Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

White Bird Amplification Virtus ORT

24-41 12 2012 WhiteBirdAmplificationVirtusORT 01Drugi wzmacniacz White Bird Amplification biorący udział w tym teście to zupełna nowość. Prace nad nim ukończono dosłownie kilka dni przed dostarczeniem do recenzji.

Oba modele WBA kosztują tyle samo. Firma nie projektuje wzmacniaczy, kierując się marketingiem, ale ich zastosowaniem. Wystarczy powiedzieć, że w tym momencie w katalogu figurują aż trzy modele… szczytowe. Producent traktuje je jako równorzędne, ale zbudowane do pracy z różnymi słuchawkami. Opisywany Virtus ORT powstał z myślą o nausznikach ortodynamicznych. Producent zastosował tu więc mocne, a przy tym bardzo efektownie świecące lampy 6S33S. Wzmacniacz bez problemu ma sobie radzić ze słuchawkami o dużym apetycie na prąd. Nie musimy się też przejmować innymi parametrami. Virtus ORT ma być lampą nie do zdarcia.

Budowa
Gabarytami i masą ORT nie różni się od modelu 300B, ale z kartonu wyjmujemy jeszcze jedno ciężkie, metalowe pudełko. To zewnętrzny moduł zasilający, do którego tylnej ścianki przymocowano na stałe dwa przewody. Co ciekawe, oba należy podłączyć do wzmacniacza. Jeden to trójbolcowy kabel zasilający zakończony „odwrotnym” wtykiem (prawdopodobnie po to, aby nikt nie podłączył zwykłej sieciówki do wzmacniacza; mogłoby to spowodować jego zniszczenie). Drugi przypomina nieco naimowskie DIN-y i odpowiada za komunikację między wzmacniaczem a zasilaczem. Dzięki temu zasilacz włącza się równocześnie ze wzmacniaczem, co sygnalizują niebieskie diody. Przednią ściankę zasilacza dopasowano wzorniczo do wzmacniacza. W odróżnieniu od Virtusa 300B, którego front był lustrzany, tu postawiono na szczotkowane aluminium.
Na tylnej ściance modułu zasilającego umieszczono też gniazdo sieciowe IEC i właśnie tu należy podłączyć sieciówkę. Rozdzielenie funkcji ma na celu wyeliminowanie zakłóceń. W zasilaczu znalazł się główny transformator i dławik, natomiast w obudowie wzmacniacza zamontowano transformator żarzenia i stopień zasilający lampy.
Na zapleczu wzmacniacza, oprócz dwóch gniazd dla zasilacza, znajdziemy wejście RCA. Z przodu umieszczono natomiast dwa piękne pokrętła (włącznik i regulator głośności) i jedno duże gniazdo słuchawkowe. Zdziwiło mnie, że nie pomyślano o wyjściach XLR, które użytkownikom słuchawek ortodynamicznych mogłyby ułatwić życie. W tym modelu zastosowano dwie triody 6S33S i jedną E88CC, wszystkie produkcji Electro-Harmoniksa. Taka konfiguracja daje moc wyjściową rzędu 3,5 W na kanał. Rogate lampy świecą przepięknie i dają tyle ciepła, że na czas odsłuchu można nawet delikatnie przykręcić grzejnik w pokoju. Obudowa wzmacniacza nagrzewa się tak bardzo, że w niektórych miejscach nie da się jej dotknąć. Nawet pokrętła po kilkunastu minutach stają się ciepłe. Wygrawerowane na ich obręczach napisy świadczą o dbałości producenta o detale. Nie oceniam opakowania, bo do testu dostarczono pierwszy egzemplarz i cała jego oprawa była zapewne wersją tymczasową.

Brzmienie
Pod względem brzmienia polski wzmacniacz jest produktem pełnym, skończonym i nastawionym na bezwstydne wykorzystywanie zalet lamp. Jeżeli słyszeliście, że triody dają brzmienie ciepłe, przyjemnie zagęszczone, płynne i skupione na średnicy pasma, wszystkiego tego doświadczycie, słuchając Virtusa ORT. O ile model 300B łączył zalety lamp z bardzo dobrą dynamiką, czystą górą i mocnym basem, tutaj mamy kwintesencję lampowego brzmienia bez żadnych prób ukrywania jego charakteru.
Równowaga tonalna nie jest mocno zachwiana, ale słychać, że skraje pasma mają dopełniać średnicę. Nie starają się uzyskać statusu samodzielnych atrakcji. W brzmieniu wszystko jest ze sobą połączone, dzięki czemu muzyka jest prezentowana wyjątkowo spójnie i jednorodnie. Nie każdemu się to spodoba, ale Virtus ORT zachowuje się tak, jakby się tym nie przejmował. To urządzenie nie powstało po to, aby dotrzeć do każdego odbiorcy. Ma trafić do grona wielbicieli klasycznych lamp. Do ludzi, którzy nie boją się urządzeń o charakterystycznym brzmieniu. Poza tym Virtus ORT wciąga, szczególnie w trakcie długich odsłuchów. Niby mamy świadomość, że opowiada nam bajkę, ale jakoś nie mamy serca go wyłączyć. Z tym wzmacniaczem można słuchać muzyki godzinami.
Gdybym musiał słuchać muzyki tylko na słuchawkach, byłby to jeden z pierwszych typów na mojej liście.

24-41 12 2012 WhiteBirdAmplificationVirtusORT 02     24-41 12 2012 WhiteBirdAmplificationVirtusORT 03

Konkluzja
Teraz pewnie pojawią się pytania, dlaczego jeden ze wzmacniaczy WBA otrzymał ocenę hi-end, a drugi nie. Virtus 300B zrobił na mnie większe wrażenie, ale z konkretnymi słuchawkami model ORT może wypaść lepiej. W teście miałem do dyspozycji cztery pary słuchawek, ale nie było wśród nich ortodynamicznych. Bardzo polubiłem ten wzmacniacz, ale w ocenie końcowej muszę ująć także jego słabsze punkty.

24-41 12 2012 WhiteBirdAmplificationVirtusORT T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 12/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Komentarze  

 
0 #1 taipan3 2013-06-04 17:53
Kompletna głupota stosowac diabełki w słuchawkowcu, jest tyle innych lamp lepiej pasujących,totalny przerost formy nad treścią
Cytuj | Zgłoś do administratora