23.11.2025
min czytania
Udostępnij
Pro-Ject zbudował gramofonowe imperium właśnie na budżetowych gramofonach. W 1991 roku, kiedy niemal wszyscy byli przekonani o nieodwołalnym końcu techniki analogowej, Heinz Lichtenegger zdecydował się zainwestować w produkcję gramofonów. Wykupił część chylącej się ku upadkowi fabryki Tesli w Czechach i rozpoczął wytwarzanie przystępnych cenowo urządzeń. Dominacja płyty CD i cyfrowych odtwarzaczy była w tamtym czasie tak gigantyczna, że nawet najbardziej taktowni znawcy rynku hi-fi uznali pomysł Heinza za cokolwiek nierozważny. Osoby nie bawiące się w dyplomację mówiły o czystym szaleństwie, kwitując krótko, że Lichtenegger ma chyba za dużo pieniędzy. Dziś jest jasne, kto miał rację. Pro-Ject dosłownie zawojował świat swoją filozofią, zakładającą produkcję budżetowych gramofonów o nieprzeciętnie korzystnej relacji jakości do ceny. Po raz pierwszy zmaterializowała się ona w modelu Pro-Ject 1, zbudowanym na bazie zmodyfikowanej Tesli NC-500. Model ten okazał się punktem zwrotnym w historii hi-fi i zapoczątkował wielkie światowe zjawisko, znane jako renesans winylu. Najnowsza propozycja austriacko-czeskiego specjalisty odzwierciedla podejście sprzed 35 lat, choć oczywiście startuje z zupełnie innej pozycji.
Pro-Ject należy do grona firm, które odniosły największy rynkowy sukces. Z nieznanego nikomu producenta przemienił się w kreatora trendów w kulturze masowej. Może się to wydawać dziwne, ale gramofony kupują obecnie nawet ludzie, którzy nie mają płyt. Traktują je jak element wyposażenia wnętrza, świadczący o wyrobionym guście i przynależności do grupy konsumentów ceniących wysoką jakość. Rzeczywistość się zmieniła, ale filozofia Pro-Jecta na szczęście nie. E1.2 to bazowy model kierowany do użytkowników, którzy dotąd opierali się modzie na winyle, ale ostatecznie dojrzeli, by spróbować. Nie uśmiecha im się jednak ani wydawanie na pierwszy gramofon dużej ilości pieniędzy, ani doktoryzowanie się z doboru ramienia i wkładki. Chcą kupić tanio i od razu zacząć używać. I dopiero jeśli im się spodoba, pomyśleć o bardziej zaawansowanej konfiguracji. Najnowszy Pro-Ject świetnie się nadaje na początek analogowej przygody. Prosty budżetowy gramofon dociera do nabywcy z kompletnym wyposażeniem – fabrycznie zainstalowanymi ramieniem i wkładką. W zestawie nie zabrakło też pokrywy chroniącej przed kurzem, przewodu sygnałowego ani adaptera do singli. Obsługiwane są dwie prędkości obrotowe: 33,3 i 45 RPM, przełączane elektronicznie.
Podstawę E1.2 wycina się precyzyjnie na obrabiarkach CNC ze sztywnej płyty drewnopochodnej z dodatkiem termoplastycznego spoiwa. Od wibracji podłoża gramofon izolują trzy nóżki podklejone substancją tłumiącą. Napęd jest przenoszony paskiem z wytłumionego silnika prądu stałego na subplatter z ABS-u wzmocnionego włóknem szklanym. Właściwy talerz to ciśnieniowy odlew z aluminium. Waży 730 g, a na wewnętrznym obrzeżu został wytłumiony pierścieniem z termoplastycznego elastomeru. Obraca się na łożysku ze stalową osią i tuleją z brązu. Proste 8,6-calowe ramię ma formę aluminiowej rurki. Wyposażono je w solidne łożysko kardana i dużą przeciwwagę. Główka, na której montuje się wkładkę (headshell), została wzmocniona i usztywniona włóknem węglowym. Fabrycznie zainstalowany firmowy przetwornik Pick it MM E zawiera generator z miniaturowym magnesem neodymowym. Po skompletowaniu całość jest ustawiana przez techników Pro- -Jecta i gotowa do pracy od razu po wyjęciu z kartonu. Sygnał do wzmacniacza z wejściem MM albo zewnętrznego phono stage’a wyprowadza przewód RCA o długości 1,23 m, wykonany z miedzi beztlenowej i wyposażony w oddzielną żyłę uziemienia z przylutowaną końcówką ułatwiającą montaż. Pro-Ject E1.2 jest już dostępny w sklepach. Kosztuje 1490 zł. Do wyboru przewidziano trzy wersje kolorystyczne: błyszczącą czerń, satynową biel i okleinę w odcieniu orzecha.
Warto zaznaczyć, że pomimo przystępnej ceny, gramofon jest produkowany w Europie, przypuszczalnie w czeskim zakładzie Pro-Jecta. Firma zapewnia, że części zamienne będą dostępne przez 25 lat.
Przeczytaj także