Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Grado PS1000

58-74 ks2012 GradoPS1000Grado to firma, której sama nazwa wywołuje emocje. Dziwne amerykańskie konstrukcje od lat zdobywają najlepsze opinie w fachowych czasopismach i fanów, którzy nie chcą słyszeć o innych słuchawkach. PS1000 to następca GS1000. Nie ma już drewna na froncie, ale ciężkie metalowe obręcze po bokach (niklowane) sprawiają, że słuchawki ważą prawie kilogram! Nie wiem, jak to się dzieje, ale mimo to są wygodne.

W Grado wszystko jest z naturalnych materiałów. Plastik to tylko kostki, w których tkwią pręty mocujące, ciężkie jak sumienie mordercy, nauszniki.


Metalowy pałąk pokryto skórą. Z zewnątrz nauszników widzimy kraty ze stalowej siatki, a za nimi przetworniki Grado. Jeżeli jakiś producent używa szlachetnego gatunku drewna, to je eksponuje. Tymczasem w PS1000 komory akustyczne zrobiono z tego materiału i ukryto pod mało efektownymi gąbkami. Kable, grube jak przewód od odkurzacza, nie są odłączane i wychodzą wprost z nauszników, a potem łączą się w jeden, do spawarki. Dość krótki, bo zaledwie półtorametrowy. Ale John Grado wie, że to za mało i dołącza 6-metrowy przedłużacz.
Więcej prezentów nie ma. Ani futerału, ani przelotki na mały jack. Na PS1000 nie słucha się muzyki z iPoda, bo to źródło dla młodzieńców, którzy bawią się telefonami, w życiu nie spotkali dobrze nagranej muzyki i, parafrazując Franka Zappę, nie poznaliby jej, nawet gdyby podeszła i kopnęła ich w d..... Ot, cała filozofia firmy.

Brzmienie
Tych słuchawek się nie słucha, jak... słuchawek. Bardziej przypomina to sytuację z kolumnami.

Mamy dystans, nic nam nie siedzi w głowie i przez to unikamy złudzenia, jakby ktoś nam pompował decybele między oczy. Nie będzie tu masywności i czadu à la Denon ani basu Ultrasone. Na pierwszy rzut ucha szczytowe Grado grają zwyczajnie. Mimo to wciągamy się w słuchanie i szybko przychodzi refleksja, że dźwięk ma zalety słuchawek, natomiast jest pozbawiony większości ich wad.
Na początek precyzja. Można robić mastering równie dobrze jak na Q701, a jednocześnie jest kultura szczytowego Shure’a. I coś z Denona, a także z Beyera. I znowu – wszystko brzmi zwyczajnie, dopóki nie wejdzie gitara solo, bo wtedy każde drgnięcie struny słychać osobno. Jest masa, ciepło, przejrzystość, a nic nie kłuje w uszy, nie wierci dziury w głowie. Do tego dźwięku trzeba się przyzwyczaić. To podobno trudne, ale w drugą stronę już kompletnie nie idzie. PS1000 nie izolują od świata. Przy średniej głośności wszyscy rozpoznają piosenki, których słuchamy. Konstrukcja otwarta jak wrota od stodoły.
Grado wcale nie są ciężkie. Są leciutkie jak piórko. Dobre głośniki ważą czasem nawet 100 kg/para. No to załóżcie je na głowę... Tylko jedna prośba: nie podłączajcie ich do iGrajka i nie mówcie, że coś Wam nie pasuje. Dobry film kinowy na 15 calach i zintegrowanych głośniczkach to też podobno przeżycie, ale na szczęście nie wszyscy tak uważają.
Klasa to „bywanie” tam, gdzie trzeba i z kim trzeba.

 

58-74 ks2012 GradoPS1000 T

Źródło: Słuchawki - Katalog testów 2013

Pobierz ten artykuł jako PDF

Reklama