Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Deftones - Gore

cd062016 010

FiXT 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Deftones to jeden z niewielu zespołów nu-metalowych, którym udało się wypracować własny styl i utrzymać wysoki poziom pomimo upływu lat. Tym razem jednak przytrafił im się spadek formy. Singlowe numery nigdy nie były szczególnie mocną stroną Deftones; w ich płyty należało się wczuć i przyswoić je w całości. „Gore” także idzie tą drogą, ale chyba odrobinę za daleko. Brakuje zapadających w pamięć fragmentów. Utwory zlewają się ze sobą, tworząc przyjemny kolaż brzmień i nastrojów, przydałoby się jednak więcej kontrastów i punktów charakterystycznych. Zaletą jest fakt, że muzycy budują nastrój za pomocą bogatej palety brzmień. Niestety, próbując wciągnąć słuchaczy w swoją wizję, nieco zbyt długo zatrzymują się nad pewnymi fragmentami. Skutecznie z transu wyrywają nas jednak interesujące sample oraz eksperymenty z brzmieniem instrumentów. Realizacja ma jedną poważną wadę – ubogą dynamikę. Jednym z powodów, przez które utwory się zlewają, są małe różnice w głośności między skromniej aranżowanymi, nastrojowymi kompozycjami a uderzeniami nisko strojonych gitar. Na „Gore” wyraźnie słychać, że płyta nie powstała pod wpływem wielkiej weny twórczej. Z drugiej strony – nie przynosi wstydu swoim twórcom.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

After The Burial - Dig Deep

cd062016 011

FiXT 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Śmierć Justina Lowe była jedną z najsmutniejszych wiadomości ubiegłego roku i wstrząsnęła światem nowoczesnego metalu. Koledzy z zespołu postanowili się jednak nie załamywać i kilka miesięcy później wydali nowy album. Na „Dig Deep” znajdziemy utwory, które dzięki swej złożoności należą do najlepszych w historii zespołu. Już otwierające płytę „Collapse” swoimi szalonymi, chaotycznymi melodiami udowadnia, że After The Burial pozostają w formie. Nietrudno jednak zauważyć, że na najnowszym wydawnictwie zespół mocno stawia na agresję brzmienia i potężną warstwę rytmiczną, gęsto rozsiewając breakdowny oraz chętnie sięgając po dysonanse. Oczywiście, znajdziemy tu także bardziej melodyjne kompozycje, jak „Laurenthian Ghosts”, oraz kilka, które obfitują w nagłe zwroty akcji, jak „Heavy Lies The Ground”. Problemem jest produkcja niezbyt wysokich lotów. Nagranie sprawia wrażenie mocno skompresowanego, przez co zarówno gitary, jak i wokale wydają się spłaszczone. O przestrzenności czy przejrzystości można tylko pomarzyć. Skala zjawiska nie jest jednak tak duża, by miała odebrać wszelką przyjemność ze słuchania. „Dig Deep” z pewnością nie jest wolny od wad. Niesamowite zagrywki oraz niebywała masywność brzmienia sprawiają jednak, że trudno się od tego albumu oderwać.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

The Algorithm - Brute Force

cd062016 012

FiXT 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

The Algorithm to jeden z projektów, które przecierają ciężkiej muzyce nowe szlaki. Ich najnowsze dzieło stanowi kolejny dowód na to, że metal i elektronika wcale się nie gryzą; wystarczy je odpowiednio połączyć. „Brute Force” to nie tylko nowinka żerująca na oryginalnym pomyśle – to kawał solidnego, nowoczesnego metalu, który poziomem złożoności może konkurować z gigantami tego gatunku. The Algorithm jak ognia unika przydługich zapętleń i systematycznie zmienia kierunki, w których podążają kompozycje. Twórcy wycisnęli, ile się da, z możliwości, jakie daje uwolnienie się od granic wytrzymałości bądź szybkości wykonawców. Rytmy zmieniają się w mgnieniu oka, a tempa niejednokrotnie przyprawiają o zawrót głowy. Podobnie w sekcji melodycznej – przez większość czasu towarzyszą nam rozbudowane pasaże, a sample wzbogacają paletę brzmień. Spragnieni bardziej naturalnych instrumentów również znajdą tu punkt zaczepienia, bowiem przy wielu okazjach dane nam jest usłyszeć gitarę elektryczną. Gitarzysta zdaje sobie sprawę, że wirtuozerskimi popisami i tak nie przyćmi potęgi elektroniki. Postawił więc na spokojne melodie, którymi oczarowuje słuchaczy. Każdy fan nietuzinkowych ciężkich brzmień powinien zainteresować się tym wydawnictwem, przełamując swoją niechęć do „muzyki z komputera”.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Babymetal - Metal Resistance

cd062016 003

Sony 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Choć pomysł łączenia metalu z japońską muzyką pop dla niektórych okazał się zbyt egzotyczny, to nie sposób zaprzeczyć, że debiut Babymetal był jednym z najciekawszych wydarzeń ostatnich lat. Drugim albumem grupa rozwija wcześniejsze pomysły i proponuje nowe rozwiązania. Kompozycje, jak poprzednio, zostały napisane solidnie. Nie znajdziemy tu banalnych riffów na dwóch dźwiękach czy bezmyślnego zapętlania motywów. Wprawdzie utwory mają standardową konstrukcję, ale nigdy nie stoją w miejscu, zaś bogate aranżacje sprawiają, że zawsze jest na czym zawiesić ucho. Co więcej, każda piosenka jest niepowtarzalna. Słychać tu inspiracje takimi gatunkami, jak power i folk metal, drum’n’bass, trip-hop, ska czy nawet mathcore. Choć nie wszystkich przekonuje jej dziewczęcy głos, Suzuka Nakamoto jest bez wątpienia utalentowaną wokalistką i brzmi niezwykle interesująco. Gitarzysta również nie chowa się w cieniu, a solówki ukazują jego imponujące umiejętności, natomiast perkusista, stale atakując podwójną stopą, przypomina o metalowych korzeniach grupy. Demolując skostniałe schematy, „Metal Resistance” jest dużo bardziej niepokorny, niż większość wtórnych albumów heavymetalowych. Jednak by go docenić, należy podejść do niego z przymrużeniem oka. n

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Miloš - Blackbird

cd062016 006

Mercury Classics 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Podtytuł „The Beatles Album” wyjaśnia prawie wszystko. Jeśli dodam, że Miloš Karadaglić jest gitarzystą klasycznym z Czarnogóry, to jesteśmy w domu. Artysta dotąd nagrywał wyłącznie w tradycyjnym stylu. Na najnowszej płycie sięgnął do innej stylistyki. Może nie zrewolucjonizował znanych melodii, ale potraktował je odmiennie, niż to zrobili przed nim inni wirtuozi gitary, jak choćby niedawno Al Di Meola. Przede wszystkim zawierzył aranżerowi Sérgio Assadowi. To jego pomysły, niekiedy zahaczające o brzmienia latynoskie, Karadaglić odtwarza. Jedynie w „Come Together” pozwolił sobie na udaną improwizację. Atrakcyjnie wypadła współpraca z kwartetem smyczkowym w kompozycji „The Fool on the Hill”. Także w kilku innych interpretacjach odnajdujemy ciekawe rozwiązania. W dwóch nagraniach wzięli udział znani wokaliści. O ile Tori Amos nie wniosła dodatkowych wartości do „She’s Leaving Home”, o tyle Gregory Porter w „Let It Be” wypadł popisowo. Niby wszystko już było i „Blackbird” nie dostarcza szczególnych niespodzianek, zawiera jednak kilka zaskoczeń. Przykładem sitar w „Lucy in the Sky with Diamonds”. Zresztą, przebojów The Beatles, o ile zostaną wykonane fachowo tak jak tutaj, zawsze przyjemnie posłuchać.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jesu/Sun Kil Moon - Jesu/Sun Kil Moon

cd062016 009

Rough Trade Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Album jest efektem współpracy wykonawców z kręgu muzyki niezależnej. Jesu to brytyjska grupa, której liderem jest gitarzysta Justin Broadrick, specjalizujący się w muzyce metalowej, granej w wolnym tempie. Z kolei Sun Kil Moon to awangardowa folkowa kapela z San Francisko. Na jej czele stoi kompozytor, gitarzysta i wokalista, Mark Kozelek. Ten ostatni woli lżejsze brzmienia, oparte głównie na gitarze akustycznej, choć niekiedy sięga po bardziej rozbudowany akompaniament. Jego znakiem rozpoznawczym są długie melodeklamacje na rozmaite tematy, nierzadko dotyczące chorób oraz innych życiowych nieszczęść. W 2015 jego grupa wydała udany krążek „Universal Themes”. Wspólna płyta liderów obu formacji stanowi połączenie zamiłowań każdego z nich. W pierwszej części królują ciężka gitara i fuzzowe akordy grane w jednostajnym rytmie. Na takim podkładzie płyną monotonne wokale. W drugiej połowie brzmienia łagodnieją; pojawia się gitara akustyczna. Więcej do powiedzenia ma Kozelek. Jego słowom towarzyszą chórki we „Fragile”, ale powraca smutna tematyka. Wokalista wspomina Chrisa Squire’a, basistę grupy Yes, który zmarł w ubiegłym roku na białaczkę. Dalej też nie brakuje dołujących treści. Nastrój nieznacznie poprawiają goście (m.in. Bonnie „Prince” Billy oraz członkowie grup Low i Modest Mouse).

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF