Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Cambridge Audio Topaz CD5/AM5

28-31 10 2013 01mW kryzysie rynek sprzętu grającego uległ polaryzacji. To, co uznawaliśmy za klasę średnią (4000-10000 zł za element), sprzedaje się opornie, mimo że jeszcze 10 lat temu właśnie o takie urządzenia przychodziło do redakcji najwięcej pytań. Dla dystrybutorów hitem były przyzwoite kolumny za 3000 zł, chociaż bywało, że tak zwani „poważniejsi klienci” zaczynali przygodę z dobrym dźwiękiem nawet dwukrotnie drożej. Obecnie masowy odbiorca szuka „żeru dla skner”, czyli pełnego systemu za 2000-3000 zł, a jeszcze lepiej za 1000 zł.

Na drugim biegunie mało kto zawraca sobie głowę wzmacniaczem za 5000 zł. Za to 20-50 kzł i więcej – jak najbardziej. Sprzęt drożeje, a rynek wydaje się na to odporny. Być może audiofile się wzbogacili?

Wzrosły ich wymagania i nie boją się głębiej sięgnąć do portfela. Być może, na przekór trendom, pojawił się rynek świadomych odbiorców, którzy wiedzą, że jakość kosztuje.

Pierwsza grupa, czyli tzw. „lud roboczy”, od banksterów dostała po tyłku najboleśniej. Ludzie żyjący z miesiąca na miesiąc, utopieni w kredytach, przyzwoite stereo widzą raczej w snach niż w swoich domach, a kolejne „przyjazne” programy ratalne ich już raczej nie przekonują. Dlatego pozostają przy wydatkach, które ledwo wystarczą na parę kolumn. Chcą za to dostać wszystko, podłączyć i słuchać.
Winę za taki stan rzeczy ponosi nie tylko ekonomia, ale też sami producenci. Oferowali coraz większy paździerz, ukryty pod hasłem „kino domowe”; coraz taniej, aż do granicy absurdu. Pięciokanałowy amplituner z kompletem głośników za 2999 zł? Przecież każdy rozsądny człowiek wie, że to nie może grać i chyba już lepiej wygrzebać z piwnicy Radmora i Tonsile. Tym bardziej, że ludzie powoli dostrzegają zalety klasycznej, dwukanałowej prezentacji. Bo to i wygodniejsze (mało kto się zastanawia, gdzie postawi pięć kolumn i subwoofer – otrzeźwienie przychodzi po transakcji), i do oglądania filmów się nadaje (natomiast 5.1 do słuchania muzyki – tak sobie). Jakie stereo kupić za wspomniane trzy tysiaki? Miniwieżę albo…

 

Takie fenomeny jak Cambridge Audio są na rynku równie rzadkie, jak rydze w lesie. Firma istnieje od 35 lat i od dawna mieszała w budżetówce. Pamiętna seria 500 sprzedawała się w Polsce wagonami, mimo że jeden klocek kosztował 1500 zł, a konkurencja w tym zakresie była silna. Obecnie już jej prawie nie ma. Nawiasem mówiąc, to zdumiewające, że inni nie dostrzegają niszy, która wcale nie jest tak wąska, jakby się wydawało. Bo czy można zrobić przyzwoite stereo za 890 zł/klocek? Jak się okazuje – można.


Tyle kosztują opisywany wzmacniacz i odtwarzacz CD, które razem tworzą zgrabny system. Oferta wygląda intrygująco, ale ma też lukę: brakuje tunera. Owszem, można zamiast AM5 kupić amplituner stereo za 1590 zł, ale nie każdy chce te elementy łączyć, a niektórym słowo „amplituner” nie kojarzy się najlepiej. Można się też zastanowić nad radiem z wyższej serii, ale dla klienta na wspomniane urządzenia cena 2190 zł (czyli więcej niż reszta) to absurd. Na szczęście, prawie każdy ma dekoder TV, a tam stacje radiowe też są. Jakość odbioru może nie powala, ale zawsze lepsze to niż nic, a i problem z montażem dodatkowej anteny mamy z głowy.

 

Budowa
Mimo niskiej ceny, jakość wykonania obudów nie ustępuje droższym klockom CA. Nadal dostajemy aluminiowe fronty, blaszane, gięte pokrywy, pewnie działające przełączniki i przyciski.
Firma nie produkuje w Wielkiej Brytanii, bo tam połowę kosztów pożarłby socjal. Ale co z tego, skoro i NAD, i Rotel także umieścili montownie na Dalekim Wschodzie? Jak widać, nie przeszkadza to w osiągnięciu satysfakcjonującej jakości wykonania.

28-31 10 2013 02m

W obudowie wzmacniacza
hula wiatr. Transformatorek
mógłby być większy…


Topazy przy okazji wyglądają. Po pierwsze, jakby były droższe. Po drugie, przypominają audiofilskie klocki ze złotych czasów stereo. Głównie ze względu na prostotę i umiar w wyposażaniu ich we wszystko, co zbędne. Wzmacniacz ma trzy gałki, dobrze wycentrowane i obracające się płynnie. Dwie mniejsze to regulacja barwy, większa – potencjometr głośności. Do tego balans i wybierak źródeł. Obejmuje on cztery pozycje i współpracuje z tylomaż parami gniazd (plus wejście dla przenośnego plejera z przodu). Są to wejścia liniowe, więc miłośnicy analogu będą zmuszeni dokupić preamp korekcyjny. Dobra wiadomość jest taka, że można mieć taki już za 200 zł i nie będzie on odbiegać jakością od standardowych układów montowanych w integrach.

 

28-31 10 2013 03m

W odtwarzaczu przewaga
powietrza nad elektroniką.


Skromna ilość regulacji i funkcji to przeciwieństwo amplitunera. Niesie jednak ze sobą wygodę i eliminuje zbędne elementy z toru sygnału. Prostota zawsze pomagała urządzeniom stereo; zapewne tak jest i tym razem. Brakować może tylko zdalnego sterowania – to lekkie niedopatrzenie. Wprawdzie odtwarzacz je ma, ale oprócz zmiany ścieżki, przewijania i tym podobnych komend przydałoby się też przyciszyć, bez konieczności wstawania z fotela. Jeżeli dla kogoś to priorytet, nie pozostaje nic innego, jak zakup droższej integry Topaz AM10, która tę wygodę oferuje.


Poza tym wzmacniacz jest solidny i elegancki w swej skromności. A jeżeli ktoś zechce na siłę narzekać, to wskaże kabelek zasilający, wystający prosto z obudowy (CD5 też „tak ma”) i tanie gniazda. Ale jakie miały się znaleźć w tak tanim wzmacniaczu?
Moc 25 watów (przy 8 omach) wystarczy do nagłośnienia średniej wielkości pokoju. Wysteruje też kolumny za 1000-2000 zł, bo tanie głośniki muszą mieć przyjazne parametry. Ich producenci zdają sobie sprawę, z czym przyjdzie im współpracować.


Rzut oka na wnętrze wystarczy do stwierdzenia, że skromniej już się chyba nie dało. Malutki zasilacz, płytka zajmująca jedną czwartą przestrzeni i końcówka mocy na jednym stereofonicznym układzie scalonym. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. To znaczy: widziałem wzmacniacz na scalaku, ale tak obtanionego zasilacza i reszty układu - jeszcze nie. Wygląda to trochę jak zabawka, ale może wystarczy?


Odtwarzacz ma z przodu tylko pięć przycisków, więc też tylko to, co niezbędne. Transport czyta wszystko, co podleci: CD/CD-R/CD-RW/CD-ROM/MP3/MP3 Pro/WMA. Wyjście: tylko jedno, analogowe. W środku też mnóstwo wolnego miejsca, które po części wypełnia transport i dwie płytki drukowane. Układ zasila transformatorek podobny do tego we wzmacniaczu.
W komplecie dostajemy zgrabny, cieniutki pilot (bateria zegarkowa) z dostępem do dodatkowych funkcji: programowanie, odtwarzanie losowe i powtarzanie, plus klawiatura numeryczna. Obsługuje także wzmacniacz AM10 i amplituner SR10.

 

Brzmienie

W opisie takiego systemu trzeba znaleźć punkt odniesienia. Każda inna opinia byłaby krzywdząca. A „punktów” obecnie w tym przedziale cenowym raczej nie ma, to znaczy: są kombajny z wielkich koncernów i od nieznanych debiutantów oraz mikrowieże przyzwoitych firm, takich jak Yamaha, Denon czy Marantz. Te pierwsze bywają tańsze, drugie już niekoniecznie. Kolejny punkt odniesienia stanowią systemy „poważnych” producentów, jak Rotel czy NAD. Jednak w tym wypadku należy sobie jasno powiedzieć: są dwa razy droższe.
Zacznijmy od końca, czyli od drugiej opcji. To zdumiewające, bo oglądając wnętrzności (zwłaszcza wzmacniacza) spodziewałem się katastrofy. Tymczasem jestem zaskoczony, ponieważ niedawno miałem do czynienia z integrą Cambridge Audio za niecałe 2000 i… Topaz bardziej mi się podoba. Tamta była niezbyt rozdzielcza; coś w jej brzmieniu zakombinowano. Tymczasem tańszy system gra zdrowym i czystym dźwiękiem, z dobrze zarysowaną przestrzenią i podkreślonym pierwszym planem. Powiedziałbym nawet, że leżał obok tego, jaki zaprezentował NAD, czyli faworyt w grupie do 2000 zł.

28-31 10 2013 04m

Klasyka stereo – ergonomia,
prostota i aluminiowe
płyty przednie.


Zestawu słucha się bez bólu zębów. Brzmienie jest wolne od uwypukleń i większych ekspozycji rejestrów. Uwagę zwraca zwłaszcza góra: przejrzysta, z alikwotami i wybrzmieniem. Jasna i mocniej zaakcentowana niż aksamitna i „lampowa”, bo CA nie ociepla, ale też nie chłodzi. Prezentuje zaskakująco wyrównany balans tonalny.
Pisząc te słowa, sam jestem zaskoczony. Myślałem, że będę musiał lawirować, a tymczasem mam dźwięk, który jakoś wytrzymuje porównania z NAD-ami, Rotelami i Yamahami, w zbliżonych gabarytami skrzynkach. Pod niektórymi względami może nawet wskażecie Topazy jako zwycięzców, o ile w szufladzie znajdzie się płyta z dobrą realizacją, bo starsze albumy CA osusza i na Doorsach zaczyna hałasować. Wydaje mi się, że jest to seria nawet bardziej udana niż Azur, biorąc oczywiście pod uwagę relację jakości do ceny. Jak widać, prostota konstrukcji może być sprzymierzeńcem słuchacza, a rozbudowywanie układu może mu zaszkodzić. Tego systemu słucha się z przyjemnością i gdybyście nie znali jego ceny, moglibyście w nią nie uwierzyć.

 

28-31 10 2013 05m

Ktoś powie: „tanie gniazda”.
A system jaki? Drogi?


Oczywiście, tak skromny zasilacz musiał zrobić swoje. Odczujemy to głównie w  basie. Niskie tony są zaskakująco mocne i dość głębokie. Potrafią sprawić niespodziankę, ale odbywa się to wyraźnie kosztem kontroli. Przebiegi są powolne, wzmacniacz luzuje atak i wybrzmienia. Nie do końca panuje nad sygnałem. Objawia się to rozmiękczeniem i zaokrąglonymi konturami. W skomplikowanych fakturach i przy dużych poziomach głośności system traci przejrzystość i spłaszcza plany, ale to oczywiste, kiedy się spojrzy na „elektrownię” wielkości dwóch pudełek zapałek. Takie słowa można jednak kierować pod adresem wyraźnie droższych klocków, bo na tle samograjów z dolnej półki sklepu dla nie-idiotów CA ma rozmach niczym rosyjski oligarcha. Gdyby tak panowie z CA zdecydowali się zamontować pokaźny toroid, jak w droższych Azurach, przedobrzyliby, bo nikt nie chciałby dopłacać. Ale i tak w cenie 890 zł za element duet Topaz 5 to atrakcyjna propozycja.
W porównaniu do miniwież utytułowanych producentów, nieraz kosztujących ponad 3000 zł (bez głośników – mamy takie coś Denona w redakcji; przygrywa do klejenia znaczków na kopertach) powiem krótko: nie ma co po nich zbierać.

 

Konkluzja
Jeżeli nie macie kasy i uzbieranie lekko ponad 3000 zł na podobny system jest poza Waszym zasięgiem, powiem krótko: Topaz 5, a jeszcze lepiej: 10. Nie będziecie zawiedzeni.

 

28-31 10 2013 T1m28-31 10 2013 T2m

 

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 10/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF

Komentarze  

 
0 #1 Rob Roy 2014-04-22 15:38


Cambridge Audio Topaz AM1 jest jeszcze tańszy - raptem 80 funtów w Richer Sounds.
Cytuj | Zgłoś do administratora