HFM

artykulyskrot3

Naim Supernait 2

34 39 HIFI 2 16 001
2013 roku Naim obchodził 30. urodziny. Okazja została upamiętniona wprowadzeniem nowej linii wzmacniaczy zintegrowanych, wśród których Supernait 2 to model najwyższy. Nie tylko dziedziczy on wielką tradycję firmy, jako daleki następca słynnych Naitów pierwszej, drugiej i trzeciej generacji, ale także współtworzy nową – jako druga w historii Naima integra nazwana „super”.



Poprzednik recenzowanego modelu, Supernait bez numerka, znajdował się w katalogu od 2007 roku. Jak łatwo policzyć, jego rynkowe życie trwało 6 lat. Firma jest znana z tego, że nie wymienia oferty w amoku, tylko po to, by jak najczęściej przypominać o sobie światu. U Naima wprowadzenie każdego modelu jest przemyślane.



 
Brytyjczycy szanują zarówno własną pracę, jak i pieniądze klientów. Starannie zaprojektowane układy, selekcja komponentów, kontrola jakości – to wszystko tworzy markę, jej legendę i powiększa grono fanów. Ci z kolei stanowią nawet coś w rodzaju symbolicznej społeczności. Niewiele wytwórni prowadzi swoje własne forum dyskusyjne, a jeszcze mniej prowadzi je z sukcesem. Naimowi się udało.
Sprawdźmy na przykład ilość wątków w sekcji „HiFi Corner” – prawie 43 tysiące. Wszystkie praktycznie o jednej firmie. To nie tylko robi wrażenie, to także buduje pewną atmosferę i poczucie więzi, przynależności do audiofilskiego bractwa. Trzydzieste urodziny Naima to zatem coś więcej niż tylko okrągła rocznica. I Supernait 2 to coś więcej niż tylko urodzinowy tort.

Budowa
„Dwójka” w stosunku do poprzednika została... odchudzona. Przypomnijmy, że Supernait („HFiM 12/2007”) był wyposażony w przetwornik cyfrowo-analogowy. Tym razem z niego zrezygnowano. Powód mógł być prosty: technologia obróbki sygnału cyfrowego zmienia się o wiele szybciej niż technologia wzmacniania sygnału analogowego, co oznacza, że w takim urządzeniu DAC zestarzeje się szybciej niż końcówka mocy. A częścią filozofii Naima jest nacisk na niezawodność i długowieczność urządzeń. Po próbie wyprzedzenia tendencji rynkowych następuje więc powrót do tradycji i minimalizmu.
Zmniejszono też o połowę liczbę przycisków na przedniej ściance. Są za to identyczne jak w moim 10-letnim odtwarzaczu Naim 5X. Mimo że oba urządzenia dzieli epoka, to wizualnie pasują do siebie, jakby pochodziły z jednej serii. Konsekwencja wzornicza Naima to właśnie jedna z wartości dodanych. Wyjście słuchawkowe na froncie zachowano, ale tym razem z gniazdem typu duży, a nie mały jack. Rzadziej spotykanym we wzmacniaczach elementem jest za to pokrętło zrównoważenia kanałów.
Z tyłu zmian było mniej – poza eliminacją wejść cyfrowych widzimy tradycyjny naimowski zestaw gniazd. Supernait 2 ma pięć wejść w zdublowanym standardzie (RCA i DIN), ponadto zwykłe (RCA) wyjście do subwoofera i własne (DIN) wyjście do zewnętrznej końcówki mocy. Obok nich umieszczono, zaślepioną specjalną wtyczką, parę gniazd służących do rozbudowy systemu o zewnętrzny zasilacz. To też tradycja Naima: pozwala posiadaczowi wejść na wyższy poziom jakości dźwięku nie poprzez odsprzedaż posiadanego urządzenia i zakup nowego, lecz przez „dopalenie” go lepszym prądem.

 

34 39 HIFI 2 16 002Minimalistyczna końcówka
i rozbudowany preamp.
Zasilanie można rozszerzyć
podłączając np. Hi-Capa.


Według instrukcji do „upgrade’u” Supernaita 2 możemy wykorzystać zasilacze Flatcap (5 tys. zł), Hi-Cap (8 tys. zł) albo SuperCap (25 tys. zł). Pierwsza opcja jest raczej teoretyczna – będzie grało, choć ewentualny postęp zaistnieje na granicy percepcji (przynajmniej co do tego zgodni są użytkownicy forum Naima, osobiście nie sprawdzałem). Prawdziwa zabawa zaczyna się przy droższych zasilaczach.
Supernait 2 przyjmuje tylko kable głośnikowe zakończone bananami. Gniazda, jak zwykle, są pojedyncze. Na tylnej ściance dodano wejście miniUSB do aktualizacji oprogramowania.
Obudowę wykonano z anodowanego aluminium, pokrytego czarnym lakierem proszkowym. Jej cechą charakterystyczną jest „dźwięczność” – przy zwykłym puknięciu palcem słyszymy długie, dzwoniące wybrzmienie. Sam producent twierdzi jednak, że obudowa jest antyrezonansowa. Być może rozumie to po swojemu, gdyż boki, spód i tył stanowią całość. Wnętrze urządzenia wysuwa się z takiego rękawa, ale jako że demontaż nie jest oczywisty, samemu lepiej tego nie robić. Wzmacniacz nie ma żadnych widocznych radiatorów ani nawet otworów wentylujących.
Wnętrze nowego modelu gruntownie przebudowano. Zamontowano większe trafo, z którego wyprowadzono pięć odczepów dla poszczególnym sekcji, w tym dla każdego kanału końcówki mocy. Poza tym uwzględniono dodatkowe buforowanie wejść, a tranzystory przymocowano do szyny położonej „na podłodze”. Konstruktorzy przyjęli zasadę, że sekcja końcówki ma się opierać na sprawdzonym już, dość prostym układzie – znacznie więcej miejsca dostał przedwzmacniacz. W materiałach informacyjnych znajdujemy stwierdzenie, że zastosowano w nim rozwiązania zaczerpnięte z flagowego NAC 552, m.in. dyskretny stabilizator napięcia i stopień wyjściowy pracujący w klasie A.
Do regulacji siły głosu i balansu użyto niebieskich potencjometrów Alpsa.
Na koniec trochę śmieszna sprawa: zwykle we wzmacniaczach prawy kanał terminali głośnikowych umieszcza się od strony prawej kolumny (czyli z prawej strony, patrząc od frontu). U Naima – od prawej strony, ale dla osoby podłączającej kable (czyli patrząc od tyłu). I analogicznie kanał lewy. Najpierw odruchowo podłączyłem, nie patrząc na opisy wyjść, a odkryłem to, bawiąc się równoważnikiem kanałów.

 

34 39 HIFI 2 16 002Wejścia RCA i DIN
– ten anachronizm jest poniekąd
wizytówką firmy.


Rekompensatą za tę zmyłkę jest bajeczne sterowanie pilotem. Reakcję potencjometru na sygnał podczerwieni zaprogramowano w tak małym zakresie, że precyzyjne ustawienie głośności nie stanowi problemu.

Konfiguracja systemu
Supernait 2 zagrał z odtwarzaczem Naim 5X z zasilaczem Flatcap 2X oraz, wymiennie, z dwiema parami monitorów: Spendorami D1 i Dynaudio Contour 1.3 mkII. System został okablowany przewodami Siltecha (Queen i King), a sieciówki pochodziły od Neela.

Wrażenia odsłuchowe
Klasyka i wierność własnej filozofii – stary, dobry Naim trzyma formę. A to oznacza, że recenzja zapewne będzie nudna. Bo ileż razy można powtarzać, że mamy do czynienia z graniem energicznym, świetnie zaznaczonym rytmem, sugestywnym przytupem, choć bez przerysowania? W tym tonie o Naimie można pisać w ciemno. Będzie to zgodne z prawdą, bo wzmacniacz nie zaskakuje. Zaraz, zaraz, czy aby na pewno?
A właśnie że mnie zaskoczył, i to nie raz! Szkoła Naima jest mi znana z codziennego obcowania z odtwarzaczem 5X/Flatcap 2X przez ostatnich 10 lat. A mimo to podłączenie takiego, wydawać by się mogło, przewidywalnego urządzenia jak integra z serii o oczko wyższej, sprawiło całą serię mniejszych i większych niespodzianek. Postaram się więc, nie powielając starej pieśni o rytmie, opowiedzieć, w czym Supernait 2 okazał się niezwykły.
Po podłączeniu wzmacniacza odczekałem dwa dni i zacząłem bez większego przekonania od sonat skrzypcowych Vivaldiego (opus 5; Salvatore Accardo, Sylvie Gazeau; Decca). Nie przypominam sobie, aby jakiś wzmacniacz w cenie poniżej 20 tysięcy złotych zdołał zagrać muzykę poważną na więcej niż czwórkę z plusem. A Naim to zrobił, niemal od niechcenia.
Klasyczny repertuar (może wyłączając większe formy symfoniczne) stawia systemowi specyficzne wymagania. Nie dość, że trzeba go słuchać, podkręcając nieco głośność w porównaniu z poziomem wystarczającym do muzyki rozrywkowej, to jeszcze brak perkusji (a w szczególności talerzy) sprawia, że brzmienie staje się z założenia minimalnie matowe. Oswoić tę matowość można przez potęgowanie górnego zakresu pasma, konturowość średnicy, kontrolę basu i wyśrubowaną mikrodynamikę, ale cała sztuka polega na tym, aby w żadnym z tych aspektów nie przesadzić. Bo wtedy z kolei nagrania popowe czy rockowe mogą się zmienić w karykaturę muzyki. Duży budżet ułatwia zadanie, średni – niekoniecznie. Naimowi jakimś cudem to wyszło. Nadał melodiom Vivaldiego wyważoną energię – nie poprzez przyspieszanie tempa, ale jakby zaszczepiając dźwiękom indywidualnie dobraną dawkę sprężystości. Było świeżo i przejrzyście – tak, że chciało się słuchać.
Wymienione powyżej cechy brzmienia Supernait 2 realizuje, pilnując jednak bardzo uważnie granicy przerysowania. Stosunkowo najbezpieczniej rozprawił się z górą pasma. Brytyjska integra nie sięga rejonów, gdzie potyczki toczą gracze ultra hi-endu. Koncentruje się na zakresie bliższym średnicy, najłatwiej przyswajalnym przez słuchacza. Soprany są w tym wydaniu szlachetne i fizjologiczne. Drażniących sybilantów można się w ogóle nie obawiać. Średnica charakteryzuje się rzeczywiście konturowym rysunkiem, jest w niej dużo miejsca, wypełnionego jednak dyskretną podbudową górnego basu.

 

34 39 HIFI 2 16 002Zdjęcie urodzinowe.
Od góry: Nait 5si,
Naim XS 2 i Supernait 2.


Najniższe podzakresy pasma to już klasa sama w sobie. Naim potrafi wycisnąć z kolumn wszystkie, co do jednego, herce przewidziane przez ich producentów. I wszystkie te pomruki kontroluje bez wysiłku.
Ciekawie przedstawia się także mikrodynamika. Z jednej strony, imponuje szybkością wzbudzania i wygaszania dźwięków; z drugiej – robi to bez uszczerbku dla płynności połączeń między nimi. Unika przy tym efektu przyspieszania tempa nagrania. Bo w każdym aspekcie uwidocznia się jedna z kluczowych cech nowego Supernaita – ogromna kultura. Sprawia ona, że pomimo energii i dynamiki Naimowi udaje się nadać muzyce dystynkcję i szlachetność. To właśnie połączenie dynamiki z kulturą robi największe wrażenie w czasie odsłuchu. I ono też pozwala się delektować pięknem klasyki, od której zacząłem.
Z drugiej strony, współczesny repertuar gitarowy to już żywioł brytyjskiej integry. Kultura nie przeszkadza Naimowi wydobyć z takich nagrań rozpędu i rozmachu. Wyczucie rytmu właśnie tutaj urzeczywistnia się z całą siłą. Uniwersalność Supernaita 2 stanowi jego ogromną zaletę.
Zapewne wielu czytelnikom nasunie się pytanie o muzykalność. Część wspomnianych cech nie współgra z koncepcją dźwięku lampowego, lekko zaokrąglonego i ocieplonego, z pogrubioną linią basu. To wszystko prawda, z tym, że w przypadku Naima muzykalność polega na innym ułożeniu akcentów. Mówiłem o płynności średnicy, która w niczym się nie kłóci z wyraźnie prowadzonymi liniami instrumentów. Ale tutaj mamy coś jeszcze – dyscyplina obrazu muzycznego zostawia miejsce na swobodę i łatwość grania, a dążenie do neutralności wiąże wszystkie cechy właśnie w neutralny sposób, który oddaje prawdę o muzyce. A prawdziwa muzyka jest „muzykalna” sama w sobie i nie potrzebuje dodatkowych ozdobników, głębszych niż w rzeczywistości kolorów, dosłodzonej góry czy zmiękczonego basu. Naim dąży do zachowania naturalnej równowagi między zakresami. Stara się, aby prawidłowe proporcje oddawały esencję muzyki granej na żywo. Jeśli podoba Wam się taka koncepcja muzykalności, to Naim Was zaczaruje.
Supernait 2 gra czysto i przejrzyście, świetnie odtwarza akustykę sali koncertowej, potrafi prawidłowo ustawić każdy instrument w przestrzeni, unikając przy tym przesady. Szerokość i głębokość sceny odpowiadają standardom wyznaczanym przez wzmacniacze zaliczające się do względnie przystępnego cenowo hi-endu. Pierwszy plan jest tylko lekko wysunięty przed linię bazy.
Równowaga barw zasługuje na uznanie. Jest niczym najwyższej jakości matryca aparatu fotograficznego: z dużą rozpiętością tonalną, bez skłonności do niedoświetleń lub przepaleń. I do tego potrafi pokazać swoją wirtuozerię w oddawaniu kontrastów. W efekcie brzmienie jest zrównoważone i płynne.

 

34 39 HIFI 2 16 002Tak wyglądał pierwszy
Supernait – miał więcej gniazd,
przycisków i tak naprawdę zbędnych
funkcji. Supernait 2 to powrót
do purystycznych korzeni Naima.
Tak jest lepiej.


Naim rzeczywiście gra zgodnie ze swoją tradycyjną sygnaturą brzmieniową. Nie zaskakuje żadną cechą, jakiej byśmy się nie spodziewali. Ale z drugiej strony – zaskakuje bardzo – sposobem dostosowania tych cech do przekazu muzycznego. Mówiąc wprost – zaskakuje jakością, rzadko spotykaną w tych przedziałach cenowych. W jego wykonaniu muzyka wydaje się „aktywna”, podkreśla swoją ochotę do grania i angażuje słuchacza.
Naim zagrał z dwoma modelami monitorów – Spendorami i Dynaudio – i co ciekawe, z jednej strony nie ingerował w ich charakterystykę, ale z drugiej podkreślał elementy, które ją harmonijnie uzupełniały. Muzykalność i miękkość Spendorów przedstawił w postaci bliższej neutralności, aczkolwiek namacalność sceny i niemal cielesne odczucie obcowania z muzyką pozostawił w postaci niezmienionej. Natomiast z nieco zaokrąglonymi Dynaudio stworzył niemal wzorzec neutralności.
Wady? No tak, brakuje tu nieco lampowej ogłady, ale mi osobiście odpowiada to nawet bardziej. Naim nie tworzy brzmienia relaksującego czy romantycznego. Gra bardzo konkretnie, bez mizdrzenia się, bez podkolorowań. Ale to przecież nie jest wadą. Supernait może i mógłby pokazać więcej wyrafinowania w górze, jednak co by wtedy pozostawało dla wyższych serii? Tak czy inaczej, już pierwszego dnia wiedziałem, jak zakończę tę recenzję. Napiszę, że niezależnie od budżetu, zrobienie fantastycznego wzmacniacza jest wielką sztuką. Z tym, że wyższy budżet osiągnięcie takiego celu ewidentnie ułatwia. Wydając, powiedzmy, 80 tysięcy złotych lub więcej, można oczekiwać, że produkt będzie naprawdę wyjątkowy. Ale sztuką o wiele większą jest zrobienie fantastycznego urządzenia z budżetem ograniczonym. Naimowi się udało.

Konkluzja
Szukacie neutralnego i dynamicznego wzmacniacza? Nie chcecie przepłacać? Odpowiedź brzmi: Naim Supernait 2.




NaimSupernait2 o

 

Mariusz Malinowski
Źródło: HFM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF