Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Musical Fidelity M1 HPA

24-41 12 2012 MusicalFidelityM1HPA 01Musical Fidelity uchodzi za jedną z legend brytyjskiego hi-fi. Założona przez klarnecistę-audiofila i rozsławiona przez wzmacniacze o spartańskim wzornictwie firma od samego początku rozwijała się wręcz wzorowo.

W pewnym momencie Musical zaczął jednak proponować coraz dziwniejsze konstrukcje i to z częstotliwością, której pozazdrościłyby mu koncerny. W końcu klienci i dystrybutorzy przestali nadążać. Założyciel firmy postanowił więc zwolnić tempo, uporządkować katalog i ujednolicić wzornictwo urządzeń. Musiało zadziałać, bo od tego czasu firma ma się dobrze. Niektórzy zarzucają jej, że tylko najdroższe klocki wytwarza w swej londyńskiej fabryce, natomiast pozostałe powstają na Dalekim Wschodzie. Brytyjczycy dbają jednak o kontrolę jakości – pierwszy etap zaraz po zmontowaniu, a drugi tuż przed pakowaniem kartonów.


W serii M1, oprócz opisywanego wzmacniacza, znajdziemy streamer/przedwzmacniacz, transport CD, DAC, przedwzmacniacz korekcyjny i końcówkę mocy.

Budowa
M1 HPA jest dalekim krewnym jednego z pierwszych wzmacniaczy słuchawkowych Musicala – modelu X-Can, pieszczotliwie zwanego „prosiaczkiem”. Po nim pojawiły się kolejne wersje: V2, V3, V8P i wreszcie opisywany M1 HPA. Dzięki wejściu USB z tyłu mogą się nim zainteresować nie tylko melomani posiadający wysokiej klasy źródło, ale też osoby dopiero zaczynające przygodę ze sprzętem. Podpinamy peceta i system do nauszników gotowy.
Oprócz komputerowego złącza na tylnej ściance znajdziemy trzy pary gniazd RCA. Jedno to wejście analogowe, drugie – wyjście liniowe, dzięki któremu bez przepinania kabli można puścić sygnał dalej, na przykład do wzmacniacza zintegrowanego. Trzecia para to wyjście z przedwzmacniacza, rzadko stosowane w tego typu urządzeniach. Można do niego podłączyć końcówkę mocy. Kolejnym udogodnieniem są dwa wyjścia słuchawkowe. Opcja godna polecenia, szczególnie jeśli chodzi o wspólne oglądanie filmów i koncertów na DVD.

24-41 12 2012 MusicalFidelityM1HPA 02     24-41 12 2012 MusicalFidelityM1HPA 04

Z przodu umieszczono wielkie pokrętło głośności, hebelkowy przełącznik źródeł i przycisk trybu czuwania. Urządzenie przechodzi w standby od razu po podłączeniu kabla zasilającego do gniazda (trójbolcowe IEC – żadnych „telefonicznych” ładowarek). Być może dzięki temu szybko osiąga pełnię możliwości brzmieniowych.
Cały układ wraz z zasilaczem zmieścił się na jednej płytce. Wzmacniacz pracuje w klasie A i ma współpracować nawet ze słuchawkami o niskiej impedancji. Producent jest chyba na tyle pewny siebie, że w tabeli danych technicznych nie podaje żadnych ograniczeń. 1,1 W przy 32 omach to spory zapas mocy.

24-41 12 2012 MusicalFidelityM1HPA 03

Brzmienie
Dawniej po urządzeniach MF można się było spodziewać płynnego, niemal lampowego dźwięku. Priorytety się jednak zmieniły i teraz Brytyjczycy stawiają na dynamikę i czytelność. Przekaz ma być efektowny i dziarski. Z pasmem wszystko jest w porządku. Gdybym miał przełożyć swoje wrażenia na wykres, zrobiłbym leciutką górkę w zakresie niskich tonów i mały dołek w średnicy. Odchyłki są minimalne i sprawiają jedynie, że odbieramy dźwięk jako trochę głębszy i pełniejszy. M1 HPA nie boi się wysokich tonów. Wydają się one zresztą najbardziej neutralnym elementem układanki. Nie wygładzają nagrań ani nie czynią ich piszczącymi. Jeżeli natomiast chodzi o dynamikę... Tu możemy dołożyć do pieca, jak tylko nam się podoba. Musical ujawnia wtedy jeszcze więcej szczegółów we wszystkich częściach pasma. Gra jeszcze szybciej i konkretniej. Nie dla romantyków. M1 HPA jest dość powściągliwy w barwie. Stawia raczej na twardy atak i ucinanie wybrzmień, a nie przyjemne wypełnienie i delektowanie się pojedynczymi dźwiękami i bogactwem harmonicznych. Średnio się przez to nadaje do słuchania spokojnej muzyki. Jest żądny wrażeń i lubi nagrania, w których dużo się dzieje.
Najbardziej spodobał mi się jednak bas. Chyba nie spodziewałem się tak dobrego połączenia głębi i kontroli po urządzeniu kosztującym nieco ponad 2000 zł, na dodatek wyposażonym w przetwornik, wyjście z przedwzmacniacza i dwa wyjścia.
O ile wbudowany DAC jest raczej propozycją dla początkujących, to w roli przedwzmacniacza M1 HPA sprawdził się nadspodziewanie dobrze. Połączenie z końcówką mocy w rodzaju M1 PWR czy tańszymi modelami Rotela powinno się udać. Musical nie miał też problemu z wysterowaniem dwóch par słuchawek. Czy były to B&W z DT990 PRO, czy Beyery z Shure’ami – nie uronił nawet kropli potu.

Reklama

Konkluzja
Dynamiczny, konkretny dźwięk i bardzo dobre wyposażenie. Uczciwa propozycja.

24-41 12 2012 MusicalFidelityM1HPA T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 12/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF