| |
Sonus Faber Cremona Auditor
Sonus Faber zrobił karierę na monitorach, ostatnio skupił się na rozwijaniu konstrukcji podłogowych. Amati, Cremona, wreszcie Stradivari to zaawansowane zestawy wielogłośnikowe. Ta strategia może być związana ze zdobywaniem przez firmę rynku amerykańskiego, gdzie mini-monitory o jubilerskim wykończeniu nie cieszą się taką popularnością, jak w ciasnej Europie. Jednak wśród tych nowych modeli z wysokiej półki pojawił się podstawkowy wyjątek.
W materiałach reklamowych kolumienka jest prezentowana jako element zestawu kina domowego, z podłogowymi Cremonami na froncie. Jednak zarówno firma, jak i recenzenci wielu czasopism (HiFi News, Stereophile) zapewniają, że SF CA to również pełnoprawny głośnik stereo wysokiej klasy.
Zapewnienia te mogą być oparte na silnych podstawach. Firma ma długie tradycje w konstruowaniu tego typu zestawów (Minuetto, Minima Amator). Dobre wrażenie robi też zewnętrzne podobieństwo Cremony Auditor do nieco większego modelu Guarneri. Konstrukcja obudowy wywodzi się z linii zapoczątkowanej przez Guarneri. Skrzynka o formie określanej przez producenta jako kształt lutni, zbudowana jest przynajmniej częściowo z klocków drewna klonowego. Płaszczyzna jest idealnie gładka i tylko delikatne różnice w rysunku słojów stanowią dowód, że nie jest to jednolita bryła. Na tylnej, zwężonej i zaokrąglonej ściance zmieścił się otwór bas-refleks, tabliczka znamionowa, numer seryjny i absolutnie perfekcyjne pojedyncze zaciski. Niewielkie terminale są okazem sztuki inżyniersko-jubilerskiej. Nie dość, że uniwersalne i wyglądające jak szwajcarski zegarek, to jeszcze ich zakrętki wyposażono w skrzydełka, ułatwiające dokręcanie. Te gniazda to dla mnie jeden z niezbitych dowodów, że myśl jest towarem. Szkoda, że tak rzadko spotykanym.
Przednią ściankę pokryto materiałem przypominającym skórę. W wyfrezowanych gniazdach tkwią dwa przetworniki: zmodyfikowany głośnik pierścieniowy Vify z mosiężnym korektorem fazy oraz 15-cm Scan-Speak Revelator. Głośniki częściowo przesłania maskownica ze strun – znak firmowy najwyższych modeli Sonusa. Jest to tak estetyczne rozwiązanie, że kolumny lepiej wyglądają z maskownicami niż bez nich. Można je pozostawić na miejscu tym bardziej, że nie zaobserwowałem ich negatywnego wpływu na dźwięk.
Wewnątrz znajdują się cewki powietrzne zalane żywicą, kondensatory MKP oznaczone logiem SF i kilka oporników. Głośnik niskotonowy zaekranowano. Wzmocnień obudowy brak, co nie dziwi, biorąc pod uwagę dużą grubość ścianek i rozmiary konstrukcji. Boczne ścianki wytłumia cienka gąbka. Widać też coś, co przypomina MDF. Tylko na dole i górze widoczne są gołe klepki tworzące obudowę. Do zestawów Sonus oferuje firmowe podstawki. Ich wzornictwo jest wyszukane, co nie przeszkadza funkcjonalności. Nabywca dostaje je w zbiorczym opakowaniu, coś á la Ikea. Robota polega na przykręceniu górnej i dolnej płyty (bardzo ciężkie!) do cokołu, wkręceniu kolców i na koniec – przykręceniu zestawów do podstawek. Służą temu gniazda w dolnej ściance kolumn. Dzięki pochyleniu, mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, podstawki zapewniają właściwy kąt rozchodzenia się dźwięku. Z tego względu uznałem, że testowanie zestawów na innych stendach byłoby niecelowe. SF CA stanowią piękny przedmiot, wykonany z perfekcją, do której przyzwyczaił a nas włoska manufaktura.
Również klasa użytych komponentów odpowiada tradycji Sonus Fabera.
Alek Rachwald
Opinia 1
System odsłuchowy:
Wzmacniacz: SoundArt Louis
Odtwarzacz CD: Linn Karik
Gramofon: Linn LP 12/Ittok/Shelter 901
Przedwzmacniacz gramofonowy: Opera Consonance Cyber 40
Kable głośnikowe: DIY srebrzona miedź w teflonie,
Interkonekt: Cardas Golden Reference
Kable sieciowe: Neel N7E
Filtr: ESA Silk
Stolik: StandArt STO
Auditory przybyły do mnie prosto z fabryki. Nie był to dobry początek, tym bardziej, że przetworniki Scan-Speaka są uważane za wrażliwe na wygrzewanie. Elementy zwrotnicy również mają swoje potrzeby. Wstępny odsłuch potwierdził moje obawy – zestawy zagrały lekko, analitycznie i szorstko, bardzo nie w stylu manufaktury Franco Serblina. Tylko stereofonia od razu była wybitna. Oczywiście, nie mogł em wykluczyć, że to taki nowy styl i że tak już zostanie, ale tak czy inaczej, zestawom należał się dobry tydzień rozgrzewki. Po kilku dniach charakter dźwięku zmienił się diametralnie. Rozgrzane Auditory grają dźwiękiem znacznie bliższym firmowemu brzmieniu Sonusa. Zwraca uwagę bardzo dobra stereofonia – źródła pozorne były dobrze separowane i hojnie rozrzucone w przestrzeni, bez tendencji do przyklejania się do głośników. To kolejny triumf koncepcji monitorka. W następnej kolejności moją uwagę przyciągnął bas. Nie monstrualny (trudno byłoby tego oczekiwać), ale bardzo udany, jak na rozmiary zestawów; płynny i zróżnicowany. Podzakresy CA są ze sobą dobrze sklejone, a całość brzmienia jest raczej aksamitno-płynna niż szczegółowo-przejrzysta. Duży kontrast w porównaniu z pierwszym wrażeniem. Podobnie jak w innych znanych mi zestawach tej firmy, słyszałem więcej wypełnienia niż powietrza. Odbywało się to w pewnym stopniu kosztem aury pogłosowej, chciałoby się rzec, że ściany pomieszczenia, z którego dobiegała muzyka, były miękkie.
CA grają kameralnie, co nie znaczy, że duże składy symfoniczne wypadają na nich źle. Auditor je tylko trochę pomniejsza. W gruncie rzeczy klasyka wypadała na Sonusach dobrze. Odkurzyłem na tę okazję wiele dawno niesłuchanych płyt, jak I koncert klarnetowy f-moll i muzykę koncertową na fortepian i orkiestrę f-moll Karola Marii Webera (DG Privilege), czy recital Emanuela Axa (Chopin, Schubert, Liszt – RCA Red Seal). Dźwięk fortepianu był miękki, chociaż nie stłumiony i jakkolwiek brakowało potęgi najniższych rejestrów, to jednak nie słyszałem odchudzenia, a ogólne wrażenie było satysfakcjonujące. Kameralistyka jazzowa („Kind of Blue” i nagrania Johna Coltrane’a) wypadła dobrze, amomentami bardzo dobrze. W „So What” ciężar prezentacji spoczął na saksofonach. Bas był dość lekki, ale jego wsparcie było wystarczające. Brzmienie trąbki Davisa momentami było lekko wycofane. Auditory grają wwiększym stopniu średnicą niż pozostałymi zakresami, co jest cechą monitorów ze starej szkoły. Ponownie odniosłem wrażenie sklejenia dźwięku kosztem przejrzystości i oddechu. Kompromis brzmieniowy nie był wielki i szedł w kierunku uprzyjemnienia odsłuchu.
Wysokie tony, jakkolwiek lekko osłabione, pozostawały szczegółowe. Brzmienie końcówki mocy SoundArta – dynamiczne i detaliczne – dobrze tym zestawom służyło. Dźwięk systemu ze źródłem analogowym był pełny i soczysty. W repertuarze popularnym i współczesnym (rock, koncerty, a także różnorodny pop) Auditory znalazły się znacznie lepiej, niż by na to wskazywała ich wielkość. Nie gubiły się w natłoku instrumentów, były w stanie ukazać oddzielne źródła (na ile pozwalało na to nagranie), a zjawisko kompresji dynamiki właściwie nie występowało. To chyba dobry moment, aby przypomnieć, że Sonus Faber to specjalista od kolumn podstawkowych i pewne rzeczy po prostu ma opanowane.
Nowe zestawy podstawkowe SF to dobry wybór. Oferują wiele i osoby pragnące połączyć dobry dźwięk z mistrzowskim wzornictwem i wykonaniem, a wszystko to zmieścić w niewielkim pokoju, powinny wziąć je pod uwagę. Sugerowałbym tylko, aby dobierając elektronikę, unikać urządzeń grających zbyt ciepło i mgliście. Potrzebny jest raczej energicznie grający piec i źródło o dobrej szczegółowości. Odnoszę wrażenie, że umieszczając te zestawy w charakterze tyłów w instalacji kina domowego, nie wykorzystuje się ich potencjału. Możliwe, że niejeden nasz czytelnik zgłosi zastrzeżenia do ceny. Z dedykowanymi podstawkami głośniczki kosztują około 15 kzł. Cóż, w porównaniu z Guarneri jest to prawie trzy razy taniej, a nie spotkałem się dotąd z narzekaniem na cenę tamtego modelu. Rozpatrując rzecz od strony jakości wykonania, trzeba się zgodzić, że na zachód (i na południowy zachód) od Polski rzemiosło jest piekielnie drogie. Gdybym wpadł na pomysł posiadania tylko jednego perfekcyjnie wypolerowanego kawałka drewna, takiego jak te, które tworzą obudowę Sonusów, i udał się w tym celu do warsztatu snycerskiego np. w Anglii, zapłaciłbym za podobną fanaberię najmarniej 50 funtów. Głośniki z górnej półki, wyszukany cokół, specjalne gniazda, to rzeczy drogie. Nie jestem na tyle naiwny, aby twierdzić, że koszt użytych elementów znajduje pełne odbicie w cenie tych kolumn (osobiście nigdy czegoś takiego nie oczekuj ę), jednak koszt ten z pewnością był wysoki. Nie jest to też w żadnym razie przedmiot, który utalentowany pan Kazio ze szwagrem zmajstrują na zamówienie w piwnicy.
Są klienci, którzy za dobry dźwięk połączony z kunsztem rękodzielniczym w stylu Sonus Fabera gotowi są płacić wiele. Dla nich cena Auditorów nie będzie przeszkodą. Pozostali sympatycy mini-monitorów włoskiej firmy skierują zapewne swą uwagę na tańsze zestawy z serii Concerto Home.
Alek Rachwald
Opinia 2
System odsłuchowy:
Wzmacniacz: Marantz PM11
Odtwarzacz CD/SACD: Marantz SA11
Kable głośnikowe: Eichmann Express Six, Legacy Kable sygnałowe: Eichmann Express Six (RCA)
Kable sieciowe: Neel N7ES Gold
Akcesoria: stolik StandArt STO
Pierwsza część testu odbyła się u Alka Rachwalda. Kolumienki były zupełnie nowe, więc nie za bardzo zwracaliśmy uwagę na to, co się dzieje. Druga runda z Sonusami to już własne mieszkanie. Po wielu godzinach wygrzewania u Alka przed moimi uszami stanęły zupełnie inne kolumny. Różnicę ocenił bym na jakieś 70% w kwestii jakości brzmienia. Oczywiście in plus. Był tylko jeden problem: ponad 20 m kw. to zbyt dużo, jak na możliwości tych monitorków. W większych pomieszczeniach producent sugeruje raczej stosowanie ich w systemach wielokanałowych, jako głośników efektowych. Jeśli jednak warunki mieszkaniowe nas nie rozpieszczają, to ten sprzęt powinien stanąć na honorowym miejscu.
Pierwsze wrażenie z odsłuchu to szlachetność odpowiadająca jakości obudowy. Brzmienie było zrównoważone i dostojne. Mam tutaj na myśli dystans, z jakim podawane są dźwięki. Wiąże się to z kontrolą nad tym, co ma przejść przez przetworniki. W całym zakresie przenoszonego pasma daje się odczuć to samo – równowagę i brak natarczywości.
Kolejna rzecz to scena. Dawno nie słyszał em, aby tak małe skrzyneczki zrobiły tak wiele miejsca wokół siebie. Wszystko się działo głównie w środku, pomiędzy kolumnami. Czasem jednak, gdy była taka potrzeba, dźwięki uciekały na boki. Precyzja brzmienia dobrze wpłynęła na czytelność przestrzeni. Czasem miałem nawet wrażenie niemal sterylności przekazu. Nie chcę jednoznacznie określać, czy to plus, czy minus. Z pewnością znajdą się tacy, którzy właśnie coś takiego przedłożą ponad dźwięk z dużym echem. Zresztą, biorąc pod uwagę rozmiary monitorów, dobrze, że konstruktorzy skupili się na jakości, możliwej do zaproponowania w tym wymiarze, zamiast sztucznie szukać rozwiązań imitujących większe kolumny.
Do precyzji sceny nie mogę mieć zastrzeżeń. W przestrzeni pomiędzy skrzynkami łatwo lokalizowałem muzyków i grupy instrumentów. Głębokość była zaznaczona delikatnie. Nie oszukujmy się, że nawet w tej klasie monitorów uzyskamy hektary przestrzeni, niczym z elektrostatów. Na największe pochwały zasługuje góra pasma. Pięknie brzmiały talerze, wszelkiego rodzaju „cykania”. Poza poświatą dźwiękową, generowaną przez tweetery, należy zwrócić uwagę na naturalne wybrzmienia. W muzyce akustycznej (domena Sonusów), bardzo szybko docenimy jakość najwyższych częstotliwości. Mnogość pomysłów, jakimi potrafią zasypać perkusiści dodaje jazzowi kolorów. Właśnie je wiernie przekażą nam te niewielkie monitorki już przy bardzo delikatnie rozkręconej gałce potencjometru. Co innego średnica i bas.
Jeśli zdarzy się komuś słuchać SF w większym pomieszczeniu, okaże się, że jeśli chcemy uważnie się wsłuchać w niuanse zapisane na płycie, w zasadzie odpada granie po cichu. Niestety, szczegóły giną gdzieś w metrach kwadratowych i ciężko uzyskać satysfakcję z pełnego odbioru brzmienia (mikrodynamika, akustyka pomieszczenia, scena, a r t y k u l a c j a itd.). Co mnie bardzo zdziwiło, te maleństwa dzielnie sobie radziły z większa dawką decybeli. Lepiej słuchało mi się, gdy mogłem trochę bardziej odkręcić wzmacniacz. Z szacunku dla sąsiadów, w poszukiwaniu zniekształceń nie dochodziłem do granicy wytrzymałości przetworników, ale proszę mi uwierzyć, że i tak było głośno. Czy coś się stało? Zupełnie nic. Sonusy grały tak samo precyzyjnie, bez uczucia zmęczenia, jak przy dwa razy niższym poziomie głośności. Jedynym plusem pogłośnienia była możliwość lepszego odbioru szczegółów.
Średnica to moim zdaniem najbardziej zachowawcza strona Sonusów. Zresztą to właśnie tutaj dało się odczuć największą różnicę pomiędzy odsłuchami sprzed wygrzewania i po nim. Barwy były oddawane rzetelnie i w gruncie rzeczy nie bardzo można się czepiać. Ale… W mniejszych składach nie odczuwałem dyskomfortu, jednak gdy trzeba się było zmierzyć z gęstym brzmieniem kwintetu smyczkowego w rozszerzonym składzie, pojawiało się wrażenie braku możliwości przekazania bogactwa barw i skali brzmienia. Myślę, że to wynik ograniczeń konstrukcyjnych. Oczekiwanie tutaj cudów byłoby niesprawiedliwością, szczególnie w sytuacji, kiedy przetwornik nisko-średniotonowy spełnia swe zadanie niemal bez zarzutu.
Analiza basu Sonusów to trochę niewdzięczne zadanie. Czy ktoś, kto lubi subwooferowe doznania, postawi sobie w pokoju niewielkie, choćby nawet najpiękniejsze monitory? Raczej nie, i też nie o to chodzi. Najniższe częstotliwości, jakie dochodził y do moich uszu, to w zasadzie bardzo niska średnica. Ale jak podana! Znakomity kontrabas ze świetną artykulacją wynagrodził mi niesłyszalność elektronicznych modulacji schodzących do granicy możliwości ludzkiego ucha. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od kolumn i jakiej muzyki słuchamy. Dynamiczny rock to także nie domena Sonusów. Monitorki te grają w myśl zasady: mniej, ale za to dużo lepiej. Gdy ma się do czynienia z produktem o jasno określonym przeznaczeniu, nie będzie problemu z jego dopasowaniem do własnych preferencji. Tak postrzegam te zestawy, wystawiając im pozytywną opinię. A jak one się prezentują! Obok takiego mebla nikt nie przejdzie obojętnie. Nie trzeba nawet włączać wzmacniacza.
Artur Rychlik
Sonus Faber Cremona Auditor
| Dystrybucja |
HiFi Sound Studio |
| Cena |
13500 zł (kolumny),
2500 zł (podstawki)
|
Dane techniczne
| Skuteczność |
(2,83 V/ 1 m): 88 dB |
| Impedancja |
4 omy |
| Pasmo przenoszenia |
46-40000 Hz |
| Rekom. moc wzm. |
|
| Ustawienie |
|
| Wymiary (w./sz./gł.) |
35/19/32 cm |
Ocena
| Neutralność |
|
| Dynamika |
|
| Stereofonia |
|
| Przejrzystość |
|
| Muzykalność |
|
| Bas |
|
| Brzmienie |
|
| Jakość/cena |
|
Test w numerze : 02/06 - (105)
Test pochodzi z "Magazynu hi-fi" dołączonego do "Hi-Fi i Muzyki"
Autor testu: Alek Rachwald, Artur Rychlik
|
|