Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Vincent KHV-111

24-41 12 2012 VincentKHV-111 01Kiedyś na tylnych ściankach wzmacniaczy i odtwarzaczy pisano „Made in...”. Teraz częściej widuje się „Designed in...”, co zwykle oznacza, że urządzenie zmontowano w Chinach.

Przenoszenie na Daleki Wschód wywołuje z reguły falę krytyki ze strony klientów i fanów danej marki. Co innego, jeżeli od samego początku działała ona w ten sposób.
Vincenta powołał do życia Uwe Bartel – pomysłowy Niemiec, który dawno temu zdał sobie sprawę, że tworzenie wysokiej jakości urządzeń w przystępnych cenach będzie możliwe tylko wtedy, gdy uda się je tanio wyprodukować.

W naszej branży to on zapoczątkował modę na projektowanie elektroniki w Europie i wysyłanie zleceń azjatyckim fabrykom. A skoro zajmuje się tym od 17 lat, dysponuje większym doświadczeniem niż utytułowane wytwórnie, które na zmianę lokalizacji zdecydowały się stosunkowo niedawno.

Budowa
Niektórzy sądzą, że firmy działające w ten sposób poczuły się już tak pewnie, że powoli zrównują ceny z producentami europejskimi i amerykańskimi. Postanowiłem więc nie zaglądać do cennika Vincenta i przeprowadzić mały sprawdzian. Wyjąłem wzmacniacz z pudełka, oceniłem jego wartość na oko i zapytałem o zdanie kilkoro znajomych. Spora obudowa, metalowy front, dobre wyposażenie, okno z żarzącą się lampą... Strzały zawierały się w przedziale 2000-4000 zł. KHV-111 kosztuje 999 zł. Gabaryty i masa Vincenta robią dobre wrażenie. Kiedy przyjrzymy mu się z bliska, również nie zauważymy nic niepokojącego. Włącznik sieciowy jest wprawdzie z gatunku tych, które umieszcza się raczej z tyłu obudowy, jednak w czarnej wersji (istnieje również odmiana ze srebrnym frontem) nie rzuca się w oczy. Bardziej zastanawia obecność dwóch pokręteł. Zrozumiałbym, gdyby do dyspozycji były dwa gniazda słuchawkowe, ale jest tylko jedno. Potencjometry opisano jako lewy i prawy i służą do niezależnej regulacji głośności w każdym kanale. Pracują płynnie, co rodzi obawę, że mimo czytelnych oznaczeń ustawienie idealnego balansu może być trudne.

24-41 12 2012 VincentKHV-111 03     24-41 12 2012 VincentKHV-111 04

Na tylnej ściance zamontowano trójbolcowe gniazdo zasilania i trzy pary RCA – wejście i dwa wyjścia, opisane jako bezpośrednie i lampowe. Sytuacja wyjaśnia się po rozkręceniu obudowy. Sygnał do pierwszego trafia prosto z gniazd wejściowych, natomiast do drugiego jest prowadzony przewodami sięgającymi samych potencjometrów. Zasilanie zapewnia transformator toroidalny. Układ elektroniczny zmieścił się na jednej płytce drukowanej, z podwójną triodą 12AX7. Nie została wlutowana w laminat, ale umieszczona w podstawce, dzięki czemu można ją bez problemu wymienić. Tuż za lampą czai się czerwona dioda. Najwyraźniej projektant uznał, że naturalne światło 12AX7 jest mało pociągające i postanowił podrasować efekt.
Dane techniczne sugerują, że opisywany wzmacniacz mógłby wysterować nie tylko słuchawki, ale też kolumny o wysokiej efektywności. Producent podaje, że nominalna moc wyjściowa wynosi 5 W, choć nie wiadomo przy jakim obciążeniu. Ze względu na obecność lampy, przed każdym odsłuchem warto wzmacniacz rozgrzać. Vincent dochodzi do siebie kilkanaście minut, natomiast subtelne zmiany w dźwięku można zaobserwować nawet po godzinie grania.

24-41 12 2012 VincentKHV-111 02

Brzmienie
Przekombinowali z tymi potencjometrami. Jednorazowe ustawienie balansu jeszcze nie sprawia trudności, ale przecież trzeba to robić za każdym razem, kiedy chcemy zrobić głośniej albo ciszej. Pewnie można się przyzwyczaić, ale i tak trudno zrozumieć, co konstruktor miał na myśli.
Do jakości brzmienia Vincenta trudno zgłosić krytyczne uwagi, zwłaszcza jeśli się uwzględni niewygórowaną cenę. Obawiałem się, że lampa w budżetowym wzmacniaczu wprowadzi więcej złego niż dobrego, ale niesłusznie. Ten dźwięk ma pewne cechy przypisywane sprzętowi lampowemu, ale nie jest naciągnięty ani wynaturzony. Proporcje między zakresami pozostają prawidłowe. Bas nie jest odchudzony ani spowolniony, a wysokie tony zachowują szczegółowość. To naturalny, zdrowy dźwięk, doprawiony czymś ciekawym.
Owym smaczkiem jest barwa dźwięku – ocieplona, ale z wyczuciem. Słuchając KHV-111, skupiamy się jednak nie tyle na temperaturze czy przyjemnej gęstości, ale tym, jak umiejętnie wzmacniacz różnicuje barwy instrumentów. Ich dźwięki nie są kwadratowe ani porwane. Mają ciało. Vincent potrafi grać wystarczająco szybko i dynamicznie. Można też dostrzec różnice w wykończeniu dźwięków, delikatne zaokrąglenia i aurę pogłosu.

Reklama

Konkluzja
Do potencjometrów trzeba się będzie przyzwyczaić, ale taki dźwięk za mniej niż 1000 zł to okazja. Ciekawe, ile jeszcze można wyciągnąć z tego układu, wymieniając lampę? Niech to będzie dodatkowa atrakcja dla jego właścicieli.

24-41 12 2012 VincentKHV-111 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 12/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF