Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Unison Research Simply Italy

IMG 0025Dziesięć tysięcy nabywców wzmacniacza Unison Research Simply Two nie mogło się mylić, wybierając z szerokiej oferty produkt optymalny: niedrogą lampową integrę o atrakcyjnym wyglądzie i takimż brzmieniu. Popularność zwielokrotniły entuzjastyczne oceny fachowców na całym świecie. Na moim testowym stoliku wylądował następca tamtego modelu - Simply Italy. To początek oferty siedmiu wzmacniaczy zintegrowanych Unisona. Nazwa została wybrana dla uczczenia 150-lecia zjednoczenia Włoch.

Przyjemnie jest odkrywać nowe urządzenia i przepowiadać im powodzenie na rynku. Mnie Simply Italy urzekł wyglądem, funkcjonalnością i brzmieniem.
To nie tylko "zwykły Włoch", z którym napijemy się wina, zjemy risotto albo bigoli i zagryziemy carpaccio. To przyjaciel, którego już po pierwszym spotkaniu zaprosimy do domu, by lepiej go poznać. Akceptacja żony gwarantowana.

Italy urodził się nieopodal Wenecji, w Treviso, mając za sąsiadów takich potentatów włoskiego przemysłu odzieżowego, jak Benetton i Sisley. Powstał najpierw w głowie Giovanniego Marii Sacchettiego, który od 1987 roku projektuje kolejne konstrukcje Unisona. Założenie było proste: nawiązać brzmieniem do bestsellerowego Simple Two, unowocześnić i nadać wygląd, który cieszy oko już od pierwszego spojrzenia.
Tak jak poprzednik, Simply Italy jest konstrukcją single-ended i oferuje skromną moc 12 W. Ten niepozornie wyglądający na papierze "tuzin" poruszy jednak wiele kolumn; z moimi potężnymi podłogowcami radził sobie ze swobodą i dzikością Fiata Abarth "Tributo Ferrari" na serpentynach Dolomitów. Prądożerne 4-omowe monitory też oddawały skrupulatnie każdy wat mocy wzmacniacza, choć gałkę potencjometru trzeba było nieco podkręcić.

 

IMG 0043

Wysokiej jakości podzespoły i quasi dual-mono.



Budowa
Podobnie jak Simply Two, konstrukcję Simply Italy oparto na pentodach EL34B i pracującej w przedwzmacniaczu parze podwójnych triod ECC82 (12AU7/6189). W fabrycznym wyposażeniu dostarczane są rosyjskie lampy Tung-Sol. Kto obawia się obsługi lampowców, może zapomnieć o problemach. Żywotność ECC82 szacuje się na 10000 godzin, co nawet przy intensywnym użytkowaniu daje dobre pięć lat spokoju. Jestem pewien, że ambitniejsi nabywcy Simple Italy zaopatrzą się w stare, cenione lampy, żeby sprawdzić możliwości włoskiej konstrukcji. Wiem, że warto, sprawdziłem Miniwatty. Montaż w gniazdach nie przysparza żadnych problemów. Nie trzeba nawet ustawiać prądów potencjometrami i miernikami. Układ sam się kalibruje.
Unison Research Simply Two ma wymiary dużego pudełka od butów, ale waży solidne 15 kg, co świadczy o wielkości transformatorów. Na wąskim froncie wykonanym z płatu MDF-u o grubości 20 mm znalazło się miejsce na dwa duże pokrętła ze stali nierdzewnej, znane z wyższych modeli - potencjometr i wybierak źródeł.

 

IMG 0040

Drewniany pilot może stanąć jak rzeźba.


Do wyboru jest pięć wejść. Umieszczony w zagłębieniu hebelkowy włącznik sieciowy przeskakuje lekko i przyjemnie, a potencjometr obraca się z wyczuwalnym oporem i jest idealnie ukształtowany "pod palce". Dotykanie chłodnego metalu w rozżarzonym lampami urządzeniu sprawia niemałą przyjemność. Lecz i tak, regulując głośność, zwykle będziemy korzystać z pilota, który został zaprojektowany z podobną starannością co wzmacniacz. Masywny klocek drewna przykrywa aluminiowa, subtelnie szczotkowana blacha z szeregiem przycisków. Do sterowania wzmacniacza wykorzystamy jedynie dwa: Vol- i Vol+. Pozostałe przeznaczono dla odtwarzacza CD i tunera.

Ujmującym elementem wzornictwa są krążki z wiśniowego drewna wokół otworów na pokrętła i przełącznik. Ten detal wykończenia świadczy o tym, jak wiele uwagi Włosi poświęcają wyglądowi swoich produktów. Nawet archaiczny krój czcionki podkreśla ponadczasowość projektu. Poniżej włącznika sieciowego świeci seledynowa dioda sygnalizująca pracę urządzenia. Jest umieszczona za szybką kryjącą także czujnik podczerwieni.
Lampy osadzono w ceramicznych podstawkach. Ustawiono je klasycznie, z przodu ECC82, za nimi EL34. Wygięte półkoliście dwa płaty szczotkowanej blachy nierdzewnej odbijają ciepło, a przy tym optycznie powiększają lampy sprawiając, że nawet ten niewielki wzmacniacz wygląda poważnie. Te elementy wykończenia są wspólne dla większości lampowych konstrukcji Unisona. Do recenzji otrzymaliśmy wersję czarną, ale jest jeszcze opcja z frontem z drewna wiśniowego. W tej wersji także pilot jest wykonany z drewna wiśni.
Pomiędzy lampami znajdziemy tajemniczy przełącznik hebelkowy. Tajemniczy, bo nie jest opisany. To wybór sprzężenia zwrotnego, jak przeczytamy w skąpej instrukcji obsługi. W położeniu frontowym sprzężenie wynosi około 5 dB, w tylnym - około 1,8 dB. Można przełączać w trakcie słuchania i wybrać odpowiednie dla naszych kolumn i muzyki. Sprzężenie zwrotne wpływa na takie parametry wzmacniacza, jak współczynnik tłumienia, charakterystyka pasma przenoszenia i zniekształcenia.

 

IMG 0003

Solidne terminale głośnikowe
i pozłacane gniazda RCA.


Lampy zamknięto w chromowanej klatce, którą można łatwo zdjąć. Jeśli mamy małe dzieci albo ciekawskiego kota, lepiej pozostawić ją na miejscu.
Z tyłu wzmacniacza znajdziemy sześć wejść liniowych RCA i dwie pary solidnych terminali kolumnowych, przyjmujących gołe kable, widełki i wtyki bananowe. Gniazdo IEC znajduje się blisko głośnikowych, co nie ułatwia podłączenia przewodów zakończonych widełkami. Obudowa jest pokryta matowym lakierem proszkowym. Wzmacniacz stoi na trzech nóżkach.

Pod dużą blaszaną puszką z nacięciami wentylującymi znajdują się transformatory: zasilający o rdzeniu toroidalnym i para głośnikowych z rdzeniami typu E-I. Te wykonywane są ręcznie w fabryce Unisona, co jest godne pochwały. Z transformatorów wyprowadzono uniwersalny odczep na 6 omów. Z powodzeniem można też podłączać obciążenia 4- i 8-omowe.

Zaglądając do środka od spodu znajdziemy płytkę główną z kondensatorami: elektrolitycznym Nippon ChemiCon 450 V/390 uF i mniejszymi Rubycona. Większość kondensatorów w torze wzmocnienia to czerwone Wimy z serii MKS4. Są tu także trzy bezpieczniki chroniące układy przed przeciążeniem. Cały układ jest dość prosty, ale i tak bardziej skomplikowany niż ten w Simply Two. Na osobnej płytce umieszczono układ regulacji wzmocnienia z napędzanym silniczkiem Alpsem RK27. Simply Italy konsumuje maksymalnie 85 W.

Wrażenia odsłuchowe
Wzmacniacz trafił do mnie niemal prosto z Włoch. Wymagał wygrzania, a ja mogłem mu poświęcić dużo czasu. Najpierw słuchałem niezobowiązująco, ale już na samym początku dała się zauważyć dobra integracja brzmienia w całym paśmie. Po tygodniu zrobiłem sobie przerwę i kiedy powróciłem do słuchania, stwierdziłem, że to o wiele lepszy wzmacniacz, niż wcześniej sądziłem. To uwaga dla niecierpliwych, którzy od razu chcieliby mieć dźwięk docelowy. Warto również pamiętać, że wzmacniacze lampowe osiągają pełnię brzmienia po minimum pół godzinie grania, choć instrukcja optymistycznie podaje kwadrans.
Test krytyczny zacząłem od piosenki "Spanish Harlem" z kompilacji "Retrospective" Rebeki Pidgeon. Przestrzeń tego nagrania jest imponująca, ale słabsze systemy ją spłaszczają. Simply Italy wybudował ją przed i za kolumnami, nieco mniej na boki. Barwa głosu Rebeki na tle kontrabasu urzekała ciepłem. W tym nagraniu gra kwartet smyczkowy i każdy instrument był tu czytelny, a brzmienie spójne. Cykające gdzieś z prawej strony instrumenty perkusyjne miały określoną wysokość. Jeszcze piękniej Pidgeon zaśpiewała z akompaniamentem banjo i skrzypiec w "Texas Rangers".

 

IMG 0012

Frontowy panel z drewnianymi wstawkami podkreśla elegancję.


Idealną równowagę brzmienia, obecną na płytach zrealizowanych przez Ala Schmitta, podziwiam na składance "The Very Best of Diana Krall". Słodycz, jaka wypłynęła z głośników zasilanych 12-watowym Unisonem, była ujmująca. Dodatkowo w "'s Wonderful" dostałem masę szczegółów: smyczki, wycofany fortepian, cykającą perkusję. Z kolei "Peel Me A Grape" przeniosło mnie w atmosferę kameralnego studia. W tym nagraniu ciekawi mnie zawsze, jak zestaw radzi sobie z echem głosu Diany, odbijającym się od ścian. Tu było niemal namacalne. Na początku "The Look of Love" z perkusji "wysypuje się piasek", a tworzące go szczoteczki wywołały uśmiech na mojej twarzy. Lepiej słyszałem dotąd dopiero ze wzmacniacza trzykrotnie droższego.
Koncertowy album Patricii Barber "Companion" zawiera mnóstwo informacji o klubie The Green Mill i o tym, jak bardzo pianistka pochyla się nad klawiaturą, dotykając ustami mikrofonu. Jej Hammond B-3 zabrzmiał z Unisona tak, jak lubię - ciepło i sugestywnie. Kontrabas Michaela Arnopola, otwierający utwór "Use Me", wstrząsnął podłogą. Lampowy Unison wypełnił jego brzmienie substancją spajającą każde szarpnięcie grubych strun. Zaśpiewał, a to się zdarza tylko bardzo dobrym lampowcom.
Jeśli chodzi o saksofon, to sprawdziłem, jak spodoba mi się Joe Henderson z płyty "So Near, So Far". Lekkie ocieplenie i znakomita integracja brzmienia wpłynęły pozytywnie nie tylko na matowy ton tenoru lidera, ale i na cały zespół: gitarę Johna Scofielda, kontrabas Dave'a Hollanda i skromny zestaw perkusyjny Ala Fostera. Zamiast sięgnąć po następne płyty, z przyjemnością wysłuchałem tego albumu do końca.

 

 

IMG 0038

Rosyjskie lampy Tung-Sol EL34 i ECC82.


Pozostając w łagodnym nastroju, przypomniałem sobie "Waltz For Ruth" duetu Charlie Haden & Pat Metheny z płyty "Beyond The Missouri Sky". Mruczący nisko kontrabas i stonowane akordy gitary wzruszyły mnie i tym razem. Zupełnie inaczej, mocniej szarpiąc struny, gra na akustycznej gitarze Ralph Towner z grupy Oregon na albumie "Family Tree". Moją uwagę zwrócił delikatny, bogaty w alikwoty saksofon sopranowy Paula McCandlessa, zamieniony później na stonowany obój. Kontrabasista Glen Moore operował w najniższych rejestrach nie skrępowany elektroniką. Świetny album, chyba go wcześniej nie doceniłem.

Cykady otwierające "Caravanserai" Santany przeniosły mnie w egzotyczne, nieznane rejony. To nie tylko zasługa selektywnej realizacji i formatu Blu-spec CD2, ale głównie wzmacniacza. Gitara Santany w "Song of the Wind" rozkleiła mnie zupełnie. Natomiast "Stone Flower" swingował w latynoskich rytmach.

Kiedy w odtwarzaczu wylądowała "Carmina Burana" pod batutą Antala Doratiego, pozostała w nim całą godzinę. Potęga orkiestry i wzniosłych partii chóralnych bez skrępowania wypełniła salon.
Większość odsłuchów wykonałem z głębszym sprzężeniem zwrotnym. Zapewniało lepszą dynamikę i więcej detali. Sprzężenie bliskie zera łagodzi niedoskonałości nagrań. Lepiej się sprawdziło przy słuchaniu radia.

Konkluzja
Unison Research Simply Italy jest wyjątkowo muzykalny. Dodaje uroku zarówno tym lepszym, jak i tym gorszym nagraniom. Za sprawą przyjemnego dla ucha ocieplenia, spójnego pasma i wrodzonej łagodności otrzymujemy urządzenie, które staje się domownikiem. Z pewnością stanie się też klasykiem.

unisont

Autor: Janusz Michalski
Źródło: HFM 05/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF