branży High End miał szansę rozruszać austriacki rynek hi-fi i dotrzeć do zupełnie nowych odbiorców. I może z czasem tak się stanie, choć pierwsza edycja raczej tego nie ułatwi. Cała nadzieja w tym, że zadziała urok nowości i mimo wszystko publiczność dopisze. Ale to wróżenie z fusów i lepiej byłoby pomóc swojemu szczęściu. Będziemy się zatem przyglądać rozwojowi wydarzeń i relacjonować na bieżąco. Trzymamy kciuki za powodzenie przedsięwzięcia i przechodzimy do fotorelacji. Zaczęliśmy od źródeł fizycznych: odtwarzaczy i gramofonów. Dokończmy więc ten wątek i posłuchajmy, co jeszcze w trawie piszczy.


AirForce IV w katalogu TechDAS-a zajmie drugą pozycję od dołu, nad podstawowym AirForce’em V Premium. Zwarta, wykonana z anodowanego aluminium obudowa wygląda naprawdę dobrze. Silnik został odseparowany od chassis, a do przeniesienia napędu służy wytrzymały i gładki pasek z poliestru. Talerz o masie 8,7 kg jest wykrawany z jednolitego bloku metalu. Od wibracji urządzenie izolują stopy z materiałem tłumiącym o konstrukcji przeniesionej z AirForce’a III Premium S. Pomimo kompaktowych rozmiarów całość waży 34,3 kg. Obsługiwane prędkości obrotowe to 33,3 i 45 RPM. Przewidziano możliwość montażu nawet trzech ramion, oczywiście dokupowanych osobno. Sam napęd ma kosztować w Polsce około 105-108 tysięcy złotych.

 


Żeby nie było, że jak gramofon, to tylko serio i drogo, przedstawiamy najnowszą propozycję Thorensa. Dla odróżnienia od stacjonarnej oferty przenośny model CT-01 jest sygnowany marką Coturn. To odpowiedź na wznowiony w 2022 Sound Burger Audio-Techniki. Niewielkie urządzenie można postawić w pokoju nastolatka albo zabrać ze sobą na urlop, by wieczorami zadać szyku, odtwarzając muzykę z winylu. Produkcja Coturna CT-01 odbywa się w Niemczech. Gramofon został wyposażony w chowane w obudowie ramię i wkładkę Audio-Technica AT 3600. Sygnał wyprowadzają uniwersalne wyjście liniowe 3,5 mm, słuchawkowy minijack 3,5 mm oraz Bluetooth aptX. Coturna podłączymy więc zarówno do systemu stereo i przenośnego głośnika, jak i do nauszników. Wbudowany akumulator wystarcza na maksymalnie 16 godzin pracy, a do zasilania służy gniazdo USB-C. Cena za taką ekstrawagancką przyjemność nie wydaje się wygórowana i wynosi 450 euro. W standardzie nie uwzględniono etui do transportu, które kosztuje 29 euro, ale warto je dokupić, żeby gramofon się nie niszczył.


Po dziesięciu latach przygotowań Audio Note zaprezentowało produkcyjną wersję DAC-a R-2R. Zamiast gotowej kości buduje się go z elementów dyskretnych, w tym przypadku – nichromowych rezystorów 2 W. Dla wiernego odwzorowania sygnału cyfrowego w postaci analogowej taki układ wymaga bardzo precyzyjnego dobierania komponentów. W tym celu firma początkowo zainwestowała w kosztowną maszynę do idealnego kompletowania rezystorów, jednak pojawił się dość prozaiczny problem. Otóż opór zmienia się wraz z temperaturą, więc rezystory idealnie dobrane przez maszynę zachowywały się inaczej w pracującym DAC-u. Postanowiono zatem odejść od tej metody i znaleźć inne rozwiązanie. Audio Note nie zdradza zbyt wielu szczegółów, ponieważ układ jest aktualnie przedmiotem procedury patentowej, ale wiemy, że opracowano wzorzec kalibracji rezystorów, który jest wgrywany do mikroprocesora. Ten na bieżąco kontroluje parametry pracy rezystorów i linearyzuje je, kiedy wykryje odchylenia. Zapowiada się więc nie lada zmiana w DAC-ach Audio Note’a. Nowy układ ma być dostępny od modelu 3.1x Balanced w górę. Poza tym Brytyjczycy pozostają wierni idei unikania oversamplingu i filtracji cyfrowej. Stronią od ingerencji w sygnał, cały proces jego obróbki przesuwając do części analogowej.

 


Prototyp przedwzmacniacza Electrocompaniet EC 5. U podstaw jego powstania legła potrzeba skonstruowania czegoś adekwatnego, również cenowo, do monobloków AW300M i flagowych AW800M. W efekcie powstał czysto analogowy układ dual-mono, z zasilaczem opartym na dwóch transformatorach toroidalnych 80 VA i pojemnością filtrującą 15000 μF na kanał. To na dobry początek, ponieważ ciekawiej robi się w ścieżce sygnałowej. Jest w pełni zbalansowana i zbudowana z elementów dyskretnych. Pasmo przenoszenia (0,5 Hz – 450 kHz) sugeruje brak kondensatorów międzystopniowych, a tranzystory wzmacniające sygnał pracują w klasie A. Wisienkę na torcie stanowi autorski układ regulacji głośności – w pełni elektroniczny, bez przekaźników ani innych elementów mechanicznych, które mogłyby negatywnie wpływać na sygnał. W działaniu wiernie naśladuje klasyczny potencjometr analogowy, oferując ponad 900 kroków co 0,1 dB. EC 5 jest układem liniowym, co oznacza, że posiadacze gramofonów muszą się zaopatrzyć w osobny phono stage. Nie ma wbudowanego DAC-a ani streamera. Realizuje tylko wybór źródła, regulację głośności i wstępne wzmocnienie sygnału, zanim trafi do końcówek mocy. Tylko tyle i aż tyle, zważywszy na fakt, że potencjometr to krytyczny komponent każdego preampu i wzmacniacza zintegrowanego. Ceny za swoją wyrafinowaną propozycję Electrocompaniet jeszcze nie precyzuje, ale powinna się zamknąć w przedziale 17-19 tysięcy euro. Pierwsze egzemplarze trafią do sprzedaży w czwartym kwartale 2025.

 


IO Gold – druga od góry wkładka w katalogu Audio Note’a; powyżej jest już tylko model z elektromagnesem. W odświeżonej wersji wprowadzono istotne zmiany w budowie generatora sygnału (MC), których efektem ma być jeszcze bardziej szczegółowy i swobodny dźwięk. Swobodą, tym razem w wydaniu sporej kwoty, będą się mogli wykazać nabywcy przetwornika. IO Golda wyceniono bowiem na 41 tysięcy złotych.

 


Przedwzmacniacz Absolare Eternum na aktywnej podstawie antywibracyjnej Seismion. Technologię przeniesiono z zastosowań laboratoryjnych i przemysłowych – na platformach Seismiona stawia się superczułe przyrządy pomiarowe, mikroskopy albo instalacje wymagające idealnej izolacji od bardzo szerokiego spektrum drgań. Firma deklaruje, że jej rozwiązania działają skutecznie nawet poniżej 1 herca. Thorens zastosował je we wzorcowym gramofonie Reference. Platformy można również kupić osobno, choć są bardzo drogie. Aktualna wersja Reactio 2 to wydatek rzędu 12000 euro. Na prezentacji Absolare, Rockporta i Wadaksa pracowały takie cztery – po jednej pod każdym komponentem elektronicznym, nie wyłączając zasilacza.


Statyczna prezentacja zintegrowanych McIntoshy, od najwyższego MA12000. Tak naprawdę zdjęcie to tylko pretekst do przekazania informacji, że we wzmacniaczu ze streamerem MSA5500 jest już dostępna funkcja Qobuz Connect.

 


Rockport Lynx – pierwszy raz w Monachium. W ubiegłym roku Amerykanie prezentowali jedynie przekrój obudowy, a do pracy zatrudnili tańsze o połowę Atrie II. Najważniejsza różnica pomiędzy Lynksem a Atrią II sprowadza się właśnie do obudowy. W droższym modelu używa się aluminiowej skorupy, pokrywanej materiałem tłumiącym na bazie żywic. Sam odlew waży około 80 kg, a 2-cm warstwa wytłumienia dokłada następne 60 kg. Odlewy faktycznie są jednolite, a przednia ścianka stanowi ich integralny element. Tylko spód wypełnia się na końcu, po montażu okablowania i zwrotnicy. Lynx ma również o cal większy woofer, ale technologia przetworników, z berylowym tweeterem i membranami z plecionki węglowej, dostarczanej przez szwedzką firmę Composite Sound, się nie zmienia. Nawet charakterystyczny występ z tyłu obudowy pozostaje taki sam. Znacznie różni się dopiero cena. Lynx kosztuje u nas 446500 zł, a Atria II – 199500 zł. Różnicę 247000 zł w lwiej części dopłacamy do skrzynki. Jeżeli chodzi o brzmienie, to konfiguracja Lynx plus Absolare praktycznie gwarantuje sukces. Amerykańskie kolumny potrzebują wzmacniacza nie tyle mocnego, co żywego, energetycznego, który potrafi zaprosić membrany do tańca. Absolare Hybrid Stereo 2 dobrze sobie z tym radzi, wnosząc niezbędny swing, ale też zachowując zapas mocy i kontrolę.

 


W Monachium odbył się pierwszy publiczny pokaz flagowego przedwzmacniacza korekcyjnego brytyjskiej firmy Chord. Ultima Phonostage został wyposażony w trzy wejścia w formatach RCA i XLR – wszystkie konfigurowalne dla wkładek MM i MC. Oznacza to, że do jednego preampu można podłączyć trzy gramofony lub też jeden z trzema ramionami, i wygodnie korzystać z przetworników o różnych właściwościach i charakterach brzmienia. Dla MM przewidziano standardową impedancję 47 kΩ, a dla MC – wartości z zakresu 12-2200 Ω. W obu przypadkach można dobierać różne pojemności. Oczywiście regulowane jest również wzmocnienie, co pozwala ustawić parametry optymalne dla rozmaitych wkładek i posiadanego systemu. Sygnał po korekcji trafia na wyjście XLR albo RCA. Przednią ściankę Ultimy zdobią wychyłowe wskaźniki, a całe urządzenie wygląda bardzo high-endowo, dając jasno do zrozumienia, że nie będzie tanie. I nie jest: kosztuje 18000 funtów, a w sprzedaży ma się pojawić w czwartym kwartale 2025.

 

 


Oferta zestawów głośnikowych MBL-a, bez flagowych Extreme. Zwyczajne zdjęcie, okoliczności, niestety, nie. Tuż po zakończeniu High Endu, 27 maja 2025 niemieckie przedsiębiorstwo złożyło wniosek o ogłoszenie upadłości. Trwają intensywne poszukiwania inwestora. Pięćdziesiąt osób na razie zachowuje pracę. MBL działa od 1979 roku. Mało prawdopodobne, że nie znajdzie się nikt, kto zechce wspomóc w potrzebie firmę z taką tradycją i wyjątkowymi produktami.

 


Gauder zrobił w Monachium dobrą prezentację. Nareszcie, bo zaczynałem tracić nadzieję. Niemiecka firma dość długo nie miała szczęścia do rodzimej wystawy; znacznie lepiej wypadała na gościnnych występach w Warszawie. Na ostatniej edycji w Monachium zła passa się odwróciła i nowa Berlina RC 15 z lampowymi wzmacniaczami Octave zabrzmiała znakomicie. Oczywiście można by wskazać odrobinę poluzowany niski bas, ale o wiele ważniejsze było to, że dźwięk równomiernie wypełnił pomieszczenie, a obfite niskie tony dodawały mu mięsistości. Nie brakowało szczegółów ani różnicowania dynamiki. Dużo dobrego działo się w skali mikro, ale kolumny potrafiły też huknąć, kiedy trzeba, a następnie szybko wygasić impuls. Słuchało się naprawdę dobrze. Cena 400 tysięcy euro to znaczący wydatek, ale przynajmniej wiadomo, że na tym niedogodności się kończą.


Wattson Audio to szwajcarska marka, oficjalnie działająca od 2019 roku. Jej korzenie tkwią jednak w Engineered SA – firmie konsultingowej skupiającej doświadczonych inżynierów i specjalizującej się w projektowaniu obwodów na zlecenie producentów sprzętu high-end. Wcześniej przedsiębiorstwo działało jako ABC PCB. W 2003 roku założył je niejaki Florian Cossy. W 2004 dołączył do niego Alexandre Lavanchy, który ostatecznie został prezesem, a następnie właścicielem i w 2015 roku zmienił nazwę na wspomniane Engineered SA. Cztery lata później pojawiły się pierwsze urządzenia sygnowane marką Wattson. W tym czasie Florian Cossy bynajmniej nie próżnował i w 2009 roku zainicjował powstanie nowej firmy – CH Precision – specjalizującej się w sprzęcie high-end i kojarzonej z bardzo wysokimi cenami. I w tym momencie nasza historia zatacza koło, ponieważ niedługo przed rozpoczęciem ubiegłorocznej wystawy w Monachium Florianowi udało się przejąć Wattsona. Można powiedzieć, że wszystko zostało w rodzinie. Intencją zakupu było prowadzenie równoległej szwajcarskiej marki, która zaoferuje wysoką jakość i nowoczesne rozwiązania w cenach zdecydowanie bardziej przystępnych niż w przypadku CH Precision. Aktualnie Wattson oferuje dwie serie i na High Endzie 2025 prezentował wyższą Madison. Zestaw składał się ze streamera/DAC-a z regulowanym wyjściem i zewnętrznym zasilaczem w nowej wersji Lounge Edition oraz dwóch 50-watowych stereofonicznych końcówek mocy Amplifier, przełączonych w tryb monobloku. Całość kosztowała około 20000 dolarów, czyli wciąż niemało, ale nieporównanie taniej od ekstremalnych rozwiązań spółki matki. Najciekawsze, że niepozorne monobloki poradziły sobie z wysterowaniem flagowych Rockportów Lyra. Oczywiście nie był to poziom referencyjnych wzmacniaczy CH Precision M10 czy hybrydowego Absolare, ale maluchy poczynały sobie naprawdę dzielnie.

 


Yamaha rozwija ofertę słuchawek planarnych. Do topowych YH-5000SE dołączają otwarte YH-4000 i zamknięte YH-C3000. Na wystawie prezentowano pierwsze działające egzemplarze, więc niewykluczone, że nowe modele trafią do sklepów tuż po wakacjach.

 


Masywny mechanizm CD/SACD montowany w topowym transporcie CH Precision D10. Taki moduł waży około 13 kg, co zapewnia ogromną odporność na czynniki zewnętrzne i minimalną podatność na rezonanse. Masa całego urządzenia (z uwzględnieniem zasilacza zamkniętego w osobnej obudowie) to 64 kg. Jak łatwo się domyślić, równie ekstremalna co masa i precyzja odczytu danych ze srebrnych krążków jest cena. W tym przypadku wynosi około 96,5 tysiąca euro. Fortuna, zważywszy na fakt, że to przecież tylko transport, a trzeba jeszcze dokupić przetwornik. Ale też czego się spodziewać po flagowym modelu jednego z najbardziej prestiżowych producentów w branży high-end? Potencjalny problem leży gdzie indziej. W ubiegłym roku Denon & Marantz – producent modułu SACD-M3 odczytującego płyty CD/SACD – przyjął ostatnie zamówienia i poinformował, że kończy dostawy dla firm zewnętrznych. Oczywiście należy się spodziewać, że korzystające z napędu firmy, jak dCS, Goldmund, Metronome, McIntosh, Soulnote, Wadax czy właśnie CH Precision zrobiły zapasy wystarczające na lata produkcji i serwisu, ale problem pozostaje. Prędzej czy później trzeba będzie się rozejrzeć za innym dostawcą, a następnie dostosować obudowy, topologię oraz parametry sprzętu do nowej specyfikacji. Nie jest jasne, czy D&M będzie produkował napędy na własne potrzeby. Na razie odtwarzacze CD/SACD pozostają w ofercie, ale jak długo to potrwa – nie wiadomo.

 


Niejako w opozycji do decyzji Denona & Marantza o zaprzestaniu dostaw modułów CD/SACD EMM Labs uzupełnia katalog transportem CD. I to bardzo specjalistycznym, ponieważ wyposażonym tylko w cyfrowy interfejs EMM Optilink. Oznacza to, że TXi będzie współpracował z przetwornikami EMM Labs DV2i oraz DA2i. Firmowe złącze zapewnia izolację galwaniczną oraz transmisję wyizolowanego sygnału zegara. W porównaniu z konwencjonalnymi rozwiązaniami ma to skutkować niskimi szumami i minimalizacją jittera, a w konsekwencji – przekładać się na znaczną poprawę klarowności dźwięku. Interfejs może też przesyłać sygnał SACD, ale akurat TXi go nie obsługuje. A teraz najlepsze: motywacją do powstania tego niszowego transportu było rynkowe zapotrzebowanie. Innymi słowy: posiadacze przetworników Meitnera ponoć sami domagali się wprowadzenia jak najwyższej jakości napędu, który umożliwi im słuchanie gromadzonych przez lata kolekcji fizycznych nośników. Ostatecznie EMM Labs uległo ich prośbom i uzupełniło ofertę. TXi nie jest tani, ponieważ kosztuje około 12000 dolarów netto, ale jest już dostępny w sprzedaży. W tym kontekście bardzo chciałbym zrozumieć, jak to się dzieje, że małej specjalistycznej firmie opłaca się wprowadzić produkt kierowany do wąskiej grupy użytkowników, a dużej korporacji nie opłaca się zaopatrywać w transport CD/SACD połowy branży high-end, mimo że popyt na niego jest zagwarantowany. Przecież tutaj nawet Excel się zgadza; wystarczy wyjść z pudełka i przestać myśleć o świecie w kategoriach szybkiej sprzedaży na kontenery. Jakość, prestiż i szacunek też mają wartość, chociaż w porównaniach kwartał do kwartału nie zawsze je widać.

 


Polska firma Blade Brothers wymyśliła innowacyjny sposób zagospodarowania łopat ze zużytych turbin wiatrowych. Do ich produkcji używa się włókna szklanego i żywicy, czasem z dodatkiem włókna węglowego. Powstaje w ten sposób łatwy do formowania, lekki, a przy tym wyjątkowo trwały kompozyt, z którym po użyciu nie wiadomo, co zrobić. Jednak to, co utrudnia utylizację, okazuje się atutem w przypadku obudowy zestawów głośnikowych. Kompozyt jest stabilny mechanicznie, nie rezonuje, tłumi wibracje, a opływowy, pozbawiony równoległych powierzchni kształt znacząco zmniejsza ryzyko powstawania fal stojących. Wiem, co w tym momencie pomyśleliście. Prawdę mówiąc, mnie też to przeszło przez głowę, ale Blade Vibe nie wyglądają na projekt przygotowany pod kątem unijnej dotacji. Ani na firmowym stoisku, ani na ulotce nie pojawiła się europejska flaga. Nie było też wymaganej przepisami informacji o dofinansowaniu. Wydaje się więc, że te kolumny to pozbawiona podtekstów realizacja oryginalnej wizji. Za konstrukcję odpowiada Wilk Audio Projekt. Blade Vibe są trójdrożnym układem bas-refleks, opartym w całości na przetwornikach SB Acoustics. Do kształtowania komór wewnętrznych i tłumienia rezonansów wykorzystano formowaną piankę akustyczną. Pasmo dzieli zwrotnica złożona z powietrznych cewek, foliowych kondensatorów i rezystorów Jantzen Superes. Standardowe wykończenia obejmują zarówno naturalne forniry, jak i lakiery z palety RAL, a na specjalne życzenie kolumny mogą zostać ozdobione przez malarkę Magdalenę Gawęcką (Madeline Gavi). Na tym kończymy tegoroczną relację. O ile organizator znów czegoś nie zmieni, kolejna edycja High Endu odbędzie się pomiędzy 4 a 7 czerwca 2026 w Wiedniu. I jeszcze jedno: ze względu na ograniczoną ilość miejsca materiał nie zmieścił się w całości w wydaniu drukowanym. Komplet, w tym nieopublikowane notki, znajdziecie na naszej stronie internetowej

 

Jacek Kłos
Hi-Fi i Muzyka 07-08/2025

Przeczytaj także

Wielki świat w Warszawie

22.12.2025

Felietony

Wielki świat w Warszawie

J.Sikora Reference w Warszawie

16.12.2025

Reportaże / Galerie

J.Sikora Reference w Warszawie

22.11.2025

Felietony

De gustibus

Od redakcji Dla ludzi

23.10.2025

Felietony

Dla ludzi

22.10.2025

Reportaże / Galerie

Ostatni taki High End – High End 2025 Monachium, cz. 3

Muzyka na medal

30.08.2025

Felietony

Muzyka na medal

22.08.2025

Reportaże / Galerie

Ostatni taki High End – High End 2025 Monachium, cz. 1

18.07.2025

Felietony

Po majówce