Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Moon 230D, Moon 220i

26-29 09 2013 01 W roku 1997 Simaudio zaprezentowało pierwsze urządzenia z serii Moon. Księżycowe imię funkcjonuje od tego czasu jako rozpoznawalna marka. Tym razem Kanadyjczycy przedstawiają klasyczny system stereo, złożony z odtwarzacza CD i wzmacniacza zintegrowanego. Nowoczesne wzornictwo i rozwiązania konstrukcyjne czerpiące z 30-letnich doświadczeń w budowaniu urządzeń hi-fi i hi-end to szansa na rynkowy przebój.

Budowa
Odtwarzacz 230D to następca modelu Moon CD.5. Smukła obudowa jest sztywna dzięki wykorzystaniu aluminium w elementach nośnych. Ścianka przednia to centymetrowy płat tego metalu, z biegnącym w dolnej części przez całą szerokość frezem mieszczącym czujnik

podczerwieni oraz okrągłe przyciski (stand by, podstawowe funkcje, otwieranie szuflady). Ponad nimi, za ciemną płytką ulokowano wyświetlacz. Czerwone cyfry i oznaczenia współgrają z czarnym kolorem obudowy (dostępna jest także wersja srebrna).
Jako napęd wykorzystano opatentowany autorski M-ProDrive. Cienka i lekka tacka zajmuje prawą stronę frontu. Wysuwa się sprawnie, lecz trudno przypisać jej sztywność. To celowy zabieg. Redukcja masy obejmuje także konstrukcję platformy dysku. Część optyczną układu, otoczoną małymi magnesami, umieszczono w obudowie. Porusza się na specjalnej podwójnej szynie, uniemożliwiającej odchylanie się soczewki. Rozwiązania M-ProDrive mają zapewnić cichą pracę (to prawda), stabilność prędkości obrotowej (nie mierzyłem), lepszy odczyt płyt zniszczonych lub zabrudzonych (takich nie mam) oraz poprawić niezawodność mechaniczną (trzymam za słowo).
Sygnał cyfrowy trafia do interfejsu SAA7824HL. Przetwornik c/a to Burr Brown PCM 1793 (24 bity/192 kHz) z filtrem cyfrowym i 8-krotnym nadpróbkowaniem. Zegar taktujący Moon Alpha Clocking ma ograniczać jitter do minimum.
W sekcji analogowej użyto m.in. wzmacniaczy operacyjnych NE5532. Sygnał wyprowadza para RCA. Cyfrowy jest dostępny z wyjścia S/PDIF. Płytka zamontowana za wyświetlaczem obsługuje funkcje sterowania. W zasilaczu zastosowano 10-W transformator toroidalny i sześć kondensatorów o łącznej pojemności 12000 µF. Gniazdo zasilania IEC zintegrowano z włącznikiem głównym.
Odtwarzacz i wzmacniacz wyposażono w takie same plastikowe piloty CRM-2.

Piękne nie są, za to jeden wystarczy do obsługi wszystkich funkcji systemu.

 

Wzmacniacz zintegrowany 220i
Wzmacniacz 220i to obecnie podstawowa integra w ofercie Moona. Nie oznacza to jednak ograniczania konstrukcji do rozwiązań prostych i tanich. Niewysoką obudowę wykonano z aluminium (jedynie górna ścianka to lakierowana na czarno stal). Układ przedniej ścianki współgra z frontem odtwarzacza. Po lewej stronie znalazły się okienko czujnika podczerwieni, rząd gumowanych przycisków obsługujących tryb stand-by, wybór źródła (6 wejść), tryb wyciszenia oraz dezaktywacji wyjść głośnikowych. Nad każdym umieszczono czerwone diody sygnalizujące wybraną funkcję (niebieską przypisano przyciskowi stand-by). Po prawej stronie znajduje się gałka potencjometru, a pod nią gniazdo dla przenośnego odtwarzacza (mały jack) i większe wyjście słuchawkowe. Główną ozdobą pozostaje kwadratowe srebrzyste logo. Tylna ścianka to niezbędne minimum – pięć wejść RCA, wyjście z przedwzmacniacza, dość wąsko rozmieszczone zaciski głośnikowe przyjmujące widełki i banany oraz gniazdo zasilania (IEC) zintegrowane z włącznikiem głównym.
Więcej dzieje się wewnątrz obudowy. Wygospodarowano miejsce na duży wielosekcyjny transformator toroidalny o mocy 350 W. Współpracuje on z dwoma kondensatorami Nippon Semiconductor o sumarycznej pojemności 20000 µF. Zestawienie wysokiego napięcia zasilania z niewielką pojemnością filtrującą powinno zapewnić wydajne dostawy prądu dla toru sygnałowego.
Ten ulokowano na jednej dużej płytce, obsadzonej podzespołami montowanymi techniką powierzchniową i przewlekaną, z wykorzystaniem cyny bezołowiowej. Połączenia kablami ograniczono do minimum.
Gniazda wejść wlutowano bezpośrednio w płytę główną. Poprzez klucze elektroniczne sygnał trafia do sekcji przedwzmacniacza z potencjometrem Alps. Wyjście pre-out zostało odseparowane galwanicznie. Pracują w nim układy NE5532. Podobne wykorzystano we wzmacniaczu słuchawkowym, umieszczonym na niewielkiej płytce obok potencjometru. W stopniu końcowym zastosowano po komplementarnej parze tranzystorów MOSFET 25062/25061 na kanał. Mają naniesione oznaczenie „Moon” i oddają ciepło pełniącej funkcję radiatora dolnej ściance wzmacniacza.
Układ generuje 2 x 40 W (w tym pierwszą „piątkę” w klasie A) przy obciążeniu 8 Ω, podwajając moc przy dwukrotnym spadku impedancji głośników. Za ścianką frontową widać niewielką płytkę z obwodami sterowania wejściami i wyjściami. Budowa wzmacniacza jest czytelna i świadczy o fachowym podejściu do tematu.

26-29 09 2013 05     26-29 09 2013 03

Konfiguracja
Oba księżyce w założeniu stanowią komplet i tak grały przez większą część testu. Podłączyłem je przewodami Fadel Coherence One (sygnałowy, głośnikowe i zasilające wraz z listwą). Jako urządzenia odniesienia wykorzystałem odtwarzacz Audio Research CD 7, gramofon Garrard 401 z ramieniem SME 312 i wkładką AT-33PTG/2, lampowy przedwzmacniacz korekcyjny Cary Audio PH-302 mkII oraz wzmacniacz mocy Accuphase P-6100. Z tym ostatnim pracował także jako przedwzmacniacz (przez pre-out). W każdej konfiguracji występowały kolumny ATC SCM-35. System, ustawiony na stolikach StandArt STO i SSP, grał w pomieszczeniu o powierzchni około 16 m².
Producent zaleca około 400 godzin wygrzewania nowych urządzeń. Później sugeruje nie używać głównego włącznika i pozostawić komponenty w trybie stand-by. Dzięki temu szybko osiągną pełen potencjał brzmieniowy, a pobór mocy pozostanie pomijalny. W codziennej eksploatacji system nie sprawiał żadnych problemów, a przy tym bardzo dobrze wyglądał.

26-29 09 2013 02     26-29 09 2013 04

Wrażenia odsłuchowe
Nie gorzej wypadł w odsłuchach. Zestaw Moona prezentuje dźwięk nasycony; chwilami gęsty. Wysokie tony są pozbawione agresji, gładkie i delikatnie wycofane. Nie ma mowy o ostrości; nie czekają nas piskliwe niespodzianki. Średnica to barwa i wypełnienie. Nie jest idealnie przejrzysta, jednak przy dłuższym słuchaniu taka maniera pozwala się zrelaksować i dać się ponieść muzyce. Bas schodzi bardzo nisko. Jest dobitny i kontrolowany. Jego lekkie podkreślenie w zestawieniu w charakterem reszty pasma daje wrażenie delikatnego podgrzania brzmienia. Porównywalne wrażenie miałem, słuchając wzmacniaczy Electrocompanieta – coś, co można nazwać powiewem „lampowego” klimatu.
Zestaw kreuje dobrą, choć nie wybitną stereofonię. Zdarzenia muzyczne rozgrywają się raczej pomiędzy kolumnami; nie brakuje im natomiast głębi. W dziedzinie makrodynamiki nie odczułem żadnych braków. Już przy ustawieniu gałki głośności na godzinie 10 natężenie dźwięku wystarczyło do wypełnienia mojego pokoju. Integrze Moona bliżej do pędzącej lokomotywy niż onirycznego księżyca.
W skali mikro zdarzenia pozostają czytelne, chociaż z pewnością nie podane pod nos. Ich wychwycenie wymaga przyzwyczajenia się do takiej estetyki i uważniejszego wsłuchania. Znanych płyt nie odkryjecie na nowo i mam nadzieję, że tego nie potrzebujecie. Z drugiej strony, opisane wyżej odstępstwa nie są uciążliwe i raczej traktowałbym je jako urodę, a nie ułomność. Zestaw Moona szczególnie poleciłbym wielbicielom rocka oraz repertuaru czerpiącego moc z elektroniki.
Za taki efekt odpowiada głównie odtwarzacz 230D. Warto go także sprawdzić w systemach, którym brakuje mięsistości i miodu. Wzmacniacz 220i to zupełnie inna historia. Jego brzmienie w dziedzinie neutralności oceniam jako wzorowe w tej klasie cenowej. W połączeniu z odtwarzaczem Audio Research CD 7 i lampowym stopniem korekcyjnym Cary Audio integra Moona sprawiła mi ogromną niespodziankę. Bezbłędnie różnicowała źródła i nagrania. Przejrzysty, szybki i dynamiczny dźwięk oraz umiejętność budowania wielowymiarowej sceny to cechy, które aż się proszą o skorzystanie ze źródeł jak najwyższej klasy. ATC zaśpiewały pełną piersią. Zestawienie z trudniejszymi kolumnami wymaga indywidualnego sprawdzenia.

Reklama

Konkluzja
Recenzowane komponenty można zaliczyć do klasyki gatunku. Tworzą zgrany duet, który zapewni przyjemność słuchania przez wiele lat. W tej parze odtwarzacz Moon 230D rysuje bardziej indywidualną sygnaturę brzmieniową. To on nadaje brzmieniu nasycony i kolorowy charakter. Osobno daje się poznać jako gęsty i zdecydowany. Integra jest bardzo neutralna i dynamiczna. Dzięki temu jest gotowa do współpracy z innymi, nawet zdecydowanie droższymi źródłami. Moon 220i zasługuje na szczególną uwagę osób budujących etapami system z wyższej półki.

26-29 09 2013 T

Autor: Paweł Gołębiewski
Źródło: HFiM 09/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF