14.01.2026
min czytania
Udostępnij
Dawniej muzyka docierała do słuchaczy głównie z płyt lub taśm magnetofonowych, a kiedy ich zdobycie nie było możliwe, pozostawało słuchanie radia. Później twórczość większości artystów stała się dostępna na kasetach, krążkach CD i w końcu w streamingu. Obecnie odbiorcy najchętniej korzystają z tego ostatniego. Muzyczne serwisy internetowe opanowały 69% światowego rynku fonograficznego. Najpopularniejsze są w USA, gdzie streamuje się 83% muzyki. Niestety, wpływa to negatywnie na przychody wykonawców, którzy są zmuszeni dawać więcej koncertów, by zrekompensować sobie słabsze wyniki ze sprzedaży płyt.
Z łatwiejszego dostępu do muzyki i większej liczby występów korzystają natomiast melomani. Bez trudu mogą wyszukać ulubione nagrania i oglądać artystów na scenie. A kiedy chcą się dowiedzieć więcej o swoich idolach, mogą obejrzeć poświęcone im filmy. Te pojawiają się ostatnio jak grzyby po deszczu. Zarówno fabularne, jak i dokumentalne.
Najpopularniejszy biopic to „Bohemian Rhapsody” (2018), opowiadający o brytyjskim zespole Queen. Przychody z dystrybucji wyniosły 910,8 mln dolarów.
Grupę założyli w 1970 roku w Londynie Brian May (gitara), Roger Taylor (perkusja) i Freddie Mercury (wokal). Rok później dołączył do nich basista John Deacon. Filmowi nadano tytuł piosenki z czwartego albumu grupy – „A Night at the Opera” (1975). Początkowo umieszczeniu „Bohemian Rhapsody” na płycie sprzeciwiała się wytwórnia, zadowolona z popularności piosenek z pierwszych trzech albumów. Nalegała, by zespół pozostał przy utworach takich jak „Seven Seas of Rhye” czy „Killer Queen”, które przyniosły mu popularność, a jej zyski. Tymczasem „Bohemian Rhapsody” to wielowątkowa kompozycja z chórami i wstawkami operowymi. Stylistycznie znacznie odbiega od wcześniejszych przebojów grupy. Jej autor, Freddie Mercury, nalegał jednak, by trafiła na czwarty krążek Queen, a pozostali członkowie go w tym wspierali. Ostatecznie pomysł udało się przeforsować, a piosenka stała się muzyczną wizytówką Queen.
Akcja filmu rozgrywa się głównie w początkach kariery zespołu. Realizatorzy najwięcej uwagi poświęcili wokaliście. W czasach działalności Queen uchodził za jednego z najlepszych rockowych wokalistów na świecie. Nie stronił również od innych gatunków. W 1987 roku nagrał album „Barcelona” z hiszpańską śpiewaczką operową Montserrat Caballé. Tytułowy utwór stał się przebojem, który duet kilkakrotnie wykonał na scenie. 24 listopada 1991 roku, w wieku zaledwie 45 lat, Mercury zmarł na zapalenie płuc, którego działanie zintensyfikował wirus AIDS.
Wokalistę tej klasy naśladować niełatwo, dlatego partie wokalne, które pojawiają się w filmie, wykonuje aż trzech artystów. Słychać głównie oryginalny śpiew Freddiego, ale w niektórych utworach pojawia się Marc Martel, który tembrem głosu przypomina wokalistę Queen. Pochodzący z Kanady, a mieszkający obecnie w USA artysta na co dzień lideruje zespołowi One Vision of Queen, coverującemu hity Queen. Pozostałe piosenki śpiewa Rami Malek, który gra w filmie Mercury’ego, a w 2019 roku otrzymał za tę rolę Oscara. Nie tylko perfekcyjnie naśladuje ruchy i mimikę artysty, ale też prawie tak jak on prezentuje się na scenie. Ucharakteryzowano go tak, żeby do złudzenia przypominał Mercury’ego. Wykonano nawet specjalną sztuczną szczękę, żeby uzyskać taki sam zgryz i układ warg. Aktor nie rozstawał się z nią na planie.
Kulminacyjnym punktem filmu jest występ zespołu na charytatywnym koncercie „Live Aid”, który odbył się 13 lipca 1985 roku, równocześnie na stadionach Wembley w Londynie i JFK w Filadelfii. Wpływy z imprezy przeznaczono na pomoc głodującym mieszkańcom Afryki. Na potrzeby filmu odtworzono cały 21-minutowy londyński set Queen, który uchodzi za jeden z najlepszych fragmentów tego koncertu.
Drugie miejsce w rankingu muzycznych dramatów o najwyższych wpływach (288,7 mln USD) zajmuje „Elvis” (2022). Obraz opowiada o estradowej, fonograficznej (24 albumy solowe) i filmowej (ponad 30 tytułów) karierze oraz prywatnym życiu Elvisa Presleya, który zmarł 16 sierpnia 1977 w wieku 42 lat. Pojawia się również wątek burzliwych relacji artysty z menedżerem, pułkownikiem Tomem Parkerem, granym przez Toma Hanksa.

Wysokimi wpływami (201,6 mln USD) może się pochwalić „Straight Outta Compton” z 2015 roku, w którym w rolę rapera O’Shea Jacksona Seniora, znanego jako Ice Cube, wcielił się jego syn – O’Shea Jackson Junior.
Tuż za podium pod względem przychodów (195,3 mln USD) uplasował się „Rocketman” (2019), poświęcony Eltonowi Johnowi. Aktor Taron Egerton doskonale wcielił się w postać słynnego piosenkarza i z powodzeniem zaśpiewał jego piosenki. Trafnie obsadzono również rolę Berniego Taupina, przyjaciela i muzycznego partnera Eltona Johna, autora większości tekstów jego piosenek. Gra go Jamie Bell – pamiętny tancerz z dramatu „Billy Elliot”. Tematem „Rocketmana” są wczesne lata kariery Johna – okres, w którym leczył się z uzależnień od używek i przyznał do homoseksualizmu.
Niebagatelne przychody wygenerował także „Spacer po linie” („Walk the Line”) z 2005 roku, prześwietlający losy legendy country, Johnny’ego Casha, zmarłego 12 września 2003, w wieku 71 lat. W roli Casha wystąpił Joaquin Phoenix. Film zdobył Oscara, kilka Złotych Globów i zarobił 186,8 mln USD, co daje mu piąte miejsce na liście najbardziej dochodowych muzycznych biopiców.
Zaledwie o sześć milionów dolarów mniej (180,8 mln USD) zarobił „One Love” z 2024 roku. Boba Marleya, który rozsławił na całym świecie jamajskie rytmy reggae, gra w nim Kingsley Ben-Adir.
Wśród filmowych biografii muzyków nie zabrakło kilku pozycji przedstawiających Boba Dylana, laureata nagrody Nobla, a zarazem 10-krotnego zdobywcy Grammy i posiadacza Oscara za kompozycję „Things Have Changed”, wykorzystanej w filmie „Cudowni chłopcy”.
W 2007 roku miał premierę obraz „I’m Not There” w reżyserii Todda Haynesa, wyświetlany w Polsce jako „Gdzie indziej jestem”. Tytułowe nagranie Dylan zarejestrował w czasie sesji do albumu „Basement Tapes” (1967), choć ostatecznie na niego nie trafiło. Długo krążyło w pirackim obiegu i dopiero 40 lat później miało oficjalną premierę we wspomnianym filmie. „I’m Not There” może nie przyniósł astronomicznych przychodów, ale z pewnością jest to dzieło bardzo oryginalne. Różne oblicza Dylana prezentuje w nim aż sześciu aktorów, w tym Richard Gere, Christian Bale i… Cate Blanchet, która za swoją rolę otrzymała nominację do Oscara. W 2016 roku amerykański magazyn „Rolling Stone” umieścił „I’m Not There” na szczycie listy najlepszych muzycznych filmów biograficznych.

W 2024 roku premierę miał obraz „A Complete Unknown” („Kompletnie nieznany”). Film o początkach kariery Dylana zarobił ponad 140 mln USD. Akcja kończy się występem artysty na Newport Folk Festival 25 lipca 1965 roku. Wtedy po raz pierwszy wyszedł na scenę z gitarą elektryczną i rockowym bandem. Był to przełom w karierze Dylana, który porzucił repertuar folkowo-balladowy i wkroczył w świat rocka. Początkowo spotkał się z raczej negatywnym odbiorem – większość publiczności go wybuczała. Jedynie garstka najwierniejszych fanów przyjęła zmianę entuzjastycznie.
Dziś wiemy, że zmiana stylu Dylanowi nie zaszkodziła. Wciąż nagrywa i występuje, mimo ukończonych 84 lat. We wrześniu 2025 roku wziął udział w organizowanym przez Williego Nelsona, Neila Younga i Johna Mellencampa cyklicznym koncercie charytatywnym Farm Aid, w czasie którego zbierane są fundusze na wsparcie zadłużonych amerykańskich farmerów. Zaśpiewał „All Along the Watchtower”, „I Can Tell” (z repertuaru Bo Diddleya), „To Ramona”, „Highway 61 Revisited” i „Don’t Think Twice, It’s All Right”, choć inaczej niż na płytach.
Słynny noblista nie stał z gitarą przy mikrofonie, ale akompaniował sobie na fortepianie. Był ubrany w czarną kurtkę z kapturem, przez co niełatwo go było rozpoznać, tym bardziej że scena nie została mocno oświetlona, a on siedział za instrumentem, który go zasłaniał. Po występie wstał, ukłonił się publiczności, ale kaptura nie zdjął.
Dylan odbywa obecnie trasę po Europie. W październiku 2025 wystąpił kolejno w Finlandii, Szwecji, Danii, Niemczech, Belgii, Francji i Holandii. Na 7 listopada zaplanowano 10 koncertów w Wielkiej Brytanii, a 23 i 24 listopada występ w irlandzkim Gleneagle Arena (INEC) w Killarney.
„Planuję jechać swoją drogą, dopóki nie odpadną wszystkie koła i tak długo, jak publiczność będzie za mną podążać” – to słowa Bruce’a Springsteena z wywiadu, którego udzielił w 2024, krótko przed premierą dokumentalnego filmu „W trasie: Bruce Springsteen i E Street Band” („Road Diary: Bruce Springsteen and the E Street Band”). Obraz miał premierę w październiku 2024. Zapytany, dlaczego właśnie wtedy postanowił nagrać i przedstawić filmowe sprawozdanie z trasy koncertowej, odpowiedział: „Jeżeli będę czekał na następne tournée, na które wybiorę się za 10 lat, do tego czasu mogę być już martwy.”

Filmem również dokumentującym trasę koncertową jest „Becoming Led Zeppelin” z 2025 roku, opowiadający o powstaniu brytyjskiej grupy i pierwszych latach jej aktywności. Wyreżyserował go Bernard MacMahon, któremu udało się nakłonić byłych członków Led Zeppelin do zwierzeń przed kamerą. Zespół tworzyli Robert Plant (wokal), Jimmy Page (gitara) i John Paul Jones (bas, klawisze). Czwarty z nich, John Bonham, zmarł 25 września 1980 roku, w wieku zaledwie 32 lat. Jest zaliczany do ścisłego grona najlepszych perkusistów w historii rocka.

Wróćmy jednak do Springsteena, bo poza relacją z trasy koncertowej, która odbyła się w latach 2024-25, nakręcono o nim biopic. „Ocal mnie od nicości” („Springsteen: Deliver Me From Nowhere”) rozgrywa się wokół sesji do akustycznej płyty „Nebraska” (1982), którą Boss zarejestrował na czterościeżkowym magnetofonie w sypialni swojego domu. Reżyser Scott Cooper pokazuje pracę muzyka nad longplayem. Springsteen zmagał się wtedy z presją sławy i mrocznymi myślami. Te ostatnie znalazły odzwierciedlenie w tekstach piosenek. Niewykluczone, że właśnie dlatego szczególnie ceni to wydawnictwo.
„Jeżeli miałbym wybrać album, który będzie mnie reprezentował za 50 lat, byłaby to ‘Nebraska’” – mówi.

Do rozpoczęcia pracy nad płytą zainspirował go film „Badlands”, przedstawiający fikcyjną, choć opartą na faktycznych zbrodniach historię 19-letniego Charlesa Starkweathera i jego 14-letniej koleżanki Caril Ann Fugate. W 1958 roku popełnili oni 11 zabójstw. Springsteen spotkał się z dziennikarką, która pisała o sprawie. Poruszony jej relacją, w kilka tygodni napisał 15 piosenek. Część z nich trafiła na „Nebraskę”. Pozostałe, rozbudowane przez E Street Band, znalazły się w programie LP „Born in the USA”. Na treść kompozycji wpłynęła również lektura książki „Urodzony 4 lipca” autorstwa Rona Kovica, uczestnika wojny w Wietnamie.
Oprócz relacji z nagrywania „Nebraski” w filmie pojawiają się migawki z innych etapów życia piosenkarza. W 1999 roku przyjęto go do Rockandrollowej Izby Sławy. Sześć lat wcześniej otrzymał Oscara za kompozycję „Streets of Philadelphia” do obrazu „Filadelfia” z Tomem Hanksem w roli głównej.
Boss sprzedał ponad 140 milionów płyt i jest laureatem 20 nagród Grammy. U nas zaczęło być o nim głośno w 1984 roku, kiedy wydał longplay „Born in the USA”. Nie tylko ze względu na udane piosenki, ale również z uwagi na element okładki, kojarzący się z naszym krajem. Na jednym ze zdjęć gitarzysta Steve Van Zandt jest ubrany w T-shirt z logiem Solidarności.
W „Ocal mnie od nicości” Springsteena gra 34-letni amerykański aktor Jeremy Allen White, który od 2006 roku wystąpił w kilkunastu ekranowych produkcjach. W sportowym dramacie „Bracia ze stali” gra Kerry’ego, jednego z pięciu braci Von Erich, którzy w latach 1979-1990 walczyli o prymat w amerykańskim wrestlingu. Aktor długo trenował przed zdjęciami, aby wzmocnić sylwetkę i przytył o 18 kg, żeby wiarygodnie wyglądać w roli wrestlera. Popularność przyniosła mu rola w serialu „The Bear” o młodym szefie kuchni, który prowadzi rodzinny bar z kanapkami. Otrzymał za nią trzy Złote Globy.

Fani Springsteena cenią jego dynamiczne, ponadtrzygodzinne występy na stadionach. Niewielu jednak wie, że początki twórczości artysty sięgają czasów szkolnych. „Grałem na otwarciu supermarketu, w pizzeriach, kręgielniach, w każdym miejscu, które można sobie wyobrazić. I to jeszcze zanim przestałem być nastolatkiem.”
W swoich kompozycjach najczęściej opowiada o peryferiach USA, gdzie żyją ludzie o niskich dochodach, nierzadko bezrobotni, podążający – na ogół bezskutecznie – za amerykańskim snem. Sam zresztą dorastał w New Jersey w takim środowisku.
Przeszukując repertuar platform VOD pod kątem biografii gwiazd, warto zwrócić uwagę na dramat „Whitney Houston: I Wanna Dance with Somebody” z Naomi Ackie w roli tytułowej. Do piosenek, które śpiewa w filmie, podłożono wokal Houston (zmarła 11 lutego 2012 w wieku 48 lat), ale głos aktorki słychać w kilku kompozycjach z pierwszej części obrazu. Z kolei sympatykom Amy Winehouse (zmarła 23 lipca 2011, mając 27 lat) można polecić „Back To Black” (2024). W roli głównej występuje tam Marisa Abela.

Fanów The Beach Boys zainteresuje „Love & Mercy” z 2014 roku. Warto przypomnieć, że w momencie ukazania się longplaya „Pet Sounds” (1966) popularność grupy niemal dorównywała Beatlesom. Zespoły ze sobą konkurowały i zdarzało się, że wzajemnie wykorzystywały swoje pomysły. Paul McCartney pozostawał pod wrażeniem wokalnej polifonii, którą wprowadził lider The Beach Boys Brian Wilson (zmarł 11 czerwca 2025 w wieku 82 lat). McCartneyowi szczególnie przypadła do gustu piosenka „God Only Knows”. „To jedna z nielicznych piosenek, przy których mam łzy w oczach” – mówi były Beatles. Z kolei Wilsona, twórcę większości repertuaru zespołu, fascynowała płyta „Rubber Soul” (1965). Albumem „Pet Sounds” chciał dorównać wydawnictwu Beatlesów, a nawet przebić je jakością swoich kompozycji. Połączył wypróbowaną na wcześniejszych krążkach polifonię ze ścianą dźwięku Phila Spectora, a do rockowego instrumentarium dołączył orkiestrę.

Film „Love & Mercy” sporo miejsca poświęca największemu hitowi zespołu, czyli „Good Vibrations” (ukazał się na singlu oraz na płycie „Smiley Smile”). Przedstawia również problemy zdrowotne Wilsona, który zmagał się z chorobą dwubiegunową oraz cierpiał na zaburzenia schizoafektywne.
Dobrej muzyki można więc posłuchać nie tylko z płyt i streamingu, ale także w kinach i przed telewizorem. Pojawia się przy tym okazja poszerzenia wiedzy o artystach, którzy ją tworzą. Większość wymienionych obrazów jest dostępna na platformach VOD. Film o Springsteenie zapewne również tam trafi, gdy zakończy się jego dystrybucja kinowa.
Grzegorz Walenda
Hi-Fi i Muzyka 11/2025
Przeczytaj także