Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Primus i dywizje pułkownika Claypoola

hfm 062014 006Ekscentryczny basista o aparycji Pana Kleksa to jedna z najciekawszych osobowości muzycznej alternatywy ostatniego ćwierćwiecza.

W 2014 roku mija 30 lat od założenia przez Lesa Claypoola grupy Primus oraz 25 od wydania jej debiutanckiego krążka - "Suck on This". Co więcej, Primus, świeżo reaktywowany w swoim najpopularniejszym składzie, zapowiedział na ten rok premierę kolejnego albumu. Z kolei nowy projekt poboczny niezrównanego "Pułkownika" Claypoola - Duo the Twang - właśnie wydał pierwszą płytę i wybiera się do Europy na kilka koncertów.

Pierwszy w Primusie
Muzycy Primusa twierdzą, że tworzą grupę kolektywnie, w oparciu o działającą między nimi chemię czy też wydobywając z siebie nawzajem "to najbardziej primusowe coś". Mimo to nie ma wątpliwości, że od początku zespół jest tak szalony, tak oryginalny i tak pokrętny jak jego frontman - basista i wokalista Les Claypool.

hfm 062014 001


Pod jego przewodnictwem Primus wypracował brzmienie, które nie ma sobie równych w rockowym świecie. Jeśli założyć, że muzyka rockowa opiera się na brzmieniu gitary elektrycznej i śpiewie wokalisty, to trudno w ogóle zaliczyć do niej twórczość tej grupy.
Claypool dysponuje prawdopodobnie najbardziej nieodpowiednim głosem, jaki można sobie wyobrazić u rockowego artysty. Co ciekawe, nie jest on tylko elementem scenicznego image'u. Les rzeczywiście mówi w ten sposób: intonując słowa i akcentując je jak żadna inna istota na Ziemi. Gdy śpiewa, jego absurdalny, właściwie awokalny wokal brzmi, jakby należał do postaci z kreskówki czy kukiełki z programu dla dzieci.

Przypomina to trochę casus Toma Waitsa. Nawiasem mówiąc, Claypool współpracował z nim wielokrotnie, począwszy od 1991 roku, kiedy to Waits udzielił głosu tytułowemu kotu z przeboju Primusa "Tommy the Cat". Albo się kupuje tę jedyną w swoim rodzaju barwę, albo nie można jej zdzierżyć.

hfm 062014 002


Charakterystyczny jest też sposób, w jaki Claypool wydobywa dźwięki ze swojej gitary basowej i jaką rolę pełnią one w jego muzyce. W Primusie najważniejsza jest nie gitara, a bas. W wersji elektrycznej, akustycznej, bezprogowej, kontrabasu czy jednostrunowej whamoli. Cokolwiek wpadnie w ręce Lesa, staje się instrumentem przewodnim. Jego szczególny, "perkusyjny" styl gry, łączenie technik, takich jak slapping, tapping czy granie akordami, wirtuozeria, przesterowane, brudne brzmienie i pozorna niedbałość, z którą wydobywa dźwięki ze swych instrumentów, tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych idiomów we współczesnej muzyce popularnej.


Trzecim nieodzownym elementem twórczości Claypoola jest jego absurdalne poczucie humoru, przejawiające się w tekstach piosenek, scenicznej aparycji i warstwie wizualnej towarzyszącej muzyce - na okładkach płyt i w teledyskach. Na scenie kręci się w kółko dziwnym, montypythonowskim krokiem. Porusza się nieco jak ożywiana sznurkami marionetka, nierzadko przebrany w groteskowe stroje. Pod wieloma względami Les wydaje się, jakby wyszedł z kart alternatywnego komiksu. Może dlatego, kiedy Trey Parker i Matt Stone produkowali pilotażowe odcinki "South Parku", zwrócili się właśnie do niego z prośbą o napisanie motywu przewodniego. Piosenka stała się jednym z wyróżników serii. Podobnie było z późniejszym animowanym serialem "Robot Chicken", do którego czołówkę muzyczną również napisał Claypool.

hfm 062014 003

Etykiety
Oczywiście, słychać w Primusie i pozostałej twórczości Lesa fascynacje grupami takimi jak Rush, Funkadelic, Pink Floyd, King Crimson we wcieleniu z lat 80., The Residents, a także Peterem Gabrielem, Frankiem Zappą i wielu innymi, bardzo zresztą różnymi artystami. Z tego barwnego świata udało się Claypoolowi wydobyć niepowtarzalny styl, który najpierw odcisnął piętno na Primusie, później zaś na innych jego projektach. Próbowano ów styl nazywać na różne (mniej lub bardziej poważne) sposoby: "alternatywny funk-metal", "art/prog rock/funk" czy "postpunkowy Rush, naszpikowany wrażliwością i humorem Franka Zappy". Sam Claypool ukuł kiedyś termin "psychodeliczna polka". Nie wiadomo wprawdzie, czemu właśnie taki, ale dlaczego by go nie stosować?
Popularny pod koniec lat 90. program do odtwarzania i katalogowania plików - Winamp, wśród etykiet gatunków muzycznych (np.: rock, jazz etc.) miał też w menu opcję "Primus". To jedyny przypadek, by nazwa zespołu posłużyła jako określenie gatunku. Ale może rzeczywiście to najlepsze rozwiązanie kwestii określenia stylistyki tej pokrętnej, szalonej i absolutnie oryginalnej grupy.

hfm 062014 005

Odpowiedni człowiek
Pierwsza inkarnacja Primusa, jeszcze pod nazwą Primate, powstała w 1984 roku w Kalifornii. Les połączył wtedy siły z gitarzystą Toddem Huthem. Grając z automatem perkusyjnym, a później z kilkoma kolejnymi perkusistami, trio nagrało kilka taśm demo i zdobyło jako takie uznanie w kręgach alternatywnej muzyki z okolic San Francisco. Na tym by się prawdopodobnie skończyło, bowiem Huth, w obliczu perspektywy zostania ojcem, na chwilę zarzucił muzykę. Szczęśliwie, w orbicie znajomości Lesa znajdował się już gitarzysta Larry "Ler" LaLonde, którego inspiracje, sięgające od Grateful Dead, Hendriksa i Franka Zappy po heavy metal, czyniły go odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Dołączył do Claypoola jako drugi stały członek Primusa, którym pozostaje do dziś.
Gitara Lera pozostaje nieco w cieniu basu Claypoola, często więc jest niedoceniana. Warto jednak zadać sobie trochę trudu i skupić się na jego smakowitych partiach w stylu Zappy i niebanalnych harmoniach, którymi wzbogaca riffy Lesa.

O krok od kariery

Rekomendacją gitarowych umiejętności Lera może być informacja, że należał do uczniów Joe Satrianiego. Znamienne, że wśród znajomych Primusa od lat znajduje się inny sławny uczeń tego gitarzysty - Kirk Hammet, członek Metalliki i szkolny kolega Claypoola. Znajomość z Hammetem zaowocowała gościnnym udziałem Lesa na jednej z płyt legendy trash metalu. Pojawiła się nawet perspektywa poważniejszej współpracy między nimi.
Gdy w 1986 roku zginął basista Metalliki, Cliff Burton, Hammet zaprosił Lesa na przesłuchanie, które miało wyłonić następcę Burtona. Trudno zgadnąć, jak potoczyłyby się losy i Claypoola, i słynnej grupy, gdyby ekscentryczny muzyk rzeczywiście dostał tę posadę. Les wspomina, że poszedł na przesłuchanie, bo pociągała go myśl, że dzięki angażowi w "poważniejszym" zespole mógłby rzucić wykonywaną wówczas pracę stolarza... Niespecjalnie też zdawał sobie sprawę z faktu, jak bardzo popularna jest Metallica i że biorąc udział w przesłuchaniu, znajdował się o krok od ogólnoświatowej sławy. Dziś nie sposób ustalić, czy tak, jak mówi James Hetfield, Les "okazał się zbyt dobry", by dołączyć do zespołu, czy - jak sugeruje lider Priumsa - musiał im się wydać zbyt dużym dziwakiem, by go przyjęli. Jak mogłaby brzmieć Metallica z Lesem na basie i jego jedynym w swoim rodzaju stylem gry, można sprawdzić, słuchając choćby utworu "The Thing That Should Not Be" Metalliki, który Primus wykonał na płycie "Rhinoplasty".

hfm 062014 007

Przełom
Les nie został etatowym basistą Metalliki - do popularności musiał dojść długą i wyboistą drogą. Po okresie eksperymentów personalnych i grania w małych klubach udało mu się sformować skład Primusa. Zespół powstał na przełomie 88/89 roku, kiedy to do Lesa i Lera dołączył rockowy perkusista Tim Alexander. Wystarczyły dwa miesiące współpracy, by trio nagrało razem i własnym sumptem (a właściwie dzięki pożyczce od ojca Lesa) wydało pierwszą ze swoich "trzech pierwszych płyt". Ta pierwsza-pierwsza, "Suck on This", była albumem koncertowym, zarejestrowanym w czasie występów grupy w klubie Berkeley Square. Druga pierwsza - tym razem "pierwsza studyjna płyta Primusa" - pojawiła się rok później. Trzeci longplay grupy - "Sailing the Seas of Cheese" - stał się pierwszym, który ukazał się pod szyldem dużej wytwórni Interscope (działającej jako część Universalu).

Nastąpił czas, w którym umiejętności muzyków i ich oryginalność zaowocowały rozkwitem popularności Primusa. Zarówno "Sailing...", jak i jego następca zyskały status platynowych płyt. Wczesne nagrania grupy stały się inspiracją dla wielu młodych formacji nu metalowych, łączących muzykę gitarową z funkowo-hip-hopową sekcją rytmiczną. Surrealistyczne teledyski grupy prezentowało MTV w pasmach z muzyką alternatywną. Claypool wprawdzie narzeka, że genialny i psychodeliczny teledysk do piosenki "Mr. Krinkle", w którym przed kamerą prezentuje się parada cyrkowych dziwactw, MTV zagrała w sumie jakieś cztery razy, ale trochę przesadza. Nawet europejska filia stacji prezentowała to na wskroś primusowe nagranie.
W latach 1990-2000 trio wystąpiło na wszystkich ważniejszych scenach festiwalowych: Lollapalooza, Bonnaroo, Woodstock (w edycji z roku 1994) czy Ozzfest. Na korzyść grupy niewątpliwie zadziałała zapoczątkowana w tym czasie tendencja do odchodzenia od formatu festiwali muzycznych, poświęconych jednemu gatunkowi, na rzecz imprez łączących różne style. Wymykający się klasyfikacjom Primus pasował wszędzie. Wszędzie też występował jako "ten dziwny zespół".

hfm 062014 008

Projekty
Pod koniec lat 90., po wydaniu krążka "Antipop", w chwili, gdy w świecie rockowym szczyt popularności zdobywały zespoły nu metalowe, mocno inspirujące się Primusem, grupa się rozwiązała. Czy raczej "zawiesiła działalność". Les, Ler i perkusista Bryan "Brain" Mantia - który kilka lat wcześniej zastąpił Alexandra - nie chcieli ogłaszać definitywnego końca działalności, choć rzeczywiście wiele wskazywało na to, że ten nastał.
Z jednej strony - jak twierdzi Claypool - wyczerpały się artystyczne możliwości zespołu. Z drugiej, muzyk był zmęczony środowiskiem mainstreamowej muzyki, którego dość niespodziewanie stał się częścią. Zwrot, jakiego dokonał w tym czasie, prawdopodobnie ocalił go jako artystę. Opuściwszy świat ludzi, którzy - jak mówi - "więcej uwagi poświęcali wyborowi zakładanej czapeczki z daszkiem niż swojej twórczości", na dobre wsiąkł w barwną scenę "jam bandów". Środowisko kapel, które - w dużej mierze zainspirowane Grateful Dead i subkulturą deadheadów - tworzą muzykę otwartych form, pełnych improwizacji, stało się nowym domem Lesa.
Wcześniej też nie stronił od projektów pobocznych. Jeszcze w latach 90. założył m.in. grupę Sausage, której skład uzupełniali muzycy tworzący Primusa, zanim dołączyli do niego LaLonde i Alexander - Todd Huth i Jay Lane. Teraz jednak nowe formacje zaczęły powstawać jedna po drugiej.

Na pierwszy ogień poszedł zespół Colonel Les Claypool's Fearless Flying Frog Brigade, który sięgał m.in. po repertuar Pink Floyd.
Później powstał Oysterhead - supergrupa, w której Claypool dzielił obowiązki wokalisty z gitarzystą Treyem Anastasio z zespołu Phish, a której skład uzupełniał Stewart Copeland z The Police.
Razem z innym utalentowanym i ekscentrycznym instrumentalistą - Bucketheadem, a także klawiszowcem Bernie Worrellem (Funkadelic) i perkusistą Brainem stworzył projekt Colonel Claypool's Bucket of Bernie Brains. Wszystko w imię poszukiwania spontaniczności, niezależności i swobody.

hfm 062014 009


Ostatnio, ponownie zmieniając stylistykę, gra w akustycznym duecie ze swoim wieloletnim przyjacielem, gitarzystą Bryanem Kehoe.
Wydał też powieść oraz wyreżyserował film - pseudodokument o grupie muzycznej Electric Apricot. Założył również własną winiarnię, specjalizującą się w wyrafinowanych winach ze szczepu pinot noir.

hfm 062014 010

Powrót Primusa
Po ponad dekadzie Claypool powrócił do swej podstawowej formacji i wspólnie z LaLondem tchnął w Primusa nowego ducha. Dziś zespół ma status szczególny. Nie chodzi tylko o to, że jego członkowie mają już swoje doświadczenie - bardzo zresztą bogate i wybiegające poza muzykę. Grupa wróciła niejako z zaświatów i znów zaczęła się pojawiać na najważniejszych światowych festiwalach, wciąż pozostając "tym dziwnym zespołem". W takich okolicznościach, w 2011 roku trio zawitało do Polski, gdzie wystąpiło na Open'erze.
Pozorna niechlujność Lesa, nonkonformizm i skłonność do dziwacznego poczucia humoru idealnie pasują do dzisiejszych tendencji, w myśl których najmodniejsze jest to, co niemodne, idące pod prąd. To świat dostosował się do tego, jaki zawsze był Primus - nie na odwrót. Tak wyrabia się etykietę zespołu "legendarnego". Dziś tak właśnie mówi się o grupie Pułkownika Claypoola.



Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFM 06/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF