Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Zygmunt Krauze – podróże z muzyką

80-83 11 2013 01Kompozytor jest z natury samotnikiem, pracuje w odosobnieniu. Bez osiągnięcia tego stanu nie można komponować. A samotny mogę być wszędzie. I jednocześnie szczęśliwy, bo przecież samotność nie jest odczuciem negatywnym. Wręcz odwrotnie. (Zygmunt Krauze w rozmowie z Danielem Cichym, 2008)



Na łamach „Hi-Fi i Muzyki” piszemy na ogół o kompozytorach, śpiewakach i instrumentalistach z przeszłości – odległej lub bliskiej, lecz stanowiącej zamknięty rozdział, przypieczętowany datą na nagrobku. Ma to swoje smutne strony – bo zawsze żal zgasłego talentu, ale z pewnością łatwiej jest wtedy objąć całość zjawiska, dokonać syntezy.
Tym razem mamy za zadanie napisać o artyście cieszącym się pełnią sił witalnych i twórczych – i oby jak najdłużej je zachował. Trudno w tym przypadku o podsumowanie 75 lat życia. Spróbujemy nakreślić szkic portretu; podać garść faktów i refleksji, zachęcić do słuchania nagrań, do wizyty w filharmonii, w teatrze – wszędzie tam, gdzie wykonywane są utwory Zygmunta Krauzego.

Zawsze w podróży
Jeden z najpiękniejszych utworów Krauzego nosi tytuł „Podróż Chopina”. Opis nostalgii Chopina, zawarty w jego listach, czytanych na głos przez aktora, ewokuje dźwiękowy pejzaż, złożony ze śpiewu chóralnego oraz muzyki wykonywanej przez ludowych muzykantów. Biografia kompozytora także składa się z podróży, z długich pobytów poza krajem, ale nostalgia nie jest nutą dominującą. Krauze zawsze wraca do Polski. Także w momentach największych zawirowań powojennej historii podejmował decyzje zawodowe i osobiste, zadając sobie pytanie: czy to odetnie mi drogę powrotu? Jakże kusząca musiała być dla zdolnego dwudziestoparolatka, stypendysty zagranicznego wyjeżdżającego z peerelowskiej biedy i szarzyzny, możliwość zostania na stałe we Francji czy w USA. A jednak, po każdym pobycie na stypendium, na gościnnych wykładach, na występach, wracał i wraca.
Wciąż jest w podróży. W 2013 był lub będzie w Hongkongu i w Madrycie, w Bangkoku, Bukareszcie i Cincinatti, Zagrzebiu, Wiedniu i Bratysławie, w Radomiu, Wrocławiu i Radziejowicach. I oczywiście w Warszawie – bo tu mieszka na stałe, choć mieszkanie Paryżu zlikwidował dopiero w tym roku. W Paryżu ma swojego agenta, wydawcę, wielu przyjaciół i zamówienia
z zaprzyjaźnionych teatrów na muzykę do spektakli.
Urodził się na rok przed II wojną, w Warszawie. Potem mieszkał w Łodzi i tam ukończył liceum muzyczne, ale studiował już w Warszawie – kompozycję u Kazimierza Sikorskiego i grę na fortepianie w klasie Marii Wiłkomirskiej. Jak wielu polskich kompozytorów przed nim i po nim, przez rok doskonalił warsztat pod okiem Nadii Boulanger w Paryżu. Od tej pory jego działalność pobiegła trzeba drogami: kompozytorską, pianistyczną i pedagogiczną, a każda z tych dróg rozwidla się jeszcze na kilka ścieżek.

 

80-83 11 2013 01Kompozytor po koncercie jego muzyki w Zagrzebiu, 14.10.2013



Mistrz, popularyzator, organizator
O swojej roli nauczyciela mówi Krauze: „Bardzo lubię tę pracę. Może dlatego, że zauważam niesamowitą różnorodność postaw artystycznych u młodych adeptów. Mam taką metodę, że pozwalam na wszystko. Jedynie ułatwiam i pomagam w tym, aby studenci szli w kierunku takim, jaki sobie wybrali. Umacniam ich w pomysłach, które ich interesują. Nie nakłaniam moich studentów do pisania w określonym stylu czy w określonej technice”.
Mistrzowskie kursy kompozytorskie zaczął prowadzić już w roku 1965. Spotyka się ze studentami w różnych krajach, m.in. w Niemczech, Korei, Chinach, USA. Od kilku lat jest profesorem dwóch polskich uczelni – łódzkiej Akademii Muzycznej i Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie. Chętnie zasiada w jury konkursów dla młodych kompozytorów.
Pasją Zygmunta Krauzego jest popularyzacja muzyki. Prowadził cykl audycji muzycznych w radiu i TV we Francji, współtworzył filmy o kompozytorach, jest szefem programowym, a czasem – znakomitym prelegentem letniego festiwalu Ogrody Muzyczne, który co roku ściąga tłumy warszawiaków i turystów na dziedziniec Zamku Królewskiego.
Krauze, nie kryjący surowych opinii o stanie polskiej muzyki, z zapałem działa na rzecz środowiska kompozytorów i wykonawców. Przyczynił się do reaktywacji Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej i przez dwie dekady był jego przewodniczącym. Współzakładał Towarzystwo im. Lutosławskiego.
W pierwszej połowie lat 80., jako doradca Pierre’a Bouleza w paryskim centrum IRCAM, opracował program i zorganizował (z niemałymi trudnościami, bo w Polsce trwał stan wojenny) 23 koncerty kameralne i symfoniczne z muzyką polską, które towarzyszyły wielkiej ekspozycji polskiej sztuki w Centre Pompidou.

80-83 11 2013 03Na próbie w Toronto, 1989


Pianista praktykujący
„Uważam, że kompozytor musi być jednocześnie wykonawcą. I nie tylko wykonawcą, który gra w domu. Kompozytor powinien występować na estradzie. Oba doświadczenia się sumują, napędzają, dają siłę. Więc podróże kompozytora– –wykonawcy są naturalne. Na tym polega życie muzyka, to jest wpisane w naturę zawodu.”
Prowadząc karierę solowego pianisty, w latach 1963-88 Krauze był również liderem Warsztatu Muzycznego – kwartetu o nietypowym składzie, z klarnecistą Czesławem Pałkowskim, puzonistą Edwardem Borowiakiem i wiolonczelistą Witoldem Gałązką. Był to jeden z pierwszych polskich zespołów muzyki współczesnej, który stawiał na improwizację. Warsztat Muzyczny w ciągu ćwierćwiecza dał około 300 koncertów na całym świecie, a specjalnie dla zespołu powstało ponad 100 utworów, m.in. takich kompozytorów jak Kagel, Nyman, Andriessen, Serocki czy Górecki.

80-83 11 2013 04Warsztat muzyczny 1968


Kompozytor „osobny”
Nieodżałowanej pamięci krytyk Andrzej Chłopecki nazwał Krauzego kompozytorem „osobnym”, pozostającym poza grupami, nurtami i modami muzyki polskiej.
Kiedyś w audycji Polskiego Radia Zygmunt Krauze opowiadał o muzyce, którą darzy sympatią i której słucha z przyjemnością. Jak przystało na kompozytora „osobnego”, także i tu zaprezentował „osobny” gust . Od dziecka lubił piosenki francuskie. Melodie z kabaretów nuciła mu matka. Jako licealista chodził do łódzkiej Filmówki na pokazy dawnych filmów francuskich. Z sentymentem wspomina piosenkę „W Weronie”, skomponowaną przez Andrzeja Kurylewicza do słów Norwida, a śpiewaną przez Wandę Warską. Za niepowtarzalną barwę głosu i poczucie rytmu chwali... Demisa Roussosa. Wspomina też, jak podczas pobytu w Paryżu często gościł Aleksandra Tansmana. Sędziwy polski kompozytor uwielbiał do późnej nocy grać na fortepianie fokstroty i tanga.
Otwartość na różne obszary muzyki i sztuki jest cechą charakterystyczną całej twórczości Krauzego. Krystyna Tarnawska-Kaczorowska, autorka monografii „Zygmunt Krauze. Między intelektem,fantazją, powinnością i zabawą” (2001), zgodnie z tytułem książki, wyróżnia cztery „rozruszniki” tej muzyki. Sam kompozytor na swojej stronie internetowej (www. zygmuntkrauze.com) stosuje następującą klasyfikację i kolejność: muzyka unistyczna, muzyka przestrzenna, muzyka stworzona z innej muzyki, muzyka powrotu do korzeni, muzyka teatralna, opera, muzyka fortepianowa.


80-83 11 2013 05Jorge Lavelli i Zygmunt Krauze



Unizm
Klucz do Krauzego. Termin „unizm” i kierunek w sztukach plastycznych wymyślił Władysław Strzemiński – malarz działający po wojnie w Łodzi. Strzemiński uważał, że wszystkie miejsca na obrazie są równie ważne, więc nie powstaje napięcie, kontrast; obraz powinien być jednolity i płaski. Krauze wspomina: „Byłem w 1956 roku, jako uczeń Liceum Muzycznego, na wystawie pośmiertnej Strzemińskiego i ten moment zaważył na mojej przyszłości, to znaczy wówczas zrozumiałem, po pierwsze, że będę kompozytorem, a po drugie, zrozumiałem, w jaki sposób będę uprawiał swoją muzykę. Nie Strawiński, nie Bach, nie wielu innych kompozytorów, a właśnie Strzemiński. Na czym to polega? Po pierwsze na tym, że Strzemiński dla kompozytora okazał się dobrym nauczycielem formy muzycznej. Nikt w konserwatorium nie powiedział mi nic nowego, nic ciekawego na ten temat, a od Strzemińskiego się tego nauczyłem”.
Unizm panuje w twórczości Krauzego od końca lat 50. do początku 60. Chłopecki twierdzi: „Hipnotyczne piękno tej muzyki odkrywamy, lub raczej otwieramy się na nie, kontemplując muzyczny utwór jak brzmieniowy obiekt, który trwa, a nie jak dźwiękowy proces, który dąży ku rozstrzygnięciu”. Myśl muzyczna jest prosta, taka sama na początku jak na końcu, nie rozwija się, nie przetwarza. To stabilna wstęga dźwiękowa.

Bez spisywania i publikowania manifestów Krauze wyrażał program unizmu w konkretnych kompozycjach, jak „Pięć kompozycji unistycznych” na fortepian (1963), „Esquisse” na fortepian (1967) czy „Polichromia” na klarnet, puzon, wiolonczelę i fortepian (1968). Zachowały się szkice „prekompozycyjne” utworów nienapisanych – z tych projektów widać, jak blisko muzyka unistyczna związana jest z plastyką.

Następnie – wspomina kompozytor – „[...] powstała idea, aby kompozycję unistyczną umieścić w specjalnie skonstruowanej do tego przestrzeni, po to, aby stale tam trwała, aby czekała na słuchacza, podobnie jak obraz czeka na widza w galerii. Słuchacz, wchodząc do takiej przestrzeni, sam decyduje, jak długo tam zostanie, jak długo będzie słuchał. Również sam decyduje, jak będzie się poruszał, jaką wybierze drogę w tej przestrzeni, w tym labiryncie. Kompozycje przestrzenno-muzyczne, które tworzyłem, składały się z wielu muzycznych zdarzeń, dźwiękowych warstw umieszczonych w różnych miejscach tej przestrzeni; słuchacz, przechodząc przez nią, sam decyduje, jak ten utwór będzie dla niego brzmiał – w zależności od drogi, w zależności od czasu przebywania w niej...”. Powstały m.in. „Kompozycja przestrzenna No. 1” (1968)
„Kompozycja przestrzenna No. 2” (1970). Dziś takie działania artystyczne zwane są instalacjami. Krauze współpracował z architektami: Teresą Kelm – w Galerii Współczesnej w Warszawie (1968, 1970), z Wiesławem Nowakiem i Janem Muniakiem – w Metzu (1987) oraz w Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi (1988), w zamku Eggenberg w Grazu (1974) i w pałacu Rohan w Strasburgu.

80-83 11 2013 06 Opera „Pułapka”, reż. Ewelina Piotrowiak, Wrocław 2011

Literatura, teatr, opera
Krauze szuka inspiracji nie tylko w malarstwie i architekturze. Komponuje pieśni do poezji polskiej (Różewicz) i światowej (Bonnefoy). Rozumie teatr i jest wziętym autorem muzyki scenicznej, stałym współpracownikiem francuskiego reżysera Jorge Lavellego, który rozsławił w świecie m.in. Gombrowicza. Naturalne wydaje się więc, że zainteresował się także gatunkiem opery. Wyjaśnia: „Wszystkie swoje opery – pięć – oparłem na sztukach teatralnych. Moje utwory operowe są rzeczywiście blisko związane z teatrem, z tekstem, są blisko dialogu, blisko ze słowem. Kiedy w latach 80. mieszkałem w Paryżu, komponując muzykę do wielu spektakli teatralnych, zacząłem sobie wyobrażać, w jaki sposób mógłbym swoją muzyką przedłużyć to, co jest istotne w teatrze. Jak można muzyką rozwinąć, rozszerzyć, pogłębić słowo. Jeśli chodzi o Lavellego – robiliśmy wiele wspólnych projektów, zresztą nie tylko we Francji, ale też w Hiszpanii, we Włoszech. To on reżyserował w Paryżu moją pierwszą operę – «Gwiazdę», a ostatnio «Polieukta» tu, w Warszawie”.

80-83 11 2013 07Płyta wydana przez Dux


Nagrania utworów Krauzego wydały: Muza, Dux, ORF, Nonesuch, Thesis, Musical Observations (CP2), Collins Classics, Recommended Records i EMI.
Wśród przyznanych mu wyróżnień jest m.in. order Legii Honorowej, medal Gloria Artis i nagroda Koryfeusz Muzyki Polskiej.
Zygmunt Krauze wyznaje: „[...] ja jestem szczęśliwy z tym, że jestem osobny. Bo uważam, że jedną z istotnych spraw, które muszą być spełnione u artysty, jest jego indywidualność, jego osobność właśnie, jego samotność i unikalność. Nie mówię, że ja taki jestem, ale do tego dążę. Dążę do tego, żeby nie być w grupie – zawsze tak robiłem i chyba mi się to udało, żeby nie być w „szkole”, żeby nie być w żadnym estetycznym ugrupowaniu, a raczej być właśnie osobno. Mogę być nawet bardzo malutki, ale sam i po swojemu. I to mi wystarcza”.


2014-05-16 15 07 12-80-83 11 2013.pdf - Adobe Reader

Autor: Halina Milewska
Źródło: HFM 11/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF