Attila bez kostiumu

19.10.2014

min czytania

Udostępnij

Gdy zbliżała się setna rocznica śmierci Verdiego, powstał pomysł, aby z tej okazji, w ciągu bodajże dwóch sezonów, wystawić w Teatrze Wielkim wszystkie opery kompozytora, w reżyserii… Ryszarda Peryta. Wszak na drugiej ze stołecznych scen operowych można było obejrzeć komplet oper Mozarta w inscenizacji tegoż realizatora.

 

Pomysł z Verdim przepadł, bo chyba żaden teatr na świecie nie podjąłby się takiego zadania. I nie tylko ze względów finansowo-organizacyjnych. Dzieła twórcy „Traviaty” są nierówne i nie każde ma potencjał, z którego da się wykrzesać ciekawy spektakl. Co innego jednorazowe wykonanie koncertowe, dające śpiewakom pole do popisu, a publiczności radość obcowania z istotą gatunku, o którym nasz znajomy meloman mówi: „Lubię operę, bo tam o nic nie chodzi”. Kiedy kobieta na widok ukochanego mężczyzny śpiewa: „To ty?”, a on odpowiada: „To ja?”, kiedy mieszają się fakty historyczne, a motywacje psychologiczne postaci urągają rozsądkowi – to wszystko nie ma znaczenia, jeśli śpiewacy wzruszają i porywają, a dyrygent zapewnia pięknemu śpiewowi odpowiednią oprawę orkiestrową. Taki wieczór z esencją opery dane było przeżyć publiczności w Teatrze Wielkim w czasie koncertowej prezentacji „Attili” (prapremiera w 1946 roku). Opera trzydziestotrzyletniego kompozytora opowiada o legendarnym wodzu Hunów, który nie jest skory zostawić Italii i przejść do dalszego podboju świata. W czasie negocjacji z rzymskimi dowódcami unika otrucia, ale zostaje przebity mieczem przez Odabellę – narzeczoną, brankę, córkę władcy Akwilei. W tle modły druidów plączą się z kultem Wotana etc. Obok miejsc o prostej harmonii i rytmie, jest tu wiele efektownych arii, pięknych melodii, potężnych chórów, słowem – jest co śpiewać. Soliści w Warszawie nie oszczędzali się w trudnych technicznie partiach. Budując kreacje wokalno-aktorskie wokół jednej, dwóch cech, oddali głos czytelnym emocjom. Nie unikali forte i mocnych akcentów, acz nie odbijało się to w znaczącym stopniu na precyzji. Ze sceny biła radość śpiewania i przyjemność wspólnego występowania. Spośród czworga głównych protagonistów wyróżniali się polscy artyści. Rewelacyjny Artur Ruciński (jako waleczny Ezio) pokazał szlachetność i moc głosu, imponująco długi oddech i eleganckie, elastyczne kształtowanie frazy. Rafał Siwek, który nie ukrywał niedyspozycji (Boże, daj każdemu taką formę w chwilach niedyspozycji!), w powściągliwej interpretacji zdjął z postaci Attyli dzikość i krwiożerczość. Walter Fraccaro (Foresto) pokazał kondycję tenora bohaterskiego, choć barwie jego głosu trochę brakło blasku. I wreszcie jedyna kobieta w obsadzie – Lucrezia Garcia (Odabella), śpiewaczka o ciepłym, budzącym sympatię wizerunku i pewnym, metalicznym głosie i dobrej koloraturze. Jako że w wykonaniu koncertowym soliści są najważniejsi, dyrygent przychylał im nieba, dyktując tempa przyjazne indywidualnym popisom. Claudio Montanaro, stając za pulpitem orkiestry Teatru Wielkiego, zawsze stawał też po stronie śpiewaków. Szkoda, że właśnie wygasa jego kontrakt szefa muzycznego Opery Narodowej. Wykonania koncertowe mogą doskonale uzupełniać repertuar i być alternatywą dla kosztownych inscenizacji. Może „Attila” da początek całej serii? 15 marca 2014, Teatr Wielki – Opera Narodowa Wykonanie koncertowe Giuseppe Verdi: „Attila” Soliści: Rafał Siwek, Artur Ruciński, Lucrezia Garcia, Walter Fraccaro, Mateusz Zajdel Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej Dyrygent: Carlo Montanaro Przygotowanie chóru: Bogdan Gola

 

Hanna i Andrzej Milewscy
Hi-Fi i Muzyka 04/2014

Przeczytaj także

13.04.2026

Muzyka

Wydarzenia

Miasto, teatr, scena

10.03.2026

Muzyka

Płyty roku

Płyty roku 2025

16.02.2026

Muzyka

Fonografia

Czekamy na Grammy 2026

14.01.2026

Muzyka

Fonografia

Przeboje na ekranie

Legendarne sprzęty: rozkwit i zmierzch analogu, cz. 6

05.01.2026

Muzyka

Historie

Legendarne sprzęty: rozkwit i zmierzch analogu, cz. 6

30.12.2025

Muzyka

Wydarzenia

Sanatorium „Fryderyk”

17.12.2025

Muzyka

Fonografia

Śpiewy historyczne

12.12.2025

Muzyka

Sylwetki / monografie

Brian Wilson – amator plażowania