Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Marantz BD7003 + AV8003 + MM8003

51-56 09 2009 01Stare przysłowie pszczół mówi, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Od każdej reguły zdarzają się jednak wyjątki i mamy z nimi do czynienia właśnie w przypadku kina domowego.

 

Niedawna wojna pomiędzy Blu-rayem a HD-DVD, zakończona zgonem tego drugiego, przyniosła entuzjastom nowego formatu pyrrusowe zwycięstwo. Bo i płyty BD są kosztowniejsze w produkcji, i katalog tytułów chudy jak dietetyczna zupka, a i rzeka nowych urządzeń, mających zalać rynek, przybrała na razie postać nieśmiałego strumyka.

Wprawdzie najtańsze odtwarzacze kosztują niewiele więcej od średniej klasy DVD, ale posiadacze bogatych kolekcji filmów mogą spać spokojnie – kosztowna wymiana płytoteki na razie im nie grozi.
Po odtrąbieniu zwycięstwa propagatorzy Blu-raya skupili się na produkcji odtwarzaczy. A co z wykorzystaniem gęstego formatu do poprawy brzmienia? Czyżbyśmy byli świadkami kolejnej, po SACD i DVD-Audio, zaprzepaszczonej szansy? Nękany tymi wątpliwościami postanowiłem organoleptycznie sprawdzić, co wniósł Blu-ray do świata dźwięków. W roli asystenta zatrudniłem dzielony system Marantza. Pora zatem przepłukać uszy i do roboty.

 

Budowa
Recenzowany system tworzą: odtwarzacz Blu-ray BD7003, procesor AV8003 oraz wielokanałowy wzmacniacz mocy MM8003. Wprawdzie odtwarzacz nie jest flagową maszyną Marantza z serii 800 i stoi na drugim stopniu podium, ale wszystkie trzy urządzenia prezentują jednolitą linię wzorniczą z charakterystycznie wygiętymi przednimi ściankami.
Po rozpakowaniu kartonów w pokoju od razu zrobiło się jakby mroczniej. Może to tylko sugestia, ale dawno już nie gościłem takiej kupy czarnego żelastwa. Ustawione na sobie komponenty tworzą wysoką na 45 cm wieżę, jednak tylko ignorant będzie je użytkował w ten sposób, choćby ze względu na chłodzenie. Wykładając blisko 30 tysięcy na wielokanałowy zestaw, warto by go ustawić na solidnym stoliku, a i urządzenia poprzedzielane półkami robią nieco mniej przytłaczające wrażenie.

 

Odtwarzacz BD7003
Wygląd odtwarzacza odbiega od stereotypu dalekowschodniego baroku. Na panelu czołowym widać tylko podstawowe przyciski oraz duży wyświetlacz utrzymany w niebieskiej tonacji. W połączeniu z czarnym wykończeniem wygląda niemal profesjonalnie. Na bacznego obserwatora czeka mała niespodzianka: w prawym dolnym rogu za zaślepką znalazło się wejście kart SD. Dzięki niemu można przeglądać zdjęcia z aparatu fotograficznego na ekranie telewizora.
Oględziny tylnej ścianki wypadły równie korzystnie. Trochę zaskakuje brak S-video i scarta. Z analogowych wyjść wideo pozostał tylko komponent i kompozyt. Dla zatwardziałych stereofilów pozostawiono liniowe wyjście audio, współpracujące z opcją „pure direct”. Wyłącza ona obwody zbędne w czasie odtwarzania krążków CD.
Każdy, kto się pokusi o rozkręcenie maszyny Marantza, przeżyje rozczarowanie. Zamiast skomplikowanych układów elektronicznych ujrzy trzy płytki drukowane i szczelnie ekranowany transport. Pierwsza PCB zawiera rozbudowany zasilacz impulsowy; dwie pozostałe – analogowe układy audio i wideo oraz sekcję cyfrową. Obowiązuje montaż powierzchniowy. Konwersji cyfrowo-analogowej dokonują układy scalone UniPhier MN2WS0043DA, zaprojektowane przez Panasonica, pracujące w trybie 12 bitów/150 MHz dla sygnału wideo i 192 kHz/24 bity dla audio.

51-56 09 2009 02     51-56 09 2009 04

 

Procesor AV8003
Na pierwszy rzut oka wielokanałowy procesor Marantza przypomina normalny amplituner AV. Na drugi i trzeci też. Dopiero uważne oględziny tylnej ścianki zdradzą brak terminali głośnikowych.
Aluminiowo-plastikowy front prezentuje się dostojnie. Po części za sprawą słusznych gabarytów; po części dzięki redukcji liczby widocznych manipulatorów do włącznika sieciowego, potencjometru głośności i wybieraka wejść. Resztę schowano pod uchylną klapką z aluminium, a tam już hulaj dusza. Poza kilkunastoma przyciskami, dzięki którym można ustawić wszystkie parametry pracy, znalazło się tam wyjście słuchawkowe, przycisk uaktywniający „pure direct” oraz gniazdko do podłączenia mikrofonu konfiguracji. I nie dziwota, na tym poziomie cenowym to już niemal obowiązek.
Z trudem odwróciłem procesor i... matko jedyna! W pierwszej chwili od mnogości gniazd zakręciło mi się w głowie, ale po chwili zauważyłem żelazną logikę w projektowaniu tablicy rozdzielczej: na górze – złącza wideo, na dole – audio. Poza tym wyjścia wyróżniono innym tłem. Obfitość gniazdek czyni z AV8003 prawdziwe centrum dowodzenia domową rozrywką, w dodatku w kilku strefach jednocześnie. Wśród konektorów rzuca się w oczy zbalansowane wejście odtwarzacza CD oraz wyjścia wszystkich kanałów efektowych. Audiofilizm pełną gębą.
Drugim nietuzinkowym, a coraz częściej spotykanym w sprzęcie AV złączem jest „Network”. Służy do komunikacji procesora z komputerem, dzięki czemu można słuchać nagrań zgromadzonych na twardym dysku oraz niezliczonych rozgłośni internetowych. Wszystkie gniazda powleczono złotem.
Wewnątrz obudowy spodziewałem się zastać mnogość elementów zapewniających tygodniową produkcję małej fabryczce elektronicznej, ale zostało tam jeszcze sporo miejsca. Podstawę zasilania stanowi toroid, zamknięty w puszce ekranującej wielkości słoika po ogórkach. Od podłoża izolują go centymetrowej grubości klocki. Resztę zasilacza zbudowano na płytce mocowanej bezpośrednio do radiatora. Łączna pojemność kondensatorów wynosi 34600 μF. Podzespoły elektroniczne zgrupowano na siedmiu płytkach, które przymocowano bezpośrednio do tylnej ścianki. Piętrowy układ i wąski rozstaw uniemożliwiają dokładniejsze oględziny.

51-56 09 2009 08     51-56 09 2009 05

 

Wzmacniacz MM8003
Wielokanałowy piec Marantza prezentuje się nadzwyczaj okazale. W przeciwieństwie do stereofonicznych kuzynów, ostentacyjnie wyposażonych w przednie uchwyty, MM8003 stanowi przykład dyskretnej elegancji. Połączenie aluminium z wysokiej jakości tworzywem sztucznym czyni zeń prawdziwego przystojniaka i choć ma kuszącą aparycję, to i tak ciekawiej wygląda jego tył. Wzmacniacz daje możliwość nagłośnienia aż ośmiu kanałów surround bądź sześciu efektowych i pary kolumn używanej do odsłuchów stereo. Wyposażenie w wejścia XLR dla każdego kanału jest jak najbardziej na miejscu, a niewielkie przełączniki pozwalają wybrać pomiędzy nimi a RCA. Dysonansem w świetle powyższego wydają się przeciętne terminale głośnikowe. Wprawdzie przyjmują gołe kable i wtyki bananowe, ale ja na ich miejscu widziałbym zaciski WBT albo przynajmniej ich klony.
Po zdjęciu pokrywy pan Potwornicki ukazał swe prawdziwe oblicze. Zasilanie wzmacniacza oparto na potężnym toroidzie, zamkniętym w ekranującej puszce o średnicy 14 cm. Dwa dorodne elektrolity Marantza (11 cm wysokości i 5 średnicy), o pojemności 50 tys. μF każdy, powinny w pełni zaspokoić potrzeby urządzenia. Układy wejściowe zrealizowano na dwóch płytkach, oddzielnie dla sygnału zbalansowanego i niezbalansowanego. Wśród kolorowych, gęsto nanizanych paciorków wyróżniają się wysokiej jakości przekaźniki Wimy. Ciekawym i niezbyt często stosowanym rozwiązaniem jest radiator tunelowy, odprowadzający gorące powietrze z końcówek mocy. Pomaga mu spory wentylator, kierujący strumień na zewnątrz przez otwory wycięte w bocznej ściance obudowy.
W każdym kanale pracuje komplementarna para tranzystorów Sankena 2SC2922/2SA1216. Przy okazji wyjaśniła się kwestia braku przednich uchwytów ułatwiających przenoszenie urządzenia. Chassis wykonano z grubych blach stalowych, a wygięty panel przedni jest do niego przymocowany kilkoma śrubkami i nie stanowi elementu konstrukcyjnego.

51-56 09 2009 06     51-56 09 2009 10

 

Wyposażenie i obsługa
BD7003 oferuje możliwość odtwarzania płyt Blu-ray w trybie 24 klatek na sekundę, co najlepiej odpowiada oryginalnej prędkości zapisu dla potrzeb projekcjiw kinie. Cyfrowa sekcja audio zawiera dekodery dts-HD i Dolby TrueHD oraz pozwala wyprowadzić sygnał HD w bezstratnym formacie 7.1 PCM. W sekcji wideo pracuje skaler, podnoszący rozdzielczość sygnału z płyt DVD do 1080p.
Procesor zawiera wszystkie dekodery dźwięku przestrzennego, jakich można sobie życzyć, w tym dts HD Master, Dolby Digital Plus oraz Dolby TrueHD. O prawidłową konwersję sygnału dba osiem DAC-ów 192 kHz/24 bity, osobny dla każdego kanału. Dzięki zastosowaniu technologii Anchor Bay VRS AV8003 konwertuje też sygnał analogowy do cyfrowej postaci 1080p. Oczywiście nie należy oczekiwać cudów po podłączeniu magnetowidu, ale już we współpracy ze starszym odtwarzaczem DVD wysokiej klasy ma to sens.
Pomimo ogromnych możliwości, konfiguracja i obsługa systemu nie nastręczały większych problemów. Przed przystąpieniem do instalacji radzę jednak dokładnie przeczytać instrukcję. Pozwoli to uniknąć zbędnych czynności. Dzięki dołączonemu mikrofonowi optymalizacja parametrów pracy odbyła się automatycznie, a kontrolne porównanie wyników z fizycznym ustawieniem kolumn potwierdziło je w całości. Przez kalibrację można też przejść na piechotę, a gdy już całkiem się zakałapućkacie, z pomocą przyjdzie przycisk „reset”.
Łatwo dostępny pasek menu ekranowego odtwarzacza pozwala na bieżąco korygować parametry obrazu, m.in. kontrast, natężenie kolorów czy poziom redukcji szumów.
Pilot z wyposażenia odtwarzacza przydał mi się tylko w czasie instalacji urządzeń. Później wylądował w kartonie, a do roboty pogoniłem systemowy sterownik procesora. Dzięki funkcji programowania i uczenia się radzi sobie bowiem z pozostałymi domowymi urządzeniami elektronicznymi. Osoby mniej biegłe w nowoczesnych technologiach mogą cały system obsługiwać remocikiem odtwarzacza.

51-56 09 2009 09     51-56 09 2009 07

 

Konfiguracja
Dla potrzeb recenzji wieża Marantza pracowała z kilkoma zestawami kolumn. Z tańszych wyciskał wszystkie soki, najdroższe zaś pozwalały mu swobodnie rozpostrzeć skrzydła. System stanął w 20-metrowym pokoju, ale znacznie swobodniej czułby się w dwa-trzy razy większym. Nie chodzi o ograniczenie sceny ani kompresję dźwięku, ale o niespotykaną dynamikę, która nie mogła zaprezentować pełni możliwości. To tak, jakbyście ruszali bolidem Formuły 1 i jeszcze przed wrzuceniem trójki musieli wyhamować. Podejrzewam, że dopiero w niewielkiej kinowej salce Marantz poczułby się, jak ryba w wodzie.

51-56 09 2009 11     51-56 09 2009 12

 

Obraz i dźwięk
Szukanie dziury w całym w przypadku obrazu z BD7003 mija się z celem. Zarówno w trybie analogowym, jak i cyfrowym pozostawał bez zarzutu. Gdybym dysponował projektorem i ekranem o przekątnej 5 metrów, może wyłapałbym nieprawidłowości, ale póki co problem ten nie spędza mi snu z powiek. Na podkreślenie zasługuje nieprzeciętna ostrość konturów oraz szczegółowość uzyskana już na sygnale analogowym i ze zwykłej płyty DVD. Pod tym względem BD7003 doszlusował do najlepszych testowanych przeze mnie maszyn.
Natomiast w kwestii brzmienia moje obawy wyrażone we wstępie legły w gruzach. O dynamice już wspominałem. Potencjometr ustawiony na godzinie 11 wywoływał prawdziwą palpitację membran głośnikowych. Przyznam, że nie odważyłem się ustawić go w pozycji pionowej; w końcu nikt normalny nie słucha muzyki z poziomem przekraczającym próg bólu. 140 watów na kanał to nie pic i fotomontaż. Egzotyczne elektroi magnetostaty może by MM8003 ciut osłabiły, ale o rozłożeniu go na łopatki absolutnie nie ma mowy.
Drugim aspektem brzmienia, który wypadł bardzo dobrze, okazała się detaliczność. Potrzeba by naprawdę zamulonych kolumn, by przegapić szczegóły pałętające się w tle głównych wydarzeń. Filmy rozgrywające się w scenerii wielkiego miasta i w gwarnych pomieszczeniach obfitowały w ciche rozmowy, tupot obcasów, szelest ubrań i mnóstwo innych odgłosów, które zazwyczaj padają ofiarą pierwszych planów. Oczywiście na podrasowanych płytach BD były bardziej uwypuklone niż na starych krążkach DVD, ale z tych ostatnich Marantz wyciągał niedociągnięcia, które najwyraźniej umknęły uwadze realizatorów dźwięku, np. kiksy Stinga grającego na gitarze akustycznej. Z drugiej strony, nawet z jasnymi zestawami nic nie raniło uszu. Automatyczna kalibracja nie okazała się w tym przypadku jedynie modnym gadżetem.
Efekty przestrzenne w znacznym stopniu będą zależeć od możliwości głośników, ale pod względem budowy sceny Marantz raczej starał się upiększyć rzeczywistość niż ją dokładnie odwzorować. W rezultacie kolumny już ze średniego pułapu cenowego prezentowały możliwości, o jakich zapewne nie śnili ich konstruktorzy. Po przesiadce z DVD na Blu-ray na scenie pojawiło się więcej rozmachu i powietrza, ale wysoki poziom prezentowany ze starszym formatem sprawił, że różnica nie była szokująca. W przypadku starszych filmów, wydanych na BD, wynikało to z ograniczeń oryginalnej ścieżki dźwiękowej, jednak nowe obrazy, od początku miksowane z przeznaczeniem na Blu-ray, cechowała wyraźnie lepsza separacja źródeł pozornych oraz dokładniejsze zróżnicowanie planów.
Ostatnim elementem, na który zwracają uwagę kinomani, jest bas. Także i tu na reprodukcję duży wpływ wywierał sprzęt towarzyszący. Jakoś sobie nie wyobrażam, by zestaw Marantza ograniczył możliwości jakiegokolwiek subwoofera. Gdyby jednak sformułować ogólną opinię o basie, to skłaniał się w stronę szybkości impulsów, a nie zwalistości. W każdym razie nie musiałem ingerować w ustawienia po zmianie repertuaru z batalistycznego na koncertowy.

Reklama

 

Konkluzja
System Marantza ma tylko jedną wadę: cenę. W czasach, gdy za średnią krajową można kupić telewizor Full-HD, kwota niemal 30 tysięcy za wielokanałowy zestaw może wprawić w zdumienie. Jeśli natomiast jako kryterium wyboru przyjąć jakość prezentacji oraz walory użytkowe, to za równowartość podrdzewiałego samochodu dostajemy coś, z czym nie mogą się równać najlepsze kina w Polsce. Jeżeli nie macie ochoty na półgodzinne bloki reklamowe, siorbanie coli i mlaskanie popcornem dobiegające zza pleców – góra może przyjść do Mahometa. Co wieczór.

 

Epilog
Dopóki katalog płyt Blu-ray, zwłaszcza muzycznych, będzie przypominał regał prowincjonalnej księgarni w ostatnim dniu wyprzedaży, a ceny płyt będą oscylowały w okolicach 100 zł, dopóty formatten pozostanie kosztowną rozrywką wąskiej grupki zapaleńców. I nie pomogą akcje promocyjne sprzętu, wyposażanie laptopów w niebieskie lasery ani świadomość zaangażowania ogromnych pieniędzy w rozwój technologii. Ludzkość widziała już bardziej spektakularne klapy.

51-56 09 2009 T

 

Autor: Mariusz Zwoliński
Źródło: HFiM 09/2009

 

Pobierz ten artykuł jako PDF