02.04.2026
min czytania
Udostępnij
Taki był sens hasła „Wzbogać życie poprzez technologię”, które legło u podstaw powstania firmy. Wysokie ceny japońskich urządzeń można by uznać za ekstrawagancję, ale jeśli zobaczymy w nich wyszukane instrumenty muzyczne, perspektywa się zmienia. Właśnie tak swoje produkty postrzega Accuphase, przekonany, że dzięki dopracowanemu projektowi, nowoczesnym rozwiązaniom technicznym, uważnej selekcji jak najlepszych komponentów oraz precyzji ręcznego montażu mogą one wiernie przekazywać piękno muzyki, a tym samym – wzbogacać życie użytkowników. Wszystkie te założenia oraz wyjątkowe podejście do prowadzenia biznesu uczyniły z niego prawdziwą gwiazdę światowego high-endu.
Tak jest dziś, ale historia Accuphase’a zaczęła się o wiele, wiele wcześniej.
Pod koniec 1946 roku dwaj bracia – Nakaichi i Jiro Kasuga – założyli w japońskim mieście Komagane w prefekturze Nagano firmę Kasuga Radio Co. Ltd. Ich pierwszymi produktami były profesjonalne urządzenia radiowe, wytwarzane na zamówienie państwowej rozgłośni NHK. W późniejszych latach zajęli się także amatorskim sprzętem audio oraz telekomunikacyjnym.
W 1960 roku Kasuga Radio przemianowano na Trio Corporation, a trzy lata później w Los Angeles otwarto pierwsze przedstawicielstwo zagraniczne.
Z rozpoczęciem ekspansji poza Japonię wiązała się kolejna zmiana nazwy, tym razem na angielsko brzmiące Trio-Kenwood. Połączono w niej popularne wówczas w Kraju Kwitnącej Wiśni imię Ken (przykładami niech będą Ken Ishiwata i aktor Ken Watanabe) ze słowem „Wood”, kojarzącym się z amerykańską stolicą filmu – Hollywood. Nie należy jednak mylić Trio-Kenwood Corporation z angielskim producentem sprzętu AGD, czyli Kenwood Limited, założonym w 1947 roku przez Kennetha Maynarda Wooda. Tropiciele spisków nie omieszkają zwrócić uwagi na niemal identyczne logotypy obu firm, ale to czysty przypadek.

Kiedy Kenwood braci Kasuga pojawił się w Ameryce, część jego udziałów objęła nowojorska firma Lafayette, zajmująca się sprzedażą elektroniki. Od tego momentu wzmacniacze i amplitunery produkowane na eksport sygnowano jej marką. Posiadając ogólnokrajową sieć sklepów, gwarantowała stały zbyt japońskich urządzeń.
Zagraniczna ekspansja Kenwooda nie pozostała bez wpływu na sposób zarządzania firmą. W do niedawna rdzennie japońskim przedsiębiorstwie pojawili się amerykańscy udziałowcy, którzy wnieśli zachodnie maniery korporacyjne. Wywołało to mnóstwo nieporozumień pomiędzy braćmi Kasuga a ówczesnym zarządem. Zarzewiem najpoważniejszego konfliktu był zintegrowany wzmacniacz Supreme 1 z 1968 roku. Okazała, 16-kilogramowa maszyna dysponowała mocą ledwie 33 watów, jednak pod względem konstrukcyjnym wyprzedzała swoje czasy.
Wystarczy wspomnieć o trzech kompletach wyjść głośnikowych i unikalnych rozwiązaniach technicznych, umożliwiających działanie w roli aktywnej zwrotnicy trójdrożnej. Pomimo wysokiej ceny Supreme 1 szybko zyskał uznanie wymagających miłośników dobrego brzmienia. Jego następcy padli jednak ofiarą koniunkturalizmu kadry zarządzającej. Apogeum konfliktu założycieli z zarządem nastąpiło pod koniec 1971 roku, kiedy to kierownictwo postanowiło skoncentrować się na wytwarzaniu niedrogiego hi-fi kosztem ambitniejszych projektów. Nie wszyscy o tym pamiętają, ale ze względu na słabego wówczas jena Japonia była tym, czym dzisiaj są Chiny – fabryką świata. Ówczesne japońskie produkty nie kojarzyły się z klasą wykonania ani niezawodnością; były tanie i kierowane do mało wymagającego nabywcy. Wysoka jakość, która charakteryzuje obecnie sprzęt grający z tego kraju, miała nadejść dopiero w następnej dekadzie. Mówiąc wprost, na przełomie lat 60. i 70. XX wieku pojęcie prawdziwego hi-endu było w Japonii praktycznie nieznane, a nieliczne urządzenia wysokiej jakości pochodziły wyłącznie z zagranicy.
Bracia Nakaichi i Jiro Kasuga mieli jednak aspiracje zdecydowanie wykraczające poza masową produkcję niedrogich radyjek. Zmęczeni ciągłą walką z udziałowcami żądającymi coraz wyższych dywidend i niekończącego się skalowania firmy, wraz z kilkoma podobnie myślącymi inżynierami opuścili Kenwooda i 1 czerwca 1972 roku założyli firmę Kensonic Laboratories, Inc.
Pierwsza siedziba Kensonic Labs mieściła się w tokijskim mieszkaniu Jiro Kasugi. Na kilkudziesięciu metrach urządzono biuro i dział projektowy, natomiast narady produkcyjne odbywały się w przylegającej do kuchni jadalni. W przeciwieństwie do wielu początkujących przedsiębiorców założyciele Kensonic Labs dysponowali nie tylko ogromną wiedzą techniczną, ale i sporym zapleczem finansowym.
Pomimo spartańskich warunków wysoko wykwalifikowani inżynierowie w błyskawicznym tempie opracowali nowe projekty. Sprawą gardłową stało się więc znalezienie nowego zakładu, w którym można by rozpocząć produkcję. Po długich poszukiwaniach panowie Kasuga zdecydowali się na kupno przestronnego piętrowego budynku na przedmieściach Jokohamy. W 1973 roku Kensonic Laboratories przeniosło się do nowej siedziby; pozostało w niej zresztą do dziś. Gdyby ktoś miał ochotę się tam wybrać lub wysłać świąteczną kartkę, to pełny adres brzmi: Yokohama City, 2-14-10 Shin-ishikawa, Aoba-ku, Kanagawa Prefecture, 225-8508 Japan.
Pierwsze dwa urządzenia Kensonica pojawiły się już w sierpniu 1973 roku. Były to przedwzmacniacz C-200 oraz wzmacniacz mocy P-300. Miesiąc później dołączył do nich tuner AM/FM T-100.
Na potrzeby nowych sprzętów stworzono markę Accuphase by Kensonic. Nazwa powstała poprzez połączenie pierwszych sylab słów „accurate” (ang. dokładny, precyzyjny) oraz „phase” (ang. faza). Razem idealnie odzwierciedlały podejście braci Kasuga do projektowania, budowy i brzmienia urządzeń hi-fi. Wybiegnijmy nieco w przyszłość, ponieważ w 1982 roku – dla ujednolicenia nazwy firmy i marki sprzętu – Kensonic Laboratories przemianowano na Accuphase Laboratory, Inc.
Pierwsze urządzenia marki Accuphase wyznaczyły kierunek nie tylko w firmie Kensonic, ale w całej późniejszej japońskiej branży hi-end. Przy ich projektowaniu i budowie obowiązywała jedna zasada: żadnych kompromisów. Wszystkie trzy modele były konstrukcjami tranzystorowymi. Preamp i wzmacniacz pracowały w konfiguracji push-pull, natomiast tuner zbudowano na FET-ach, co w tamtych czasach uznawano za synonim nowoczesności. Ale nie tylko to świadczyło o wyjątkowości nowych urządzeń. Przedwzmacniacz C-200 wyposażono m.in. w czteropasmową kontrolę barwy dźwięku, niezależną dla lewego i prawego kanału, wzmacniacz słuchawkowy w klasie A oraz dwa wejścia gramofonowe, z osobnymi regulatorami głośności dla prawego i lewego kanału. Umożliwiało to równoważenie poziomu sygnałów z różnych wkładek oraz pozostałych źródeł dźwięku podłączonych do preampu. Końcówka mocy, zbudowana w topologii dual-mono, pozwalała na podłączenie aż czterech par kolumn o impedancji 4-16 omów i dysponowała niewiarygodną wówczas mocą 150 watów na kanał przy ośmiu omach. Niespotykane zazwyczaj we wzmacniaczach mocy manipulatory na przedniej ściance służyły m.in. do wyboru kolumn i ustawienia poziomu każdego kanału. Obraz dopełniały podświetlane wskaźniki wychyłowe, które z czasem stały się wizytówką Accuphase’a. Pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz obu urządzeń daleko wykraczało poza możliwości ówczesnych kolumn, zaś zniekształcenia harmoniczne poniżej 0,05% wzbudzały zazdrość konkurentów. A i tak wartości podawane w katalogu były zaniżane.
Debiutancki tuner Accuphase T-100 również reprezentował najwyższą półkę. Został zaprojektowany i wykonany tak, jakby w każdym aspekcie, poczynając od panelu czołowego, frezowanego z aluminiowej płyty, a na architekturze wewnętrznej kończąc, chciał popaść w przesadę. O nieprzeciętnej wyobraźni projektantów Kensonica może świadczyć fakt, że wszystkie układy – zarówno w preampie, jak i tunerze – umieszczono na wymiennych modułach PCB osadzonych na płycie głównej, tak jak w dzisiejszych komputerach stacjonarnych. Umożliwiało to łatwy dostęp do nich na wypadek czyszczenia czy ewentualnej naprawy.
Wyjątkowa klasa debiutanckich konstrukcji Accuphase’a znalazła odzwierciedlenie w zawrotnych cenach. Tuner kosztował 135 tys. jenów, preamp – 155 tys., a wzmacniacz mocy – 195 tys. W pierwszej połowie lat 70. XX wieku za jednego dolara płacono około 300 jenów, więc cały zestaw kosztował ponad 1600 dolarów. Była to połowa ceny najbardziej pożądanego wówczas samochodu, czyli Forda Mustanga.
W trakcie konstruowania omawianego systemu hasło „żadnych kompromisów” potraktowano dosłownie. Sięgnięto po najnowocześniejsze wówczas rozwiązania techniczne, nierzadko opisywane jedynie w naukowych periodykach. Do budowy użyto najlepszych komponentów, które poddawano drobiazgowym testom, zanim zakwalifikowano je do montażu. Cały proces produkcji podzielono na kilka etapów, a każdy kończył się szczegółową kontrolą całego egzemplarza. W założeniu twórców firmy sprzęty Accuphase’a miały być wieczne. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że nie były to jedynie teoretyczne rozważania. Wiele ówczesnych urządzeń służy swoim właścicielom do dziś, a te, które w ciągu minionych 50 lat z jakichś względów odmówiły posłuszeństwa, doprowadza się do stanu fabrycznego w przyzakładowym serwisie. Innymi słowy, pierwsze urządzenia Accuphase’a zostały zbudowane tak, by mogły służyć kilku pokoleniom użytkowników. I choć od tamtej pory minęło ponad pół wieku, podejście firmy do tej kwestii nie uległo zmianie.
O debiucie Accuphase’a szybko zrobiło się głośno w japońskiej branży hi-fi i wkrótce do pracy w dziale konstrukcyjnym Kensonic Labs zgłosili się ambitni inżynierowie z Luxmana i Marantza. Już w maju 1974 roku mury jokohamskiej fabryki opuścił pierwszy wzmacniacz zintegrowany E-202. Na pierwszy rzut oka wyglądał na połączenie preampu C-200 z końcówką mocy P-300, dysponował jednak niższą mocą, wynoszącą „zaledwie” 100 watów na kanał.
Wyposażono go w kilka unikalnych rozwiązań, w tym automatyczne rozpoznawanie impedancji kolumn w zakresie 4-16 omów oraz system zabezpieczający przed uszkodzeniem wzmacniacza i głośników w przypadku zwarcia. Fantastyczne parametry techniczne, piękny wygląd (opcjonalnie można było zamówić obudowę z orzecha włoskiego) oraz zaskakująco umiarkowana cena 198 tys. jenów, porównywalna z ceną samego P-300, sprawiły, że po E-202 zaczęły się ustawiać kolejki. A przed szefami Kensonic Labs stanęła paląca potrzeba powiększenia załogi zaangażowanej w produkcję. Po przeanalizowaniu możliwości lokalowych i uwzględnieniu komfortu pracy w dziale projektowym i na linii montażowej postanowili zwiększyć zatrudnienie do 80 osób. Stan ten nie uległ większym zmianom do dziś, a Accuphase jest postrzegany jako jeden z najbardziej elitarnych pracodawców w Japonii.
Pomimo gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na wzmacniacze szefowie firmy nie zamierzali zwiększyć podaży kosztem jakości. Nie po to odeszli z Kenwooda, żeby powtarzać te same błędy. Zasada „jakość, nie ilość”, którą kierowano się przy opracowywaniu pierwszych modeli, ani trochę się nie zdewaluowała. Co więcej, stała się oficjalną filozofią firmy w kolejnych dekadach.
Accuphase jest wprawdzie kojarzony przede wszystkim ze wzmacniaczami zintegrowanymi i dzielonymi, ale w katalogu nie zabrakło również tunerów radiowych, stopni korekcyjnych czy nawet wkładek gramofonowych. Zgodnie ze słusznym założeniem, że firma produkuje tylko to, na czym zna się najlepiej, w ofercie nigdy nie pojawiły się gramofony ani kolumny.
W 1985 roku do załogi Accuphase’a dołączył Masaomi Suzuki – młody, wyjątkowo zdolny inżynier, specjalizujący się w raczkującej wówczas technologii cyfrowej. A już w lipcu następnego roku Japończycy zaprezentowali swój pierwszy dzielony odtwarzacz CD, składający się z transportu DP-80 oraz przetwornika c/a DC-81. Uprzedzając fakty, Masaomi Suzuki okazał się jednym z najcenniejszych nabytków Accuphase’a i po latach, systematycznie pnąc się w służbowej hierarchii, dotarł do stanowiska prezesa zarządu. Na razie jednak skupiał się na technice cyfrowej, a jednym z jego największych osiągnięć był pierwszy dzielony odtwarzacz SACD – Accuphase DP-100/DC-101 z 2000 roku. Od tamtej pory firma pozostaje wierna temu formatowi i nic nie wskazuje, by w dającej się przewidzieć przyszłości miało się to zmienić.
Dzielony odtwarzacz SACD w dniu debiutu kosztował 660 tysięcy jenów, co stanowiło równowartość 4300 dolarów. A były to zupełnie inne pieniądze niż dziś.
Kolejne lata to coraz lepsze wzmacniacze i odtwarzacze. Każdego roku w katalogu pojawia się nie więcej niż sześć nowych urządzeń, łatwo więc policzyć, że od debiutu opracowano ich około trzystu. A jak dziś, po upływie pięćdziesięciu lat, wygląda fabryka w Jokohamie? Wbrew pozorom czas dla Accuphase’a płynie wolniej niż dla reszty świata.
Filozofia firmy stoi w jawnej sprzeczności z trendami panującymi we współczesnym przemyśle. Po latach spędzonych w Kenwoodzie założyciele Accuphase’a ustalili żelazne zasady prowadzenia biznesu, którym ich następcy pozostają wierni do dziś. Ich podstawą jest… brak dążenia do ekspansji. Brzmi zaskakująco?
Świadoma decyzja o zaniechaniu rozszerzania działalności i systematycznej rozbudowy przedsiębiorstwa pozwoliła się skupić na jakości, a nie na umasowieniu produkcji. Pogoń za zwiększaniem popularności poprzez obniżanie cen odbiłaby się na jakości, a to dla braci Kasagi było nie do pomyślenia. Rezultatem firmowej polityki jest relatywnie mała skala produkcji. W ciągu dnia mury zakładu w Jokohamie opuszcza nie więcej niż 25 urządzeń, co daje około 5000 rocznie. Siedemdziesiąt procent z nich trafia na rynek japoński, a tylko około 1500 egzemplarzy wysyła się do ponad 60 krajów na wszystkich kontynentach. W kontekście tych danych sprzęt Accuphase’a w pełni zasługuje na miano ekskluzywnego.
Z nietypowym podejściem do prowadzenia biznesu nierozerwalnie wiąże się sposób zarządzania przedsiębiorstwem. Accuphase pozostaje firmą rodzinną, nie ma więc licznego grona akcjonariuszy łaknących sowitych dywidend ani presji na wyniki. Od ponad 30 lat działa bez zewnętrznego kredytowania, a cały zysk przeznacza na badania oraz tworzenie rezerw z myślą o okresach gorszej koniunktury. Te ostatnie przydały się w czasie niedawnej pandemii, gdy pomimo przerw w produkcji wszyscy pracownicy otrzymywali normalne wynagrodzenie.
Prawdziwą rewolucją w półwiecznej historii fabryki było niedawne przyłączenie sąsiedniego budynku. Nie zwiększono dzięki temu produkcji, lecz rozbudowano część magazynową. Firma trzyma tam 600 gotowych urządzeń, zapewniając tym samym stabilność dostaw bez względu na fluktuację zamówień. Magazyn opustoszał jeden jedyny raz – w czasie pandemii, co umocniło zarząd w przekonaniu o słuszności utrzymywania zapasów.
Jak wspomniałem, od wielu lat liczebność załogi wynosi około 80 osób – nowi pracownicy są zatrudniani tylko na miejsce odchodzących, zgodnie z zasadą „mała liczba – wyjątkowy talent”.
Inżynierowi i technicy Accuphase’a pracują w trzech kluczowych działach: rozwoju technologii, montażu i kontroli. Zwiedzanie zakładu warto zacząć od tego pierwszego.
Dział rozwoju technologii składa się z 20 osób podzielonych na dwie grupy. Jedna zajmuje się częścią mechaniczną, druga – elektroniką. Dwu-, trzyosobowe zespoły skupiają się na określonych zagadnieniach. Zamiast indywidualnych boksów inżynierowie pracują w dużej, otwartej sali, co pozwala na swobodną wymianę spostrzeżeń i stałą interakcję pomiędzy zespołami i grupami. W tym dziale zaszły największe zmiany. Polegały na zastąpieniu desek kreślarskich komputerami wyposażonymi w nowoczesne oprogramowanie. W pozostałych departamentach czas niemal stanął w miejscu.
Od przystąpienia do projektowania dowolnego sprzętu do rozpoczęcia produkcji mijają zazwyczaj trzy, cztery lata. Okres ten nie wynika z opieszałości konstruktorów, lecz z dbałości o najwyższą jakość techniczną i niezawodność. W dziale mechanicznym na przykład inżynierowie koncentrują się na budowie transportów płyt, elementów obudów, mechanizmów pokręteł i przycisków, tak aby – z jednej strony – zapewnić użytkownikowi komfort posługiwania się nimi, a z drugiej – kilkadziesiąt lat bezawaryjnego działania. Następnie w podręcznym warsztacie powstaje działający prototyp, który poddaje się długotrwałym, wymagającym testom. A to tylko czysta mechanika: pstryczki, trybiki i koła zębate, ponieważ regulacja siły głosu i balansu odbywa się na drodze elektronicznej. We wzmacniaczach wykorzystuje się autorskie rozwiązanie AAVA (Accuphase Analog Vari-gain Amplifier), polegające na zmianie wzmocnienia w układzie przedwzmacniacza, a nie na tłumieniu wcześniej wzmocnionego sygnału przez standardowy potencjometr czy drabinkę rezystorową. Pozwala to zachować maksymalny odstęp sygnału od szumu, niezależnie od aktualnego poziomu głośności. Widoczne na niektórych zdjęciach potencjometry Alpsa jedynie sygnalizują układowi AAVA położenie pokrętła regulacji głośności.
Osobna sekcja to dział elektroniczny. Poza aspektami czysto technicznymi, wpływającymi na brzmienie, każdy obwód, każdą płytkę i gotowy moduł projektuje się tak, aby bezawaryjnie służyły przez dekady. Natomiast architektura wewnętrzna pozwala na szybki dostęp do każdego elementu i jego łatwą wymianę. I tu także obowiązuje zasada funkcjonalnych prototypów, które poddaje się pomiarom na przyrządach oraz… testom odsłuchowym. Inżynierowie Accuphase’a wychodzą z założenia, że ucho ludzkie jest najczulszym i najdoskonalszym instrumentem, i tylko ono może ostatecznie zweryfikować pierwotny projekt.
Po zakończeniu projektowania, zanim zamienią się w seryjnie wytwarzane urządzenia, prototypy poddaje się testom wytrzymałościowym. Na tym etapie sprawdza się montaż elementów mechanicznych, sposób lutowania płytek, podłączenie okablowania itd. Urządzenia są wstrząsane, uderzane, podrzucane i obracane we wszystkie strony, a ewentualne niedoskonałości koryguje się na bieżąco. Żadna z powyższych czynności nie ma prawa jakkolwiek wpływać na parametry mierzalne ani na słuchaną w tym czasie muzykę, a jeśli jest inaczej, prototyp jest rozbierany i analizowany. I tak w kółko, aż do osiągnięcia ideału.
Pomimo licznej grupy projektantów opisana powyżej procedura pozwala na wprowadzenie do produkcji nie więcej niż pięciu, sześciu nowych urządzeń rocznie. Łatwo więc obliczyć, że od początku działalności Accuphase zaprezentował około 300 modeli odtwarzaczy, preampów, tunerów i wzmacniaczy. Wszystkie zostały wyeksponowane w fabrycznym muzeum.
Dopracowany w każdym szczególe prototyp trafia na linię produkcyjną. Stanowi tam punkt odniesienia i wzorzec dla każdego wyprodukowanego na jego podstawie egzemplarza. Wszystkie wzmacniacze i odtwarzacze po zmontowaniu są porównywane z prototypami, zarówno pod kątem parametrów, jak i sposobu działania.
Zanim rozpocznie się produkcja, każde urządzenie ma zakładaną indywidualną kartę produktu, na której zapisuje się wszystkie czynności montażowe i pomiarowe, od przykręcenia pierwszej śrubki po spakowanie w karton do transportu. Zasada ta obowiązuje od pierwszego wzmacniacza, zmontowanego w 1973 roku, a wszystkie karty są przechowywane w zakładowym archiwum. W przypadku późniejszego serwisowania dopisuje się w nich kolejne czynności, co pozwala odtworzyć historię dowolnego egzemplarza.
W dziale montażu pracuje zespół techników liczący blisko 30 osób. Cały proces odbywa się ręcznie i przebiega w niezwykłym nawet jak na Japonię skupieniu. Budowa każdego urządzenia składa się z kilku etapów, wliczając w to testy i kontrole. Poszczególne modele produkuje się w cyklach tygodniowych, w seriach po 100 sztuk. Po zakończeniu danej serii stanowiska są przezbrajane i przygotowywane do budowy kolejnych konstrukcji. Prześledźmy zatem chronologicznie wszystkie etapy powstawania wyjątkowego sprzętu Accuphase’a.
1. Montaż jednostki głównej
Pierwszy etap to montaż zasilania, elementów elektronicznych i okablowania. Moduły elektroniczne, końcówki mocy i kompletne zasilacze są wykonywane poza macierzystym zakładem przez kooperujące z Accuphase’em spółki córki. Każdy element, zanim trafi na linię produkcyjną, przechodzi surową kontrolę jakości. Na tym etapie montuje się np. transport płyt w odtwarzaczu.
Produkcją napędów od wielu lat zajmują się tylko dwie osoby. Wszystkie elementy mechanizmów Accuphase wykonuje we własnym zakresie, z tolerancją do 0,001 mm. Kompletny blok mechanizmu może ważyć nawet 11 kg. Jedynymi podzespołami spoza fabryki w Jokohamie są lasery. Kierując się najlepiej pojętym interesem użytkowników, w przepastnym magazynie zgromadzono zapas wystarczający na kilkanaście lat produkcji odtwarzaczy oraz serwisowanie większości wyprodukowanych do tej pory.
2. Pierwsze pomiary
Zmontowane części elektroniczne trafiają na wydzielone stanowisko, pierwsze z długiego szeregu, na którym sprawdzana jest poprawność ich działania pod kątem elektrycznym. Wiele z używanych przez Accuphase’a przyrządów pomiarowych zaprojektowano oraz zbudowano we własnym zakresie.
3. Test pracy ciągłej
Po przejściu ścieżki pomiarowej każdy egzemplarz pracuje przez 24 godziny. Celem takiego działania jest wychwycenie ewentualnych usterek elektroniki na początkowym etapie produkcji oraz ustabilizowanie parametrów. W przypadku układów elektronicznych chodzi też o wygrzanie, natomiast wielokrotne otwieranie i zamykanie transportów płyt pozwala ujawnić wszelkie niedoskonałości przed zamknięciem ich w obudowach. Wygrzane sprzęty, jeszcze w formie gołych płytek, poddaje się regulacjom oraz wszechstronnym pomiarom, mającym ustalić idealne parametry pracy. Dopiero po tym następuje…
4. …montaż elementów zewnętrznych
Elementy obudów, takie jak panele czołowe i radiatory, są dostarczane przez zewnętrzną firmę, będącą własnością Accuphase’a. I tu mała ciekawostka. Złotawy kolor paneli czołowych nie jest efektem anodowania, lecz wynika z unikalnego składu stopu aluminium używanego do produkcji. Jedynie raz w historii firmy – w połowie lat 80. XX wieku – na specjalne zamówienie wyprodukowano tuner T-106 z czarnym frontem. Jego drugi egzemplarz stoi w zakładowym muzeum.
Pod koniec tego etapu goły do tej pory szkielet przypomina już kompletny wzmacniacz lub odtwarzacz ze wszystkimi pokrętłami, przyciskami, świecącymi kontrolkami i wskaźnikami wychyłowymi. Gotowe, w pełni działające urządzenia wygrzewa się przez kolejną dobę, po czym przenosi do lokalnej sali tortur. Tam zostają poddane najwymyślniejszym katuszom.
5. Test wibracyjny
Jeszcze ciepłe sprzęty trafiają w ręce krzepkiego młodzieńca, który obchodzi się z nimi z całą bezwzględnością. Każdy jest silnie uderzany z góry i z boków, wstrząsany, obracany, podnoszony i upuszczany, a wszystkie parametry pracy są na bieżąco kontrolowane na przyrządach pomiarowych. Gdyby posiadacze japońskich precjozów widzieli, co się z nimi wyczynia, zapewne dostaliby apopleksji.
Wbrew pozorom ma to głęboki sens. Zanim odtwarzacz czy wzmacniacz trafi w ręce klienta, przechodzi długą i wyboistą drogę z fabryki do salonu sprzedaży. W tym czasie nikt się z nim nie certoli. Palety z elektroniką są traktowane jak każdy inny towar i w czasie transportu narażone na różne wstrząsy i uderzenia. Zadanie szalonego pracownika polega więc na wyłapaniu wszystkich słabych punktów montażu każdego urządzenia, zanim opuści ono fabrykę. To dzięki niemu użytkownicy Accuphase’a zyskują pewność, że bez względu na miejsce zamieszkania i drogę, jaką do nich przebył japoński wzmacniacz lub odtwarzacz, jego stan jest taki, jak kiedy zszedł z linii produkcyjnej.
Opisaliśmy na razie etap sprawdzania prawidłowości montażu urządzeń. Kontrola rzeczywistego działania odbywa się w zupełnie innych warunkach.
6. Test praktyczny
Na osobnym stanowisku sprawdza się działanie każdego elementu pod kątem normalnego użytkowania. Kontrola obejmuje wygląd zewnętrzny panelu czołowego i obudowy, ich spasowanie, czytelność napisów, płynność działania wszystkich pokręteł i przycisków, wejść i wyjść, stabilność transportu płyt itd. Dopiero gdy żaden element nie budzi zastrzeżeń, sprawdzana jest jakość brzmienia. Na tym etapie każde urządzenie ponownie poddaje się wstrząsom, uderzeniom i wibracjom, które nie mają prawa wpływać na słuchaną muzykę. Gdy pojawią się jakiekolwiek zastrzeżenia, gotowy produkt wraca do poprawy. Jeśli natomiast wszystkie parametry są identyczne z tymi w prototypie, urządzenie trafia wreszcie w ręce pracowników działu ostatecznej kontroli.
7. Test bezpieczeństwa
Choć na kilku poprzednich stanowiskach każdy sprzęt został dokładnie sprawdzony, pracownicy kontroli postępują zgodnie z własnymi procedurami, pozwalającymi określić, czy dany produkt jest gotowy do opuszczenia fabryki.
Na tym etapie sprawdza się zgodność parametrów technicznych ze specyfikacją oraz jakość montażu poszczególnych elementów, a także całego urządzenia. Jednym z elementów kontroli jest na przykład strzał z elektrycznego pistoletu o napięciu ośmiu kilowoltów, symulujący dotknięcie przez naelektryzowanego użytkownika. Oczywiście nie może to jakkolwiek wpływać na działanie urządzenia. Procedurę przechodzi każdy wyprodukowany egzemplarz, a nie tylko losowo wybrane próbki. Test bezpieczeństwa jest najwęższym gardłem w całym procesie, ponieważ każde urządzenie opuszczające zakład musi być nieskazitelne. Kontrolerzy wczuwają się w rolę wymagającego klienta, który może się przyczepić do najmniejszej niedoskonałości. Nawet najdrobniejsza ryska na obudowie dyskwalifikuje całe urządzenie i sprawia, że wraca ono do działu montażu, by po wymianie wadliwego elementu przejść cały proces od nowa.
8. Pakowanie
Mówi się, że koniec wieńczy dzieło. W przypadku Accuphase’a jest nim pakowanie. Wykorzystuje się do tego podwójne kartony, wykonane z najdroższej dostępnej w Japonii tektury. Jej cena nie wynika, bynajmniej, ze snobizmu szefów firmy, lecz z wyjątkowej odporności na czynniki zewnętrzne, takie jak wilgoć i uderzenia.
Czy to już koniec zwiedzania fabryki? Bynajmniej. Niezwykle istotnym działem Accuphase’a jest serwis. Nazwanie go „punktem napraw” byłoby krzywdzące, ponieważ pracujący tu technicy są w stanie przywrócić pełną sprawność każdemu wyprodukowanemu w ciągu pół wieku urządzeniu.
Sześcioosobowym zespołem kieruje pan Shibuya, najstarszy pracownik firmy, legitymujący się 50-letnim stażem. W tym czasie poznał na wylot każdy produkowany tu model i uchodzi za żywą encyklopedię Accuphase’a.
Wszystkie sprzęty, które trafiają do serwisu, niektóre jeszcze marki Kensonic, przechodzą szczegółową diagnostykę. Po wykryciu usterki wadliwy element wymienia się na nowy, przechowywany w magazynie w hermetycznym pojemniku. Przy okazji sprawdza się i przywraca do stanu fabrycznego wszystkie połączenia kablowe i ścieżki na płytkach drukowanych.
W przepastnym magazynie znajdują się nieprzebrane zapasy części zamiennych do wszystkich modeli, które opuściły mury fabryki w Jokohamie. Jeżeli zabraknie któregoś z elementów, np. koła zębatego transportu płyt, co zdarza się niezmiernie rzadko, szwankujący podzespół jest dorabiany na miejscu. W pojedynczych przypadkach, gdy naprawa przekracza możliwości szefa zespołu, klientowi proponowany jest nowy model, bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów.
Zanim naprawiony sprzęt wróci do stęsknionego właściciela, przez tydzień jest poddawany wyczerpującym testom sprawnościowym. Ich celem jest upewnienie się, że będzie bezawaryjnie służył przez kolejnych kilkadziesiąt lat. Niestety, zła wiadomość jest taka, że fabryczny serwis naprawia tylko urządzenia sprzedawane w Japonii.
Nieliczny zespół pana Shibuyi, poza naprawami, ma jeszcze inne zadanie. Doświadczeni technicy zwracają projektantom uwagę na nadmiernie skomplikowane dojście do któregoś z elementów lub sposób jego montażu. Uwagi te są traktowane z całą powagą i uwzględniane w kolejnych urządzeniach.
Legenda Accuphase’a to nie tylko olśniewające brzmienie, ponadczasowa uroda oraz długowieczność i niezawodność. Wiele high-endowych firm może się pochwalić podobną muzykalnością, wysmakowanym wzornictwem czy bezawaryjnością. Natomiast każde urządzenie opuszczające mury zakładu w Jokohamie ma w sobie dodatkowy, trudny do zdefiniowania pierwiastek. To nie tylko dziesiątki układów elektronicznych, zamkniętych w ciężkich obudowach, lecz także unikalna kultura pracy i przesycony duchowością japoński szacunek do tradycji. Na tym właśnie polega magia Accuphase’a.
Mariusz Zwoliński
Hi-Fi i Muzyka 01/2026
Przeczytaj także