Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Srebrny jubileusz - Audio Physic

24-31 11 2009 01Audio Physic to dziś jedna z najbardziej znanych i uznanych firm produkujących kolumny. Niewiele jednak brakowało, by jej działalność zakończyła się spektakularną plajtą. I to nie w dalekiej przeszłości, kiedy stawiała pierwsze kroki na konkurencyjnym rynku, ale przed niespełna dekadą, kiedy cieszyła się już ugruntowaną pozycją.

 

Z jakością dźwięku Audio Physic nigdy nie miał problemów. Po drodze zdarzały mu się, jak wszystkim, mniej udane modele, ale średni poziom pozostawał wysoki. Zawiniły błędy organizacyjne, brak jasnej strategii rozwoju i fortuna utopiona w projekt wzmacniaczy cyfrowych. Zagrożenie bankructwem było tak realne, że doprowadziło do gruntownej reorganizacji funkcjonowania i zmiany struktury właścicielskiej. Audio Physic w nowym wcieleniu uporządkował model działania, usystematyzował ofertę i skoncentrował się na tym, co zawsze wychodziło mu najlepiej – produkcji kolumn. I tylko jedno przez cały ten czas się nie zmieniło – nadal nie ma problemów z jakością dźwięku.

Początki
Wszystko zaczęło się w roku 1985, kiedy to Joachim Gerhard, Wili Hegener i Hartmot Janssen wybrali się na spacer, by poważnie porozmawiać o przyszłości. Gerhard zawsze był typem mózgowca. Pociągały go nauki ścisłe, a jednocześnie lubił dobry dźwięk i w dorosłość wchodził już jako pełnoprawny audiofil. Swoją pasją zaraził przyjaciół i wciągnął we współzawodnictwo – czyj system zagra najlepiej. W tamtych latach słuchał tubowych Tannoyów i gramofonu Goldmunda (koledzy mieli elektrostaty Kossa Model IV i kolumny Ohm F).
Na studiach zgłębiał tajniki projektowania obwodów elektronicznych z intencją wykorzystania naukowych podstaw we własnych konstrukcjach. Równocześnie, dla zapewnienia sobie utrzymania, prowadził sklep ze sprzętem hi-end. Nasłuchał się wtedy urządzeń, które dla wielu mogły być spełnieniem marzeń i końcem drogi. Jego jednak nie satysfakcjonowały i tylko wzmogły potrzebę opracowania czegoś od nowa. Ambitny student zauważył, że nawet drogie i dobrze skonfigurowane systemy kazały słuchaczowi wybierać. Albo oferowały ulotne szczegóły, przejrzystość i przestrzeń, albo moc, panowanie nad rytmem i dobrze wypełniony bas. Nic jednak nie zapewniało wszystkich aspektów na równie wysokim poziomie.
Nie pozostało mu nic innego, jak zakasać rękawy i postarać się połączyć ogień z wodą. Właśnie o tym chciał porozmawiać z przyjaciółmi.
Mieli podobne doświadczenia i ten sam niedosyt. Mogli wydawać coraz więcej na urządzenia znanych marek albo zainwestować czas i pieniądze we własne przedsięwzięcie. Wybrali drugą opcję. Tak narodził się Audio Physic. Niedługo po rejestracji firma opracowała swoją pierwszą konstrukcję – minimonitor roboczo nazwany Tempo (inne źródła wymieniają też nazwę Spark). Wcześniej Gerhard zdobył już niejakie doświadczenie z zespołami głośnikowymi, które poddawał modyfikacjom, jednak w czasie prac nad pierwszą własną konstrukcją nie ustrzegł się błędu. Końcowe strojenie przeprowadził tylko na jednym systemie, a posiadany wówczas przez niego gramofon Goldmund Studio z ramieniem Fidelity Research i tuningowaną przez Van den Hula wkładką EMT generował obfity bas. Użyty jako element toru odniesienia, doprowadził do zafałszowania rezultatu brzmieniowego. Efekt był taki, że z konfiguracją Gerharda monitorki brzmiały dobrze, ale w bardziej liniowych aplikacjach stawały się ewidentnie rozjaśnione.
Po tej wpadce radykalnie zmieniono systemy pracy nad nowymi modelami. Prototypy konsultowano z panelem złożonym z dziesięciu osób, choć ostateczna decyzja należała do Gerharda. Tempo szybko przestrojono, dzięki czemu w kolejnych latach kolumienki zaczęły się sprzedawać w rozsądnych ilościach. Firma zanotowała pierwsze stałe dochody, a wspólnicy mogli spojrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.

24-31 11 2009 02     24-31 11 2009 07

 

Sukcesy
Rok 1988 przyniósł pierwszą wersję podłogowych Avanti. Był to zarazem zwiastun koncepcji, z którą Audio Physic kojarzy się do dziś. Kolumny miały wąską przednią ściankę i duże membrany basowe umieszczone po bokach. Taka architektura zapewniała z jednej strony pełne pasmo przenoszenia, z drugiej zaś – realistyczną przestrzeń. Wąski front pomagał kolumnom „zniknąć” z pomieszczenia i odwzorować scenę tak wiernie, jak tylko pozwalała na to realizacja płyty.
Po premierze Avanti Audio Physic stał się lepiej rozpoznawalny. Firma produkująca wąskie kolumny o wyjątkowej stereofonii znacznie poszerzyła grono swoich zwolenników. W 1989 roku Gerhard zrezygnował z pobocznych zajęć i wszystkie wysiłki skoncentrował na rozwoju przedsiębiorstwa. W 1992 odkupił udziały Hegenera, który musiał się zatroszczyć o rodzinny biznes po tym, jak jego ojciec zapadł na zdrowiu. Panowie pozostali jednak przyjaciółmi. Jak się później okaże, właśnie ta przyjaźń pomoże firmie przetrwać najtrudniejszy okres.
Lata mijały, a Gerhard jako jedyny właściciel i dyrektor generalny budował kolumnowe imperium. Z początku szło mu świetnie. Sukcesy Tempo II, a zwłaszcza Virgo, po recenzji w amerykańskim „Stereophile’u” (1995), zadziałały jak trampolina i przeniosły Audio Physica do głośnikowej superligi. Wieść o smukłych kolumienkach, które nie dosyć, że budują piękną przestrzeń, to jeszcze dyskretnie się prezentują, lotem błyskawicy obiegła świat i wywołała na nie prawdziwą modę. Pal sześć zapaleńców, którzy i tak kupią dowolnie wyglądające skrzynki, byle tylko dobrze grały. Ale Audio Physiki spodobały się także płci pięknej, ponieważ dzięki swoim gabarytom bezinwazyjnie wtapiały się w umeblowanie salonu. Firma wypłynęła na szerokie wody, a nowe rynki stanęły dla niej otworem. Nikogo nie trzeba już było przekonywać do słuszności przyjętych założeń teoretycznych, a ich autor z niegroźnego dziwaka przeobraził się w niekwestionowanego guru konstruktorów. Chętnie cytowany i przywoływany jako autorytet – stanął na szczycie sławy.

24-31 11 2009 03     24-31 11 2009 04     24-31 11 2009 06

 

Porażki
Niestety, skala sukcesu okazała się przytłaczająca i Gerhard zaczął popełniać błędy. Zamiast kontynuować działalność, którą wreszcie docenił świat, postawił na ekspansję. Jego idee fixe stało się budowanie pełnych systemów do odtwarzania muzyki. Nie tylko kolumn, ale także gramofonów, przedwzmacniaczy, końcówek mocy, a nawet kabli. Zanim opracowałby własne, chciał się zająć dystrybucją znanych marek na terenie Niemiec. Nie trzeba było długo czekać, żeby w ofercie Audio Physica pojawiły się źródła Forsella, wzmacniacze Adytona i okablowanie Wireworlda. I o ile Gerhardowi ledwie wystarczało czasu i energii na prowadzenie bieżącej działalności, związanej z zestawami głośnikowymi, to na dodatkowe aktywności doba okazała się zdecydowanie za krótka. Przyjęta strategia prostą drogą prowadziła do przeciążenia organizmu, który w końcu nie wytrzymał. W konsekwencji Joachim większość czasu w latach 1999-2000 spędził w szpitalu.

 

Zmiany
Na szczęście był na tyle przewidujący, by zdać się na zdolnego konstruktora. W 1997 roku zatrudnił na pełny etat Manfreda Diesterticha, który przejął jego obowiązki i miał się zatroszczyć o tworzenie nowych modeli. Wcześniej Audio Physic korzystał także z usług Bernda Theissa, odpowiedzialnego m.in. za subwoofer Terra i podłogówki Libra.
Prawdziwe problemy zaczęły się jednak, kiedy firma z Brilon, zaczęła inwestować we wzmacniacze cyfrowe. Gerhard był już wtedy w kiepskim stanie, a na domiar złego na swojej drodze spotkał typa spod ciemnej gwiazdy. Ten obiecał mu gruszki na wierzbie i spełnienie marzeń o elektronice sygnowanej logiem Audio Physica. Musiał mieć jakąś wiedzę z zakresu elektroniki, ale prawdziwe mistrzostwo osiągnął w robieniu dobrego wrażenia. Nie omieszkał też wystawiać słonych faktur za każdy, nawet najmniejszy przejaw swojej aktywności.
Dość szybko sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli. Wszystko, co Audio Physic zarobił, było inwestowane w kolejne prototypy. Powstało ich kilkadziesiąt, ale żaden nie działał dłużej niż kilka tygodni. Kiedy już wydawało się, że sukces jest blisko, a wzmacniacz udało się wykorzystać do prezentacji kolumn, po pewnym czasie następowała awaria. Projekt Cherubin, bo taką nazwę miały docelowo nosić pechowe wzmacniacze, okazał się kompletnym niewypałem i naraził firmę na gigantyczne straty.
Zdając sobie sprawę, że Audio Physic stoi na skraju wypłacalności, w 2002 roku Gerhard zrezygnował z funkcji dyrektora generalnego. Jego były wspólnik – Wilhelm Hegener – obserwował całą sytuację z rosnącym niepokojem. Kiedy stało się jasne, że pozbawiona przywództwa i płynności finansowej firma może przestać istnieć, zaproponował zatrudnienie menadżera z zewnątrz. Pod koniec 2002 roku pieczę nad Audio Physikiem przejął Dieter Kratochwil (jego babcia była Ślązaczką i ponoć fantastycznie gotowała). Gerhard coraz bardziej usuwał się w cień, aż w końcu stało się to, co prędzej czy później wydawało się nieuniknione. 20 grudnia 2004 roku pełny pakiet udziałów odkupiły od niego trzy osoby: Dieter Kratochwil – dyrektor generalny, Karl Becker – doradca podatkowy i Wilhelm Hegener, którego losy znów splotły się z firmą. I tak pozostało do dziś. Za działalność operacyjną odpowiada Kratochwil; pozostali dwaj są inwestorami finansowymi. Teoretycznie nie interesuje ich nic poza dywidendą, ale jak pokazuje historia, dla Wiliego Audio Physic zachował dużą wartość sentymentalną. W końcu to jego pierwsza własna firma.

24-31 11 2009 05     24-31 11 2009 08

 

Porządki
Z chwilą objęcia stanowiska Kratochwil zaczął robić porządki. Jednym cięciem zakończył kapitałochłonny projekt Cherubin, a następnie uprościł strukturę. Stopniowo rezygnował z dystrybucji innych marek, chcąc skoncentrować całą energię na kolumnach. Później dokonał przeglądu sieci sprzedawców w Niemczech. W jej wyniku ze 100 sklepów, handlujących AP teoretycznie, pozostało 40 rzeczywiście aktywnych. Obecnie jest ich 50, ale generują większe obroty niż wcześniejsza setka.
Ostatecznie przyszedł czas na uporządkowanie katalogu i ujednolicenie wzornictwa. Jak mówi Dieter, wcześniej każda kolumna Audio Physica wyglądała inaczej. Jeżeli ktoś nie śledził oferty, nie był w stanie stwierdzić, że poszczególne modele pochodzą z tej samej wytwórni. Podobnie trudno było określić ich pozycję w hierarchii. Aby temu zaradzić katalog podzielono na trzy serie, grupujące modele kierowane do coraz bardziej wymagających odbiorców. Dla początkujących jest Yara, dla zaawansowanych – High End, a dla najbardziej wtajemniczonych i zamożnych – Reference.
Wzrost ceny ma się za każdym razem odzwierciedlać w przyroście jakości, pod warunkiem, że do kolumn zostanie podłączona elektronika z adekwatnego segmentu cenowego. Cardeas nie rozwinie skrzydeł, sterowany wzmacniaczem Cambridge Audio, a uproszczenia Yary wyjdą na jaw prześwietlone monoblokami Audio Researcha. Wszystko ma swoje miejsce, a mezalianse niekoniecznie przyniosą oczekiwany efekt.

 

Organizacja
Siedziba Audio Physica znajduje się w Brilon – 15-tysięcznym miasteczku, popularnym ze względu na bliskość tras narciarskich. Znudzeni depresją Holendrzy przyjeżdżają tu chętnie, żeby poszusować na stoku albo po prostu pochodzić po górach. Podróż zajmuje około dwóch, trzech godzin, więc wpadają do Brilon i okolicznych miejscowości nawet na weekend. Dla tematu tego artykułu wydaje się to może niespecjalnie istotne, ale właśnie ze względu na ową geograficzną bliskość Holandia była dla Audio Physica pierwszym dużym partnerem handlowym za granicą.
Z firmy skoncentrowanej na rynku niemieckim Audio Physic stopniowo stał się marką międzynarodową. Jeszcze 12 lat temu eksport stanowił zaledwie 10 % przychodów. Przed pięcioma laty te proporcje wynosiły już 40/60, a obecnie w Niemczech sprzedaje się „zaledwie” 28 % produkcji. Pozostałe 72 % trafia na rynki zagraniczne.
Manfred Diestertich – główny konstruktor firmy – również lubi podróże, ale zamiast do sąsiadów przynajmniej raz w roku wybiera się w przeciwnym kierunku. Docenia dobre wino, a wystarczy przejechać autostradą około 230 km, żeby dotrzeć do maleńkiego regionu Ahr. Niewdzięczne skaliste gleby i strome zbocza, które wykluczają zbiór kombajnami, rodzą wybitne roczniki spaetburgundera (niemiecka nazwa pinot noir) oraz regionalnej specjalności – fruhburgundera. Niemieckie wydanie specjalności winiarzy z Burgundii potrafi zachwycić elegancją i ulotnym, a zarazem nasyconym smakiem. Znakomita jakość jest tu zwykle dostępna w akceptowalnej cenie, czego o Francuzach, niestety, powiedzieć nie można.
Jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, Manfred również stawia na dobry smak. Bierze pod uwagę nie tylko wskazania aparatury pomiarowej, ale też cechy brzmieniowe poszczególnych rozwiązań i komponentów. Poza tym stara się przewidzieć rzeczywiste warunki, w jakich przyjdzie pracować kolumnom z danej serii. Tańsze powinny więcej wybaczać, ponieważ zasilające je wzmacniacze będą pochodziły ze średniej półki. High-endowe nie mogą niczego maskować, ponieważ nie pokazałyby zalet wyrafinowanej elektroniki. Pryncypia pozostają jednak niezmienne. Poza doskonałą stereofonią kolumny Audio Physica muszą być naturalne, szybkie i wprowadzać jak najmniej zniekształceń. W najnowszym modelu Cardeas słychać to wyraźnie. Nacisk położono na błyskawiczną reakcję na impuls – również w zakresie niskich tonów – oraz przejrzystość i czytelność. Podbarwień jest tak mało, że w pierwszej chwili zestawy brzmią niemal obco. Kiedy po kilkunastu minutach oswajamy się z ich neutralnością, chcemy słuchać więcej i więcej.
Lwią część czasu Manfred spędza w firmie oraz w domu, gdzie również intensywnie pracuje nad nowymi projektami. Jako że Audio Physic sam projektuje nie tylko zwrotnice i obudowy, ale również przetworniki, nie narzeka na nadmiar wolnego czasu.
Fabryka wygląda raczej skromnie i jeżeli ktoś by się spodziewał zobaczyć wielką halę, w której robota idzie na trzy zmiany, najpewniej przejechałby obok. Ot, zwykły zadbany budyneczek przy cichej uliczce. Nawet umieszczone w rogu logo łatwo przeoczyć. Przyczyna „kompaktowych” rozmiarów jest prosta. W Brilon mieści się dział projektowo-badawczy, kilka pokoi biurowych, salka konferencyjna i montownia. Jest też podręczny magazyn, w którym przechowuje się komponenty niezbędne do bieżącej produkcji oraz małą partię kolumn gotowych do odbioru. Główny magazyn znajduje się nieopodal. Nie jest to szczególnie wygodne, ponieważ niepotrzebnie traci się czas i pieniądze na dodatkowe kursy. Ponadto skala działalności powoduje, że firmie robi się coraz ciaśniej. W ubiegłym roku Audio Physic rozważał przeprowadzkę do nowych pomieszczeń, ale ze względu na niepewną sytuację gospodarczą inwestycję odłożono. Z wypowiedzi Dietera można jednak wywnioskować, że temat wraca. Niewykluczone więc, że transakcja zostanie sfinalizowana już w przyszłym roku.

24-31 11 2009 09     24-31 11 2009 10

 

Skrzynki
Tymczasem wszystko odbywa się po staremu. Komponenty są zamawiane u zewnętrznych dostawców. Część nadal pochodzi z Europy, ale większość przypływa z Chin. Już teraz obudowy do prawie wszystkich modeli powstają w Kraju Środka. Główną przyczyną nie są bynajmniej niższe ceny, choć zapewne stanowią dodatkowy magnes. Dieter twierdzi, że w Chinach opłaca się kupować również ze względu na wysoką jakość. Zdolni stolarze z Danii zajmują się obecnie głównie intratną produkcją mebli, a ci, którzy teoretycznie mogliby ich zastąpić, nie dysponują odpowiednimi kwalifikacjami. Dochodzi do takich paradoksów, że skrzynki gięte w Kraju Środka wyglądają lepiej niż ze słynnej Hornslet Cabinets. Wszystko przez brak rzemieślników z doświadczeniem. Przed 20 laty w Danii działało kilkadziesiąt stolarni, które kształciły kadrę i nie tylko spełniały wysokie wymagania, ale też nie marudziły na niewielkie zamówienia i były na tyle elastyczne, by reagować na sezonowość w branży hi-fi. Teraz zostało ich niewiele, a najlepsi rzemieślnicy zajmują się wykonywaniem „designerskich” regałów. W tej sytuacji zdecydowano się rozpocząć poszuki
wania w Chinach, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście i tam zdarzają się wpadki, więc niezbędna jest drobiazgowa kontrola jakości. Jeżeli skrzynka nie zostanie wykończona starannie, inspekcja w Brilon natychmiast to wyłapie. Każda obudowa, zanim jako gotowa kolumna opuści fabrykę, jest poddawana uważnym oględzinom. Nawet drobna ryska czy ubytek forniru na kancie z tyłu jest powodem, by przesunąć ją do tzw. grupy A-. Tak sklasyfikowana para nie trafi już do odbiorcy jako pełnowartościowa. Co więcej – nie opuści granic Niemiec, a przynajmniej nie bezpośrednio z fabryki. Grupa Arozchodzi się po niemieckich dilerach, którzy mogą ją sprzedawać w obniżonej cenie, wyraźnie zaznaczając, z czego wynika dyskonto. Pełnej ceny można żądać tylko za towar pierwszej jakości. Ta procedura jest stosowana tylko do skrzynek, które mają drobne, niekiedy ledwie zauważalne defekty powierzchniowe. Jeżeli zaś cała partia okazałaby się wadliwa, nikt nawet nie zacznie montować w niej głośników. To po prostu nie miałoby sensu.

 

Głośniki i filtry
Przetworniki powstają wg indywidualnego projektu Manfreda. Jak twierdzi, nawet w Yarach czy Sitarach nie stosuje się głośników „z półki”. Modyfikacje odbywają się na bazie seryjnych modeli, ale coraz częściej Niemcy wykonują głośniki od podstaw. Z renomowanymi europejskimi producentami, takimi jak Seas czy Peerless firma nadal współpracuje, ale z coraz mniejszym przekonaniem. Zacieśnia natomiast kontakty z mało jeszcze znaną wytwórnią Wavecor. Jak mówi Manfred, Skandynawowie robią się coraz bardziej konserwatywni i leniwi. Ważniejszy od nowego projektu kosza czy kształtu zawieszenia jest dla nich weekendowy wyjazd na ryby. W jego głosie pobrzmiewa rozgoryczenie, ale trudno się dziwić. Przed kilkoma laty próbował ich przekonać do idei podwójnego kosza i do pomysłu izolacji od drgań przy użyciu sprężystego zawieszenia. Szło jak po grudzie i druga strona wyraźnie starała się go nakłonić do rezygnacji z pomysłów, które tylko niepotrzebnie wprowadzają zamęt.
Wavecor prezentuje zupełnie inne podejście. Jest firmą na dorobku, a trudno o lepszą rekomendację niż współpraca z tak uznaną marką jak Audio Physic. Wytwórnia działa w Chinach, ale założyli ją Duńczycy, projektujący wcześniej dla Vify. Przeprowadzili się i otworzyli małą fabryczkę. Nie boją się wyzwań i są otwarci na nowe pomysły. Wykonują krótkie serie i ponoć naprawdę angażują się w pracę. Manfred jest z nich bardzo zadowolony i niewykluczone, że już niedługo mianuje ich nadwornym dostawcą.
Wiele uwagi w firmie poświęca się także zwrotnicom. Ich elementy mają być maksymalnie przejrzyste i nie modulować brzmienia. Z tego względu w drogich modelach stosuje się kondensatory Clarity Cap. Okazało się bowiem, że najlepiej spełniają te oczekiwania, pozostając transparentnymi dla sygnału i ukazując zalety wyrafinowanych tweeterów.
Próby odsłuchowe Manfred stawia nawet wyżej od pomiarów, które stanowią dla niego jedynie punkt wyjścia do pracy nad kolumną. Oczywiście, są istotne i bez nich nie da się tworzyć poważnej konstrukcji, ale zdarzają się sytuacje, w których przyrząd nie wykazuje nic, a zmianę daje się zauważyć w odsłuchu. Jeżeli chodzi o wewnętrzne okablowanie, to konstruktor uważa, że o ile do wooferów wystarczą po prostu przyzwoite przewody, byle nie ograniczały przepływu prądu, o tyle podłączaniu przetworników wysokotonowych warto poświęcić więcej uwagi. Tweetery okazują się wrażliwe na jakość kabli, czego pomiary nie wykażą, ale w odsłuchu różnice stają się wyraźne.
Zapytany o przyczynę niechęci do bi-wiringu Diestertich stwierdził, że więcej z tym kłopotu niż rzeczywistego pożytku. Audiofilskie okablowanie ma często wysoką pojemność, więc dublując je, utrudniamy tylko pracę wzmacniaczowi. Lepiej kupić pojedynczą parę lepszych kabli i zasilić kolumny sygnałem wysokiej jakości. Więcej sensu ma bi-amping, chociaż tutaj trzeba pamiętać, że końcówki mocy muszą mieć to samo wzmocnienie (gain) i taką samą fazę. Jeżeli nastąpi niezgodność, efekt okaże się przeciwny do zamierzonego.

 

Pokój
Odsłuchy w Audio Physicu odbywają się w specjalnie przygotowanym pokoju o powierzchni ok. 27 m2. Zazwyczaj kolumny stoją 1,45 m od ściany tylnej i około metr od bocznych. Baza wynosi 3,1 m. Z aranżacją akustyczną nie przesadzano, tak aby pomieszczenie nie zamieniło się w studio, ale zachowało cechy normalnego pokoju mieszkalnego. Na podłodze leży wełniana wykładzina. Drzwi wyłożono filcową matą, taką samą, jakiej się używa do tłumienia obudów. W rogach i pod sufitem przymocowano kilka ustrojów akustycznych, a przy bocznych ścianach ustawiono kwadratowe regały z Ikei. Rozłożono na nich płyty i audiofilskie czasopisma. Znajdująca się naprzeciw głośników czerwona kanapa zachęca do długiego słuchania. Sweet spot znajduje się dokładnie na jej środku.
Audio Physic używa elektroniki Burmestera jako neutralnej, przejrzystej i dobrze ukazującej cechy kolumn. Kable są standardowe – głośnikowe Phonosophie (pochodzą od tego samego dostawcy i wyglądają identycznie jak Naim NACA5) oraz cięte z metra łączówki profesjonalne. Żadnych frykasów, które mogłyby stroić brzmienie albo spowodować, że kolumny zagrają pięknie, ale niekoniecznie rzetelnie. Przy projektowaniu obowiązuje zasada surowości i neutralności. Ostateczne strojenie systemu użytkownik i tak wykona we własnym zakresie.

 

Cardeas
Nasza wizyta w Brilon zbiegła się z ukończeniem prac nad nowym modelem Cardeas. Kolumny miały oficjalną premierę na wystawie High End w Monachium, ale wtedy chodziło raczej o pokazanie nowości, niż prezentację potencjału brzmieniowego. Teraz projekt doszlifowano i rozpoczęto seryjną produkcję. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami, Cardeas przypieczętował los Caldery. Wydawało się po prostu nieprawdopodobne, żeby dwie kolumny tak bardzo zbliżone cenowo mogły funkcjonować równocześnie. Poza tym Cardeas zawiera przetworniki II generacji i ma przewyższać Calderę w każdym aspekcie.
Duży podłogowy układ zbudowano w oparciu o przetworniki z membranami aluminiowymi. We wszystkich, za wyjątkiem woofera, zastosowano firmowe rozwiązanie Active Cone Damping II. W odróżnieniu od pierwszej generacji, w której krążek z tworzywa sztucznego przyklejano od spodu membrany, tutaj jest on naciągany na jej obrzeże. Montaż wymaga znacznie większej precyzji, ale nowa technika zapewnia lepszą reakcję membrany i efektywne tłumienie rezonansów. Manfred podkreśla, że dzięki ACD II aluminiowe głośniki przestają rezonować. Zachowują zalety, takie jak sztywność i tłokową pracę, ale tracą nieprzyjemny nalot, identyfikowany z metalicznym brzmieniem. Dźwięk jest szybki, selektywny, a jednocześnie wolny od podbarwień, czyli dokładnie taki, o jaki chodzi konstruktorowi.
Wysokich tonów nie odtwarza kopułka, ale głośnik z membraną stożkową, tak jak w przypadku pozostałych zakresów. Tutaj mamy do czynienia z tweeterem 2. generacji. Jest przede wszystkim większy od stosowanego w Virgo 5 – zamiast 19 mm, średnica wynosi 22 mm. Poza tym wzrosła obciążalność i efektywność – z 89 dB do 92 dB. Przetwornik wprowadza mniej zniekształceń i oferuje równiejszą charakterystykę przenoszenia. Na razie będzie montowany tylko w Cardeasach, ale naturalną koleją rzeczy
w przyszłości zobaczymy go także w innych modelach.
Przetworniki średnioi nisko-średniotonowe poza układem ACD II wyposażono w podwójny kosz. Po raz pierwszy firma zastosowała to rozwiązanie w Virgo 5, a teraz można się na nie natknąć już w Sitarach. Zapewne różnią się szczegóły wykonania samych przetworników, ale idea „dual basketu” pozostaje ta sama. Aluminium jest wytrzymałe, odporne na odkształcenia mechaniczne i zdolne unieść ciężki magnes. Niestety, łatwo wpada w rezonans. Membrana jest lekka i nie potrzebuje tak solidnego wspornika. Do jej utrzymania wystarczy ażurowy szkielet wewnętrzny, wykonany z antyrezonansowego tworzywa. Aluminiowy kosz obejmuje mniejszy, plastikowy, ale nie ma styczności z membraną. Dzięki temu konstrukcja zachowuje mechaniczną wytrzymałość, a jednocześnie rezonans aluminium nie podbarwia dźwięku. Pomiędzy zewnętrznym a wewnętrznym koszem zakłada się uszczelkę, która wytłumia drgania. Dodatkowo element aluminiowy jest zakończony okrągłym radiatorem, który ułatwia odprowadzanie ciepła z cewki. Krótko mówiąc – same zalety.
Zupełną nowość stanowią 25-cm woofery. Ich aluminiowe membrany zawieszono na grubych resorach, umożliwiających pracę z dużym wychyleniem. W każdej kolumnie pracuje jeden głośnik i dodatkowo – membrana bierna, która poprawia efektywność przetwarzania najniższych częstotliwości. Oczywiście, starym zwyczajem sekcję basową przeniesiono na boczne ścianki.
Na froncie pracuje tweeter i wszystkie nisko-średniotonowce. Są mocowane do grubej aluminiowej płyty, ale nie wszystkie stykają się z nią bezpośrednio. W montażu wysokoi średniotonowca zastosowano wariację na temat zawieszania strunowego SSC. Właściwy kołnierz głośnika znajduje się w środku większego pierścienia, z którym jest połączony gęstą siateczką ze specjalnie dobranego tworzywa. Tylko ten zewnętrzny okrąg styka się z obudową. Właściwy przetwornik wisi na siatce, przez co jest odizolowany od jej drgań. To rozwiązanie genialne w swojej prostocie, ale Manfred jest przekonany, że doskonale się sprawdza i pomaga uzyskać oczekiwany rezultat brzmieniowy.
Obudowa to skomplikowana konstrukcja, wzmocniona systemem wewnętrznych usztywnień. Ścianki są podwójne, a zewnętrzne panele ozdobne – izolowane gąbkowymi przekładkami. Izoluje się także wkręty mocujące kosze. Do tego celu służą neoprenowe wkładki, umieszczane w otworach montażowych. Wyraźnie widać, że projektantowi zależało na wyeliminowaniu wibracji, mogących pogorszyć warunki pracy głośników.

 

Zamiast tortu
Wszystko wskazuje na to, że Cardeas da początek nowej generacji referencyjnych kolumn Audio Physica. Kiedy opuszczaliśmy fabrykę, na transport do klienta czekała ostatnia para Kronosów. Ale wiadomo, że firma o takiej renomie nie może długo pozostawać bez flagowca. Tutaj na pewno należy oczekiwać nowości. Najbliższa przyszłość przyniesie jednak coś innego. W 2010 roku Audio Physic będzie obchodził 25. urodziny. Z tej okazji powstanie jubileuszowa edycja kolumny, która w jego historii odegrała kluczową rolę. Tempo powoli urasta do rangi symbolu. Było świadkiem zmiennych kolei losu firmy – jej początku, wzlotów i upadków, a wreszcie wyjścia na prostą – wszystkiego, co się wydarzyło przez ostatnie ćwierćwiecze. W jubileuszowym wydaniu firma z Brilon zapowiada miłe niespodzianki. Może będzie to nowy tweeter, może filtr wykonany z selekcjonowanych elementów, a może coś jeszcze innego. Na razie to tajemnica. Najważniejsze, że jest co świętować, a urodzinowa impreza ma być szczególnie uroczysta. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak złożyć jubilatowi najlepsze życzenia. Sto lat!

 

Autor: Jacek Kłos
Źródło: HFiM 11/2009

 

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Komentarze  

 
0 #1 Piotr F 2014-05-23 15:54
"Nawet drobna ryska czy ubytek forniru na kancie z tyłu jest powodem, by przesunąć ją do tzw. grupy A-. Tak sklasyfikowana para nie trafi już do odbiorcy jako pełnowartościowa." moze nie trafi w Niemczech, polski dystrybutor z cala pewnoscia upchnie ja na naszym rynku za normalna cene - seria YARA II jest tak delikatna ze lakier odpryskuje od stukniecia paznokciem, dodatkowo polski dystrybutor kastruje je z 10 letniej gwarancji dajac 24 miesiace gwarantowane ustawowo.
Cytuj | Zgłoś do administratora