Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Henryk Wieniawski – Skrzypmistrz z Lublina

72-75 12 2011 01„Żar i płomień! Gdyby takich Wieniawskich było wielu, to by trzeba na nich zawołać: ostrożnie, szaleńcy! Ziemia zgorzeje!”

(Z recenzji występu Henryka Wieniawskiego, 1860)

 

Cudownie dojrzałe dziecko
Przypadek Henryka Wieniawskiego, a także jego brata, Jozefa, potwierdza słuszność powiedzenia, że talenty nie rodzą się na kamieniu. Ziarno musi paść na żyzną glebę, aby wydać owoc. Matka, Regina, córka warszawskiego lekarza i pianistka amatorka, potrafiła odkryć zdolności muzyczne chłopców i troskliwie opiekować się nimi w latach nauki i początków kariery. Wuj, Edward Wolff, pianista i kompozytor osiadły w Paryżu, przecierał im szlaki w stolicy Francji. Ojciec,

Tadeusz, ceniony lekarz, zapewniał środki na solidne wykształcenie wszystkich swoich synów, a trzeba wspomnieć, że artystyczne uzdolnienia mieli także Aleksander (brat-bliźniak Józefa) – śpiewak oraz Julian (ur. 1834; pseudonim: Jordan) – pisarz. Syn Tadeusza z pierwszego małżeństwa, Tadeusz junior, został, podobnie jak ojciec, lekarzem. W kamienicy Wieniawskich w Lublinie, przy Rynku, zbierali się przyjaciele, aby wspólnie kameralnie muzykować. Rodzina chodziła na koncerty urządzane przez lokalne Towarzystwo Filharmoniczne.
Nazwisko „Wieniawski” utworzone zostało od nazwy przedmieścia Lublina – Wieniawa. Stamtąd pochodził dziadek przyszłego wirtuoza, cyrulik Herszek Mejer Helman, którego syn, Tobiasz Helman zwany Pietruszką, tuż przed otrzymaniem dyplomu lekarza ochrzcił się, przyjmując imię Tadeusz, a nazwisko zmienił na Wieniawski. Najsłynniejszy potomek Tadeusza, Henryk, urodził się 10 lipca 1835 roku w Lublinie. Nauka muzyki była elementem mieszczańskiego wychowania, toteż pani Regina sama uczyła gry na fortepianie swoich czterech chłopców; spośród siedmiu synów, których powiła, trzech zmarło w wieku niemowlęcym. Henryk od najmłodszych lat wykazywał niezwykłe zainteresowanie skrzypcami, więc zaczął lekcje z renomowanymi solistami i pedagogami działającymi wówczas w mieście – Janem Hornzielem i Stanisławem Serwaczyńskim. Już wkrótce mógł dołączyć do muzykowania w kwartecie z gośćmi bywającymi w domu rodziców.
Robił tak błyskawiczne postępy, że ojciec postanowił zasięgnąć opinii jakiegoś autorytetu co do dalszej edukacji syna. Pojechał z ośmioletnim Henrykiem do Warszawy na koncert czeskiego wirtuoza wiolinistyki, Henryka Panofki. Wirtuoz ów nie miał wątpliwości, że utalentowany dzieciak zdobędzie sławę. Zalecał edukację za granicą, w zależności od możliwości finansowych – w Pradze, Lipsku lub Paryżu. Ponieważ udało się załatwić hojne stypendium cara, wybór padł na miasto położone najdalej, ale i oferujące najwięcej możliwości – Paryż. Tu przecież mieszkał już Edward Wolff, znajomy Chopina. Tu praktykę w szpitalu miał zacząć przyrodni brat Henryka.
Ośmiolatkowi brakowało czterech lat do osiągnięcia dolnej granicy wieku uczniów przyjmowanych do konserwatorium, ale Lambert-Joseph Massart, jego późniejszy mistrz, dopuścił go do niecodziennego egzaminu. Zabronił Henrykowi grać na skrzypcach przez dwa tygodnie. Przez ten czas miał się nauczyć nut koncertu Kreutzera, a następnie zagrać „z głowy”. Oczywiście zagrał.
Matka wróciła do Lublina, a mały Henryk przez dwa i pół roku mieszkał sam na skromnej stancji. Pilnie ćwiczył, chociaż czasem dochodziło między nim a nauczycielem do zabawnych nieporozumień. I tak na przykład, kiedy usłyszał, że gra suchym dźwiękiem, chłopiec włożył skrzypce do miednicy z wodą. Na szczęście instrument udało się uratować. W maju 1846 zagrał swój recital dyplomowy, demonstracyjnie odwracając nuty do góry nogami na pulpicie, aby pokazać Massartowi, że niepotrzebnie obawia się potknięcia ucznia. Ukończył konserwatorium ze złotym medalem, jako najmłodszy absolwent w dziejach. Dostał też wspaniałą nagrodę ufundowaną przez cara – skrzypce Guarneriego. Kilkanaście lat później melomani z Petersburga z zebranych składek kupią mu stradivariusa.
Świadkami jego szkolnego triumfu byli matka i Józef. Teraz młodszy brat wstąpił w mury uczelni, a Henryk szlifował umiejętności na prywatnych lekcjach u Massarta. Pani Wieniawska wynajęła w Paryżu mieszkanie dla siebie i synów. W jej salonie na „herbatkach” bywała elita artystyczna (choćby Mickiewicz), a duet utalentowanych braci występował przed gośćmi w ambitnym repertuarze (sonaty Beethovena), zyskując rozgłos. W 1849 Józef ukończył ze złotym medalem naukę w klasie fortepianu. Bracia nie stracili kontaktu z paryską uczelnią. W najbliższych latach uzupełnili swoje studia o wiedzę w zakresie harmonii i kompozycji.

72-75 12 2011 02     72-75 12 2011 03     72-75 12 2011 05     72-75 12 2011 06

 

Józef
Do 1855 roku Henryk i Józef byli nierozłączni, jako bracia i jako muzycy. Razem podró-
żowali. Razem występowali. Razem komponowali. W pewnym momencie rozeszły się drogi ich kariery, ale nie na zawsze. Okazjonalnie dawali wspólne koncerty, zwłaszcza na cele charytatywne. Na tej separacji Henryk nie stracił, a Józef zyskał.
Józef, obdarzony wielkim talentem pianistycznym, słynął także z pracowitości. Trudne fragmenty powtarzał po kilkadziesiąt razy, skrupulatnie znacząc każde powtórzenie zrzuceniem na podłogę kawałka papieru. Miał niezwykłą pamięć. Po jednorazowym usłyszeniu nieznanego utworu potrafił go zagrać. W swojej epoce należał do nielicznych koncertujących muzyków układających czasem programy recitali z utworów jednego autora. Ulubionym kompozytorem Józefa był Chopin.
Miał też duszę muzycznego wynalazcy. Wymyślił fortepian o dwóch klawiaturach ustawionych nad sobą, z tym że w jednej z nich klawisze zamontowane byłyby od końca. Dzięki temu dłonie pianisty mogłyby grać „symetrycznie”, równo rozkładając siłę uderzenia. Projekt zaprezentowano nawet na wystawie światowej w Paryżu, ale Wieniawski nie doszedł do porozumienia z producentem.
Józef Wieniawski energicznie działał w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym (był jego współzałożycielem), ale, skonfliktowany ze stołecznym środowiskiem, wyjechał do Belgii, aby wykładać w konserwatorium w Brukseli. Tam też zmarł (1912) i został pochowany.
Podczas gdy Henryk Wieniawski zmarł, nie doczekawszy ery rejestracji dźwięku, Józef zdążył uwiecznić swoją sztukę na kilkunastu rolkach pianolowych, które dotrwały do naszych czasów.

 

Los wędrownego grajka
Henryk właściwie całe życie pracował nad udoskonaleniem umiejętności. Wyznał: „Ileż to razy w czasie koncertów, gdy publiczność przyjmowała mnie z entuzjazmem, mówiłem sobie w duchu: gdybyście wiedzieli, czego mi brak, nie oklaskiwalibyście mnie tak owacyjnie. Ćwiczyłem jak szalony [...]”. Nawet we śnie obmyślał, jak osiągnąć pożądany wyraz. Wymyślił własną metodę artykułowania staccata – naprężonym ramieniem; sposób męczący, ale skuteczny i niezmiernie efektowny. Zmodyfikował też sposób trzymania smyczka – dał większą swobodę barkowi i ramieniu, których elastyczność miała wspomagać pracę przegubu. Dzięki temu mógł osiągać nowe niuanse dynamiki i barwy dźwięku.
Jednak zawsze Wieniawski uważał technikę za służebną wobec piękna i prawdy emocji. Pewien recenzent napisał o nim: „Henryk Wieniawski jest wirtuozem w najszlachetniejszym znaczeniu tego wyrazu. Nie sam tylko pełny, piękny i soczysty ton, nie sama wirtuozowska i jedyna w swym rodzaju technika smyczkowa, nie olśniewająca biegłość i niepojęta brawura są przyczyną zdumiewających efektów, wywołanych jego grą. Wykonanie uduchowione, głębokość, żar uczucia, prawdziwie artystyczny spokój tam nawet, gdzie polot rwącej fantazji uniósłby każdego innego za granicę piękna – oto cechy tego nadzwyczajnego talentu i istota wartości jego gry”. Inny krytyk zauważał: „Ton jego brzmi dziwnie miękko i rzewnie, jak gdyby głos ludzki zabłąkał się między deszczułki zaczarowanego instrumentu”. Wszyscy podkreślali perfekcję intonacji dwudźwięków, w tym szczególnie oktaw oraz perlistość trylów, elegancję innych ozdobników i czystość flażoletów. „Ein geigerisches Genie” (skrzypcowy geniusz) – mówili Niemcy.
Zaiste, ta gra musiała być niezwykłą, skoro chcieli jej słuchać melomani Europy i Ameryki. W pierwsze tournée wyruszył Henryk jako trzynastolatek, jeszcze bez brata. Zaczął od Petersburga i dworu carskiego, dziękując rosyjskiemu monarsze za stypendium. Potem dał serię koncertów w Finlandii i krajach nadbałtyckich, w Wilnie (przed zachwyconym Stanisławem Moniuszką), w Warszawie i w Niemczech; wszędzie przyjmowany z podziwem. Dobrze znosił życie w drodze. Przerwy w tournée wykorzystywał na ćwiczenia, naukę nowych utworów i komponowanie. Na ziemiach polskich i w Rosji głównym jego rywalem był Apolinary Kątski, o dziesięć lat starszy, ongiś uczeń Paganiniego. Ci krytycy, którzy mieli możliwość słuchania w niedługim odstępie czasu popisów obu wirtuozów, na ogół przyznawali palmę pierwszeństwa Wieniawskiemu. Poza tym Kątski nie występował z bratem, a fakt pokrewieństwa Henryka i Józefa niewątpliwie zwiększał zainteresowanie wspólnymi produkcjami noszącymi nazwisko „Wieniawski”. Z biegiem czasu i słynny skrzypek, i pianista nauczyli się wykorzystywać dobre kontakty z prasą do celów promocyjnych. Cóż, potęga mediów nie zaczęła się dziś...
Odkąd zaczął podróżować ze skrzypcami po świecie, kołowrót recitali właściwie nigdy się nie zatrzymał. Bywały okresy kilkumiesięcznego pobytu w jednym mieście (na przykład w jakimś modnym uzdrowisku), ale zawsze związane także z pracą, z występami lub z nauczaniem gry na skrzypcach (kilka sezonów akademickich w konserwatorium w Petersburgu, potem w Brukseli). Najbardziej forsowny był maraton amerykański. Przez niespełna trzy lata Henryk dał około trzystu koncertów w różnych miastach USA. Inicjator tego tournée, Antoni Rubinstein, nie wytrzymał kondycyjnie i wycofał się z przedsięwzięcia.
Podczas występów w Londynie w 1859 pianista Antoni Rubinstein wprowadził go do domu Hamptonów, angielskich arystokratów. Pani domu kształciła się kiedyś na śpiewaczkę, a jej brat George Alexander Osborne był znanym kompozytorem, przyjacielem Chopina. Córka Hamptonów, Izabela (1840-1924), o pięć lat młodsza od Henryka, również była osobą muzykalną. Opór jej rodziców wobec małżeństwa dziewczyny z cudzoziemskim artystą został przełamany, między innymi za sprawą wrażenia, jakie zrobił na nich liryczny poemat skrzypcowy „Legenda”, skomponowany przez Wieniawskiego i dedykowany ukochanej. Rok później, w kościele św. Andrzeja w Paryżu, odbył się ich ślub. Jednym z wielu szacownych gości był Rossini. Wbrew obawom rodziców panny młodej, związek ten okazał się szczęśliwy i trwały, a Izabela do końca długiego życia stała na straży pamięci i spuścizny męża. Urodziła mu siedmioro dzieci, w tym bliźnięta, które zmarły w niemowlęctwie.
Chociaż Henryk był wnukiem lekarza, synem lekarza i bratem lekarza, albo nie słuchał ich prozdrowotnych rad, albo bliscy nie umieli przekazać mu podstawowych zasad profilaktyki.
Tryb życia, jaki prowadził, nie sprzyjał organizmowi. Częste podróże, godziny żmudnych ćwiczeń, stres, późne kolacje, sprawiły że serce odmawiało posłuszeństwa, prawdopodobnie cierpiał również na cukrzycę. Do tego doszła otyłość – Wieniawski musiał grać na siedząco. Z powodu problemów z krążeniem kilkakrotnie przerywał trasę koncertową. Henryk miał polisę ubezpieczeniową na dużą sumę, ale nie płacił terminowo składek. Wiedząc o jego ciężkim stanie zdrowia, brat i przyjaciele zorganizowali koncert, z którego dochód przeznaczono na uregulowanie zaległości. Wirtuoz zarabiał świetnie, skąd więc te kłopoty finansowe? Winę ponosił nałóg – hazard. Wieniawski spędzał całe noce w kasynach. Raz miał większe szczęście, raz większe nieszczęście, a w grę wchodziły olbrzymie sumy. Zdarzało się, że kompletnie spłukany, nad ranem zastawiał któryś ze swoich cennych instrumentów.
Wielki skrzypek zmarł 31 marca 1880 w Moskwie, otoczony opieką w gościnnym pałacu Nadieżdy von Meck, słynnej protektorki muzyków (zwłaszcza Czajkowskiego). Zostawił żonę z pięciorgiem dzieci. Podczas nabożeństwa żałobnego w kościele francuskim w Moskwie wykonano „Requiem” Mozarta. Koleją przewieziono trumnę do Warszawy. Uroczystości pogrzebowe miały miejsce w kościele św. Krzyża. Utalentowany młody skrzypek Stanisław Barcewicz zagrał „Legendę”. On też niósł za trumną ulubiony instrument mistrza – skrzypce Amatiego z roku 1695. W kondukcie na Cmentarz Powązkowski poszło czterdzieści tysięcy warszawiaków. Napis na nagrobku brzmi: „Cieniom śp. Henryka Wieniawskiego, przedwcześnie dla sztuki zgasłego artysty skrzypka”.
Stradivarius, podarowany wirtuozowi przez petersburskich wielbicieli, zaginął. Odnalazł się dopiero w latach I wojny światowej, w miejscowości Rybińsk. Trafił do muzeum w Moskwie.
Na dawnej kamienicy Wieniawskich w Lublinie w 1973 roku wmurowano tablicę z napisem: „W tym domu w 1835 r. urodził się genialny skrzypek, wirtuoz i kompozytor Henryk Wieniawski”. Dwukrotnie, w 1952 i 1957 roku, Poczta Polska uczciła wirtuoza edycją okolicznościowych znaczków. W 1979 wybito monetę stuzłotową z podobizną skrzypka.

 

Nuty własne, nuty cudze
Repertuar Henryka Wieniawskiego był bardzo bogaty i obejmował utwory na skrzypce solo (Bach), na skrzypce i fortepian, skrzypce i orkiestrę oraz kompozycje kameralne (tria, kwartety, kwintety m.in. Mendelssohna i Beethovena). Polski wirtuoz bardzo lubił muzykowanie w kameralnych składach, nie tylko na estradzie, lecz także w zaprzyjaźnionych salonach, przy czym nie zawsze grał pierwsze skrzypce; bardzo często realizował partię altówki.
Zgodnie ze zwyczajem epoki, opracowywał własne, klasyczne dziś, popisowe kadencje do słynnych koncertów skrzypcowych takich autorów jak Beethoven, Mendelssohn, Viotti, Vieuxtemps, Ernst, Rode i Lipiński. Zgodnie z innym zwyczajem, nie poprzestawał na istniejących pozycjach literatury wiolinistycznej, lecz sam zapewniał sobie efektowny repertuar, najeżony problemami technicznymi.
Pisał od trzynastego roku życia. Pierwsze próby kompozytorskie podejmował wspólnie z bratem; później obaj postawili na twórczość indywidualną. Dla obu wzorem pozostał Chopin. Podobnie jak wielki Fryderyk, Henryk Wieniawski znajdował inspirację w mazurkach, kujawiakach i polonezach, dobrze też czuł się w fantazjach i wariacjach. Oba koncerty skrzypcowe od ponad 150 lat stanowią wielkie wyzwanie. Za trudniejszy, wręcz palcołomny, jest uważany (i rzadziej wykonywany) I koncert fismoll, napisany przez 17-letniego Henryka, natomiast II koncert d-moll w powszechnej opinii jest najpiękniejszą jego kompozycją, stwarzającą wspaniałe możliwości interpretacyjne i soliście, i orkiestrze.
Jako dyrygent wystąpił Wieniawski prawdopodobnie tylko raz, w Petersburgu w roku 1868.

 

Poldowski
Spośród potomstwa Henryka Wieniawskiego najdłużej żyła córka Regina (Irene Regine Wieniawski; 1879-1932), która w chwili śmierci ojca była niemowlęciem. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że odziedziczy talent muzyczny. Nie została jednak skrzypaczką czy inną instrumentalistką, lecz kompozytorką i animatorką życia muzycznego w Wielkiej Brytanii, dokąd przeniosła się po studiach w konserwatorium w Brukseli. Wyszła za mąż za angielskiego arystokratę, sir Aubreya Dean Paula. Miała troje dzieci (córka Brenda zyskała sławę jako aktorka, narkomanka i skandalistka). Oprócz muzyki, zajmowała się modą. Prowadziła w Londynie ekskluzywny butik, w którym zaopatrywali się członkowie rodziny królewskiej.
Utwory publikowała pod pseudonimem „Poldowski”, ukrywającym płeć. Początek XX wieku to nie były jeszcze czasy silnego lobby twórczych kobiet. Jej dorobek obejmuje, oprócz „opery symfonicznej” pod tytułem „Silence”, głównie utwory kameralne, w tym ponad 30 pieśni do słów poetów współczesnych. Cenione, wydawane i wykonywane za życia kompozytorki, potem popadły w zapomnienie; dziś porównywane są z dziełami takich sław „kobiecej” muzyki, jak Klara Schumann czy Amy Beach. Podobno ostatnie słowa dogorywającej na zapalenie płuc córki Wieniawskiego brzmiały: „Opiekujcie się moją muzyką”.

 

Konkurs w Poznaniu
Tym czym dla młodych pianistów jest Konkurs Chopinowski, tym dla skrzypków jest Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. Jego pomysłodawcą był syn Józefa Wieniawskiego, Adam. Pierwsza edycja odbyła się w Warszawie w roku 1935, w stulecie urodzin Henryka. Wygrała 15-letnia Francuzka Ginette Neveu, a drugie miejsce zajął Rosjanin Dawid Ojstrach. Syn Ojstracha, Igor, zdobył I nagrodę na drugim konkursie, który odbył się dopiero w 1952 roku, tym razem w Poznaniu. Od tej pory co pięć lat właśnie w Poznaniu organizowany jest konkurs dla skrzypków (a od 1957 roku – także dla lutników). W niedawnym, już XIV konkursie zwyciężyła Koreanka Soyoung Yoon. Wśród uczestników krążyła opinia, że Henryk Wieniawski nie przeszedłby eliminacji, ponieważ nie był uczniem żadnego z członków jury...

 

Wybrane kompozycje Henryka Wieniawskiego:
Nokturn na skrzypce solo (1848) Polonez koncertowy D-dur op. 4 (około 1852)
Souvenir de Moscou – dwa romanse rosyjskie op. 6 (około 1852)
Grand duo polonais na skrzypce
i fortepian op. 8 (około 1852; wspólnie z bratem)
Koncert fis-moll op. 14 (1852) Kujawiak a-moll (1853)
L’Ecole moderne – etiudy-kaprysy op. 10 (1854)
Scherzo-tarantelle g-moll op. 16 (1855)
Legenda op. 17 (około 1860)
Deux mazourkas caractéristiques: Obertas G-dur i Dudziarz op. 19 (1860?)
Koncert d-moll op. 22 (1862) Polonez brillante A-dur op. 21 (1870)

 

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 12/2011

 

Pobierz ten artykuł jako PDF